Plany powstańcze komunistów polskich w roku 1859

 

 

 

 

 

WSTĘP

 Powstanie styczniowe, r. 1863, wybuchło w chwili najmniej odpowiedniej. Oto jeden z najcięższych zarzutów czynionych inicjatorom powstania. Dlaczego pytano się, nie uczyniono tego podczas wojny krymskiej, kiedy Rosję zaatakowały dwa mocarstwa zachodnie, Anglja i Francja, targnąwszy się nareszcie na stanowisko dyktatorskie, zajmowane dotąd przez Rosję wobec całej Europy? Dlaczego siedziano cicho, gdy kilka lat później, w r.1859, Francja i Sardynia wypowiedziały wojnę drugiemu zaborcy Polski, Austrji? Tak z wyrzutem pytano tych, co w r. 1863 doprowadzili do wybuchu. A przecież w r. 1854 i 55 były próby wzięcia udziału w wojnie z Rosją po stronie sprzymierzonych, czynione przez emigrację turecką i francuską, Sadyka Paszę (Czajkowskiego) i Władysława Zamoyskiego. Nie było natomiast żadnych zorganizowanych prób udziału w wojnie o zjednoczenie Włoch. Były jedynie próby zorganizowania powstania przeciwko Rosji, mającego wybuchnąć tuż po powstaniu ludowem włoskiem, organizowanem na rok 1859 przez Mazziniego, i powstaniu węgierskiem, organizowanem w porozumieniu z Mazzinim przez Kossutha. Lecz próby te nie wyszły ani krokiem poza pomysły teoretyczne. Powstały one wśród odłamu komunistycznego emigracji polskiej w Londynie, gdzie wówczas działali Mazzini i Kossuth. Organizacja komunistów polskich Anglji, zwiąca się „Lud Polski”, podzielona na trzy „gromady”: „Grudziąż”, „Humań” i „Praga”, przestała istnieć w r. 1846. Przywódzca tego ruchu, Stanisław hr. Worcell wstąpił wtedy do Towarzystwa Demokratycznego i pozostał w niem aż do śmierci w 1857. Lecz drugi filar tej organizacji, Zenon Świętosławski, wraz z kilku innymi członkami danej organizacji komunistycznej, założył w Londynie na nowo organizację, zwiącą się również „Lud Polski”. „Gromada rewolucyjna Londyn”, tak zwała się owa organizacja ściślej, porozumiała się niebawem z Mazzinim, od niego się dowiedziała o zamierzonem powstaniu włoskiem i węgierskiem, a później o zamierzonej wojnie Francji z Austrją, i 23. maja 1858 roku jako „Lud Polski – Gromada rewolucyjna Londyn” wydała ową słynną odezwę do kraju, która dostawszy się do rąk Bärensprunga, prezydenta policji poznańskiej, posłużyła mu do zawiązania znanego „spisku Bärensprunga”.

W odezwie tej głosili komuniści polscy, że lada chwila wybuchnie powszechne powstanie ludowe, które skruszy jarzmo wszystkich ludów i wszystkie strony świata wywróci. Wyrażali przekonanie, że ruchowi temu przewodniczyć będzie Polska. Wiarę tę zaś oparli na historiozoficznej przesłance, że „górującą myślą” naszych dziejów, to nieustanny p o s t ę p.  „Świat Was zapyta krajowcy (t. j. Polacy w kraju mieszkający, w przeciwstawieniu emigrantom), czy Wam miłym jest postęp, czyście się nie wyparli tej górującej myśli Narodowego godła Waszego, która od najodleglejszych przodków Waszych idąc, popycha Was do najwyższej doskonałości społecznej, i stawia na czele ludzkościowego postępu”. Komuniści londyńscy mocno się obawiali, że ta myśl o postępie społecznym wśród ziomków w kraju zanikła. „Zasnęliście w pośród otaczających Was burz – obumarliście w pośród zewsząd budzącego się życia – i jesteście w oczach świata jakoby wulkanem wygasłym”. Gdy wszędzie indziej lada bazgracz nikłe swoje myśli po świecie roztrąbia, „u Was… z całą olbrzymiością pomysłów i serc cisza grobowa”.

Przerwać tę ciszę i rozniecić ogień w wulkanie wygasłym, oto zadanie owej odezwy.

Jakżeż więc musieli się ucieszyć komuniści londyńscy, gdy już w sierpniu r. 1858 otrzymali z Poznania wiadomość, że na skutek ich odezwy powstał tam komitet rewolucyjny, że już w całem Księstwie, a nawet w Kaliszu, potworzyły się komitety lokalne, które tylko czekają na hasło do powstania. Nie przeczuwali, że to wszystko było oszustwem. Dopiero w r. 1860 z trudem przekonał ich Władysław Niegolewski, że zostali wyprowadzeni w pole przez Bärensprunga.

Tak więc trwała owa korespondencja komunistów londyńskich z Bärensprungiem dwa lata blisko. Listy, pisane z Londynu, pozwalają na dokładne odtworzenie planu powstania, zamierzonego przez komunistów polskich w Londynie i to powstania nietylko polskiego ale i ogólno-ludzkiego.

Najpierw tedy dowiadujemy się z listu z dnia 5 września 1859 r., że uwagi o ospałości ziomków w kraju i porównanie ich do wulkanu wygasłego są zaczerpnięte z dzienników londyńskich, które codziennie im dowodziły, że Polacy to „wulkan wygasły”, „że niepodległość nasza jest chimerą, której nawet Polacy nie czują, bo cicho siedzą, kiedy inni powstają, i żeśmy radzi z tego, że nas Moskal i Niemiec cywilizują i oświecają”. Zagrała tu więc duma narodowa; nie mogąc znosić dłużej urągań „szachrajskiego dzienikarstwa” londyńskiego, wysłali odezwę do kraju, w której zarzuty prasy angielskiej jako swoje powtórzyli, i wezwali naród do powstania, do zrewolucjonizowania Europy i obalenia wszystkich tronów.

Przekonanie zaś, że Europa cała jest podminowana i czeka tylko hasła powstania przeciwko reakcyjnym ciemięzcom na tronach, powzięli, jak to już mówiono wyżej, z obcowania ze spiskowcami innych narodów, przedewszystkiem Kossuthem i Mazzinim. Szczególnie do Mazziniego zwracali się komuniści polscy o radę. Mazzini zaś, nie zdaje sobie sprawy z nadzwyczajnej słabości tak co do liczby jak i inteligencji tego odłamu emigracji polskiej, odpowiadał im w listach i udzielał rad. W liście z 15 lutego 1859 r., zachowanym w aktach w kopji, radzi im dopiero wtedy rozpocząć postanie w Polsce, gdy wybuchnie powstanie ludowe we Włoszech, lub gdy Francja i Piemont rozpoczną z Austrją wojnę we Włoszech. Po Polsce napewno powstałyby Węgry; a Włochy, Polska i Węgry porwałyby za sobą resztę Europy. Polska sama tylko wtedy mogłaby rozpocząć działanie, gdyby powstanie objęło cały naród i rozpoczęło się świetnem zwycięstwem („par une éclatante victoire”); inaczej bowiem zostałaby zgniecioną („elle serait écrasée.”) Powstanie jej obudziłoby wprawdzie płomienne sympatje, „lecz my jesteśmy za daleko, aby te sympatje od razu mogły się zamienić w czyn”. Radził więc odczekać powstania włoskiego lub wojny Francji i Piemontu z Austrją, co miało nastąpić około połowy r. 1859 („vers la moitté de l’année”).

W liście z 13 kwietnia 1859 r., zachowanym w oryginale, donosi, że wojna z Austrją może wybuchnąć jeszcze w kwietniu. Radzi tu jednak doczekać się wpierw powstania węgierskiego. Gdyby zaś Polska mogła się opierać potędze Rosji przynajmniej przez miesiąc cały, wówczas nie potrzebuje czekać na Węgry. Radził usilnie pozostawić Prusy na razie w spokoju; sprawę granic, któraby mogła doprowadzić do zatargu z niemi, należało odroczyć aż do czasu, kiedy Polska będzie silną („les questions des limites… réserves pour le moment ou l’on sera fort”). Nakoniec upomina, aby patrjoci polscy wyzbyli się „sugestji Napoleońskiej”, z tej strony bowiem nie czeka ich nic innego jak tylko zdrada. („Que les patriote Polonais se défient de toute suggestion napoléonienne: ils ne rencontreraiet que la trahison”).

 

I. PLANY POWSTAŃCZE „LUDU POLSKIEGO”

Mając zapewnione od samego Mazziniego, że bliską jest chwila, w której Polska skutecznie będzie mogła chwycić za broń, komuniści londyńscy zaczęli poważnie już myśleć o powstaniu. Najpierw tedy:

1. c e l, który sobie postawili. „Niech nas sto tysięcy legnie, byleśmy Ojczyznę naszą, Ojczyzną Kochanowskich, i Kościuszków, Głowackich, i Kilińskich z więzów uwolnili”, piszą w liście z 12 stycznia 1859 r. Chodziło im tedy o niepodległość Polski. A ponieważ w liście z 20 września r. 1858 nakazują zakładać komitety rewolucyjne także w Wilnie i Kijowie, pragnęli więc na wschodzie granicy z r. 1772; co do granicy zachodniej zaś nie zapomnieli o Śląsku Górnym, lecz i tam chcieli wzniecić powstanie, jak to wynika z listu z 5 września 1859 r. „A jeszcze byłoby lepiej, gdybyśmy mniejwięcej równocześnie powstać mogli na całym obszarze wszystkich ziem naszych, to jest: nie tylko w Królestwie i Poznańskiem, ale i na Litwie, Ukrainie, w Galicji, w Krakowskiem, i jeżeli można na Śląsku, bo zwłaszcza w Górnym Śląsku patrjoci nasi do powstania przygotowywali umysły, a Śląska powstanie wprowadziłoby nas w bezpośrednie stosunki z Czechami i Morawią, których współdziałanie z nami w czasie wojny z Austrją byłoby nam, Włochom i Węgrom nadzwyczaj użyteczne.”

Uważali także za konieczne przyłączyć do Polski Wrocław i Królewiec… marzyli więc, jak powiedział o sobie Świętosławski, „o Polsce przynajmniej takiej, aby w niej Chrobry nie wstydził się zamieszkać.”

Nie ograniczali się atoli do wywalczania niepodległości Polski. „Nie chodzi już dzisiaj o wyswobodzenie jednego narodu z jarzma na niepodległość, bo wszyscy ciemierzcy (sic) są tak razem związani, że się za ręce wezmą, i przeciw niemu obrócą, a on paść musi.” Dopiero tedy wyswobodzenie wszystkich narodów zapewni Polsce niepodległość. Jej powołaniem jest „skupić wszystkie słowiańskie szczepy w jeden naród, a mając do walczenia przeciw Austrji i Prusom, musi Germanii i Włoch sprawę wziąć na siebie, żeby ich przekonać, że choćbyśmy ich rządy podbili, i c h podboju nie pragniemy, ale raczej walczymy za i c h wyzwolenie”.

Po wyzwoleniu narodów słowiańskich zamierzali założyć Rzeczpospolitą Słowiańską, a po wyswobodzeniu reszty narodów świata – Rzeczpospolitą Powszechną.

Możnaby sądzić, że spełnienie powyższych olbrzymich zadań, było ponad siły narodu polskiego. Komuniści polscy byli jednak innego zdania, bo stawiali sobie jeszcze inne cele, równie pilne, jak powyższe.

W liście z 12 stycznia 1859 r. piszą, że obeszli z koszturem pielgrzymim świat cały i poznali, że „nam jedynie Bóg siłę dał, żeby świat przerodzić i nowy im kształt nadać, aby ziemia rajem była a nie piekłem, jak dzisiaj.” Jest to już cel czwarty: odrodzenie i urządzenie świata na nowo. Jak zaś to dzisiejsze piekło na ziemi chcieli zamienić w raj, zobaczymy później.

Nie dosyć na tem. W tym samym liście czytamy, że „świat rachuje na nas. Świat od nas początkowania, od nas hasła wygląda.” „Bo niech jakibądź naród powstanie, nie będzie miał nigdy tyle co Polska pewności wywołania powszechnego powstania, bo i Węgier, Czech i Rzymianin, i Francja, i Niemiec, wie każdy, że widział Polaka na barykadzie swojej, a i wygnaniec każdy przypomni sobie, że Polak jedynie łożył wszystko za sprawę powszechną…” (list z 12. 4. 59). A więc hasło do tej olbrzymiej przemiany świata miała dać Polska, i Polska, jak to później jeszcze wyraźniej dostrzeżemy, miała stanąć na czele tego ruchu.

Byli to romantycy ci komuniści polscy; nikt tak jak oni nie stosował się do nakazu wieszcza: „mierz siły na zamiary…” Nie zaniedbali jednak pomyśleć i o siłach. A ponieważ zamiarem była rewolucja powszechna, i to rewolucja krwawa, więc chodziło przedewszystkiem o

2. s i ł y z b r o j n e. Najpierw tedy a) l i c z b a. Wielkość armji powstańczej uzależniano od siły wrogów. Jak zaś z listu 12. stycznia 1859 r. wynika, zaliczano do wrogów nietylko Prusy, Rosję i Austrję, lecz także Francję i Anglję. „A pamiętajcież, że i Francja i Anglja i reszta najserdeczniejszych zabójców naszych przyjaciół i sprzymierzeńców będą… przeciwko nam, …zęby dział swych okrętowych przeciwko nam wyszczerzą, albo bagnety przeciwko nam zwrócą”. Chodziło więc o stawienie czoła wszystkim ludom, ciemiężonym przez królów i cesarzów i gnanym przez nich w bój z powstańcami. I dlatego komuniści polscy w Londynie uznali za potrzebne postawić od razu siłę zbrojną, liczącą „sto lub dwa kroć sto tysięcy” żołnierza.

Jak postawić od razu tak wielką potęgę? Komuniści londyńscy wiedzieli, że nie postawi jej szlachta sama, że powstanie musi być powstaniem ludowym, w którym wszystkie warstwy społeczne wezmą udział. Podkreślają to nieomal w każdym liście, a już najbardziej napominają chłopów, aby się nie uważali za najcnotliwszych w narodzie dlatego jedynie, że noszą sukmany i aby nie odpychali od siebie wiedzy i doświadczenia „surdutowatych”. „Mniejsza kto komu co winien, rozedrzyjmy przeszłe nasze rachunki, a zacznijmy po bratersku i uczciwie na nowo”. „Gdzież szlachcić, bogaty czy biedny, Poznańczyk czy inny, coby nie przyniósł suchar obozowy nad biesiady carskie, albo gdzie chłop, coby nie wolał kossę miłosławską nad karabin pruski, brata-szlachcica nad landratą lub policmajstra pruskiego? W to Bracia wszystkim grajcie…” (list z 12. 1. 59). Znamieniem jest, że to zbratanie chłopa z szlachcicem zalecają komuniści polscy, zanim Mazzini w liście z 15. lutego rzucił im hasło: „point de gurre de classe à classe”.

Najpilniejszem tedy zadaniem było przysposobienie ludu „do czynnego w powstaniu udziału, aby ono stało się ludowem w pełnem znaczeniu tego wyrazu” (17. 2. 59). W Poznańskiem będzie to najłatwiej; tam bowiem nie będzie potrzeba pracować nad wyszkoleniem wojskowem, gdyż cała ludność w t. zw. „landwerze” jest „do użycia broni przyuczoną.” (17. 2. 59). Równocześnie radzili wciągać do spisku i aktywnych wojskowych; w tym samym liście bowiem piszą; „i starajcie się, o ile to da się zrobić, wciągnąć wojskowych do związku, bo oni mogą być bardzo użyteczni”.

Tam zaś, gdzie trzeba żołnierza musztrować, nie należy go „zmieniać nigdy w cudzoziemskiego za żołd i szlify bijącego się żołdaka, bo to jest najgłówniejsza plaga, która zabiła wszystkie ruchy rewolucyjne w Europie,… która człowieka zamienia w bydlę lub nieboskie drapieżne zwierzę”.

Landwera, żołnierze, wyćwiczeni w konspiracji i żołnierze aktywni, pozyskani dla spisku, mieli stanowić armję regularną. Obok tej armji miało stać – starym obyczajem polskim pospolite ruszenie. „Skoncentrowana siła zbrojna nieprzyjaciela naszego może i od nas wymagać utworzenia mocnej siły zbrojnej we wszystkich wojennych obrotach wyćwiczonej, ażeby z pomocą pospolitego ruszenia nieprzyjaciela w własnym kraju naszym pokonać…” (5. 9. 59)

b) P r z y s i ę g a. Wszyscy ci „bohaterowie wolności” mieli być zaprzysiężeni: „1) że broni nigdy nie złoży i z placu bitwy nie zemigruje; 2) że, oczyściwszy kraj własny z nieprzyjaciela, pójdzie choćby na krańce świata tron, który mu wskażą, pomimo wszystkich trudności i przeszkód, obalać, i zaprowadzać wolność w miejsce dawnego ciemięstwa; 3) że na żaden i na niczyj rozkaz broni, danej mu w obronie ludu, przeciwko temuż ludowi nie wzniesie”.

c) U z b r o j e n i e. O uzbrojeniu landwery pomyślał już rząd pruski, który w całem Księstwie pozakładał magazyny broni, chodziło więc tylko oto, by „silnym, niespodziewanym napadem” na nie broń zdobyć. Nie starczy jej oczywiście na uzbrojenie pułków regularnych i pospolitego ruszenia, więc „starajcie się wszczepić wiarę w lancę i kossę, boć doświadczenie uczy, że jak kawalerzysty lanca, tak piechura bagnet, nie zaś pukawki (t. j. karabiny) rozstrzygają bitwy. Dumouriez z ludem paryskim w widły i piki uzbrojonym pobił dwakroć sto tysięcy Niemców w lasach Ardeńskich… Wyższości zaś kossy nad bagnetem dowodzi nawet sam bagnet francuski nowego rodzaju, który jest prawie naśladowaniem kossy… Nie oglądajcie się więc zbyt na broń palną, a i tę, skoro mieć będziecie, dawajcie raczej tym co jej użyć umieją… Zresztą z zaczęciem możemy i własne gisernie pozakładać, i zza granicy masę tego sprowadzić, boć gotówki wewnątrz nie będziemy potrzebowali, gdyż tę doskonale zastąpi papierowy pieniądz (!)… brak armat zastąpi masa jazdy naszej, zwłaszcza z południowych ziem naszych, która nam wkrótce armat dostarczy”.

Takie to siły zbrojne zamierzali komuniści polscy wystawić. Zdawali sobie jednak widocznie sprawę z tego, że siły te nie wystarczą na stawienie oporu całej Europie, i dlatego w liście z 12. kwietnia r. 1859 podkreślają konieczność agitacji pomiędzy ludem tych krajów, z któremi przyjdzie walczyć, „ażeby na wypadek wojny mieć ich (t. j. ludów) powstania przeciwko ich rządom w pogotowiu”.

Nasuwa się teraz pytanie, jak komuniści polscy zamierzali użyć tej siły zbrojnej, jaki mieli

3) p l a n s t r a t e g i c z n y? Najpierw należy stwierdzić, że nie myśleli o wojnie zaczepnej, lecz tylko odpornej. W liście z 5. września piszą, że zadaniem armji regularnej będzie, z pomocą pospolitego ruszenia „nieprzyjaciela w w ł a s n y m k r a j u n a s z y m pokonać”. W tej walce odpornej chodzić powinno przedewszystkiem o opanowanie najważniejszych punktów w kraju, jakiemi są Poznań, Kraków, Lwów, Kijów, Wilno, a przedewszystkiem Warszawa. Jak widać, zapomnieli zupełnie o najsilniejszym punkcie na ziemiach polskich: o Modlinie. Zacząć, według nich, należało od Warszawy, a następnie dopiero pokusić się o resztę wielkich miast polskich, Warszawa bowiem „jest punktem środkowym, dalej od nieprzyjaciół jak wy, a naród hasło jej zna i na jej hasło cały powstać gotów”. „Poznań jest nam punktem bardzo ważnym, ale tylko w razie, że pewni będziecie innych punktów, bo strategicznie mówiąc, jest najgorszym do zaczęcia”. „Kraków i Lwów są także niezmiernie ważne punkta, bo gdyby Austrja atakowała Lwów przez Morawy i Czechy (!), które z nami są, a przynajmniej być powinny, możemy Wiedniowi zagrozić, a przez to Lwów ocalić, albo w razie przeciwnym, rzuciwszy się na Węgry, możemy Kraków ocalić. Lwów jeszcze z tego względu jest nam punktem koniecznym, że przezeń możemy armji rosyjskiej okropną zrobić dywersję przez powstanie południowej Polski na Wołyniu, Podolu i Ukrainie. Wilno jest nam także potrzebne bo bez powstania w Litwie nie będziemy mieli z tej strony silnego oporu ani ataku przeciw Rosji, a pamiętajcie Bracia, że atak z tej strony jest dla Rosji zabójczym.” (17. 2. 59).

A więc plan był taki: zacząć w Warszawie, a następnie opanować wszystkie ważne punkty w Polsce, i tak jakoś, wskutek „rozszarpania sił nieprzyjacielskich na wszystkie strony” wroga rozgromić.

 4. T a k t y k i zaś zamierzali się trzymać następującej: Wiedzieli, że wrogowie ich będą mogli każdego czasu „na każde dane miejsce parę kroć sto tysięcy wojska drogami żelaznemi” rzucić. (17. 2. 59) Jak na to zaradzić? Odpowiedź nie była łatwą, gdyż według ich przekonania, dziś przy drogach żelaznych Napoleon by zgłupiał, i nicby nie zrobił.” (17. 2. 59). Dopiero w liście z 5 września 1859 r. dali na to taką odpowiedź: „Przeciw nieprzyjacielowi, skoncentrowanemu, mogącemu za pomocą dróg żelaznych masę zbrojnego żołnierza rzucić na każdy prawie punkt dany, można czerniawą na wszystkich punktach powstawać, ciągle i zewsząd męczyć, napadać, przecinaniem komunikacji i zabieraniem jego żywności etc. etc. ogładzać i osłabiać, a on się rozerwać na wszystkie strony nie będzie mógł i musi uledz. W Hiszpanji nie Wellington ale guerillasy Francuzów zjedli, Wellington niedobitków już tylko gnał przed sobą, i łatwem stało się jego zwycięstwo pod Victoria, czego był bez gerillasów nigdy nie dokonał.

Tak to w ciągu kilku miesięcy rozleciała się komunistom londyńskim ogromna armja stu czy dwustutysięczna na niezliczoną ilość oddziałów partyzanckich, a zamiast marzyć o wielkiej bitwie, rozstrzygającej o losach świata na tych ogromnych płaszczyznach naszych, zgodzili się w końcu na skromne utarczki partyzanckie. A przecież w liście z 17. lutego 1859 r. wyraźnie odrzucili taktykę bandytów włoskich w Apeninach, dlatego że w kraju naszym niema Apenin, w którychby oddziałki powstańcze lata całe mogły się trzymać. Nie przewidywali wtedy zapewne, że nam lasy nasze zastąpią Apeniny. Dlaczego stali się naraz tak skromnymi? Oto przeżyli w tym czasie dwie wielkie bitwy: pod Magenta i Solferino (4 i 24 czerwca), dowiedzieli się, jakich mas i ludzi i jakich środków technicznych trzeba, aby bitwy takie stoczyć, i przekonali się, że nie im o nich marzyć.

5. P r z e b i e g p o w s t a n i a powinien, ich zdaniem, być następujący: w pierwszym momencie powstania załogi zaborców rozbroić, „a broń, amunicję i magazyny na rzecz rewolucji zabrać; niektóre miasta mają ufortyfikowania mocne i załogi silne, z niemi jest najlepiej robić w dni targowe, kiedy masa ludzi może bez podejrzenia przyjść z okolic na targ; fortece, w których nie będzie można zrobić wewnątrz konspiracji, zostawcie na pierwszy moment w pokoju, potem oni sami będą musieli się poddać.” (17. 2. 59). Szczególnie chodziło im o zawładnięcie magazynami broni, gdyż w tym samym liście napominają Wielkopolan, aby ich nie zostawili „w ręku nieprzyjaciela, jak w roku 1848”. A co dalej? O tem nic wyraźnego w listach doczytać się nie można. Pozostaje więc tylko to, co się wyżej rzekło, omawiając ich taktykę, a mianowicie ich zamiary partyzanckie, szarpanie wroga na wszystkich końcach, przerywanie komunikacji itd.

6. N a c z e l n e d o w ó d z t w o. Musiał im się Bärensprung ustawicznie naprzykrzać zdaniem, że jeżeli przedsięwzięcie całe miało się udać, powinien na jego czele stanąć człowiek o nazwisku znanem w Polsce. W liście z 14 czerwca 1859 r. wyrażają bowiem niezadowolenie, że ”lud, jak w 1830 młodzież warszawska, jak wszystkich powstań ludy, do wsławionych, niegdyś zasłużonych, a dziś zużytych imion przywykłe, na ich jedynie hasło w najświętszych celach czeka. A ci albo hasła dać nie chcą, bo, jak się Chłopicki wyrażał: „to mu nawet butów nie uszyje”, albo, jak się dziś wyrażają: to ich z Francji wygna! to ich chleba pozbawi!… I myż na takowe drobiazgowe względy uważać mamy?… Jakby przeznaczenie narodu nie było większe ponad wszystkich najwsławieńczych imion naszych świetność! Cel wielki, wyzwalający Naród, odradzający Ludzkość, najnieznańsze nazwisko rozpromieni sławą, która nigdy nie zmiera, a nędznej myśli sto tysięcy podpisów Mierosławskich etc. etc. o cal jeden nie podniosą. Przeklęta wiara w imiona! przeklęte narodowego umysłu lenistwo, które… zbawiennej myśli Polski nie objawia, ale składa ciężar i odpowiedzialność na barki tego, który (zamiast któremu!) przypadkiem udało się parę bitew wygrać… Wiara w imiona dotąd była wszystkich naszych usiłowań spadkiem. Wiara w Chłopickiego i wsławionych, starych, doświadczonych generałów w 1830 o co nas przywiodła?… Wiara w 1848 w jednego człowieka na co się przydała?… Co nam Bracia po imionach?… Gromada nasza… mówi, że Duch święty, że prawda poczuta w sercach milionów, jest wszystkiem, a kto narzędziem jej objawu, mało w to wchodzi”.

Mimo wszystko jednak postanowili widocznie narazie liczyć się z tą wadą narodu, który nie wierzył w żadną sprawę, jeżeli ta nie błyszczała jakiemś świetnem nazwiskiem, i dlatego pod nową drukowaną odezwą „do Narodu Polskiego”, z maja 1859 r., którą wydali nie jako nieznana „gromada rewolucyjna Londyn”, lecz jako „Emigracja Polska”, podpisali nie mając do tego żadnego upoważnienia, Mierosławskiego i Wysockiego. W liście z 14 czerwca piszą jednak, że ich to „wiele kosztowało, bo nam się widzi, że prawa droga jest najprostsza”. Pocieszają się jednak tem, że i Napoleon, chcąc pobudzić Poznańskie do powstania, podpisał na odezwie Kościuszkę, bez jego przyzwolenia, co nie zgadza się z prawdą, gdyż w odezwie z dnia 3 listopada 1806 r., podpisanej przez Dąbrowskiego i Wybickiego, jest tylko wzmianka o tem, że „wkrótce Kościuszko wezwany przez nieprzezwyciężonego Napoleona, przemówi do was z Jego woli”.

Tak więc nie mieli komuniści polscy pośród siebie nikogo, któryby sławnem nazwiskiem swem obudził zaufanie do ich akcji. W żadnym też liście nie piszą, kogo upatrzyli na dowódcę naczelnego, a kogo na naczelnika rządu narodowego. Z jednej tylko rzeczy zdawali sobie jasno sprawę: że do rządu nie wejdzie żaden wojskowy, bo wojskowi w rządzie „albo się między sobą powadzą i poróżnią, albo jak Skrzynecki, zamiast walczyć, w dyplomatyczne stosunki wejdą z nieprzyjaciółmi naszymi”… Rząd miał być „wszechwładny”: naczelne dowództwo miało podlegać rządowi, „jak za rewolucji francuskiej w 1793, któregoby najniższy wysłaniec mógł naczelnego wodza odwołać i pod sąd oddać, a najprostszego żołnierza wodzem naczelnym uczynić.” (18. 2. 59).

Omówione wyżej przygotowania ideowe i militarne uważali komuniści londyńscy za wystarczające, aby rozpocząć walkę z ciemięzcami Polski i wszystkich ludów europejskich. A gdyby walka była zwycięską, jaki zamierzali dać u s t r ó j niepodległej Polsce?

 

II. Komunistyczny ustrój Polski niepodległej, Rzplitej Słowiańskiej i Rzplitej Powszechnej.

  W liście z 12 kwietnia 1859 r. przesłali szkic swoich „pojęć przyszłego urządzenia narodowego”, którego § 24 brzmi: „Broń wzniósłszy ogłaszamy Rzeczpospolitą Polską; ale mając na celu wyzwolenie Ludzkości, przy pierwszej lepszej (!) ziemi słowiańskiej, do nas nie należącej, ogłaszamy Rzeczpospolitą Słowiańską, złożoną z województw litewskich, polskich, ruskich, moskiewskich, pskowskich, czeskich, morawskich, słowackich, krakowskich (!) itd., przypuszczając wszystkich, zasady nasze wyznających, do wspólnego z Ludem naszym wszechwładztwa i do jednakich z nami praw.”

 Nie koniec jednak na Rzeczpospolitej Słowiańskiej. W § 25 przewidują, że narody zachodnio-europejskie zawezwią ich do utworzenia „R z e c z y p o s p o l i t e j P o w s z e c h n e j”. Uczyniwszy takiemu wezwaniu zadość, zamierzali powołać „do rządu powszechnego najzasłużeńszych ludzi różnych narodowości dając im jednaką z nami moc w stanowieniu o sprawie Ludzkości. Obóz nasz, jeżeli nie miasto, będzie nam tymczasową świata stolicą, a język nasz i cel nasz językiem i celem powszechnym, dopóki nawrócona i razem złączona Ludzkość lepszych nie znajdzie”.

 Mówiąc o ustroju wewnętrznym uwzględniają na razie tylko Polskę. § 1 stanowi: „Wszyscy urzędnicy i księża, służący za narzędzie tyranii, znoszą się, a inni wszyscy, uznani za zdrajców Ojczyzny z r. 1831 i później, jeżeli okoliczności pozwolą, w y t ę p i ć w p i e ń”.

„§ 2. Własność osobista, i jakaby ona nie była , znosi się na zawsze.”

„§ 3. Kraj podzielony będzie na gromady, Powiaty i Województwa.”

„§ 5. Każda powstała wieś i wioska jest Gromadą”.

„§ 6. Każde (!) miasto i miasteczko będzie stolicą Powiatu (!), w której będzie mieszkał urząd, wyznaczający pracę, i zarządzający czynnościami 10 lub 20 okolicznych wsi i wiosek.”

 „§ 7. Większe miasta, jak Warszawa, Wilno, Kijów, Lwów, Kraków, Wrocław, Poznań, Królewiec itd. będą miastami wojewódzkiemi, i zarządzać będą czynnościami 20 lub 50 Powiatów.”

„§ 8. Największe, ale zwłaszcza najdogodniejsze z położenia narodowego miasto, będzie stolicą Rzeczpospolitej naszej, i zarządzać będzie czynnościami wszystkich województw, wskazując każdemu, czego Rzeczpospolita według możności od niego wymaga.”

 „§ 11. Lud miejski lub wiejski, raz powstawszy, bierze w ręce swoją władzę, znosi panowanie człowieka nad człowiekiem, ogłasza miasta, wsie, gospodarstwa, ziemię, domy, przemysłowe zakłady, warsztaty, sklepy, inwentarze i wszelką własność ruchomą lub nieruchomą, posiadaną dziś przez pojedyncze osoby, za własność wspólną narodu całego, a następnie, skoro zbrojne powstanie rozszerzy zakres działania – własnością Ludzkości.”

 „§ 12. W pierwszym zaraz dniu powstania każdy mężczyzna i niewiasta jest wolnym… W miejsce krzywdzącej i źle wynagrodzonej dziś służby, każdy, tak mężczyzna jak niewiasta, stanie się urzędnikiem ludu, będzie odbywał pracę, do której Lud uzna ich zdolnemi i odbierać będą jednakowe z nimi (z kim?) wynagrodzenia.”

 A gdy jakie miasto, lub nawet dzielnica cała, nie zechce zaprowadzić u siebie tego ustroju, wówczas jak głosi § 13, „niech jak Wandea (Vendée) raczej w perzynę obróconą zostanie, aniżeli-by niewola istnieć miała”. W § 14 stanowią zaś dalej: „Województwo lub Ziemia pokonana, jeżeli daje im bezpiecznie życie darować pokonanym, to jednak nie daje im się wszechwładztwa, ale rząd rewolucyjny ustala u nich władzę s a m o w ł a d c z ą, n a c z e l n i k ó w w y t ę p i, a ich samych zmusi służyć Ludowemu powstaniu.”

 „§ 19. Wszechwładztwo należy do myśli i celu, zatem dopóki naród mocy wszechwładztwa swojego nie uzyszcze, moc ta należy do tych, którzy myśl pojmują, i spiskowi albo siebie, lub z tych, których uznają za zdolnych, rząd Narodowy postawią”…

 „§ 20. Rząd Narodowy będzie złożony z 7 członków, wzniesiony przez związkowych, odpowiedzialny przed nimi, i odwołany przez nich w każdej chwili”.

 „§ 22. …Adwokaci, notarjusze i wszyscy dzisiejsi sędziowie i sądy raz na zawsze zniesione, a miejsce ich zastąpią i ich czynności odbywać będą przez Lud wybrani, i sądzić będą za winy uznane i dowiedzione; innych sądów nie będzie.”

„§ 23. Od każdego wyroku sądu powiatowego, wojewódzkiego i narodowego odwołalność obu stron zostawiona do Ludu Powiatu, Województwa lub Rzeczpospolitej.”

„§ 26. Wszystkie dzieci obojga płci na ziemi Polskiej zrodzone, i dzieci polskie gdziebądź zrodzone, naród weźmie pod swą opiekę, da każdemu jednakie wychowanie, które go nauczy, jak ma być poczciwym i porządnym obywatelem, da mu najdokładniejszą wiedzę o wszechrzeczach, ażeby wiedziało, do jakiej pracy ma pociąg i zdolności, ażeby wiedziało co wybrać, a jak wybierze swój zawód, Naród odeszle do szkół, które wyuczą go wiadomości potrzebnych, i nauczonemu wskaże miejsce, wyznaczy pracę i dostarczy do niej najdokładniejszych narzędzi”.

 Takie to plany powstańcze snuli komunistyczni emigranci nasi w Londynie, i taki ustrój zamierzali nadać Polsce niepodległej. Plany powstańcze, odznaczające się w niektórych punktach wielką naiwnością, wysnuli zapewne z własnej głowy. Najzdrowszemi z tych myśli były te, co podkreślały konieczność wzięcia udziału w powstaniu narodowem wszystkich warstw społeczeństwa, a przedewszystkiem chłopów i robotników i te, co partyzantkę wobec przygniatającej przewagi wrogów wskazywały jako jedynie możliwy sposób walki powstańczej.

 Kto w ogóle mógł być autorem powyższych planów strategicznych i przepisów taktycznych? Otóż nie kto inny, jak pułkownik Ludwik Oborski, należący do „Gromady Rewolucyjnej Londyn”. Był to oficer pełen zapału, ale nie bardzo liczący się z rzeczywistością. W r. 1833 dowodził oddziałem, złożonym z 500 emigrantów, który w kwietniu wkroczył do Szwajcarji, aby stamtąd wtargnąć do Bawarji i wziąć udział w mającem wybuchnąć powszechnem powstaniu niemieckiem. Gdy jednak powstanie niemieckie nie wybuchło, utkwił z swym oddziałem w kantonie berneńskim, gdzie, po uzyskaniu gościny, zawiązał zaraz towarzystwo z charakterystycznem nazwiskiem: „Ogół Szwajcarski”, a oddział swój nazwał „Legionem” a nawet „Hufcem Świętym”.

 W roku 1848 pospieszył do Poznańskiego, by wziąć udział w powstaniu. Mierosławski w swem „Powstaniu Poznańskiem” (Paryż 1860) wyraża się stale bardzo pochlebnie o nim. Nie dowodził, jak pisze mylnie „Kurjer Poznański” w nekrologu w numerze 275 z r. 1873, a za nim Karwowski w „Historji W. Ks. Poznańskiego” (tom II str. 250), w bitwie pod Miłosławiem strzelcami, lecz kosynierami, i to wespół z Ponińskim. Mierosławski (str.227) pisze, że dopiero pod wrażeniem wygranej bitwy pod Miłosławiem udało mu się „wślizgnąć komendę całej piechoty Miłosławskiej” (t.j. piechoty obozu miłosławskiego) Oborskiemu. Zamierzał to uczynić już dawno, lecz „parafia Brzeżańskiego odmówiła swojej inwestytury podobnym intruzom”. A gdy po zwycięstwie miłosławskiem Mirosławski postanowił ruszyć na Kujawy, tylko piechota Oborskiego znalazła się gotową „do wymarszu na oznaczoną godzinę.” (str.297). W bitwie pomiędzy Wrześnią a Sokołowem dowodził „brygadier Oborski” całą piechotą, mając przytem „szczególną nad kosynierami komendę”. (str. 300). Jeszcze raz go nam ukazuje Mierosławski, jak w bitwie stał na trakcie, wiodącym z Wrześni do Sokołowa, „konno, nieruchomy… jak posąg komendy”, gdy „cały batalion na komendę rznął się o ziemię i jakby się w nią zapadł pod szukającemi go nadaremnie o pięćset kroków dalej szrapnelami” (str. 316).

 Limanowski pisze o nim, że pod Wrześnią „ze swoimi kosynierami dokonywał cudów. Był on surowy jako dowódca, ale chłopi ogromnie go kochali, bo był sprawiedliwy, troskliwy o żołnierza i umiał do nich przemawiać”. W ciągu dalszym przytacza opowiadanie z Mierosławskiego, jak pod Wrześnią, gdy na wieść o zbliżaniu się Prusaków do Sokołowa należało w oka mgnieniu kosynierów ustawić w czworoboki, Oborski, wiedząc, że kosynierzy tej ewolucji nie znają, poradził sobie w ten sposób, że zakomenderował: „do gadania, formuj koło”. Koło to czterech oficerów ugniotło mu następnie w czworobok. Komendę „do gadania formuj koło” znało „całe chłopstwo poznańskie”, gdyż wykonywało ją po kilka razy na dzień, stawiając na około swych trybunów do sejmikowania lub odbierania kaszy z kotłów.

 Jak wynika z listów, Oborski nie lubił Mierosławskiego. Nie mógł mu przebaczyć rozpuszczenia 40.000 (jak twierdził) armji w ugodzie jarosławieckiej. W jednem jednak zgadzał się całkowicie z Mierosławskim, a mianowicie w niechęci do partyzantki. Mierosławski o partyzantce mówi lekceważąco jako o „konceptach kokoszej strategji”. Obaj, Mierosławski i Oborski musieli nabrać szczególnej odrazy do tego sposobu prowadzenia wojny, gdy po bitwie pod Miłosławiem szlachta zaczęła im się rozlatywać pod pozorem, ze zamierza tworzyć oddziały partyzanckie po lasach, a w rzeczywistości, by „pójść do domu i poddać się bez boju ni układu. Oborski jeszcze w r. 1859 wyrażał się o partyzantce z przekąsem, jako sposobie walki bandytów włoskich.. Dopiero z powodu bitew pod Magenta i Solferino przekonał się do niej.

 Żołnierz zamiłowany, „raz jeszcze w Badeńskiem, jako rewolucyjny dowódca wystąpił, ale opuszczony przez wojsko, schronił się znowu w Anglji”… W powstaniu 1863 r. nie brał udziału, miał bowiem wtedy już 76 lat. Umarł 25 października 1875 r. A umierał w nędzy stary żołnierz Napoleoński, odznaczony w r. 1813 krzyżem Legji honorowej przy obronie Gdańska, a w r.1831 orderem „Virtuti Militari” jako dowódca 7 pułku piechoty liniowej. Mimo tej nędzy nie chciał jednak w okresie korespondowania z rzekomym „komitetem rewolucyjnym” w Poznaniu napisać do „braci poznańskich” o wsparcie, chociaż przyjaciele londyńscy usilnie go do tego zachęcali. W końcu, widząc, że starzec podupada na siłach, przyjaciele uczynili to sami, w skutek czego Bärensprung posłał mu 20 talarów. W Archiwum Państwowem w Poznaniu zachował się list, w którym stary pułkownik dziękuję wzruszony za wsparcie swym rzekomym „wielbicielom”, a w rzeczywistości pruskiemu prezydentowi policji…

 Autorem zaś obrazu ustroju przyszłej Rzeczpospolitej polskiej, słowiańskiej i powszechnej jest Zenon Świętosławski, stary komunista z wyspy Jersey, współpracownik „Polski Chrystusowej” Królikowskiego. W wypracowanych w r. 1844 ustawach nazwał Świętosławski Rzplitą Powszechną „Kościołem Powszechnym”. Ustawy te są nam znane z książek Limanowskiego „Historja ruchu społecznego w XIX stuleciu” (str. 457-458) i Stanisława Szpotańskiego „Lud Polski” (str. 106 i n.)

 Kościół Powszechny dzieli się na narody, województwa, powiaty i gromady. Obok tego Kościoła żaden inny cierpiany nie będzie. Ma jedno i wspólne wszystkim narodom wojsko. „Gdyby istnienie którego Narodu przez zbrodnie i zatwardziałość stało się szkodliwe innym Narodom i groziło bezpieczeństwu Kościoła Powszechnego, lub Jego wierze, choćby był najulubieńszym i najzasłużeńszym Jego dzieckiem, Kościół mu jego istnienie odbierze, ziemię jego pomiędzy inne Narody rozdzieli i wszystkie pomniki jego przeszłych zasług żałobą pokryje. W podobnych zdarzeniach z równą surowością postąpi sobie wszelki Naród ze swem województwem, województwo z powiatem, powiat z gromadą.” – Język polski będzie językiem powszechnym, a to dlatego, że „Polska dzieło przyszłych wieków rozpoczęła”; go uczyć go się będą dzieci w szkole, obok języka narodowego, a służyć będzie do „porozumienia się ludów i dla jednostajnego rozszerzania się oświaty na świecie.” – „Gród na przesmyku Suezy, oparty na zatokach dwóch mórz, Śródziemnego i Czerwonego, i bramami swemi dotykając dwóch części świata, Azji i Afryki, będzie stolicą całego Kościoła Powszechnego.” W r. 1859 Świętosławski już nie myśli o owem miejscu, 25 kwietnia bowiem tegoż roku zaczęto tam kopać kanał…

 Carów, królów, hrabiów, szlachtę, papieży „i wszelakiej nazwy ciemięzców, w każdym na całej kuli ziemskiej Narodzie”, „każda Gromada, każdy sąd śmiercią natychmiast ukarze”.

 Taką to miała być owa Rzeczpospolita Powszechna, w której narodowi polskiemu i jego językowi przyznawali komuniści polscy tak wybitne stanowisko. Czynili to tem chętniej, że według nich nie było kryterjum na świecie, wobec którego naród polski i jego historja nie mógłby się ostać. Świętosławski potrafił obronić, chociaż był takim wrogiem szlachty, nawet rządy szlacheckie w Polsce dawnej, szlachta bowiem „myśl wszechwładztwa ludowego w stanie swoim przechowała”. W ogóle, ich zdaniem, jak to już wyżej powiedziano, najcharakterystyczniejszą cechą historji polskiej jest postęp. Za czyim przewodem emigranci polscy zaczęli się zapuszczać w takie dociekanie historyczne? Za przewodem Saint-Simona, głoszącego, że nad rozwojem ludzkości panuje prawo postępu. „Prawo rozwoju rządzące dynamiką społeczną a równoznaczne z postępem” Auguste Comte, „uczeń a zarazem odstępca Saint-Simona”, podniósł wtedy (około r. 1840) do „głównego prawa w socjologii”. Jakżeż więc emigranci polscy musieli się ucieszyć, gdy przyłożywszy do historji swego narodu to surowe kryterjum, przekonali się, ze historja ta próbę wytrzymuje! Lecz, nie tylko na emigracji dociekano, jaki udział miała Polska w ogólnoludzkim postępie. Czyniono to także w kraju, pod rządami Paskiewicza. W r. 1844 wyszła w Warszawie książka b. profesora uniwersytetu warszawskiego, Adrjana Krzyżanowskiego p t. „Dawna Polska ze stanowiska jej udziału w dziejach postępującej ludzkości, skreślona w jubileuszowym Mikołaja Kopernika roku 1843.”

 

Zakończenie.

  W powstaniu styczniowem, o ile wiadomo, tylko jeden z komunistów londyńskich, Henryk Abicht, ten sam, co podpisał, ową odezwę majową z r. 1858 jako sekretarz, usiłował wziąć udział. Lecz już w listopadzie r. 1862 został schwytany w Garwolinie, i w dniu 12 czerwca następnego roku wraz z księdzem Agrypinem Konarskim na rozkaz W. Księcia Konstantego powieszony.

 Walery Przyborowski, pisząc o tem zdarzeniu w „Dziejach 1863 roku”, przytacza opinię „Dziennika Powszechnego” (nr. 131 z r. 1863) o Abichcie. Dziennik ten pisze, że Abicht zbiegł z Wilna do Anglji z powodu „znacznych długów, które zrobił, prowadząc najrozpustniejsze życie”, oraz z powodu „obawy odpowiedzialności wskutek podejrzenia o skradzenie własnemu stryjowi znacznej sumy pieniędzy”. Przyborowski uważa ten powód emigracji Abichta za prawdopodobny, gdyż wówczas (w r. 1857) podobno nikt jeszcze u nas o spiskach nie myślał, i dodaje: „Jeżeli jest to prawdą, to Abicht był lichym człowiekiem i W. Książę źle zrobił, czyniąc z niego męczennika sprawy narodowej.”

 Ile w tem prawdy, należałoby stwierdzić na podstawie aktów procesowych Abichta. Akta te, w pięciu tomach, rząd rosyjski przesłał w roku 1863 za staraniem pruskiego ministerjum spraw zagranicznych rządowi pruskiemu do przejrzenia. Z Berlina posłano je do Poznania i dano Bärensprungowi. Dnia 14 listopada tegoż roku odesłał je Bärensprung z powrotem, z pismem, w którem donosi, że z powodu braku tłumacza rosyjskiego mógł wykorzystać tylko protokóły zeznań oskarżonego, pisane po polsku. W referacie o Henryku Abichcie, opracowanym na tej podstawie, niema wzmianki najmniejszej o jego malwersacjach. Czytamy natomiast, ze jako pomocnik poczmistrza w Lidze należał do organizacji tajnej, mającej na celu uwłaszczenie chłopów, i że z powodu wykrycia tej organizacji uciekł zagranicę. („Er wurde dort 1857 Mitglied eines Geheimbundes, der den Zweck hatte, die Gutsbeisitzer zur Eigentumsverleighung an die Bauern zu veranlassem.”). Może jednak pomiędzy rosyjskiemi dokumentami, składającemi akta procesowe Abichta, których Bärensprung nie mógł przeczytać, były dowody na malwersacje skazanego?

 Tak smutnie tedy skończyły się plany i zamiary powstańcze komunistów polskich.

 Powstanie styczniowe wybuchło wśród okoliczności, wśród których Mazzini odradzał Polsce rozpoczynanie akcji, i dlatego jak przewidywał w liście z 15 lutego 1859 r. „elle fut écrasée.” Sprawdziło się i to jego przewidywanie, że powstanie Polski obudzi na Zachodzie płomienne sympatje, lecz że nikt z powodu zbyt wielkiej odległości nie pospieszy jej z pomocą. Brak tej pomocy, a przedewszystkiem niespełnienie jednego warunku Mazziniego: „pourvu que le p e u p l e s’organise” zadecydowały o losach powstania.

 

 ”Przegląd Narodowy” 1921, nr 5

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Lewicowy nacjonalizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.