Za Waszą Wolność i Naszą!

ZA WASZĄ WOLNOŚĆ I NASZĄ!

Polacy mają nie tylko prawo, lecz wręcz obowiązek być narodowymi, zanim staną się międzynarodowymi. [...]
Są oni najbardziej międzynarodowi właśnie wtedy, kiedy są prawdziwie narodowi.
Polacy rozumieli to we wszystkich przełomowych chwilach i dowiedli tego na wszystkich rewolucyjnych polach walki.
Fryderyk Engels

POLACY NA HAITI

Gdy w Legionach Polskich gen. Dąbrowskiego poczęły narastać nastroje buntu, Napoleon przeformował legionistów w trzy półbrygady. Jedna z nich została wysłana już w maju 1802 r. na San Domingo (Haiti), by stłumić tam rebelię murzyńskich niewolników, na początku 1803 r. skierowano tam drugą jednostkę. Wojna na San Domingo okazała się zabójczą dla Europejczyków: wycieńczał ich podzwrotnikowy klimat, marli od żółtej febry, ginęli w murzyńskich zasadzkach. Żołnierz polski bił się w tej wojnie niechętnie, legioniści nieraz odmawiali udziału w masakrowaniu tubylców, niektórzy (ok. 100) przechodzili na stronę powstańców. Wiedziano o tym po stronie murzyńskiej i wziętych do niewoli Polaków traktowano łagodniej. W końcu 1803 r. francuskie wojska Leclerca skapitulowały. Zaledwie 700 spośród polskich niedobitków wróciło do Francji, wielu zostało zmuszonych do służby w armii brytyjskiej. Przywódca powstańców Dessalines pozwolił jednak też w drodze wyjątku Polakom pozostać na Haiti (ponieważ konstytucja Haiti zabraniała białym osiedlania się – Polacy zostali podobno… uznani za czarnych!). Z tej możliwości skorzystało 400 z 5280 legionistów (choć 160 później opuściło wyspę na koszt haitańskiego rządu), otrzymując tu ziemię i żony. Ich potomkowie zamieszkują trzy miejscowości (m.in. Casale i Fond Des Blancs), mają “polską” parafię. Po dziś dzień żyją tam ponoć Mulaci o błękitnych oczach i nazwiskach takich jak Dombrovski, z takiej rodziny miał się wywodzić np. wiceprezydent Republiki za rządów Aristide’a.

„REDUTA ORDONA” (1831)

…Mickiewicz sławił Ordona wysadzającego się w powietrze wraz ze swoją redutą… Okazało się, że „patron szańców” – kapitan artylerii Juliusz Konstanty Ordon – bynajmniej nie znajduje się w niebiesiech, lecz żywy i cały cieszy się najlepszym zdrowiem. Jak większość oficerów powstania, znalazł się na emigracji… Ordon prawdziwy tułał się wśród tłumu weteranów i wygnańców po całej Europie, po Niemczech, Francji, Belgii i Anglii, aż osiadł na dalekiej prowincji w Szkocji, gdzie nader skromnie i prozaicznie zarabiał na chleb, dając lekcje języków i matematyki… Mieszkał sobie kapitan Ordon w Szkocji, uczył, żył i czekał. Jak inni stanął znowu do walki, gdy dojrzały do tego warunki, gdy ruszyła fala rewolucyjna „Wiosny Ludów”. Wkrótce znalazł się na Węgrzech, gdzie bił się z Austriakami w szeregach polskiego legionu pod generałami Wysockim i Dembińskim. W wojnie krymskiej widzimy go w Burgas w obozie dywizji polskiej generała Zamoyskiego, gdzie dowodzi baterią… Później Ordon przystał do rewolucjonistów włoskich, brał udział w wojnach o zjednoczenie Włoch na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Podobno zaliczał się do słynnego „Tysiąca” bojowników w czerwonych koszulach, którzy pod wodzą Garibaldiego lądowali na Sycylii, by wraz z powstaniem ludowym obalić znienawidzony reżim „króla-bomby” i przyłączyć „królestwo obojga Sycylii” do jednoczących się wokół Piemontu Włoch. Faktem jest, iż za-sługi Ordona musiały być niemałe, jeżeli ten tułacz bez ojczyzny zaliczony został do regularnej armii włoskiej w stopniu majora. Ostatnie lata życia spędził we Florencji, gdzie skromną emeryturę dzielił z ubogimi, dziećmi i – gołębiami. Ten osiemdziesięciokilkuletni, a może nawet 90-letni wówczas starzec oddał całe życie walce o wolność Polski i Europy. To, co mu z życia zostało po latach poświęceń, było już bezsprzecznie jego prywatną własnością, nikomu, żadnej walce, żadnemu narodowi nieprzydatną. Uznał, że może odejść. I odszedł dobrowolnie, nie czekając swego czasu, popełniwszy samobójstwo w roku 1887.

Zbigniew Załuski, Siedem polskich grzechów głównych, Warszawa 1965, s. 67, 70-71

ŻYCIORYS REWOLUCJONISTY

Roman Czarnomski urodził się w roku 1800. Pamiętał jeszcze czasy napoleońskie. Jak pisał w jednym ze swoich podań: „Byłem w oblężeniu Modlina z ojcem moim w 1812 roku. W 1818 roku, wybierając się z kilkoma do Bolivara denuncjowany zostałem, skutkiem czego skazany przez Konstantego na prostego żołnierza do pułku gwardii strzelców konnych. W roku 1823 awansowany na oficera. Byłem aresztowany z Krzyżanowskim, Mycielskim [...] w spisku Pestelowskim, lecz uwolnionym. W roku 1829 zostałem aresztowanym wraz z Borejką, lecz przed samą rewolucją uwolniony [...] w roku 1830 byłem adiutantem generała Kickiego, a później Dwernickiego, których obydwóch byłem prawą ręką, w czasie wojny wyszedłem na dowódcę pułku, otrzymawszy krzyż dwudziesty drugi w całej armii, a później kawalerski”.

W powstaniu listopadowym dosłużył się Czarnomski stopnia majora. Wsławił się pod Nową Wsią, Kurowem i Boremlem. On to właśnie pod Stoczkiem poprowadził słynną szarżę na armaty rosyjskie. Po klęsce udał się na emigrację. Wiosną 1832 roku przez Strasburg wjechał do Francji. Nie omieszkał upamiętnić pobytu w Strasburgu, wyrywszy swoje nazwisko na wieży tutejszej katedry Notre Dame, gdzie przetrwało ono do naszych dni. We Francji Ludwika Filipa Czarnomski nie mógł sobie znaleźć miejsca. Starał się o przyjęcie do armii belgijskiej. Wreszcie podjął się jakiejś misji emisariuszowskiej do kraju.

„Sądząc, że Rząd Moskiewski nie wie, że byłem we Francji – przypominał u schyłku życia Czarnomski – wróciłem do Polski, gdzie zostałem wkrótce z powodu denuncjacji zaaresztowa-nym i pod sąd wojenny oddanym, tak że skonfiskowawszy mi cały majątek po rodzicach, siedziałem po więzieniach ruskich blisko lat osiem, nareszcie uwolniony i pod nadzór policyjny oddany”.

W latach czterdziestych Czarnomski znów uszedł z zaboru rosyjskiego na wychodźstwo. Nie zadeklarował się nigdy jednoznacznie po stronie żadnego ugrupowania. Otarł się i o maso-nerię, i o Towarzystwo Demokratyczne Polskie, i o Zjednoczenie Emigracji Polskiej Lelewela. Rozeznania większego w programach politycznych nie posiadał, parł za to do walki wszędzie, gdzie bito się o niepodległość Polski, przeciw jej zaborcom, przeciwko despotom i monarchom, wszędzie, gdzie szermowano hasłami wolność – równość – braterstwo.

W dobie Wiosny Ludów wyróżnił się najpierw w Poznańskiem, później walczył w Badenii i na Węgrzech. Po klęsce Wiosny Ludów dotarł na wyspę Jersey, gdzie zbliżył się do Wiktora Hugo. Podczas wojny krymskiej zjawił się jako pułkownik w dywizji Władysława Zamoyskiego, walczącego u boku Anglików; potem przeszedł do służby tureckiej. W 1863 roku jako człowiek już niemłody porzucił Turcję, aby wziąć udział w powstaniu styczniowym. Niedługo jednak przebywał w swoich stronach rodzinnych – w Płockiem – i po raz czwarty, ostatni już, opuścił ziemię polską.

Wielokrotnie notowany jako wróg caratu mógł powrócić tu tylko z bronią w ręku. W roku 1870 zgłosił się więc do armii francuskiej, aby walczyć z Prusakami. Miał siedemdziesiąt lat – nie skorzystano z jego usług. Natomiast po wybuchu Komuny Paryskiej Walery Wróblewski zlecił mu pilnowanie składów amunicji. Mianowano go wtedy generałem. W Komunie Czarnomski nie odegrał faktycznie żadnej roli, ale zawsze podkreślał swój akces do niej. Widział w niej nade wszystko ruch patriotyczny, który mógł ocalić pozycję europejską Francji. Jak i wielu Polaków liczył się z tym, iż zwycięska demokratyczna Francja przyjdzie z pomocą jego ojczyźnie. Tym, którzy wypominali mu udział w Komunie Paryskiej, zwykł był odpowiadać: „W każdym zatargu między zadowolonymi i niezadowolonymi, Polak musi stanąć po stronie niezadowolonych”.

[na podst. J. Borejsza: Rewolucjonista polski - szkic do portretu]

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Lewicowy nacjonalizm, OPRACOWANIA z tagami: , . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.