Z walk GL-AL na Lubelszczyźnie

 

15.06 – 22.06 – Walki w Puszczy Solskiej

15 czerwiec

Walka oddziałów AL z niemieckimi jednostkami wojskowymi we wsi Szeliga (pow. Biłgoraj). We wsi Szeliga zatrzymała się, po stoczonym całodziennym boju na Wzgórzu Porytowym, część zgrupowania oddziałów partyzanckich AL i partyzantów radziec­kich. Pozostałe oddziały pomaszerowały dalej i zatrzymały się we wsi Ciosmy (pow. Biłgoraj), Już w godzinach przedpołudniowych Niemcy skierowali do działań lotnictwo rozpoznawcze, które uporczywie krążyło nad lasami i osiedlami leśnymi, usiłując wykryć partyzantów. Po pewnym czasie prawdopodobnie ustalono obecność oddziałów w Szelidze i samoloty odleciały. Niedługo potem Niemcy zaczęli ostrze­liwać wieś z artylerii i moździerzy. Pociski nie wyrządziły jednak żadnych strat partyzantom. W późniejszych godzinach nieprzyjaciel usiłował przy pomocy oddzia­łów kawaleryjskich szarżować w kierunku wsi, lecz został odparty silnym i zde­cydowanym ogniem partyzantów. Kilku atakujących kawalerzystów zabito. Po południu ta część zgrupowania pod ogólnym dowództwem ppłk. N. A. Prokopiuka przesunęła się do Ciosm, a następnie po dołączeniu stacjonujących w Ciosmach oddziałów już całe zgrupowanie udało się w kierunku wsi Sól (pow. Biłgoraj).

25 czerwiec

We wsi Ciosmy (pow. Biłgoraj) 1 brygada im. Ziemi Lubelskiej pod dowództwem kpt. J. Borkowskiego, ps. Wicek i radziecki od­dział pod dowództwem kpt. S. Sankowa stoczyły walkę z niemieckim wojskiem pacyfikacyjnym. Oddziały te zatrzymały się we wsi dlatego, że prowadząc już od kilku dni ciężkie walki z Niemcami wyczerpały artykuły żywnościowe. W godzinach południo­wych nadleciały nad wieś 2 samoloty rozpoznawcze typu „Storch”, które przez kilkanaście minut krążyły nad wsią i w jej rejonie. Partyzanci zachowali spokój i ograniczyli ruch do minimum. Wkrótce po odlocie samolotów Niemcy rozpoczęli natarcie oddziałami kawaleryjskimi ze strony wsi Huta Krzeszowska. Wywiązała się walka pomiędzy nacierającą kawalerią a ubezpieczeniem bojowym, wystawio­nym na tym kierunku przez oddział partyzancki por. „Przepiórki”. Po szybkiej ocenie sytuacji powzięto decyzję wzmocnienia ubezpieczenia bojowego, które natychmiast wymaszerowało na wyznaczone pozycje. Zadaniem ubezpieczenia było utrzymywanie przeciwnika na przedpolu i uniemożliwienie mu wtargnięcia do wsi, w której pozostawał tabor z niewielką ochroną. Większość sił partyzanckich udała się skrajem lasu z zadaniem wyjścia głęboko na tyły nacierającego przeciwnika i uderzenia na niego od tyłu. Manewr ten udał się i uzyskał pełne powodzenie. Partyzanci natknęli się najpierw na grupę Kałmuków, którzy stanowili ochronę pozostawionych w lesie 140 osiodłanych koni kawaleryjskich, kilku ciężkich kara­binów maszynowych. oraz taborów. W mgnieniu oka partyzanci wybili ochronę niemiecką i zdobyli cały tabor niemiecki, w którym było również kilka furmanek z artykułami żywnościowymi i różnymi rzeczami zrabowanymi u okolicznej lud­ności, kilka ciężkich karabinów maszynowych i konie. Wszystkich Niemców i Kałmuków po krótkim przesłuchaniu rozstrzelano. Przy zdobyczy pozostawiono tylko część partyzantów, którzy mieli zająć się transportem i ochroną. Nagłe uderzenie na przeciwnika od tyłu wywołało w jego szeregach panikę. Partyzanci podnieceni tak poważnym sukcesem na początku swego manewru ruszyli brawu­rowo do natarcia z głębi lasu na całej szerokości pól rozciągających się pomiędzy wsią a lasem. W tym układzie przeciwnik przestał panować nad sytuacją i uległ rozproszeniu. Partyzanci odcięli Niemcom drogę odwrotu, zlikwidowali ich tyły, po czym przez kilka godzin zwalczali ich na przedpolach wsi Ciosmy. Partyzanci w końcowej fazie walki poszukiwali w zaroślach i w zbożu poszczególnych Niem­ców czy Kałmuków. Wynik walki był dla partyzantów wprost zaskakujący. Przy stratach partyzanckich — 7 zabitych i kilku rannych — zlikwidowano doszczętnie cały oddział kawalerii niemieckiej, o stanie którego częściowo może świadczyć ilość zdobytych koni wierzchowych. Należy nadmienić, że partyzanci prócz zdobytych koni wierzchowych, zdobyli jeszcze pewną ilość koni po zatrzy­manych i rozbrojonych konnych Kałmukach oraz po zabitych. Po ostatecznym zakończeniu walk, przeszukaniu pól i zebraniu zdobyczy partyzanci powrócili do Ciosm i po przybyciu drugiej części zgrupowania ze wsi Szeliga wyruszyli w kie­runku wsi Sól. W rejonie Ciosm partyzanci zniszczyli posiadane przez nich, a zdobyte w walkach o Wzgórze Porytowe, 2 działka 45 mm. Działka zniszczono z powodu braku amunicji i ze względu na wąskie drogi leśne. W walce pod Ciosmami wyróżniły się szczególnie: radziecki oddział partyzancki pod dowództwem kpt. S. Sankowa i AL pod dowództwem por. E. Gronczewskiego

16 czerwiec

W rejonie wsi Sól (pow. Biłgoraj) zgrupowanie oddziałów AL i partyzantów radzieckich pod ogólnym kierownictwem ppłk. N. A. Prokopiuka, przechodząc przez szosę Biłgoraj — Tarnogród, zaatako­wało nadjeżdżającą kolumnę kilkunastu samochodów niemieckich. W wyniku krótkiej lecz intensywnej strzelaniny partyzanci zniszczyli kilka samochodów, zabili wielu Niemców oraz zdobyli dużo broni i różnego sprzętu. Zdo­bytą broń utopiono w stawie koło szosy, bowiem zgrupowaniu w tym czasie była zbędna. Partyzanci ponieśli znikome straty.

16 czerwiec

We wsi Budziarze (pow. Biłgoraj) zatrzymała się na dzienny postój 1 brygada im. Ziemi Lubelskiej pod dowództwem kpt. J. Borkowskiego, ps. Wicek i stoczyła obronną walkę z Niemcami. Brygada w tym czasie była strażą tylną zgrupowania, które zatrzymało się we wsi Zanie. Kwatery zajęła brygada kolejno oddziałami wzdłuż wsi. Ubezpie­czenie z kierunku wsi Sól wystawił przy moście na rzece Tanew oddział J. Fijoła, ps. Ryś. W niespełna 2 godziny na skraju wsi Budziarze rozgorzała walka. Począt­kowo Niemcy uzyskali przewagę. Po zlikwidowaniu ubezpieczenia bojowego w rejo­nie mostu na rzece Tanew przypuścili szturm na wieś i rozwijali go wzdłuż zabudowań. Dowództwo oddziału „Rysia” uległo panice i w popłochu zbiegło. Sytuacja komplikowała się. Dopiero huraganowe i zdecydowane przeciwuderzenie, połączone z wykorzystaniem silnego ognia broni automatycznej, zorganizowane przez por,. E. Gronczewskiego, wyparło ze wsi Niemców i przywróciło dawny stan posiadania. W wyniku walki po obu stronach było po kilku zabitych i rannych. Niemcy wycofali się. Oddział „Rysia” przestał istnieć, a ludzie z niego weszli częściowo w skład oddziałów por. „Przepiórki” i por. „Bogdana”.

16 czerwiec

Koło Biłgoraja na szosie Biłgoraj — Tarnogród, oddział partyzancki pod dowództwem por. E. Gronczewskiego, ps. Przepiórka, został ostrze­lany z ciężkich karabinów maszynowych, umieszczonych na dachach-budynków w Biłgoraju. Ogień ten, ze względu na stosunkowo znaczną odległość, nie wyrządził żadnych strat partyzantom. Następnie nadleciały 2 samoloty typu „Storch” i zaczęły ostrzeliwać oddział posuwający się w kierunku Puszczy Solskiej. Wyznaczony przez dowódcę pododdział obrony przeciwlotniczej rozpoczął ostrzeliwanie samolotów z broni maszynowej, zmuszając je do podniesienia pułapu, a tym samym działanie ich było mniej skuteczne. W czasie przechodzenia oddziału przez szosę ukazała się z kierunku Tarnogrodu kolumna samochodów. Ubezpieczenie oddziału przygotowy­wało się do przyjęcia boju, by zabezpieczyć przejście całego oddziału. Silny ogień broni ręcznej i maszynowej, prowadzony z krzaków z przeciwnej strony szosy zatrzymał niemiecką kolumnę. Kilka samochodów stanęło w płomieniach. Oddział por. „Przepiórki” przeszedł przez szosę i osiągnął skraj Puszczy Solskiej. Oddział radziecki kpt. S. Sankjowa okazał wtedy braterską pomoc oddziałowi por. „Prze­piórki”.

26 czerwiec

Samoloty niemieckie zbombardowały zgrupowanie polsko-radzieckie pod dowództwem ppłk. N. A. Prokopiuka w rejonie wsi Króle (pow. Biłgoraj). Niemcy po doznaniu dotkliwych strat zarówno w ludziach, jak i w sprzęcie na szosie Biłgoraj — Tarnogród, wyrządzonych przez radziecki oddział pod do­wództwem kpt. S. Sankowa, postanowili użyć jeszcze w tym dniu przeciwko party­zantom lotnictwo szturmowe. Dla realizacji swych zamierzeń skierowali w rejon wsi Króle 9 samolotów typu „Stukas”, które zbombardowały wioskę, po czym odleciały. Partyzanci w tym czasie stacjonowali w lesie w rejonie wsi Króle, do której nawet nie zachodzili.

22 czerwiec

W Puszczy Solskiej, w rejonie Górecka Kościelnego oddziały AL zetknęły się z jednostkami wojska niemieckiego. Oddziały AL natychmiast przystąpiły do organizowania obrony. Wysłano w różnych kierunkach rozpoznanie. Jedno z rozpoznań ustaliło, że niedaleko sta­cjonuje kilkuset-osobowe zgrupowanie AK pod dowództwem mjr. Edwarda Mar-kiewicza, ps. Kalina. Pod Góreckiem Kościelnym w skład oddziałów AL wcho­dziła I brygada im. Ziemi Lubelskiej, dowodzona przez kpt. J. Borkowskiego, ps. Wicek i brygada im. W. Wasilewskiej dowodzona przez St. Szelesta. Obie brygady były w niepełnym składzie i od jedenastu dni prowadziły ciężkie walki z woj­skami pacyfikacyjnymi okupanta. Aby zwiększyć siły obronne w zgrupowaniu AL postanowiono wysłać delegację do mjr. „Kaliny” w celu omówienia współdzia­łania na wypadek gdyby któraś ze stron została zaatakowana przez przeciwnika. W skład delegacji weszli m. in. dowódca 1 brygady im. Ziemi Lubelskiej kpt. „Wicek”, jego zastępca do spraw politycznych por. „Stefan” i kilku innych. Nie­stety szczere chęci AL spełzły na niczym, ponieważ mjr „Kalina” nie życzył sobie przyjąć jej przedstawicieli. Rozczarowani alowcy powrócili do swego zgrupowa­nia. W pewnym momencie rozszalała się strzelanina. Z jej odgłosów partyzanci zorientowali się, że ma ona miejsce w rejonie obozu mjr. „Kaliny”. W zgrupowa­niu zarządzono alarm pełnej gotowości bojowej i większością sił obsadzono rejon obrony. Niedługo ze strony obozu mjr. „Kaliny” nadbiegli wystraszeni akowcy. Kierownictwo zgrupowania AL usiłowało zatrzymać uciekających, włączyć ich w system obrony w celu jej wzmocnienia. Akowcy byli tak wystraszeni, że nie. sposób było ich zatrzymać. Ratowali się nadal ucieczką w kierunku wsi Osuchy. Goniący ich Niemcy zbliżyli się do rejonu obrony zgrupowania AL, gdzie partyzanci przywitali ich silnym ogniem. Niemcy natknąwszy się na silny i zorganizowany opór przerwali dalszy pościg i przeszli na tym odcinku do obrony, przegrupowując jednocześnie swoje siły i środki w ten sposób, by zamknąć w okrążeniu bronią­cych się partyzantów. Po okrążeniu partyzantów Niemcy próbowali nacierać i szturmować, lecz w początkowej fazie działań nie uzyskali zamierzonych rezul­tatów. Do akcji wprowadzili artylerię i moździerze. W czasie tego ostrzału poległ m. in. por. A. Szymański, jego następca kpr. Zięba, maszynistka „Niusia”, Skrzypkowa oraz jej dwie córki, wraz z którymi skryła się u partyzantów w obro­nie przed Niemcami. Straty w zabitych i rannych były bardzo duże. Ranni po­ważnie utrudniali zarówno posuwanie się, jaki ewentualne przedarcie się przez \ siły niemieckie. W niektórych oddziałach zgrupowania panowała już daleko posunięta dezorganizacja. Powzięto decyzję, że za wszelką cenę należy znaleźć jakieś słabo strzeżone miejsce, przez które można by wyjść z okrążenia. Miejsca takiego jednak nie znaleziono. Dopiero około północy oddziałowi por. „Przepiórki” udało się dokonać wyłomu w niemieckich pozycjach. Za oddziałem szturmowym posu­wała się całość zgrupowania. Po wydostaniu się z okrążenia zgrupowanie wyszło na wzgórze z drugiej strony Górecka Kościelnego, gdzie zatrzymało się na dzien­ny postój.

 

11.06 – 14/15.06 – Walki w lasach janowskich i lipskich

11 czerwiec

W rejonie Jarocina w lasach janowskich został okrążony przez przeważające siły Niemców oddział partyzancki Straży Chłopskiej, wchodzący w skład Armii Ludowej pod dowództwem por. Juliana Kaczmarczyka, ps. Lipa. W kilkugodzinnej walce poległo 13 partyzantów, a wśród nich por. „Lipa” i jego zastępca do spraw polityczno-wychowawczych ppor. Władysław Rękas, ps. Sęp. Niemcom zadano poważne straty. Wobec przeważających sił przeciwni­ka reszta partyzantów z oddziału por. „Lipy” wycofała się pod dowództwem Bielaka, ps. Dobry, w głąb lasów, gdzie dołączyła do macierzystej brygady.

12 czerwiec

W rejonie wsi Momoty w lasach janowskich oddział partyzancki im. Stalina pod dowództwem M. Kunickiego stoczył dwukrotnie walkę z Niemcami. Była to część wojska biorącego udział w pacyfikacji wsi polskiej. W wyniku obu starć po stronie niemieckiej było kilkudziesięciu poległych.

12 czerwiec

W rejonie wsi Janiki (pow. Janów) 30-osobowa grupa partyzancka z oddziału por. E. Gronczewskiego, ps. Przepiórka, stanowiąca ubezpie­czenie bojowe przy drodze prowadzącej z kierunku stacji kolejowej Lipa, w godzinach popołudniowych zaatakowała silnym ogniem nie­miecki oddział rozpoznawczy posuwający się w stronę wsi Janiki. W wyniku kilkuminutowej strzelaniny partyzanci zabili 11 Niemców. Więk­szość Niemców już przy pierwszych strzałach rozbiegła się po lesie. Ci, którzy usiłowali się bronić, musieli się wkrótce wycofać, pozostawiając na polu walki zabitych. Partyzanci zdobyli lekki karabin maszynowy typu Img, automat typu empi, kilka karabinów, pistolet, amunicję, granaty, mundury i obuwie. Partyzan­ci żadnych strat nie ponieśli. Po walce wycofali się w pobliże wsi Janiki, gdzie zajęli nowe stanowiska ogniowe, pozostając nadal ubezpieczeniem bojowym na tym kierunku. Pierwsze eksplozje nastąpiły w rejonie wsi Kochany i Świdry, zadając nieprzyjacie­lowi straty w ludziach i sprzęcie. Wieczorem zgrupowanie rozpoczęło marsz w stronę Bomostawy. Po drodze natknęło się na niemieckie ubezpieczenie bojo­we. Huraganowym ogniem straży przedniej zmuszono Niemców do ucieczki.

13 czerwiec

W rejonie wsi Szklarnia (pow. Janów Lub.) zgrupowanie polsko-radzieckie stoczyło walkę z niemieckimi jednostkami wojskowymi.W rejonie wsi Szklarnia rozmieszczone było ubezpieczenie bojowe party­zanckiego zgrupowania polsko-radzieckiego, wystawione przez radziecki od­dział kpt. Karasiowa. Już od samego rana nad lasem krążył samolot rozpoznaw­czy typu „Focke—Wulf”, dokonujący prawdopodobnie zdjęć. Przed południem nadleciało z kierunku wsi Domostwa 9 „Stukasów”, które kolejno zrzucały bomby na rejon ubezpieczenia bojowego, a następnie na wieś Szklarnię. Po zrzuceniu bomb samoloty ostrzeliwały z broni pokładowej zarówno wycofujące się ubezpieczenie, jak i uciekających ze wsi mieszkańców. Wkrótce cała wieś stanęła w płomieniach. Ubezpieczenie wycofało się bez strat. Samoloty odle­ciały w kierunku Zamościa. W zgrupowaniu zarządzono alarm pełnej gotowości bojowej. Dowódca zgrupowania ppłk Prokopiuk wysłał rozpoznanie w kierunku Szklarni. Dowództwo zaś zebrało się na naradę. Po otrzymaniu danych uzu­pełniających, dostarczonych przez ubezpieczenie i rozpoznanie, dowódca zgru­powania powziął decyzję wysłania oddziałów na skraj lasu, w rejon wsi Szklar­nia, w celu zajęcia obrony i przyjęcia pierwszej walnej walki. Były to oddziały: mir. Czepigi, 1. brygady AL im. Ziemi Lubelskiej w niepełnym składzie (tylko oddział por. „Przepiórki” i por. „Bogdana”) i kpt. Karasiowa. Reszta zgru­powania pozostawała w rejonie rozmieszczenia do dyspozycji dowódcy zgrupo­wania. Niemcy zaczęli zbliżać się do rejonu Szklarni. Od czasu do czasu sły­chać było wybuchy min pozakładanych przez partyzantów. Wreszcie z prze­ciwległego skraju wyłoniła się niemiecka tyraliera. Partyzanci w napięciu ocze­kiwali zbliżenia się jej na odpowiednią odległość. Około 200 m. za pierwszą ty­ralierą wyłoniła się następna, a chwilę potem wyjechał samochód pancerny, minął obie tyraliery i pędził w kierunku zajętej przez partyzantów obrony. Ewentual­ne użycie broni pancernej na leśnych drogach partyzanci przewidzieli i w związ­ku z tym przy drodze biegnącej przez system obrony w kierunku wsi Flisy roz­mieścili wysunięty nieco do przodu patrol przeciwpancerny, wyposażony w 1 rusznicę typu „Diegtiarow”, 2 karabiny maszynowe, 3 automaty stanowiące ochronę i wsparcie rusznicy przeciwpancernej. Droga przebiegała przez rejon obrony obsadzony przez oddział por. ..Przepiórki” i patrol przeciwpancerny wy­znaczono z tegoż oddziału. Dowódcą patrolu został dzielny partyzant Oziębło, ps. Żuk, pochodzący z Lublina. Ochronę obsługi rusznicy przeciwpancernej sta­nowili: Stanisław Klimek. ps. Sosna, Edward Król, ps. Koc, Bolesław Jakub-czak, ps. Kołnierz, Lucjan Rywka, ps. Lutek. Kiedy samochód pancerny znalazł się w odległości nie więcej niż 20 m, został oddany strzał z rusznicy przeciwpan­cernej. Samochód zatrzymał się i stanął w płomieniach. Ochrona obsługi prze­ciwpancernej otworzyła natychmiast ogień, zabijając wszystkich Niemców, któ­rzy usiłowali wyskoczyć z płonącego samochodu. W tym czasie tyraliery nie­mieckie przeszły do natarcia, a następnie do szturmu. Partyzanci silnym ogniem załamali ten atak w niedużej odległości od własnych pozycji. Z przedpola Niem­cy rozpoczęli wycofywać się w kierunku zgliszcz Szklarni. Partyzanci, leżąc w ukryciu podszycia leśnego, ścigali ich ogniem. Po wycofaniu się Niemcót i porozumieniu się por. „Przepiórki” z mjr. Czepigą, pierwszy z nich wysłał część swych partyzantów na przedpola, aby zabrali broń i dokumenty od żabi tych Niemców. Z dokumentów jednego z zabitych oficerów wynikało, że był toprzedstawicielem berlińskich władz hitlerowskich, przydzielonym do wojsk przeprowadzających pacyfikację jako obserwator. Rozbicie niemieckiego samochodu pancernego oraz załamanie niemieckiego natarcia i szturmu poważnie podniosło na duchu partyzantów.

Wkrótce jednak Niemcy wznowili natarcie i posuwali się stosunkowo szybko w kierunku pozycji partyzanckich. Wytworzyła się skomplikowana sytuacja. Party­zanci ograniczeni byli w prowadzeniu ognia, ponieważ pomiędzy linią obrony a nacierającymi Niemcami znajdowali się jeszcze ich współtowarzysze, którzy nie zdążyli zejść z przedpola. Mjr Czepiga znajdujący się na prawym skrzydle obrony partyzantów, na odcinku, którego w tym czasie nie obejmowało natarcie, położy! ogień zaporowy z moździerzy pomiędzy nacierających Niemców, a będących na przedpolu partyzantów. Niemcy zostali zmuszeni do chwilowego zatrzymania się, co z kolei umożliwiło partyzantom znajdującym się na przedpolu wycofanie się poza własną linię obrony. Ponawiane jeszcze w tym dniu kilkakrotnie natarcia i szturmy załamywały się przed przednim skrajem obrony partyzantów. Dopiero przed wieczorem, w ostatnim szturmie, udało się częściowo Niemcom załamać lewe skrzydło kpt. Karasiowa. W wyniku kilkugodzinnej walki partyzanci rozbili samo­chód pancerny, zabili kilkudziesięciu Niemców, zdobyli kilkadziesiąt sztuk broni ręcznej i maszynowej oraz różne dokumenty niemieckie. Po stronie partyzanckiej było kilku zabitych i rannych. Dysproporcje w stratach należy tłumaczyć tym, że partyzanci znajdowali się w obronie i w ukryciu oraz posiadali w większości broń automatyczną i maszynową, podczas gdy niemiecka armia regularna biorąca udział w pacyfikacji posiadała bez porównania mniejszą siłę ogniową w broni strzeleckiej, poza tym znajdowała się w natarciu i posuwała się przeważnie w otwartym terenie. Przed samym wieczorem na rozkaz dowódcy zgrupowania wycofano oddziały w rejon Wzgórza Porytowego.

14 czerwiec

Walka oddziałów Armii Ludowej z regularną armią niemiecką w rejonie Wzgórza Porytowego.

Po boju stoczonym w rejonie Szklarni przez 1 brygadę AL im. Ziemi Lubelskie] i radzieckie oddziały pod dowództwem mjr. Czepigi i kpt. Karasiowa oraz po walce stoczonej w Momotach przez oddziały radzieckie i mieszany oddział polsko-radziecki pod dowództwem M. Kunickiego partyzanci wycofali się w rejon Wzgórza Porytowego, położonego nad rzeką Branwią, pomiędzy następującymi wsiami. Szklarnią, Flisami i Momotami. W rejonie Wzgórza Porytowego skoncentrowały się następujące oddziały: 1 brygada Armii Ludowej im. Ziemi Lubelskiej (w nie­pełnym składzie) pod dowództwem kpt. J. Borkowskicgo, ps. Wicek, brygada im. Wandy Wasilewskiej pod dowództwem kpt. S. Szelesta, niewielki oddział L. Kasmana, ps. Janowski, część rozbitego oddziału Straży Chłopskiej, 1 pluton NOW z oddziału „Ojca Jana” pod dowództwem ,,Konara”, polsko-radziecki oddział pod dowództwem M. Kunickiego oraz oddziały partyzantki radzieckiej takie, jak: ppłk. Prokopiuka, mjr. Włodzimierza Czepigi, kpt. Wiktor Karasiowa, kpt. Wasilcnki, kpt. Michała Nadielina, por,. Jakowlewa, por. SergiuszaSankowa i Galickiego. Poza tym znajdowała się tam grupa aktywistów PPR z sekretarzem Lubelskiego Komitetu Obwodowego PPR Kazimierzem Wyrwasem, ps. Michał członkiem KC PPR Hilarym Chełchowskim, ps. Długi Janek. Ogólny stan zgrupowania wyrażał się cyfrą około 3500 ludzi uzbrojonych w większości w broń automatyczną i maszynową. Prócz tego zgrupowanie posiadało kilkanaście moździerzy 50 i 82 mm oraz kilkadziesiąt rusznic przeciwpancernych. Dowództwo nad całością sprawował nadal ppłk N. A. Prokopiuk. Na Wzgórzu Porytowym zgrupowa­nie zajęło obronę okrężną, która uformowała się w kształcie prostokąta o obwodzie około 4 km. Hitlerowskie oddziały rozpoznawcze prawie całą noc z 13 na 14 czerwca prowadziły ogień z broni ręcznej i maszynowej oraz oświetlały teren rakietami. O świcie dowódcy w zgrupowaniu sprawdzali swojo odcinki obrony i stanowiska ogniowe poszczególnych pododdziałów, zasięgając informacji o ruchach wojsk nieprzyjaciela. Niemcy natomiast z nadejściem świtu kompletnie przestali strzelać. Partyzanci oczekiwali już tylko tego, co było nieuniknione — walki. Huraganowy ogień broni maszynowej i ręcznej obwieścił początek natarcia nie­przyjaciela. Partyzanci również odpowiedzieli ogniem, który wzmagał się z każdą chwilą. Walka wrzała. Partyzanci zorientowali się, że przeciwnik główne uderzenie skierował na odcinek 1 Brygady im. Ziemi Lubelskiej. Niemcy dodatkowo wprowadzili do walki artylerię i moździerze. Na niektórych odcinkach walka zaczynała rozgrywać się na bardzo bliską odległość. Sytuacja stawała się poważna. Ogień na odcinku prawego sąsiada 1 brygady przenosi się w głąb zgrupowania. Zaczyna się również załamywać oddział por. A. Szymańskiego, ps. Bogdan. Dowódca 1 brygady rzuca do przeciwuderzenia odwód brygady wydzielony z oddziału por. „Prze­piórki”. Ckm, który zabezpieczał styk oddziałów por. „Bogdana” z por. „Przepiórką” wpadł już. w ręce Niemców. Nieprzyjaciel kieruje go w stronę partyzantów. Brawurowe przeciwuderzenie i huraganowy ogień odwodu 1 brygady wypiera Niemców z rejonu obrony por. „Bogdana”. Partyzanci odzyskują utracony ckm i zadają Niemcom poważne straty. Dowódcą odwodu był Adam Skóra, ps. Adaś. Gorzej przedstawiała się sytuacja na odcinku prawego sąsiada, brygady im. W. Wasilewskiej; tam już nie odzyskano utraconych pozycji. Pierwsze huraganowe spięcie trwało nie dłużej, jak kilkanaście minut, ale obu stronom przyniosło poważne straty. Chociaż ataki nieprzyjaciela trwały przez cały dzień na różnych odcinkach, to jednak tak silnego, jak ten pierwszy, nie było już do końca walk w tym dnia. Około godziny 10,00 Niemcy wprowadzili do walki 9 samolotów bojowych typu ”Stukas”, które rzucały bomby na zachód od Wzgórza Porytowego. Niemcy szybko jednak wystrzelili rakiety oznaczające przerwanie bombardowania, gdyż bomby spadały na pozycje niemieckie. W jednym z silniejszych ataków nieprzyjaciela padł na przedpolu oddziału por. „Przepiórki” oficer niemiecki. Około godziny 14,00 po załamaniu się natarcia szturmu na tym odcinku i wycofaniu się Niemców do tyłu zabrano od niego raportówkę, w której znajdowały się mapy z naniesioną sytuacją bojową i różnego rodzaju dokumenty. W dowództwie zgrupowania rozpracowano treść dokumentów, wynikało z nich, że Niemcy winni -Zlikwidować partyzantów do godziny 16,00. W związku z powyższym dowództwo partyzanckie wydało rozkaz wykorzystania w walce wszystkich sił i środków, aby skutecznie odpierać przewidywane ataki nieprzyjaciela. W tym czasie dowódca zgrupowania ppłk N. A. Prokopiuk zorganizował silną grupę wypadową, która przebiła się na tyły wroga w rejonie wsi Flisy, zniszczyła kilka stanowisk ogniowych artylerii oraz zdobyła 2 działka 45 mm wraz z konnym zaprzęgiem i 5 moździerzy 81 mm. Wyczyn grupy wypadowej podniósł na duchu wszystkich partyzantów. Na podstawie zdobytej mapy opracowano dane ogniowe dla artylerii i moździerzy, po czym natychmiast przystąpiono do ostrzeliwania stanowisk ogniowych artylerii przeciwnika, stanowisk dowodzenia oraz rejonu rozmieszczenia jego sztabów. Celny ogień artylerii i moździerzy partyzantów spowodował wielki zamęt po stronie nieprzyjaciela. Partyzanci wytężyli wszystkie siły, aby wytrzymać kolejne ataki nieprzyjaciela do godziny 16,00. Minęła jednak oznaczona godzina, ‚a walki trwały dalej. Dopiero wieczorem osłabły, co pozwoliło partyzantom na zreorganizowanie oddziałów i wyjście z okrążenia. Zgrupowanie około północy wycofało się w kierunku południowo-wschodnim, nie natrafiając na większy opór przeciwnika. Rankiem 15 czerwca zgrupowanie znalazło się w pobliżu rzeki Buko­wy w rejonie m. Szewce. Rozmieszczeni koło mostku na tej rzece Niemcy otworzyli ogień. Ubezpieczenie przednie zgrupowania, porwane okrzykiem Janiny Gajewskiej, ps. Czarna Jaśka, ruszyło do brawurowego natarcia. Niemcy uciekli do pobliskiego lasu. W lesie w rejonie miejscowości Szewce zgrupowanie zatrzymało się aby zdobyć chociaż trochę żywności, po czym miało pomaszerować w kierunku wsi Szeliga i Ciosmy, gdzie w miarę możliwości zamierzało zatrzymać się na odpo­czynek. Straty w boju o Porytowe Wzgórze były bardzo poważne po obu stronach, lecz ze względu na to, że partyzanci znajdowali się prawie cały czas w obronie, straty nieprzyjaciela były znacznie większe. Niemcy przyjeżdżali jeszcze przez wiele dni w rejon Wzgórza Porytowego, mobilizowali w okolicznych wioskach ludzi i przy ich pomocy szukali w lesie swoich zabitych, rannych i zaginionych. Za waleczność okazaną w walkach w lasach lipskich i janowskich oraz Puszczy Solskiej, a w szczególności za udział w boju na Wzgórzu Porytowym, w myśl raportu Szefa Sztabu Dowództwa Obwodu Lubelskiego do Dowództwa Głównego AL ponad czterdziestu partyzantów zostało przedstawionych do odznaczenia Krzy­żem Grunwaldu.

 

Zginął śmiercią bohaterską

…„Bogdan” wyłowił wśród ciszy pierwsze odgłosy świadczące o zbliżaniu się wroga. Sprawdził stan oddziału, ale przegląd nie wypadł pocieszająco. Amunicji mało, ludzi śmiertelnie zmęczeni… Wiedział, że tym razem nie zdołają się ani obronić, ani wymknąć. Niedługo musieliśmy czekać.

Las wokół nich zaroił się od postaci w hełmach. „Bogdan” cisną granat i zawołał: „Do boju, chłopcy!” Wiedzieli, że zginą, że oddadzą swoje życie za ojczyznę. Zbyt umiłowali wolność, by się załamać w ostatniej chwili. Ruszyli do boju. Od strony Niemców gęsto posypały się strzały. Wszystko – gałęzie, ziemia, odłamki- padało na głowy partyzantów. Któryś padł wzywając pomocy. Henryka Wysodzka „Niusia” nachyliła się nad ranym. Nagle poczuła ostry ból zrozumiała, że to koniec.

Porucznik Aleksander Szymański „Bogdan”, widząc słaniającą się dziewczynę , chwycił ją w ramiona, chciał w tym piekle znaleźć dla niej spokojniejsze miejsce. Pochylił się nad nią , widział, jak jego „Niusia” umiera, zrozumiał, że przegrał nie tylko bitwę. Stracił to, co miał w życiu najdroższego. Położył „Niusię” na miękkim mchu, ucałował po raz ostatni. Zapragnął chociaż pomścić jej śmierć! Złapał leżącą obok zabitego partyzanta rusznicę i strzelił do najbliższej niemieckiej pancerki. Samochód staną w płomieniach. Ale już dostrzeżono go, posypał się na niego grad pocisków, kilka z nich śmiertelnie raniły go w brzuch. Podbiegli do niego towarzysze, chcieli nieść. Wyją z kabury pistolet, wydał rozkaz, by nie bacząc na nic starali się przebić, i Strzelił sobie w głowę. Myśleli oboje o wolnej ojczyźnie, ale ich udziałem było oddać za nią życie. Zginęli w tej samej bitwie (22.VI.1944 r., bitwa w rejonie Górecka Kościelnego, Puszcza Solska) śmiercią bohaterską i tkwią w pamięci tych którzy ich znali.

 

Edward Gronczewski: Kalendarium walk GL-AL na Lubelszczyźnie /za:/ partyzant.info

 

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.