„Głos Narodu” o narodowych komunistach

DEMOKRACI I NARODOWI KOMUNIŚCI

Mimo monopolu władzy lewicy, a może właśnie na skutek tegoż, w jej obozie zarysowały się znaczne podziały. Mają one, wbrew głoszonej przez lewicę ideologii, podłoże nacjonalistyczne, co jeszcze raz potwierdza, w sposób oczywisty, słuszność ideologii narodowej.

Jak wiadomo, do roku 1956 krajem naszym rządzili szowiniści żydowscy, formalnie podlegli Moskwie, natomiast faktycznie swoim władzom wewnętrznym. Do sprawowania władzy potrze­bni im byli pomocnicy spośród tubylców, czyli odszczepieńcy z naszego narodu. Pomocników takich znaleźli wśród polskich komunistów i socjalistów, byłych współpracowników gestapo, wśród kryminalistów oraz wśród stosunkowo nielicznej, lewicowo nastawionej grupy młodych ludzi, częściowo rekrutujących się z uczestników konspiracji antyniemieckiej. Ci ostatni potraktowali na serio hasła budowy „Polski Ludowej”, „sprawiedliwości społe­cznej” etc. Wielu też poszło dla zrobienia kariery i dla łatwego chleba. Z czasem jednak, najbardziej spośród nich myślący spostrzegli, że to nie oni sprawują faktyczną władzę w Kraju, że władzę tę natomiast sprawują synowie innego ludu, tyle, że „wybranego”, i że ta Polska nie jest ani w pełni „ludowa”, ani też ich własna. Spowodowało to ostrą reakcję. Tak doszło do ukształtowania się grupy narodowych komunistów. Głównym motywem działań stała się obawa przed utratą wyimaginowanego monopolu władzy, ale niektórzy mogli to czynić również z pobu­dek patriotycznych.

Bazą narodowych komunistów stały się służby tajne PRL: SB oraz kontrwywiad wojskowy (Ten ostatni zajął się działalnością polityczną zamiast zadaniami własnymi, z braku, jak się zdaje dostatecznej ilości zajęć. Jakież to bowiem tajemnice można było ochraniać w „ludowym” Wojsku Polskim?). One też stały się przedmiotem najostrzejszych ataków ze strony „opozycji demo­kratycznej” (rzekomych obrońców naszej niepodległości i naszego człowieczeństwa), z bardzo prostego powodu: ponieważ z tej strony groziło „demokratom” największe niebezpie­czeństwo. Ofensywa „demokratów” przyniosła nadspodziewane skutki. Oba skrzydła lewicowych liberałów: jedno PZPR-owskie, drugie złożone z byłych PZPR-owców, ale występujących tym razem pod firmą „Solidarności”, pobłogosławione przez Kościół („okrągły stół”) przekazały sobie władzę szybko i bezboleśnie. W obronie ustępującego reżimu nie pad! ani jeden strzał, nie rozległ się żaden protest. Grupy narodowych komunistów, dotychczas przekonanych o swojej wszechmocy i władzy, znalazły się nagle za burtą czynnej polityki. Nie złożyły jednak broni. Od dawna, z racji specyfiki służb w których się skupiały, wyspecjalizowały się w przenikaniu do wszelkich organizacji i grup. Na tym także polegała istota władzy poprzedniego reżimu. Weszły w skład nowych partii opanowując je od środka. Spróbowali też tworzyć własne. O tym jednak niżej. Tu warto się może zatrzymać nad krótką charak­terystyką obu nurtów lewicowych: demokratów i narodowych komunistów.

„Demokraci”, jak to na ogół wiadomo, pojęcie demokracji traktują jako wartość samą w sobie. Bowiem w świecie zachodnim, na którym pragną się wzorować demokracja jest utożsamiana z systemem rządów mafijnych, masońskich. Walczyć o demokrację znaczy w żargonie masońskim – walczyć o zaprowadzenie rządów masońskich, walczyć w obronie demokracji – oznacza, że rządy te są zagrożone, zaprowadzić demokrację – tyle samo co usuwać przeszkody dla jej panowania, torować drogę masonerii itp.

To zdaje się są kwestie oczywiste dla naszych stałych Czytelników. Rzecz jasna, że pierwszym i głównym celem naszych demokratów pozostaje dążenie do znalezienia się jak najszybciej we wspólnym szeregu z ich starszymi braćmi, masonami zachodnimi. Stąd wynikają plany przyłączenia Polski do „Europy”, „dogonienia Europy”, „europejskości”, uczynienia z nas kraju „europejskiego”. Obecnie jednak propaganda „euro­pejskości” nieco zelżała (co oczywiście nie oznacza sfolgowania jawnych i niejawnych wysiłków scaleniowych), po znanej krytyce tych obraźliwych dla nas haseł przez Ojca Świętego.

Poza tym jednak obóz demokratów nadal sprawuje pełnię władzy i nadal zdąża do pełni „Europy”. Jeśli nie w dziedzinie dobrobytu i pewnego ładu społecznego, bo do tego nam jeszcze daleko, to przynajmniej w sferze rozkładu moralnego czy for­sowania swoistego Antydekalogu. Pod firmą wolności i demo­kracji szerzy się więc przymusowo (to znaczy niezależnie od tego czy ktoś chce to oglądać i słuchać) rozwiązłość seksualną, bez­wstyd i nudyzm, pornografię, mord dzieci nienarodzonych, wszel­kie dewiacje i gwałty, bandytyzm, zboczenia ludzkie, narkomanię, anarchię, kosmopolityzm – jednym słowem wszystko to, co może poniżyć i rozłożyć struktury jednostki, rodziny i Narodu. Zasięg i natężenie tej ofensywy środków masowego przekazu wywołały, co prawda dość późno, krytyczną reakcję Episkopatu, w postaci listu poświęconego środkom masowego przekazu.

Obóz rządzący postanowił, jak się wydaje, jak najszybciej doprowadzić do zniszczenia sektora państwowego gospodarki, po to prawdopodobnie, by doprowadzić do pobudowania na jego gruzach sektora prywatnego, nie rodzimego jednak, lecz w znacz­nej części obcego. Wszak w zjednoczonej Europie kwestia własno­ści narodowej nie będzie miała żadnego znaczenia. Pociągnie to za sobą straszliwe skutki społeczne: brak źródeł utrzymania dla tysięcy, a być może i milionów ludzi, dziką walkę o byt, rozpacz matek i ojców, emerytów i wszelkich biedaków i niezaradnych, powiększanie szeregów bezrobotnych, zdziczenie obyczajów… Dla naszego narodu oznacza to wręcz katastrofę i to w sytuacji zagrożenia przez nieprzyjaznych sąsiadów.

Demokraci są jednak głusi na głosy Narodu. Wydaje im się, że ich rzekomo szczytne cele, usprawiedliwiają zaistnienie „chwilo­wych trudności”. Tak samo zresztą sądzili komuniści i wszyscy wiemy co z tego wynikło. To samo doktrynerstwo.

[...]

Siły lewicowe sprawują absolutną władzę w Kraju. Mają one do dyspozycji wszystko, co jest niezbędne do skutecznego, efektyw­nego działania: ćwiczone i kształcone w oficjalnych szkołach kadry, fundusze krajowe i zagraniczne, środki masowego przeka­zu, poparcie międzynarodowe, a w Kraju – inteligencję, która, będąc częściowo obcego pochodzenia, została skutecznie ufor­mowana przez przeszło już dwa pokolenia, wreszcie – wsparcie Kościoła zakazującego podejmowania jakichkolwiek akcji samo­obronnych przeciwko siłom zła (vide: list Episkopatu o stosunku katolików do żydów).

Na tle wyżej zarysowanego obrazu sił lewicowo-demokratycznych nurt narodowo-komunistyczny przedstawia się nieco, ale tylko nieco korzystniej. Przede wszystkim są to Polacy, ale z tego nie wynika zbyt wiele.

Jak już powiedziano, najprzód ugrupowanie to ma na swoich rękach krew i męczeństwo tysięcy najlepszych synów Polski z okresu tzw. utrwalania władzy ludowej. Rozkazodawcą co prawda pozostawał na ogół żyd, ale wykonawcą dość często polski renegat. Dziś, choć czas udowodnił, że właśnie oni, zapomniani bohaterowie walki o niepodległość Polski, mieli niewątpliwą rację a nie ich prześladowcy, byli UB-ecy nie widzą nic nagannego w swoim postępowaniu, nie wyciągają żadnych nauk z przeszłości; co więcej, nadal pragną uchodzić za obywateli pierwszej kategorii.

Natomiast ich młodsi współtowarzysze napłynęli do PZPR-u i podległych jej służb tajnych PRL w czasach Gomułki. Toteż mimo gorliwej służby reżimowi, szkody wyrządzili nieco mniejsze. Wielu z nich wychowało się w rodzinach katolickich i zachowało pamięć o zasadach katolickiej moralności i o prawach wiary. Mimo to służąc Żydom dość szybko zatracili wiele cech polskich, a nabyli żydowskich. Przede wszystkim więc, prawie wszyscy stali się ateuszami lub w najlepszym przypadku zobojętnieli na prawdy wiary. Wprawdzie na ogół nie występowali wrogo przeciwko wierze (co nie jest równoznaczne ze stosunkiem do duchowieństwa), ale też i nic nie czynili dla jej dobra. Wszyscy, jak się wydaje, przyjęli za swój własny masoński dogmat, że religia jest sprawą prywatną człowieka, i że Kościół winien zostać oddzielony od państwa. Niektórzy, gdy było trzeba, dla jakichś celów schlebiali Kościołowi, ale czynili to nieszczerze. Jednostki zaledwie wytrwały w wierze ojców.

Zerwanie z wiarą spowodowało odrzucenie zasad katolickiej moralności w ich rodzinach, w życiu prywatnym i oczywiście w publicznym, co pociągnęło za sobą sprymityzowanie celów życiowych i znaczne obniżenie kultury bycia. Odrzucając normy Dekalogu, nie wprowadzono na ich miejsce żadnych innych. Pozostały więc, siłą rzeczy, jedynie treści witalne. Znacznej części tego środowiska odpowiada poziom Urbanowego „Nie” z jego prostactwem, wulgarnością słownictwa, pornografią, antyklerykalizmem itp. Walcząc następnie z żydostwem narodowi komuni­ści w znacznym stopniu przesiąkli jego psychiką. Przede wszystkim uznali za swoją zasadę: cel uświęca środki. Także niepohamowane odczucie nienawiści do przeciwnika. I cechy te następnie wnoszą do wszystkich środowisk, gdziekolwiek się pojawią. Także niestety i do narodowych, gdzie przeniknęli korzystając z poczciwości seniorów.

Właściwie poza pragnieniem powrotu d o władzy nie mają oni żadnego sensownego programu pozytywnego. Nie wnoszą prawienie w tej dziedzinie. Występują gwałtownie przeciw­ko oddawaniu za bezcen majątku narodowego obcym i przeciwko jego rozkradaniu, ale równocześnie, w nadziei na swój powrót do władzy, przeciwstawiają się planom umniejszenia sektora państwowego i pry­watyzacji gospodarki. Walczą werbalnie z żydowstwem, ale jednocześ­nie podzielają jego stanowisko w kwestii aborcji i religii w szkołach. (Choć co prawda są i narodowi komuniści, którzy z pobudek patriotycznych domagają się ochrony życia dzieci poczętych).

W gruncie rzeczy odeszli już od materializmu dialektycznego, ale kołaczą się tu resztki materializmu historycznego. Nadal niektórzy z nich mówią „klasa”, a wielu wyznaje idee równości i sprawiedliwości społecznej. Z idei narodowej wzięli właściwie tylko geopolitykę pojmo­waną jako czujność wobec niebezpieczeństwa niemieckiego oraz wolę opierania się o Rosję, najlepiej socjalistyczną. Natomiast podejście do kwestii żydowskiej dość znacznie wypaczyli głosząc hasła nienawiści do Żydów oraz przedstawiając ją na sposób niemal rasistowski, choć są i środowiska, które de facto opowiadają się za asymilacją Żydów. Zdaniem tych ostatnich nie ważne jest jakiej się jest narodowości, byle by działać dla dobra Kraju. W ich szeregach mogą być wszyscy: Polacy, Żydzi, Ukraińcy, byle tylko byli w służbie. Służba bowiem jest nadrzędną potęgą; wierzą w ideę służby (tajnej oczywiście).

Na plus narodowych komunistów należy zaliczyć niekorzystanie z zagranicznych źródeł pomocy, choć może także i nie ma chętnych do jej udzielania. Toteż, jak się wydaje, nie są zbyt zamożni, choć zarazem nie ujawniają źródeł swoich dochodów. Na minus to, że nie mogą się wyzbyć reżimowych przyzwyczajeń do monopolu władzy, w tym także w działalności politycznej.

Do organizacji opanowanych bądź. utworzonych przez narodowych komunistów należy przede wszystkim ogromnie nagłośniona Partia „X”, ale również i stosunkowo mniej znane… Stronnictwo Narodowe (senioralne), w którym zyskali ostatnio zdecydowaną przewagę (patrz także artykuł o sytuacji w SN senioralnym). W innych stronnictwach mają dość spore wpływy, ale przeplatają się one zazwyczaj z wpływami „demokratów”. Dotyczy to socjaldemokracji, PSL-u (choć są tam i ludzie o poglądach zbliżonych do narodowych), trochę i SD. Są to wpływy niemałe, lecz stanowczo nie wystarczające do przechwycenia władzy w Państwie, tym bardziej, że narodowi komuniści poprzez swój dyktat odstręczają od siebie wielu potencjalnych sprzymierzeńców.

Głos Narodu. Pismo Stronnictwa Narodowego „Szczerbiec”. Nr 6(10), październik 1991.

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.