O wspólny ruch obrony polskości Śląska ponad podziałami partyjnymi i ideologicznymi

            Podstawową zasadą skutecznego działania jest zrozumienie mechanizmów, na które chce się poprzez to działanie wpływać. Dotyczy to także życia społecznego: bez trafnej teorii na temat zjawisk, z którymi pragniemy się zmierzyć, nie może być skuteczna praktyka działania, jakie zastosujemy. To samo dotyczy problemu kreowania na Górnym Śląsku tzw. „narodu śląskiego” oraz próby promowania przez jednego z ideologów tego mikronacjonalizmu, dr Jerzego Gorzelika oraz infiltrujące kierowany przez niego Ruch Autonomii Śląska środowiska mniejszości niemieckiej – konceptu terytorialno-administracyjnej regionalizacji Polski poprzez zmianę konstytucji RP i utworzenie autonomicznych województw/regionów, w tym – szczególnie – autonomicznego regionu śląskiego. Podejmowanej przez te kręgi walce politycznej przeciw unitarnemu państwu polskiemu w ramach Unii Europejskiej trzeba się zatem przeciwstawiać, korzystając twórczo z metodologii i teorii naukowej, która stymulowane przez nie zjawiska społeczne i wykorzystujące je działania polityczne przebadała obiektywnie wiele lat wcześniej, zanim urosły na Śląsku do rangi poważnego problemu społeczno-politycznego.

W narzuconej obecnie na Śląsku przez koalicyjną partiokrację neokolonialnego menedżmentu państwowego narracji, próbuje się udowodnić, że Śląsk jest kolonią wewnętrzną Polski, a Ślązacy – ludnością kolonialnie wykorzystywaną. Zwolennicy takiej koncepcji bezrefleksyjnie przechodzą nad tym, że kolonizacja Śląska nastąpiła dużo wcześniej za Fryderyka II króla Prus i bez żenady powtarzają tezy propagandy sukcesu uprawianej przez biurokrację i burżuazję tych, którzy pierwsi zrobili z pięknej, bogatej ziemi kolonię i eksploatowali śląski lud przez prawie dwieście lat.

            O tym kolonialnym imperializmie trzeba przypominać w Unii Europejskiej ogarniętej kryzysem nie tylko ekonomicznym, ale i tożsamościowym. Unii zdominowanej przez zjednoczone, powiązane gospodarczo z Rosją, Niemcy. Unii, która zamiast być socjalną Europą ojczyzn, pod presją brukselskich eurokratów stała się neoliberlaną Unią dla bogatych. Ci sami biurokraci z uporem wspierają dążenia mikronacjonalistów do przekształcenia Europy w Unię regionów, przeciwstawiając ją Europie socjalnych ojczyzn. Widać to na przykładzie Katalonii w Hiszpanii, separatyzmu Ligi Północnej we Włoszech czy Szkocji w Zjednoczonym Królestwie.

            W ten kontekst wpisuje się narracja mediów głównego nurtu dążąca do zohydzenia patriotyzmu, czyli miłości ojczyzny, a jednocześnie – bez obrzydzenia – do umacniania nacjonalizmów regionalnych. Dzieje się to w interesie ponadnarodowych korporacji i giełdowych wielkich właścicieli kapitałów, dla których państwa obywatelskie oparte na miłości ojczyzny, patriotyzmie stały się ostatnią przeszkodą do narzucenia większości społeczeństw na świecie neokolonialnego wyzysku. W ich interesie jest Unia mikronacjonalistycznych regionów, bo im mniejsze gospodarczo państwo, tym łatwiej mu narzucać dyktat gospodarczy wielkich, ponadnarodowych firm. Przykłady Grecji i Cypru narzucają się same. W ich interesie jest zwalczanie konceptu Unii socjalnych ojczyzn, bo taka Unia ograniczyłaby im możliwości wyzysku klas najsłabszych ekonomicznie i zmusiła w ramach powszechnej społecznej odpowiedzialności biznesu do dzielenia się z pracownikami znacząca częścią zysków, obecnie bezproduktywnie marnotrawionych w spekulacyjnej i konsumpcyjnej degrengoladzie klas wyzyskujących i kolaborującego z nimi menedżmentu tak prywatnego jak państwowego. Gorzej – przykład takiej Unii mógłby się okazać zaraźliwy dla społeczeństw przeżywających w ramach tzw. trzeciej fali rewolucji burżuazyjnych swoje „arabskie wiosny” i bunty oburzonych.

            Dla zepchniętego neokolonialnie do roli taniej siły roboczej w Unii E. społeczeństwa polskiego taka narracja, zwłaszcza na Śląsku, jest szczególnie alarmująca, bo – jak trafnie pisał Zbigniew Zielonka w swoich rozważaniach o historii i kulturze, zatytułowanych „Śląsk: ogniwo tradycji” – od podboju Śląska „r o z p o c z y n a  s i ę     z a b ó r  z i e m  p o l s k i c h. Była  to pierwsza etnicznie polska ziemia, którą opanowały Prusy. Należała co prawda dotychczas do Cesarstwa (niemieckiego), ale było to cesarstwo wielonarodowościowe, a ponadto znalazła się ona w rękach cesarstwa jako prowincja Korony Czeskiej. Tylko tę podstawę prawną posiadali Habsburgowie dzierżąc Śląsk”. Jego „zabór przez Prusy stał się wstępem do rozbiorów Polski”…

            Sytuacja na Śląsku jest szczególnym przypadkiem niedorozwoju zależnego w dziejach nowożytnej Europy. Kształtowanie się nowoczesnych społeczeństw narodowych oraz społeczności pogranicza na terenie wschodniej Europy środkowej z wielką wnikliwością prześledził i opracował naukowo ś.p. prof. Józef Chlebowczyk w dziele zatytułowanym „O prawie do bytu małych i młodych narodów. Kwestia narodowa i procesy narodotwórcze we wschodniej Europie środkowej w dobie kapitalizmu, od schyłku XVIII do początków XX w.” (Śląski Instytut Naukowy, Państwowe Wydawnictwo Naukowe Warszawa-Kraków, 1983).

Istotnym kontekstem, w którym warto spróbować odczytać analizę i syntezę prof. Chlebowczyka jest artykuł prezesa Pew Research Center, Alana Murray’a w „The Wall Street Jurnal”, zatytułowany „Świat rewolucji klasy średniej”

http://archiwum.rp.pl/artykul/1212534-Swiat-rewolucji-klasy-sredniej.html opublikowany 22 lipca w dodatku „Rzeczypospolitej” „Ekonomia”.

Jego główna teza, że „Dzisiejszy świat jest świadkiem trzeciej wielkiej rewolucji klasy średniej. Pierwszą, w XIX wieku, przyniosła rewolucja przemysłowa. Druga miała miejsce po II wojnie światowej; obie dokonywały się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych i Europie. Wygląda na to, że trzecia będzie największa i najszerzej zakrojona. Przez ostatnią dekadę dokonywała się w Chinach, ale szybko rozszerza się na resztę Azji, Amerykę Łacińską, a nawet Afrykę” – dość czytelnie wyraża oczekiwania ponadnarodowych środowisk wielkiej finansjery wobec tzw. arabskiej wiosny, tzw. buntów oburzonych oraz masowych protestów, „które miały miejsce latem tego roku w Egipcie, Turcji i Brazylii”. Znaczące jest jednak to, że do krajów w których owa „trzecia fala rewolucji klasy średniej” trwa, autor zalicza m.in. Chiny, Brazylię, Wenezuelę itd. Można więc bez przesady przyjąć założenie, że również procesy tzw. spóźnionych mikronacjonalizmów – jak w Katalonii, Szkocji, czy północnych Włoszech – również mogą być uznane za pochodną tych procesów. Ich lokalnym odpryskiem na gruncie polskim - są próby wykorzystania różnic kulturalnych i gwarowych do kreowania „spóźnionych narodów” i autonomizacji zamieszkiwanych przez takie grupy społeczne regionów.

Według A. Murray’a „niektórzy eksperci przewidują, że w przeciągu dwóch dekad większość światowej populacji będzie można zdefiniować jako klasę średnią, jeśli chodzi o posiadane środki i ambicje – dotyczy to między innymi edukacji, telefonów komórkowych, samochodów i, co najważniejsze, zdolności koncentrowania się na czymś innym niż podstawowe potrzeby bytowe”. ów horyzont czasowy dwóch dekad zadziwiająco blisko przylega do tzw. mapy drogowej RAŚ, ujawnionej parę lat temu przez J. Gorzelika na łamach tygodniak „Fakty i Mity”…

W zakończeniu artykułu prezes Pew Research Center wyprowadza wniosek, „że nowa globalna klasa średnia przekształci społeczeństwa, gospodarki i instytucje polityczne w sposób trudny do przewidzenia. W przeciwieństwie do powstawania klasy średniej w XIX wieku i po II Wojnie Światowej ta fala nie musi być zakorzeniona w zachodnich wartościach”. W kontekście śląskim i innych regionów Polski – warto się zastanowić, czy owe „przekształcenia”, promowane przez miejscową „nową klasę średnią” muszą nawiązywać do rozwiązań XXI w. i czy czasem nie są reakcyjną próbą cofnięcia zegara przemian do wieku XIX…

Dla zrozumienia współczesnych procesów neokolonialnego podporządkowania społeczeństw tej części Europy ponadnarodowym korporacjom narodowym (według terminologii ś.p. prof. Józefa Balcerka) ma to kluczowe znaczenie. Dla rozproszkowanej polskiej lewicy pracowniczej i środowisk patriotycznych – szczególnie, gdyż to właśnie brak sprawnej metodologii przy ocenie obecnie zachodzących procesów walki społeczno- i narodowo-wyzwoleńczej uniemożliwia wypracowanie spójnego programu, a co za tym idzie – rozwinięcia społecznie sprawnej organizacji zdolnej artykułować interesy większości społeczeństwa polskiego w warunkach neokolonialnej globalizacji pod dyktatem kapitalistów giełdowo-korporacyjnych.

Dlatego pozwalam sobie przypomnieć kluczowe wątki tej – dla wielu nieznanej, dla innych – zapomnianej, monumentalnej pracy J. Chlebowczyka. Jedynie w niektórych wątkach pokuszę się o własne komentarze, aby podkreślić jej adekwatność do analizy skutków niedorozwoju zależnego społeczeństwa polskiego w warunkach owej trzeciej fali rewolucji burżuazyjnych, przez ideologów neoliberalizmu określanych jako rewolucje nowej klasy średniej.

Punktem wyjścia owej analizy jest wyróżnienie przez Niego wśród społeczności narodowych i grup językowo-etnicznych na obszarze wschodniej Europy środkowej „w przededniu rewolucji burżuazyjno-demokratycznych” następujących społeczeństw i społeczności:

„1) narody państwowe,

2) narody w pełni już ukształtowane jako narody polityczne o pełnej strukturze socjalnej, pozbawione jednakże własnych zinstytucjonalizowanych form bytu państwowo-narodowego,

3) grupy językowo-etniczne oraz narodowości, w większości plebejskie (o niepełnej strukturze socjalnej), dostające się dopiero w orbitę działania i oddziaływania zarówno poziomych [klasowych – R. A.], jak i pionowych (narodowych) procesów emancypacyjnych i integracyjnych. W grę wchodzą tu również zbiorowości w rodzaju polskiej etnicznie ludności Śląska, które na skutek wielowiekowej przynależności do obcych organizmów państwowych utraciły łączność ze swym pniem macierzystym, stanowiącym społeczność grupy drugiej bądź pierwszej (np. powstałe w wyniku osadnictwa enklawy niemieckie w krajach Korony Św. Stefana),

4) różne społeczności żyjące z reguły w diasporze, odznaczające się często wyraźną odrębnością kulturowo-cywilizacyjną, rasową. Szczególne miejsce w tym względzie zajmuje ludność żydowska występująca w zmasowanej postaci w zachodnich guberniach Rosji” [dawne ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz wschodnich kresów I Rzeczypospolitej – R.A.] (str. 20)

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że owe tzw. „narody państwowe”, to w europejskich warunkach „te społeczności narodowe, które na progu rozwoju kapitalistycznych stosunków produkcji miały całkowicie ukształtowaną strukturę socjalną. Dzięki temu narody te nieprzerwanie utrzymywały w ciągu minionych stuleci swą świadomość narodową, kultywowały swą tradycję historyczną, co prawda w granicach zakreślonych przez aktualny układ sił klasowych. W warunkach monarchii habsburskiej XIX w. w grę wchodziły tu takie społeczności narodowe, jak Niemcy austriaccy, Madziarzy, Włosi, Polacy, Chorwaci  [podobne problemy występowały nie tylko tam: w monarchiach Hohnzollernów i Romanowów również – R.A.].

Inne społeczności narodowe oraz grupy językowo-etniczne określane jako narody (trafniej będzie „społeczności”) (…) posiadały charakter wyraźnie plebejski. Były to zbiorowości, które pod względem socjalnym składały się prawie wyłącznie z warstw niższych, głównie chłopstwa, a w nielicznych środowiskach miejskich – drobnomieszczaństwa. Z uwagi na wspólną pierwotnie więź językowo-etniczną rodzime klasy posiadające, wraz ze związaną z nimi warstwą oświeconą, uległy w ciągu minionych stuleci asymilacji; nastąpiło to czy to w związku z utratą własnej państwowości  (np. Czesi), czy też w ogóle z jej brakiem (np. Słowacy, Słoweńcy[, Rusini ukraińscy czy białoruscy na tzw. kresach wschodnich I i II Rzeczypospolitej, którzy znaleźli się w jej granicach w wyniku rozpadu księstw zachodnioruskich po podboju mongolskim oraz antymongolskiej ekspansji Wielkiego Księstwa Litewskiego – R.A.]).

Spotkać się można wreszcie w Europie z wypadkami (…) narodowości, w których łonie nie doszło w ogóle do wyodrębnienia się w okresie przed ich sformowaniem się w nowoczesny naród rodzimych klas posiadających (np. Łotysze, Estończycy)”.

W świetle obowiązującej terminologii terytoria tzw. zależne, to w gruncie rzeczy dawniejsze kolonie. W przypadku europejskich tzw. narodów państwowych – można je podzielić na państwa posiadające kolonie: a) zamorskie i pozaeuropejskie (np. Belgia, Francja, Hiszpania, Holandia, Portugalia, czy Wielka Brytania), b) wewnątrzeuropejskie (np. Austria, Prusy,  Rosja, Turcja, a wcześniej – również Polska, czego wyrazem były wojny kozackie…) W takim ujęciu narody i społeczności narodowe, które w Europie środkowo-wschodniej znalazły się pod panowaniem tzw. „narodów państwowych” – faktycznie były społeczeństwami pod panowaniem kolonialnym. Spotęgowany tym faktem wyzysk ekonomiczny powodował – zwłaszcza w XIX w., kiedy w ogóle pod wpływem kapitalizmu zaczęły się tworzyć nowoczesne społeczeństwa narodowe – wspomniane zniekształcenia struktury socjalnej a w rezultacie zahamowania, czasem regresy rozwoju świadomości narodowej.

Z takim potężnym zniekształceniem rozwoju świadomości narodowej ludności etnicznie polskiej na Śląsku mieliśmy właśnie do czynienia po pruskim podboju większości jego terytorium i oderwaniu go od krajów Korony Św. Wacława monarchii habsburskiej w poł. XVIII w. Zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę wcześniejszą likwidację miejscowych klas panujących i oświeconych w wyniku wojny 30-letniej (przypadek rodu Kochcickich) lub ich asymilację (np. losy rodu Paczyńskich), a następnie – upadek Rzeczypospolitej szlacheckiej, która wcześniej była dla resztek tych klas narodowym punktem odniesienia, czyli motywacją do trwania na Śląsku, jako polska mniejszość narodowa.

Takie doprecyzowanie pozwala zastosować w aktualizujących analizach rozróżnienie między narodami korzystającymi z wyzysku kolonii przez swoje klasy posiadające i panujące, a narodami wyzyskiwanymi w swej większościowej masie. Do drugich niewątpliwie należy obecnie społeczeństwo polskie, którego rozwój został kolonialnie zniekształcony w warunkach rozbiorów oraz niemieckiej okupacji faszystowskiej i stalinowskiego oderwania tzw. kresów wschodnich, a następnie w wyniku 45 lat rozwoju zależnego, podporządkowanego interesom ZSRR. Pogłębiające się obecnie pod wpływem kapitalistycznej globalizacji neokolonialnej i neoliberalnej tzw. integracji europejskiej zniekształcenia struktury gospodarczej i społecznej spychają pracowniczą większość społeczeństwa polskiego, w tym i mieszkańców Śląska, do trwałej roli taniej siły roboczej w Europie.

W „Podsumowaniu – wnioskach końcowych” J. Chlebowczyk syntetycznie wykazał różnice między rozwojem owych narodów państwowych Europy zachodniej, a sytuacją w Europie środkowej i środkowo-wschodniej. Opóźniony w wyniku tzw. refeudalizacji rozwój społeczeństw na wschód od Łaby i wielonarodowościowy charakter ukształtowanych tu państw powodował, że „w przeciwieństwie do stosunków zachodnioeuropejskich, rewolucyjna burżuazja jak i zachodzące tu procesy stopniowego rozkładu miejscowych struktur feudalnych stworzyły dopiero możliwości i otworzyły drogę dla narodowych procesów integracyjnych. W warunkach owego środkowo-wschodnio-europejskiego modelu głównym wyjściowym czynnikiem procesu narodowotwórczego stało się nie państwo, lecz język.

Co prawda, początkowo wszystko wskazywało na to, że charakterystyczne dla wszystkich terenów pogranicza językowo-narodowościowego zjawisko asymilacji jako obiektywnie przebiegającej prawidłowości rozwojowej (…) doprowadzą do zaniku tak licznie tę część kontynentu zamieszkujących mniej rozwiniętych i drobniejszych społeczności językowo-etnnicznych. Rzeczywisty rozwój sytuacji pobiegł jednakże w poważnej części wypadków innym torem. Rozwój kapitalizmu stworzył bowiem obiektywne przesłanki awansu rodzimych języków owych społeczności, nazywanych (…) grupami mniejszościowymi. Ów właśnie awans rodzimego języka mniejszości stał się podstawową treścią pierwszej fazy procesu narodotwórczego – emancypacji, integracji oraz unifikacji poszczególnych żyjących we wschodniej Europie Środkowej grup językowo-etnicznych. W wyniku tego procesu wyłania się nowy rodzaj zbiorowości społecznej – narodowość. Przesłanką jej sformowania się był rozwój samej mowy, od prymitywnego narzecza do nowoczesnego języka literackiego. Podejmowane w tym kierunku wysiłki, obrona jego odrębności i w ogóle celowość istnienia – oto główne cele tej fazy procesu narodotwórczego czy też ruchu narodowego – w tym zakresie, w którym działanie procesu narodotwórczego było przedmiotem świadomie podjętego i realizowanego wysiłku określonych jednostek, a później całych grup społecznych. Podstawowe interesy powstających narodowości, które w sposób kompleksowy można by sformułować jako prawo grupy etnicznej do samookreślenia językowego, znajdują z biegiem czasu najwszechstronniejsze odbicie w postulacie pełnego równouprawnienia języka grupy mniejszościowej w życiu publicznym całego kraju.

Proces narodotwórczy ma swój spontanicznie działający wewnętrzny mechanizm rozwojowy. W miarę postępów fazy językowo-kulturalnej ruchu narodowego dochodzi coraz to silniej do głosu – jako czynnik integrujący – poczucie wspólnych losów w przeszłości. Krystalizuje się świadomość historyczna. Na tle rozwijającej się świadomości przynależności do aktualnej wspólnoty językowo-etnicznej, związanej wspólnymi losami i dziedzictwem przeszłości, wytwarza się więź narodowa jako kategoria ideologiczna. W wyniku tej drugiej fazy procesu emancypacji narodowej narodowość przekształca się w wewnętrznie spójną, wyraźnie na zewnątrz wyodrębniającą się grupę narodową. W odniesieniu do odpowiednio wielkich zbiorowości chodzi tu po prostu o nowy naród; w pozostałych wypadkach konstytuują się jego części jako mniejszości narodowe. W przeciwieństwie do stosunków zachodnioeuropejskich (…) emancypacja narodowa narodowości wschodniej Europy Środkowej wymagała świadomej akceptacji oraz celowego wysiłku wszystkich klas i warstw społeczności publicznie się aktywizujących, w miarę demokratyzacji życia danej zbiorowości. „Kategorycznym imperatywem” narodowości w fazie jej przekształcania się w wewnętrznie spójną grupę narodową jest postulat prawa do samookreślenia narodowego.

Punkt ciężkości drugiej fazy ruchu narodowego leżał zrazu w dziedzinie świadomościowej, ideologicznej. (…) Z biegiem czasu dochodzi coraz to bardziej do głosu inna płaszczyzna ruchu narodowego – terytorialna. W miarę jego postępów wyodrębniają się określone obszary o względnie jednolitym obliczu narodowym. Coraz to bardziej aktywizujący się publicznie obóz narodowy identyfikuje się równocześnie z określonym terytorium, powołując się na zasadę narodowościową bądź też na prawa historyczne. W tych okolicznościach pojawia się i ze wzrastającą siłą rozwija dążenie formującej się czy już ukształtowanej grupy narodowej do zinstytucjonalizowania jej form bytu w sensie ukonstytuowania się w samorządny, z tendencją do pełnej suwerenności, organizm publicznoprawny o określonym zasięgu przestrzennym. Mamy tu do czynienia (…) ze szczytowym i ostatecznym celem całego procesu narodotwórczego. Jego podstawowe racje sprowadzić można do pojęcia prawa narodu do samookreślenia (samostanowienia).

Zdecydowanie negatywne ustosunkowanie się madziarskiego obozu narodowego do analogicznych dążeń narodowowyzwoleńczych pozostałych społeczności krajów Korony Św. Stefana rzuca jaskrawe światło nie tylko na trudności i przeszkody, z jakimi miały do czynienia ruchy narodowe wschodniej Europy środkowej, lecz również na wewnętrzne sprzeczności i powikłania występujące w tej części kontynentu między tendencjami rozwojowymi toczących się tu zmagań socjalno- i narodowowyzwoleńczych. Istota fenomenu, określanego przez nas jako „problem madziarski”, nie odnosi się bynajmniej zresztą do specyfiki sytuacji panującej w krajach węgierskiej korony; występował on bowiem w znacznie szerszym zakresie. Pojawiał się mianowicie wszędzie tam, gdzie określona społeczność narodowa walcząca o swe pełne równouprawnienie odmawiała równocześnie realizacji tego samego postulatu innym grupom językowo-narodowościowym, z reguły słabszym i mniej pod względem rozwojowo zaawansowanym.

Były i inne trudności, z którymi borykały się młode ruchy narodowe. Prawo do samookreślenia językowego spotyka się z poważnymi oporami przede wszystkim ze strony językowo-etnicznie pokrewnych, bardziej rozwiniętych społeczności. Stajemy tu wobec kolejnego kapitalnego problemu: chodzi o sprawę zakresu i perspektyw dyferencjacji etnicznej (a z kolei i narodowej) pokrewnych pod względem językowo-etnicznym, dostających się w orbitę działania procesów narodotwórczych grup mniejszościowych.

Bez porównania jednakże bardziej brzemienne w różnorakie konsekwencje były praktyczne następstwa drugiej fazy ruchu narodowego. Godziły one bowiem w uwarunkowany historycznie i politycznie aktualny wewnętrzny (w perspektywie także i międzynarodowy) układ sił oraz struktur społeczno-politycznych, groziły uszczupleniem dotychczasowego tradycyjnego stanu posiadania i przywilejów panujących do tej pory grup narodowych. Tu tkwi klucz do zrozumienia genezy zjawiska nacjonalizmu politycznego narodów panujących, podobnie jak pojawiające się dezyderaty obozów grup mniejszościowych polityki reasymilacyjnej, rewindykacyjnej prowadzą logicznie do nacjonalistycznego ekspansjonizmu także i ze strony tych obozów narodowych, które w okresie swego formowania się występowały z pozycji czysto obronnych.

Przed samym dotychczasowym państwem i jego narodem panującym zarysowuje się w miarę aktywizacji procesów narodotwórczych coraz wyraźniej następująca alternatywa rozwojowa:

•         utrzymania, mimo wszystko, jego dotychczasowego narodowego oblicza i tym samym także i hegemonicznej pozycji jego narodu panującego

•         bądź dostosowanie jego ustroju do zmieniającej się struktury narodowościowego układu sił w sensie rozwiązań autonomicznych, federacyjnych i konfederacyjnych, które będą respektować i umożliwiać realizację zinstytucjonalizowanych form bytu narodowego ogółu mieszkańców, bez względu na ich odrębność językowo-kulturalna oraz przynależność narodową.

W tych okolicznościach zarysowuje się (od połowy XIX w.) kapitalny dla wschodniej Europy Środkowej następnych dziesięcioleci problem: czy istniejące tu i ewentualnie nowe organizmy państwowe, dzięki zmianie ich dotychczasowych form oraz ustroju, staną się wspólną ojczyzną całej pod względem narodowościowym heterogenicznej ludności, czy też – jako państwa narodowe – pozostaną jedynie ziemiami ojczystymi narodów panujących, w najlepszym razie li tylko tolerujących pozostałych obywateli, należących do grup mniejszościowych, jako mieszkańców drugiej kategorii”.

I z próbą wykreowania takiego właśnie procesu mamy obecnie do czynienia w komplementarnych działaniach RAŚ, stojącej za nim mniejszości niemieckiej na Śląsku oraz ZLNS. Rozbudzone – nie tylko na Śląsku, ale i w całym społeczeństwie polskim – oczekiwania na poprawę warunków życia po upadku postalinowskiego biurokratyzmu (upraszczająco zwanego przez środowiska prawicowe – komuną, komunizmem) i podjęte przez część społeczeństwa aspiracje do przekształcenia się w ową mityczną „nowa klasę średnią” w zderzeniu z neokolonialnym przekształcaniem przez ponadnarodowych i rodzimych kapitalistów większości społeczeństwa polskiego w tanią siłę roboczą zrodziły frustracje znaczących grup społecznych nie tylko na Śląsku, ale i w całej Polsce. Zagospodarowanie owych frustracji przez RAŚ poprzez projekt odseparowania się od społeczeństwa polskiego i przyspieszone ufundowanie nowej społeczności narodowej na Śląsku, jest jednak w tych obiektywnych warunkach – subiektywnie inspirowaną, wspieraną przez środowiska mniejszości niemieckiej na Śląsku, nie tyle naturalnym procesem narodotwórczym, co manipulacją społeczną na wielką skalę, która godzi w nie tylko w interesy większości społeczeństwa polskiego, grożąc jego dalszym osłabieniem w globalnym ponadnarodowym podziale pracy i wyzysku. Poprzez przejście od fazy świadomościowo-kulturalnej przez etap autonomii terytorialnej do fazy samostanowienia terytorialnego konsekwencją realizacji projektu RAŚ  może być bowiem nie tyle uwolnienie się tzw. narodu śląskiego od rzekomego wyzysku polskiego, ale jego zwielokrotniony wyzysk poprzez polityczną i gospodarczą zależność od naturalnego sojusznika mniejszości niemieckiej na Śląsku – państwa niemieckiego i jego ponadnarodowych korporacji narodowych.

Ponieważ tworzone przez neokolonialny menedżment aktualne władze państwa polskiego nie wykazują – poza niekonsekwentnymi próbami ośrodka prezydenckiego – zdolności do sprawnego przeciwdziałania tym procesom, koniecznym się staje zorganizowanie ponadpartyjnego, społecznego ruchu, mogącego pomóc się uaktywnić i zorganizować w najbliższych wyborach samorządowych na Śląsku pracowniczej większości, którą stanowią w województwach śląskim i opolskim polscy Ślązacy i śląscy Polacy. We wspólnym interesie klas pracowniczych na Śląsku i w całej Polsce jest zorganizowany opór przeciw wspomnianej manipulacji, organizowanej pod hasłami autonomii dla Śląska, a ostatnio również – autonomizacji całej Polski.

Pierwszymi sygnałami samoorganizacji tych środowisk są powtarzające się od debaty w sali Sejmu Śląskiego nad projektem nowego scenariusza Muzeum Śląskiego w Katowicach, częściowo skoordynowane, wystąpienia w kolejnych publicznych dyskusjach z udziałem przywódcy RAŚ, Jerzego Gorzelika; a ostatnio – pikieta przeciw kolejnemu marszowi autonomistów zorganizowana przez Ligę Obrony Suwerenności oraz stowarzyszenie „Solidarni 2010″. Niestety – inicjatywa w tych reakcjach samoorganizacji środowisk polskich na Śląsku pozostaje w kręgu ugrupowań prawicowych. Lewicowe środowiska patriotyczne nie znajdują sił i metodologiczno-programowych podstaw do większego zaangażowania się w obronę polskości Śląska. Moją nadzieją jest, że ten tekst ożywi wśród „czerwonej” lewicy pracowniczej refleksję teoretyczną i pobudzi te środowiska do działań praktycznych w obronie polskości Śląska, ale i przedstawienia atrakcyjnego dla pracowniczej większości Ślązaków projektu autonomii kulturalnej, a nie – terytorialnej.

Czas na przeanalizowanie badań prof. Chlebowczyka i wyciągnięcie z nich praktycznych wniosków politycznych, tak jak to najwyraźniej – przeciw polskości Śląska – zrobił ideolog śląskiej „nowej klasy średniej”, J. Gorzelik. Czas na podjęcie wspólnych działań przed wyborami samorządowymi w imię obrony polskości Śląska. Czas na wspólną listę wyborczą ponad nieistotnymi z tego punktu widzenia podziałami politycznymi i ideologicznymi.

Byśmy nie usłyszeli o sobie tego fragmentu z „Pieśni o spustoszeniu Podola” Jana Kochanowskiego:

„Cieszy mię ten rym: Polak mądry po szkodzie.

Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,

Nową przypowieść Polak sobie kupi

Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Szkody już są, ale na mądrość jeszcze nie jest za późno!

 Roman Adler

[żródło http://www.geopolityka.org/komentarze/roman-adler-w-obronie-polskosci-slaska]

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, PUBLICYSTYKA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.