Monopol wypędzonych

Niemal cały rynek prasy lokalnej w Polsce znalazł się w rękach zagranicznego kapitału, przede wszystkim niemieckiego. W większości regionów kraju nie ma już dzienników będących własnością polskich wydawców. Skutki takiej sytuacji już widać – niektóre lokalne gazety zaczęły pisać w taki sposób, aby nie narazić się swoim nowym właścicielom.

Mimo to zwolennicy wpisania do polskiego prawa przepisów dekoncentracyjnych, chroniących nas przed takim samym zjawiskiem na rynku mediów ogólnopolskich, krytykowani są ze wszystkich stron.

Na polskim rynku gazet lokalnych dominuje niemieckie wydawnictwo Passauer Neue Presse i kontrolowane przez nie Wydawnictwo Polskapresse. Niemcy kupili niedawno od norweskiego koncernu Orkla dwa wrocławskie dzienniki – „Słowo Polskie” i „Wieczór Wrocławia”. W ten sposób stali się właścicielami wszystkich wrocławskich dzienników (poza lokalnym dodatkiem „Gazety Wyborczej”). Cezary Banasiński, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, stwierdził naruszenie prawa antymonopolowego i nakazał po raz pierwszy w historii III RP sprzedaż przez Polskapresse „Słowa Polskiego”. Nałożył też na spółkę karę w wysokości 50 tys. euro. Polityka wydawnictwa doprowadziła do sytuacji, gdy udział Polskapresse na tamtejszym rynku wzrósł z 36 proc. do ponad 60 proc, co faktycznie oznacza sytuację monopolistyczną. UOKiK dobrał się do skóry niemieckiego wydawnictwa także w Wielkopolsce. Urząd dowiedział się bowiem, że Polskapresse przygotowała się do przejęcia „Głosu Wielkopolskiego”, a o transakcji nie poinformowała UOKiK. W wyniku koncentracji kapitału

UDZIAŁ NIEMCÓW W RYNKU

wzrósłby do ok. 75 proc. Podobna sytuacja na rynku prasy co we Wrocławiu i Poznaniu, panuje w Gdańsku, Łodzi, Katowicach i Krakowie. W woj. warmińsko-mazurskim były dyrektor Passauera, a obecnie doradca zarządu firmy kupił „Gazetę Olsztyńską”, która założyła w regionie 12 tygodników. W pasie nadbałtyckim jedynym dziennikiem wydawanym przez polskiego wydawcę jest „Kurier Szczeciński”, który zresztą planuje przejąć norweska Orkla.

Według Europejskiej Federacji Dziennikarzy, 85 proc. rynku mediów w krajach Europy Środkowej i Wschodniej kontrolowana jest przez kapitał zagraniczny, głównie niemiecki. „Stary monopol państwa totalitarnego został w Europie Środkowej zamieniony na monopol obcego kapitału, gdzie niemieccy właściciele gazet w Polsce, Czechach i na Węgrzech próbują narzucać redakcjom swój – zgodny z narodowym interesem – punkt widzenia” – czytamy w raporcie EFD. Jednocześnie kraje zachodnie, w tym np. Niemcy, Wielka Brytania i Francja, chronią własny rynek przed monopolem zagranicznego kapitału. Na ochronę własnych, narodowych interesów szczególnie mocno są wyczuleni Niemcy. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zauważył nawet, iż paradoksalnie za czasów socjaldemokratycznej ekipy rządzącej Niemcami polityka państwa jest „bardziej narodowa niż kiedykolwiek przedtem”.

Wiedzą dobrze, co robią, bo – jak zauważa w swoim raporcie EFD – dominacja w mediach danego kraju przez inny prowadzi w prostej linii do uzależnienia politycznego.

Aby sprawdzić wpływ pochodzącego z Niemiec kapitału na linię gazet, przyjrzeliśmy się, w jaki sposób należące do Polskapresse i PNP dzienniki lokalne pisały w 2003 r. o najbardziej drażliwych kwestiach relacji polsko-niemieckich oraz historii obu narodów. „Dziennik Bałtycki” 2 maja ub.r. zauważył, że „maj to miesiąc, w którym w 1945 r. zakończyła się II wojna światowa. W pamięci wielu uczestników tamtych dni pozostały wspomnienia. W czasie jej i po niej wojenne wiatry wiały w różne strony. Przepędzały ludzi z miasta na wieś, z państwa do państwa. Zmieniały ludzkie życiorysy, tworzyły rodzinne tragedie”. 29 sierpnia „DB” opublikował rozmowę z kombatantem Stanisławem Michorą na temat wybuchu II wojny światowej. Według Michory, polscy żołnierze byli „głodni, uciekający, przestraszeni, a niekiedy do tego wszystkiego agresywni. Mnie gonił żołnierz na koniu, bo chciał, abym zaprowadził go do domu, gdzie jest rodzina”. A jak zdaniem kombatanta zachowywali się Niemcy? „Bardzo dobrze. Kupić nas chcieli. Częstowali dzieci czekoladami, rozdawali kakao. Tak naprawdę to ci frontowcyto nie byli tacy źli, normalni ludzie”. 2 września „DB” stwierdził, że dla młodych ludzi „dzień 1 września jako wspomnienie wybuchu wojny

ODCHODZI DO LAMUSA”.

„Trybuna Śląska” przekonywała 20 czerwca, że w regionie jest wielokrotnie więcej Niemców, niż to wynika ze spisu ludności. Gazeta cytowała posła Henryka Krolla, jednego z przywódców niemieckiej mniejszości, że „taki wynik nie przynosi Polakom chwały, bo pokazuje, że ludzie nadal boją się w tym kraju przyznawać do tożsamości innej niż polska”.

W lokalnych dziennikach bardzo często pojawiały się artykuły dotyczące kontrowersyjnego w stosunkach polsko-niemieckich pomysłu budowy Centrum przeciwko Wypędzonym lansowanym przez niemieckie ziomkostwa. Publicysta „Gazety Wrocławskiej” przekonywał w lipcu, że powołanie Centrum jest wewnętrzną sprawą Niemców. „Chcą Niemcy pokazać w ten sposób dzisiejszym obywatelom, że wojna jest mieczem obosiecznym. Cierpiały całe narody. W tym 15 milionów wypędzonych. (…) Uważam, że zmuszanie Niemców do realizowania wizji Centrum według zachcianek wschodnioeuropejskich polityków byłoby dalszym zginaniem im karków”. Publicysta skrytykował pomysł powołania Centrum we Wrocławiu i zarzucił tamtejszym samorządowcom wyciąganie ręki po „twardą kasę wypracowaną przez innych”, czyli Niemców.

W obronie „wypędzonych” wystąpiła też 30 sierpnia „Gazeta Poznańska”, twierdząc, że Polacy ignorują ofiary wśród niemieckiej ludności cywilnej. „Przymuszanie do pokuty młodych Niemców mających w większości pacyfistyczne przekonania, wmawianie im, że są odpowiedzialni za II wojnę światową jest prostą drogą do kolejnych waśni. Niemcy nie chcą być panami świata. (…) Wszyscy potrafimy liczyć i wiemy, że ofiary wypędzeń to ludzie w podeszłym wieku. Nie wrócą tu i nie sądzę, by ich dzieci chciały tu wracać”. Gazeta przyznała jednak, że po wejściu do UE może pojawić się „kwestia odszkodowań”. „Dziennik Bałtycki” cytował natomiast 5 września byłego pułkownika Armii Krajowej, że „Centrum w Berlinie to ich wola. My nie mamy na to wpływu”, oraz byłego westerplatczyka, który twierdził, że pomysł utworzenia centrum o charakterze europejskim bardzo mu się podoba, szczególnie że nie wszyscy Niemcy byli źli, ponieważ, jak trafił do niewoli, to lekarz wysłał go z powodów zdrowotnych do lekkiej pracy. Tego samego dnia „Trybuna Śląska” napisała, że „każdy naród ma prawo do własnej przeszłości, do jej rozdrapywania i upamiętniania. Każdy naród powinien to robić, tak jak my, każdy ma swój Katyń i swoje Jedwabne. Jedną z trudnych kart są dla Niemców wysiedlenia obywateli z terenów dawnej III Rzeszy”. Obficie cytowano przy tym polityków niemieckich opowiadających się

ZA UCZCZENIEM OFIAR „WYPĘDZEŃ”.

8 września „Dziennik Bałtycki” opisał wycieczkę 14-osobowej grupy Niemców w gminie Sławno, z której pochodzą. Rzecz jasna, popierali oni budowę Centrum. 23 września „Gazeta Olsztyńska” oznajmiła, że wójt Stawigudy z powodu pomysłów powstania Centrum odwołał wyjazd tamtejszych samorządowców do Niemiec. Gazeta przytoczyła jednocześnie opinię starosty olsztyńskiego, który uważa, iż „w przedszkolu można się gniewać. W polityce rozmawia się do końca, bo gdybyśmy wszyscy nie pojechali, to byłby numer”. „Dziennik Łódzki” 6 października dał głos Ursuli Brehmer, przedwojennej łodziance i członkini ziomkostwa Wisła – Warta, która oświadczyła, że w Polsce nie mówi się „o tych, którzy ucierpieli ze strony Polaków i Rosjan”. Jednocześnie opowiadała się za budową Centrum jako instytucji upamiętniającej przesiedlenia Niemców z Europy Wschodniej. „DŁ” postawił pytanie, czy „zwykły Niemiec, niezależnie od swojego zachowania, ma ponosić karę za zbrodnie dokonane przez jego kraj?”. Gazeta zarzuciła też polskim mediom, iż próbują zarobić na „tragedii wypędzonych”.

Lokalne dzienniki wydawnictwa Polskapresse wiele miejsca poświęcały działalności przewodniczącej niemieckich „wypędzonych” Erice Steinbach. „Gazeta Krakowska” informowała 31 sierpnia o osiągnięciach Steinbach polegających na zaangażowaniu do dyskusji wokół budowy Centrum prezydentów oraz premierów Niemiec i Polski. Wprawdzie „GK” przyznała, że efekty tego niekoniecznie idą po myśli Steinbach, ale „broni nie składa”. 5 września „GK” chwaliła pomysł budowy Centrum z powodów humanitarnych, tak aby upamiętnić „dwudziestowieczne ludobójstwo”. Jednocześnie krytykowała, ale tylko z powodów politycznych, gdyż może to

ZASZKODZIĆ STOSUNKOM

polsko-niemieckim. Dzień później „Trybuna Śląska” doniosła, iż w bawarskich szkołach dzieci będą się uczyć o „wypędzeniach” Niemców z Europy Środkowej i Wschodniej, a pomoże w tym film DVD „Wielka ucieczka”, zaprezentowany w jednej ze szkół przez samą Erikę Steinbach. Dwa dni później „TŚ” poinformowała o inauguracji „Dni ziem rodzinnych” w Berlinie i przemówieniu Steinbach, która „przypomniała tragedię Niemców wysiedlonych w powojennych latach ze swoich rodzinnych stron”.

„Gazeta Wrocławska” przyrównała 4 września przyznanie Polsce strefy administracyjnej w Iraku z okupacją kraju w czasie II wojny światowej. Według „GW”, „możemy sobie bredzić, że jesteśmy tam, aby dać pokój. Ważne, co o nas myślą tubylcy. A oni otwarcie mówią, że obce wojska traktują jak okupantów. I jest groźnie. Jankesi zaś się wycwanili. (…) Kiedyś sprzedali nas Ruskim w Jałcie. Z takimi sojusznikami nawet na zdjęciu się kiepsko wychodzi”.

PNP nie jest jedynym wielkim niemieckim koncernem obecnym na polskim rynku. Do koncernu Gruner und Jahr należy m.in. „Gala”, „Focus”, „Claudia”, „Naj”. Do Axel Springer Verlag – m.in. polska edycja „Newsweeka”, „Fakt”, „Pani Domu”, „Popcorn”, „Na Żywo”, „Dziewczyna”, a do Burdy – m.in. „Mój Piękny Ogród” i „Dobre Rady”.

Przepisy dekoncentracyjne nie są w Europie niczym niezwykłym. W Niemczech obowiązuje zasada tzw. dominującej mocy opiniotwórczej. Jeżeli wskaźnik ten przekroczy poziom 30 proc., natychmiast reaguje specjalna komisja, która każe danej firmie sprzedać udziały w mediach. Po rozum do głowy już dawno poszli też politycy w Wielkiej Brytanii, gdzie pozwolenia na sprzedaż tytułów prasowych wydaje instytucja rządowa, która sprawdza, czy zmiana właściciela nie grozi nadmierną koncentracją. Także Irlandia kontroluje swój rynek medialny. W Polsce, w wyniku tzw. afery Lwa Rywina, poprzedni projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji przeciwdziałający koncentracji kapitału na rynku medialnym został wycofany z parlamentu. Propozycje Aleksandry Jakubowskiej, szefowej gabinetu politycznego premiera, by wpisać je także do nowej ustawy, zostały poddane frontalnej krytyce. (WIT)

Trybuna z 27-02-2004

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, PUBLICYSTYKA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.