Naród i rewolucja

Z ZAGADNIEŃ REWOLUCYJNEGO PATRIOTYZMU EPOKI POLISTOPADOWEJ

Pierwsza połowa minionego stulecia to obszar czasu, którego poznanie ma ważkie znaczenie dla uchwycenia istotnych cech procesu określonego jako „narodziny nowoczesnego narodu”. Zresztą cały wiek XIX zajmuje szczególne miejsce w ro­dzimej przeszłości. Tym, co nadało mu szczególny koloryt, była „sprawa narodu, jego samowiedzy i przeobrażeń”1. Uogólnienie tej miary, obejmujące wielowarstwo­we zjawiska składające się na całą osobliwą epokę, może wydawać się niezbyt prze­konywające. Jeśli jednak przyjmiemy, iż cezurę końcową tego szczególnego okresu, w którym problem narodu stał zawsze na pierwszym miejscu, wyznaczają „ostatnie romantyczne powstanie i pierwsze manifesty pozytywizmu”, wątpliwości pojawić się raczej nie powinny2. Im bliżej końca stulecia tym więcej jednak zjawisk, które stawiają problem struktury procesu historycznego w innym już świetle. Przewartoś­ciowanie romantycznych ideałów i sukcesy pozytywizmu, a wraz z nimi daleko idące przemiany mentalności społeczeństwa, presja trendów lojalistycznych, czy wreszcie stopniowy rozwój masowego ruchu robotniczego – wszystko to sprawia, że wiek XIX trudno uznać za formację jednolitą. Problem narodu utożsamiony z państwową suwerennością nie stanowił na całym jego obszarze zagadnienia klu­czowego. Zmiany, które w drugiej połowie stulecia dawały zauważyć się w każdej właściwie dziedzinie życia, przeobraziły hierarchię znaczeń. Pozytywiści obok słowa „naród” postawili słowo „społeczeństwo”, które stało się fundamentem nowej aksjologii patriotycznej. Również idea rewolucji, choć znana i wcześniej, uległa istotnym przeobrażeniom. Dawne dążenia, nawet jeśli przetrwały, jawiły się w od­miennym kształcie, historia stawiała nowe wymagania.

Analiza zjawisk na rozległym obszarze czasu, obejmującym całe stulecie, jest zawsze w dużej mierze kwestią konwencji metodologicznej. Tego właśnie wymaga sytuacja. Historia nie jest procesem o charakterze jednoznacznym. Dialektyczne ujęcia przekonują, że nie ma rzeczy absolutnie nowych i że nic nie znika w sposób bezwzględny. W dziejach można śledzić zarówno zjawiska kontynuacji, jak i ich przeciwieństwa3. Studiując minione stulecie rodzimej historii, sukces można odnieść w obu wypadkach. Nie to jednak określa ostatecznie sens badań historycznych.

Warto postawić pytanie o generalne znaczenie, jakie miała ta swoista epoka. I tu powróci problem narodu. Teraźniejszość wymaga zresztą, by historię XIX wieku ujmować w kontekście zagadnień umożliwiających integralną interpretację tego, co składa się na dzień dzisiejszy, i tego, co należy już do przeszłości. Rewolucja socja­listyczna stała się przecież urzeczywistnieniem aspiracji, które kierowały losami nie tylko jednego pokolenia. Nie możemy tracić z oczu naszych związków z prze­szłością.

Czy wolno jednak uznać, że właśnie problem narodu jest klamrą spinającą wszyst­kie rozgałęzienia rodzimej historii na przestrzeni ostatnich stu kilkudziesięciu lat? Z pewnością nie. Już wyżej pojawiły się stwierdzenia, iż sam tylko wiek XIX to formacja niejednolita. Lecz padło przy tym słowo, które zbliża do siebie nie tylko poszczególne sekwencje XIX wieku, ale i dzień dzisiejszy do lat minionych – rewo­lucja! Było ono na ustach Polaków przez ponad sto lat. Splotło się nierozerwalnie z historią narodu. Co innego oznaczała oczywiście rewolucja dla postępowych romantyków i dla działaczy SDKPiL, czym innym stała się w chwili urzeczywistnie­nia. Lecz nawet wtedy, gdy najbardziej oddaliła się od pojęcia narodu, była z nim przecież jakoś związana. Proletariat polski nigdy, mimo iż niejednokrotnie sytuacja wymagała pryncypialnego eksponowania priorytetu racji klasowych, nie wyrzekł się aspiracji narodowych. W Polsce – pisał K. Kelles-Krauz – „burżuazja i szlachta wyrzekły się jedności i niepodległości narodowej i proletariat musiał wziąć na siebie zadanie zdobycia nie tylko demokracji w państwie, ale i państwa narodowego”4. Patriotyzm był więc zawsze, zależnie od warunków bardziej lub mniej uświadomio­nym dopełnieniem racji klasowych.

Problem rewolucji ukazuje najistotniejsze momenty zwrotne historii na przestrze­ni ostatniego półtorawiecza. Wraz z upływem czasu zmieniało się jej pojęcie. Po­zostawała jednak wciąż ta sama myśl tworząca niezużyty rdzeń idei rewolucji -generalna przemiana warunków narodowej egzystencji to nie milknący nakaz dziejów. Przekształcenia programów rewolucyjnych znaczą drogę, jaką pokonywały postępowe dążenia tych, którzy wszystkich Polaków pragnęli włączyć w proces historycznej kreacji. „Egoizm zamordował Polskę – pisał jeden z pierwszych re­wolucjonistów – bo zniweczył jej siły, bo zobojętnił kilkanaście milionów ludu do uczucia patriotycznego, bo nie chciał, aby lud miał to uczucie”5. Walka „ludu” o swe miejsce w dziejach i walka o uznanie historycznej podmiotowości ludu to bez wątpienia najistotniejsze treści procesu „narodzin nowoczesnego narodu”. Szukając rodowodu dnia dzisiejszego, musimy cofnąć się w pierwszą połowę XIX w.

Okresem o szczególnym znaczeniu dla rozwoju ruchu patriotycznego, epoką krystalizacji idei przyspieszających dojrzewanie myśli narodowej były lata dzielące Wiosnę Ludów od upadku powstania listopadowego. Wypełniły je pełne niepokoju poszukiwania środków, które zapewniłyby renesans patriotycznych możliwości. Gorycz porażki równoważyło rodzące otuchę mniemanie, że „naród, który tyle poświęcił, upaść nie może”5. Doświadczenia powstania listopadowego dowodzące, że Polska szlachecka odeszła bezpowrotnie w przeszłość, odsłoniły jednocześnie nowe horyzonty. W listopadzie – pisał jeden z prominentów obozu demokratyczne­go – „nadzieja odrodzenia była we wszystkich sercach, lecz nadzieja jakaś nieozna­czona, instynktowna, nie oparta na poznaniu całej dzielności własnego ducha i włas­nych sił, w które mało wierzono”7. Po klęsce nadeszła pora przewartościowania kanonów patriotycznego myślenia. Przełomem prowadzącym do przeistoczenia koncepcji insurekcyjnych stało się odkrycie uśpionej potęgi ludu. Tutaj odnaleziono źródło siły, która miała w przyszłości dźwignąć Polskę z upadku. Wraz z przełama­niem szyfru historii objawiającego nowe możliwości pojawił się jednak nowy problem – kwestia ich aktywizacji. Świadomość dystansu dzielącego na prze­strzeni wieków społeczność uprzywilejowanych od szerokich rzesz narodu rysowa­ła się po klęsce listopadowej ze szczególną wyrazistością. „Morze krwi na całym świecie rozgranicza szlachtę od ludu” – przypominali gromadzianie, zwiastuni ludowego patriotyzmu8. Problem restytucji niepodległości stawał się problemem głębokiej reintegracji społeczeństwa, stworzenia rzeczywistej wspólnoty narodowej. Idea narodu splatała się w ten sposób nieuchronnie z ideą rewolucji.

Rozmaicie pojmowana kwestia rewolucji, generalnej przemiany warunków na­rodowej egzystencji, zaprzątała uwagę nieomal wszystkich. Tradycjonaliści, nie­wolnicy poglądu, iż osobowość historyczna Polski jest ukształtowana w sposób nieodwracalny i każda zmiana byłaby zamachem na narodową tożsamość, stanowili nieznaczną mniejszość, pozbawioną wpływu na opinię patriotycznego ogółu. Tak więc myśl narodowa dojrzewała wraz z myślą o rewolucji. Sąd tej treści usprawie­dliwia znaczenie, jakie nadawano pojęciu rewolucji w rozpatrywanym okresie. Było ono pozbawione wyrazistych konturów. Rewolucję kojarzono wprawdzie z kwestią społeczną, która po powstaniu listopadowym splotła się nierozerwalnie z proble­mem wyzwolenia narodowego, ale właśnie różnorodnie pojmowane społeczne cele rewolucji stały się płaszczyzną istotnych zróżnicowań. Szczególną rangę ideową programów, które będą przedmiotem niniejszego omówienia, określa, jak się wy­daje, zbieżność zawartych w nich ideałów i treści rewolucyjnych przemian, które stały się podłożem teraźniejszości. Uznanie równorzędności celów społecznych i narodowych, przekonanie o tym, że wolność narodu to nie tylko kwestia niepodle­głości, ale i szerszy problem politycznej suwerenności, której podmiotem powinna być rzeczywista wspólnota stworzona dzięki likwidacji społecznych nierówności, to cechy znamienne tylko niektórych, najradykalniejszych programów epoki po­listopadowej.

Próba uchwycenia zagadnień ujawniających ciągłość tradycji rewolucyjnej, zbli­żających teraźniejszość do czasów sprzed półtora wieku, wymaga ostrożnej selekcji materiału. Wszystko, co składa się na dziedzictwo postępowego romantyzmu, mieści się wprawdzie w skali szeroko rozumianego zaplecza teraźniejszości. W ca­łości reprezentuje ono dojrzewanie polskości i jej pojęcia. To właśnie w epoce ro­mantyzmu naród zyskiwał podstawy świadomego życia, zapoznawał się z logiką własnej sytuacji dziejowej. Nie wszystko jednak ujawniało prawdy swego czasu z tą samą wyrazistością. Istotne znaczenie ma tu niewątpliwie sytuacja, w jakiej kształtowała się myśl narodowa w okresie polistopadowym. Centrum życia ideowego Polaków były środowiska emigracyjne. Tutaj rozpoczął się ruch polityczny, który utorował drogę nowym przedsięwzięciom patriotycznym. Emigracja była w całym omawianym okresie oparciem wszystkich nieomal inicjatyw insurekcyjnych; tych ucieleśnionych i tych, które jedynie planowano. Niewątpliwie, pełna rozmachu, obdarzona dzięki związkom z ruchliwą sceną europejską rozległymi horyzontami działalność stronnictw emigracyjnych dostarczała cennych inspiracji. Staną się one impulsem aktywizującym żywioły patriotyczne w kraju, gdzie ze względów oczy­wistych trudniej było zdobyć się na manifestację niepodległościowych aspiracji. „Garstka braci na tułactwie z oddalenia nie tylko swym działaniem, ale samego bytu swego urokiem utrzymywała jakiś nieokreślony niepokój, wzbudzała jakieś wyczekiwania i nadzieje”9. Nie należy jednak wyolbrzymiać wpływów emigracji. Miały one swoje granice. I to zarówno w trudnościach, jakie stwarzały naturalne bariery dzielące ją od kraju, jak i w rosnącej stopniowo samodzielności środowisk krajowych. Programy emigracyjne, mimo swej płynącej ze śmiałości i nowatorstwa siły oddziaływania, nie mogły sprostać wszystkim wymaganiom złożonej sytuacji. Koncepcje rodzące się bez udziału bezpośredniego doświadczenia cechuje zawsze, w mniejszym lub większym stopniu, oderwanie od rzeczywistości. Emigracyjne idee osiągały wysoki pułap, poszerzały horyzonty myśli narodowej, ale nie mogły wejść w intymny kontakt z codziennością, którego wymagało pokierowanie losami walki. Zasługi emigracji w ukierunkowaniu dążeń niepodległościowych były w całym oma­wianym okresie niezaprzeczalne. Nie mylił się jednak z pewnością Stanisław Brzo­zowski, gdy chwaląc „orlą rozległość w nieujętą przyszłość idących perspektyw”, które odsłaniała myśl emigracyjna, zarzucał jej zarazem „pewne naiwności i zacieśnie­nia”10. Oddzielając to, co stanowiło żywotną materie myśli po raz pierwszy wy­powiedzianych, od tego, co szło w ślad za nimi jako ich programowa konkretyzacja, odnajdziemy z pewnością właściwą miarę koncepcji emigracyjnych.

Tam, gdzie idee torowały sobie drogę ku rzeczywistości bardziej liczyć musiał się głos tych, którzy bliżej byli z nią związani. To właśnie miał na myśli H. Kamień­ski, gdy podkreślając dokonania emigracji, dzięki którym „zdobywa Polska sta­nowczo zasady swojego przyszłego bytu, do którego ślepo nie będzie już dążyć”, stwierdzał jednocześnie, mając na myśli jej bezpośredni udział w ruchu insurekcyjnym, iżby „tym sposobem wdawała się w nieswoje rzeczy”11.

Rozpatrując rewolucyjne koncepcje odrodzenia narodu jako przejaw krystali­zacji politycznej „woli ludu”, przejawiającej się drogą pośrednią w ideach jednostek, a nie mas, musimy wnikliwie oceniać ich stosunek wobec rzeczywistości. W omawia­nym okresie nie spotkamy dojrzałych, bezpośrednich manifestacji woli politycznej mas ludowych. Spontaniczne wystąpienia, nawet te o szerokiej skali, były odruchami buntu, nie zawierały się w nich momenty pozytywne wyrażające pełną świadomość finalnych celów działania. Lud szukał swego miejsca w historii, lecz nie był jeszcze w stanie samodzielnie go określić. W tej sytuacji szczególnego znaczenia nabierały manifesty ideowe, formułowane w imieniu walczącej większości. Choć nowatorskie koncepcje polityczne pozostawały nadal owocem patriotyzmu oświeconego, zmie­niał się zasadniczo ich sens. Za ich pośrednictwem dokonywała się ekspresja nowych trendów historycznych, które nie miały już nic wspólnego z patriotyzmem epoki minionej. Szlachta przemawiała, ale nie w swoim już imieniu.

Przeobrażony patriotyzm, który prezentują radykalni demokraci, rzecznicy rozmaicie pojmowanej rewolucji, promieniujący wiarą w potęgę ludu, ich gotowość do poświęceń na rzecz ojczyzny była głosem historii. Mnogość koncepcji tej treści pojawiających się w tym samym okresie, mieniących się różnorodnymi barwami politycznymi, trudno uznać za rezultat skłonności do nadmiernej imaginacji, której uległa nagie cała epoka. Zawierała się w nich prawda czasu, która nie utorowała sobie jeszcze w pełni drogi do rzeczywistości, ale bez której nie sposób było już mó­wić o przyszłości narodu. Aby uchwycić jej oblicze, należy spojrzeć na idee rewolu­cyjnego patriotyzmu od strony ich związków z historycznym podłożem i ustalić, jakie elementy sytuacji dziejowej kreować mogły nowatorski punkt widzenia. Oce­niając rewolucyjne idee, należy odnaleźć ich własną rzeczywistość: stanowiła ją niewątpliwie sama sytuacja rewolucyjna, i z tego względu pierwszorzędne znaczenie ma wszystko to, co działo się bezpośrednio w kraju. Tutaj bowiem dokonywały się procesy nadające bieg ruchowi idei, tutaj problemy jawiły się w swej inicjalnej postaci. Rzecz znamienna, mogąca posłużyć za komentarz do sformułowanych wyżej stwierdzeń o „prawdzie czasu”, przezierającej z idei rewolucyjnego patriotyzmu -cały krajowy ruch patriotyczny, w odróżnieniu od emigracji, miał charakter demo­kratyczny. Z tego względu można też mówić o większej dojrzałości historycznej koncepcji zrodzonych w kraju. Głębiej osadzone w realiach epoki, pełniej repre­zentowały jej wewnętrzne napięcia. Kształtowały się w bezpośrednim dialogu z te­raźniejszością, w ten sposób pełniej rozwijała się w nich najistotniejsza chyba cecha ideologii narodowej, decydująca o jej żywotności – adekwatność wobec faktycznych wymogów dziejowej sytuacji.

Zmierzając do ostatecznej konkretyzacji pola dociekań, należy postawić pytanie o najbardziej reprezentatywne nurty rewolucyjnego patriotyzmu epoki polistopadowej. Jak już wyżej wspomniano, słowo: rewolucja pojawiało się w owym czasie nader często. Przyjmując, iż rdzeniem idei rewolucyjnego przeobrażenia narodu była koncepcja wprowadzenia ludu na arenę dziejów w roli ich pełnoprawnego, dojrzałego podmiotu, musimy zwrócić uwagę na poglądy najbardziej radykalne. Tylko samowyzwolenie ludu, rewolucja bez prób amortyzowania spontanicznej energii mas mogła spełnić pokładane w niej nadzieje. Najkonsekwentniej zapre­zentowali swe stanowisko w tej mierze dwaj myśliciele – rzecznicy socjalizmu, Edward Dembowski i Piotr Ściegienny. Warto tu jednak zwrócić uwagę na twórczość jeszcze jednego spośród krajowych patriotów, różniącego się wprawdzie przekonaniami politycznymi od wyżej wymienionych, ale nie mniej niż oni oddanego idei samowyzwolenia ludu – Henryka Kamieńskiego. Poglądy jego nie stanowią wprawdzie sprzeciwu wobec zastanej rzeczywistości równie radykalnego jak u Dembowskiego czy Ściegiennego, ale czerpią natchnienie z tego samego źródła – wiary w potęgę czynu ludowego. Ściegienny i Dembowski jako socjaliści utopijni mieszczą się bez­pośrednio w gronie prekursorów dojrzałej myśli rewolucyjnej. Ale i Kamieński zasługuje na uwagę. Choć jego pojęcie rewolucji bardziej odpowiadałoby naszym wyobrażeniom o ewolucji, w swych prognozach, oczekiwaniach wobec przyszłości zbliżył się w niejednym do tego, co stanowi o obliczu dnia dzisiejszego.

Polski socjalizm utopijny był formacją ideową bogatą w treści i niejednolitą pod względem podstaw światopoglądowych12. Można to zauważyć przy powierzchow­nej nawet analizie poglądów dwóch wyżej wymienionych jego przedstawicieli. Ściegienny reprezentował myślenie utopijne w klasycznej postaci, odrodzenie narodu wyobrażał sobie jako radykalny odwrót od historii, którą uważał za „stan nienatu­ralny” całej ludzkości13. Inaczej Dembowski, prezentujący swe poglądy w typowej dla XIX wieku konwencji utopii historiozoficznej. Tutaj historia odgrywała rolę pośrednika miedzy ideałem i rzeczywistością, bieg dziejów miał przesądzać o możli­wości osiągnięcia finalnych celów rozwoju. Nie to jednak jest najważniejsze. Tema­tyka niniejszych rozważań sprawia, że wątki doktrynalne nie mogą mieć znaczenia pierwszoplanowego. Bardziej istotne od rozbieżności są podobieństwa. Odnajdzie­my je analizując treści polityczne obu koncepcji, oparte w większej mierze na bezpośrednim doświadczeniu historycznym aniżeli teoretycznych pryncypiach. Te ostatnie odgrywały oczywiście istotną rolę w ukierunkowaniu refleksji obu myślicieli. Określone stanowisko ideowe rzutowało na stosunek wobec rzeczywistości, umożliwiało krytyczną, w obu wypadkach idącą w tym samym kierunku jej ocenę. Było więc momentem inicjalnym, konstytutywnym wobec całości prezentowanych poglądów. Niemniej jednak nie ono określało swoisty koloryt ideałów Dembowskie­go i Ściegiennego sprawiający, że możemy traktować je jako przejaw dojrzewającej w gwałtownym przyspieszeniu myśli narodowej. Najważniejsze są kwestie ukazu­jące bliski związek obu koncepcji z konkretami rodzimej historii. Tu należy szukać ich nowatorstwa. Teoretyczne założenia były jedynie punktem wyjścia wysoce oryginalnych interpretacji dziejowej sytuacji Polski i programów narodowego odrodzenia.

Szczególną uwagę należy poświęcić temu, co złożyło się na bezpośredni kontekst rozważanych koncepcji – doświadczeniom najświeższej daty rzutującym na obraz aktualnej sytuacji narodu. Powstanie listopadowe ciążyło w pamięci wspomnieniem klęski, ale również widmem niewykorzystanej szansy. Krytyka wcześniejszych usiłowań patriotycznych stała się swoistą formułą terapeutyczną, okrzepły na niej wszystkie nowe koncepcje. Poprzez nią umacniały się nadzieje na odzyskanie nie­podległości, odkrywano nie wykorzystane wcześniej źródła energii patriotycznej. Ideały narodowe były zabarwione, bez względu na polityczne treści, dążnościami insurekcyjnymi. Od czasu zachwiania wiary w powszechną rewolucję ludów, w której radykałowie upatrywali nadzieję dla Polski w pierwszych latach po klęsce listopa­dowej, powstanie narodowe stało się głównym tematem i w myśli radykalnej. Ściegienny i Dembowski reprezentują szczególną epokę w dziejach patriotycznych zmagań minionego stulecia. Ich działalność przypadła na lata gwałtownego spiętrze­nia inicjatyw niepodległościowych, wiązała się z powszechnym ożywieniem nadziei na odzyskanie utraconej wolności. „W połowie lat czterdziestych radykalni demo­kraci osiągnęli szczyty odwagi i konsekwencji. Pragnęli przyspieszyć czas, przesko­czyć etapy, w miesiące nadrobić całe wieki”14. Na czym opierała się wiara w rewo­lucyjne odrodzenie narodu, która ożywia poglądy Dembowskiego i Ściegiennego?

Obaj myśliciele byli zdania, że dawna, reprezentowana przez szlachtę Polska zaprzepaściła bez reszty swe dziejowe szansę. Nie był to oczywiście akt patriotycz­nej niewiary. Ocena sytuacji skłaniała do mniemań, iż niepodległość nie może być owocem poczynań czerpiących natchnienie z przeszłości. Polska miała się odrodzić, ale na gruncie dążeń skierowanych ku przyszłości, opartych na całkiem innych niż tradycyjne pojęciach patriotyzmu i ojczyzny. Jedynym żywiołem zdolnym do zdecydowanego działania w imię przyszłości, którego nie krępowały tradycjonalistyczne obciążenia, przywiązanie do wizerunku dawnej Polski, był – jak słusznie sądzono – lud, a więc ci, których pojęcie narodu-szlachty stawiało poza granicami wspólnoty. Przed nimi stało wciąż zadanie wywalczenia sobie ojczyzny. Zbieżne w treści konkluzje obu myślicieli poprzedzały jednak rozważania prezentujące odmienne sposoby wartościowania historycznych doświadczeń, inaczej ujmujące dziejowe prawidłowości. Warto poświęcić im nieco uwagi, by zdać sobie sprawę z nieuchronności, z jaką wyłonić musiała się, na gruncie przełomowych doświadczeń, idea odrodzenia poprzez rewolucję. W niej znalazła wyraz prawda czasu, podążając drogą mającą niejeden punkt wyjścia.

Dembowski był radykałem zarówno w praktycznej działalności, jak i w teorii. Nie szukał rozwiązań kompromisowych. Był przekonany o tym, że szczególna sytuacja Polski polega na konieczności ostatecznego rozstrzygnięcia sprzeczności, które nawarstwiały się przez całe stulecia. Tutaj właśnie miała tkwić szansa na wyzwolenie, pojmowane nie tylko jako odzyskanie politycznej suwerenności, ale i autoafirmacja narodu, przełamanie wewnętrznych barier krępujących wcześniej jego rozwój, pełne urzeczywistnienie wolności, zasady kreującej podstawy samej narodowości. Dembowski zgodnie z założeniami swej filozofii uważał, iż rozwój narodu polega na przezwyciężeniu przeciwieństw, pogłębianiu jedności.

Jak w tym świetle prezentowała się ocena konkretnych doświadczeń historycznych, jaki był sens polityczny tej koncepcji? Nie oznaczała ona bynajmniej opcji na rzecz „narodowej zgody”, przekonania o potrzebie niwelowania sprzeczności. Historia oznaczała dla Dembowskiego nieustanną walkę, zmagania, w których nowe trendy przeciwstawiają się istniejącym formom porządku społecznego. Myśli i czyny, pod­stawowe ogniwa procesu historycznego, „wyrabiają się – jak twierdził – krwią i męczeńskim narodów żywotem”15. Narodu nie traktował jako tworu opartego na gotowej formule istnienia, ukształtowanego poza zmiennym nurtem wydarzeń. Jego dzieje rozpatrywał jako autokreację podejmowaną przez świadomą swych celów wspólnotę, walkę ze stagnacją. „Rytm postępu historii – pisał -jak go nazwa­liśmy, w bardzo się prostej zamyka formule, a tą jest ciągła przemienność wyrabiania myśli narodów i zrzeczywiszczania jej, a w chwili zrzeczywiszczania wyrabiania już wyższego stanowiska myśli narodowej”16.

Tak więc decydującą miarą narodowej egzystencji miała być przyszłość i z myślą o niej, a nie o przeszłości należało szukać reguł działania. Dembowski był zdania, iż naród, działając w imię przyszłości, może przeciwstawić się swojej przeszłości. Dzieje rodzime ujmował jako proces stopniowej krystalizacji zasady fundującej tożsamość narodu, postęp w uświadomieniu i ugruntowaniu idei samowładztwa ludu. W tym świetle przeszłość stawała się obiektem bezkompromisowej krytyki. Dembowski nie próbował tonować obrazu ostro zarysowanych konfliktów. „W naj­ogólniejszym określeniu – sądził – postęp jest starciem się sprzecznych żywiołów, które przez walkę ze sobą i odpowiednią przewagę jednych nad drugimi układają się w organizm i są postępem, życiem, dlatego tylko, że ciągle z coraz nowymi pierwiastkami tę walkę powtarzają”17.

W jego mniemaniu w historii nie było miejsca na kompromisy. Z tego względu odmawiał racji bytu wszelkim poczynaniom, które miałyby na celu pojednanie „sprzecznych żywiołów”18. Jako wróg półśrodków, negatywnie oceniał próby udoskonalenia systemu politycznego Rzeczypospolitej, podjęte przez szlachtę w ostatnich latach wolności. Zawarte w Konstytucji 3 maja dążenia do umocnienia narodu poprzez częściowe ograniczenie stanowych przywilejów uznał za bezowocne. „Stąd przecież lud nie mógł wykwitnąć w wolną całość – pisał – szlachta, choć przy­wilejów nie straciła, mając przy sobie obcy żywioł, zniedołężniała; król, będąc pa­tronatem, lalką, nie mógł się wzbić w potęgę”19. Tak więc domagał się rozwiązań radykalnych, uważał, iż cała przeszłość obciążona była zasadniczymi błędami. W dawnych formach ustrojowych żywioł narodowy nie mógł się w pełni rozwijać, Polska szlachecka musiała upaść. Pogląd ten nie oznaczał jednak kryzysu patrio­tycznych nadziei, wprost przeciwnie, tchnął optymizmem. „Skonała stara, szlachecka Polska, a z jej trupa poważnego, ale i znikczemniałego w ostatnich żywota chwilach ma zmartwychwstać nowa, pełna młodzieńczych uniesień – społeczność”20.

Zapatrywania Dembowskiego miały oparcie nie tylko w patriotycznym entuzjazmie. Analiza logiki wypadków dziejowych skłaniała go do mniemania, iż upadek dawnej Polski zapowiedział chwilę, w której właściwe sobie miejsce odzyska lud. Stąd właśnie wypływał jego optymizm. „Lud bowiem a naród – jak sądził – jest jedno”21. Polska odrodzić miała się przez wyzwolenie ludu, które byłoby zarazem ostatecznym dopełnieniem jej dziejowego rozwoju. Dembowski, czerpiąc inspiracje z historiografii Lelewela, który przypominał, że to właśnie lud jest „cichą a żywotną siłą, od której w każdym czasie zależą Losy Narodu”, rodzimą przeszłość ujmował jako proces ogniskujący zasadnicze przeciwieństwo między faktyczną i pożądaną, a w perspektywie rozwoju konieczną pozycją ludu. Czasy Polski szlacheckiej związane z upośledzeniem praw ludu uważał za epokę dekadencji polskości, czasy jej wyobcowania w instytucjach życia społecznego, reprezentujących obcą rodzimej kulturę „łacińską”, kulturę zachodniej Europy22. Konstytutywną cechą cywilizacji słowiańskiej miała być, jak sądził, gminowładność, wyrażająca się w pełnej demokratyzacji stosunków społecznych i życia politycznego, w bezpośrednim uczestnictwie ogółu w całości spraw wspólnoty. Tak więc restytucja praw ludu (restytucja, gdyż „zlacińszczenie” było w swej istocie zaprzeczeniem zasad, które kierowały losami Polski w najnowocześniejszej fazie jej rozwoju) byłaby zarazem odrodzeniem narodowości, likwidacją obcego dziedzictwa ciążącego przez stulecia na obliczu Polski. Poniżenie ludu, szlacheckie przywileje, oznaczały zawsze w swej istocie poniżenie samego narodu. „Co polskie – Boże! – przypominał Dembowski – Toć nie szlacheckie, ale jest ludowe”23.

Dembowski nie przeciwstawiał się przeszłości w imię wyspekulowanych zasad, historię ujmował jako proces ciągły. Pomiędzy upadkiem Polski i zaprzepaszczeniem zasad fundujących jej tożsamość dostrzegał wyraźne związki przyczynowe. Naród tracił siły, gdyż obumierała podstawa jego niezależnej egzystencji – wolność. Racją politycznego programu mającego na celu przekreślenie dawnych stosunków były konkretne doświadczenia, „widownia smutnej kolei rozwijania się naszego narodu” -jak pisał – czasy „polskości pognębianej z każdej strony”24. Wyzwolenie ludu jawiło się nie tylko jako imperatyw patriotyczny, powinność podyktowana przez właściwe rozumienie polskości, ale także jako imperatyw historyczny. Dembowski, obserwując zmienne koleje losów narodowych, uświadamiał sobie, że uwidacznia się w nich stopniowe narastanie aspiracji mas ludowych. „Z wiekiem XVIII – pisał – podcięta łacińskość upada, naprzód w języku, dalej w religijnym przesądzie, na ko­niec zaczyna konać teraz w przywilejach szlachty”25. Rewolucja w sytuacji, gdy doszło do ostatecznego kryzysu dawnego porządku, stawała się nieuchronnie postu­latem, nic nie mogło usprawiedliwić już wiary w nieistniejące możliwości. Należało je stworzyć od nowa. Właściwie pojęty patriotyzm oznaczać musiał gotowość do radykalnego czynu.

Ściegienny rozpatrywał sytuację własnego narodu w kontekście spraw ogólniej­szych, dotyczących całej ludzkości. Nie zagłębiał się nigdy w materię przeszłości z do­ciekliwością, którą przejawiał Dembowski. Potrafił jednak zasady swego programu uniwersalistyczne w założeniach, rzutować na płaszczyznę konkretnych dziejowych doświadczeń Polski. I on, ulegając powszechnym nastrojom epoki, powstanie listopadowe traktował jako moment przełomowy, kryzys patriotyzmu dawnego typu, dowód na to, że Polska powinna uzbroić się w nowe siły. Aktywna mniejszość, jak sądził, winna ustąpić pola do działania tym, którzy wcześniej byli odsunięci na bok. Działalność i cała twórczość Ściegiennego była gromkim apelem do chłopskiego patriotyzmu. W jego siłę nie wątpił on ani przez chwilę. To bardzo istotne, wymaga uwzględnienia we wszelkich ocenach politycznej aktywności mas ludowych w XIX w.

Ściegienny znał dobrze środowisko wiejskie. Był z pewnością agitatorem, po­glądy jego musiała cechować adekwatność wobec stanu świadomości politycznej chłopów; w przeciwnym razie nie byłoby spisku. Są one ważnym świadectwem epoki, przekonują, iż propaganda patriotyczna wśród chłopów miała szansę powo­dzenia, wymagała jedynie elastyczności. Ściegienny próbował ożywić narodowe aspiracje ludu, unaocznić przełomowość chwili wymagającej podjęcia odpowiedzial­ności za losy ojczyzny. W rozprawce „Trzeba tylko chcieć” mówił - obrazując metaforycznie sytuację Polski – o „wilczej jamie” i o nieudanych próbach jej opuszczenia. „Po twardym, ogładzonym drzewie trudno jest – przekonywał – dostać się na wierzchołek”26. „Ogładzone drzewo” to symbol niemożności, w której po­grążyły się szlacheckie usiłowania. Ściegienny starał się dowieść, że wartości pa­triotyczne nie przetrwają naporu historii, jeśli nie zyskają nowego oparcia. Polska, jak sądził, może wydobyć się z niewoli tylko dzięki przeniesieniu walki narodowej na grunt ludowy.

Swe zapatrywania próbował obdarzyć racjami bezwzględnymi. Odwołując się do stereotypowych w owym czasie wyobrażeń o boskim zwierzchnictwie w sprawach ziemskich, twierdził, iż hegemonia ludu w ruchu narodowym to chrześcijański imperatyw. Jedynie bowiem „wola, rozum i pamięć ludu jest wolą, rozumem i pa­mięcią Boga”27. Sądom tym towarzyszył krytyczny stosunek wobec przeszłości, obciążonej poprzez upokorzenie ludu ziem równoznacznym z dyskwalifikacją. Rewolucja narodowa jawiła się jako swoista konieczność. Nie chodziłoby w niej jedynie o realizację patriotycznych ambicji, ale i o przywrócenie światu jego właś­ciwych kształtów. Polska odrodzi się, gdyż nieuchronnie zbliża się chwila, w której „lud będzie odbierał prawa od Boga sobie nadane”28.

Patriotyzm Ściegiennego był wyrazem społecznego protestu. To jeszcze jedno potwierdzenie jego adekwatności wobec stanu patriotycznych uczuć warstw chłop­skich. Chłopi nie mieli ojczyzny, nie mogli zatem jej odzyskać, musieli o nią walczyć. Ściegienny nie widział żadnych możliwości dialogu z przeszłością. Polska, odra­dzając się, musi stanąć, jak sądził, na nowym gruncie, nie może czerpać wzorców z czasów’ minionych. Ściegienny, ufając sile i ambicjom ludu, ideały patriotyczne godził z wiarą w możliwość ukonstytuowania ojczyzny poza granicami dotychcza­sowej tradycji. Rewolucja narodowa, będąc w swej treści odmianą absolutną, otworzyłaby nową kartę w dziejach Polski, zastępując kruchą w swych podstawach wspólnotę garstki uprzywilejowanych trwałym związkiem opartym na „miłości bliźniego” i dążeniach do „uszczęśliwienia ogółu”29.

Koncepcje te nie oznaczały jednak zupełnego odwrotu od historii. Ściegienny oddziela to, co składało się na obraz szlacheckiej Polski, od tego, co reprezentowało samą polskość, dążenia do narodowej samoistności. Dostrzegał związki między swoim programem i aspiracjami zarysowanymi już wcześniej przez ruch patrio­tyczny. Akcentując nieustępliwość narodowych dążeń: próbując obudzić gniew z powodu upokorzonej polskości, przypominał liczne patriotyczne ofiary: dzia­łalność filomatów i filaretów, spisek Łukasiriskiego, śmierć Konarskiego i prze­śladowania ludzi uwikłanych w jego spisek30. Swą działalność traktował nie tylko jako rewolucyjną inaugurację, ale i kontynuację31.

Koncepcje Dembowskiego i Ściegiennego są zasobne w treści, które odnaleźć można nie tylko w deklaracjach ideowych. Obaj byli ludźmi czynu. Ich praktyka rewolucyjna stanowiła dopełnienie głoszonych poglądów, a zarazem kontekst, w którym powinniśmy konkretyzować ich sens. Problem rewolucji narodowej zakładał bezpośrednie związki z teraźniejszością. Należało określić formułę dzia­łania. Nie wystarczała sama deklaracja nieuchronności rewolucyjnych przeobra­żeń ani wiara w patriotyczną energię mas. Ruch narodowy musiał wesprzeć się na przejrzystym programie. W kręgu faktów, w które uwikłana była działalność Dem­bowskiego i Ściegiennego, musimy poszukiwać możliwości bardziej precyzyjnego naświetlenia związków zachodzących pomiędzy ideałami i historycznym konkretem. W ten sposób jedynie objawią się w pełni ich dziejowe racje. W ten sposób rewo­lucyjny patriotyzm ukaże się nie tylko jako nowatorska idea, ale i program rozwią­zania problemów historycznego istnienia konkretnego narodu.

Z zebranych w ostatnim czasie przez historyków materiałów wynika, że związki Dembowskiego z ruchem spiskowym, bezpośrednią działalnością polityczną, były nader żywotne32. Jak wiadomo, nieustannie się pogłębiały. Energię i inicja­tywy Dembowskiego ocenili najlepiej jego współcześni. Jeden z nich pisał na temat pobytu Dembowskiego w Wielkopolsce: „Jeśli chcemy pierwszego, a przynajmniej głównego ojca spisku w Księstwie Poznańskim, wymienić, był nim zaiste Edward Dembowski, nie zaś Centralizacja, która, owszem, przeciwna była rewolucji i za czystą propagandą obstawała, aż póki i u niej za przykładem kraju ludzie nowi steru nie opanowali”33. Opinia ta wymownie świadczy o znaczeniu, jakie zyskiwały zdecydowane posunięcia reprezentujące rewolucyjną bezkompromisowość. Rewo­lucja, inaczej niż dla wielu przedstawicieli emigracyjnej demokracji, oznaczała dla Dembowskiego bezpośredni ruch mas, samodzielne wystąpienie całego narodu, a nie walkę pod kuratelą patriotycznej zwierzchności (do czego zmierzała Centra­lizacja TDP).

Kariera spiskowa Dembowskiego, rozpoczęta w Warszawie, obrazuje stopniowe dojrzewanie jego koncepcji ruchu rewolucyjnego. Ilustruje rosnącą ekspansywność sformułowanego programu wyrażającą się w próbach organizacji szerokiego, plebejskiego frontu politycznego. Przynosi ponadto ważne uzupełnienie jego rozwa­żań teoretycznych. Dembowski sformułował swą filozofię dziejów polskich w spo­sób nieco schematyczny. Zbyt mocno ciążyły na niej wpływy Lelewela rodzące przerost zainteresowania problematyką gminowładczą. Uznając odrodzenie narodu za sprawę ludu, nie wspominał Dembowski o ludzie miast, jak gdyby historia miała toczyć się bez jego udziału. W działalności politycznej uzupełnił tę lukę. Tworząc front patriotyczny, szukał kontaktów z żywiołami plebejskimi i w Warszawie, i w Poznaniu34. Zgodnie z relacjami swego kuzyna Kamieńskiego Dembowski już w najwcześniejszych planach powstańczych zakładał równoczesność akcji na wsi i w miastach35.

Odrodzenie miało być dziełem wszystkich patriotycznie usposobionych żywiołów, które zbliżyłyby się na płaszczyźnie programu głoszącego „zniesienie dziedziczenia i zaprowadzenie wspólnoty własności”36. Zasady tej treści, konieczne nie tylko ze względu na ich moralne walory, sprawiedliwy charakter, ale i ze względów bar­dziej zasadniczych, podyktowanych prawami rozwoju dziejowego, które przeko­nywały, że „wolność ludu opiera się na zniszczeniu własności”37, nie mogły jednak automatycznie kreować solidarności. Wprost przeciwnie, były sprzeczne z interesami dużej części społeczeństwa. Dembowski nie zawahał się jednak przed zdecydowa­nym zaakcentowaniem priorytetu przyszłości. Solidarność wyższego rzędu, oparta na wykluczeniu przemocy, miała kształtować się dzięki zdobyczom rewolucji, jej źródłem nie mogła być przeszłość, tradycja. Stara szlachecka Polska „skonała” przecież. Dembowski uznał bezpowrotność szlacheckich zasług. Polskość pojmo­wał przede wszystkim jako przedmiot kreacji, zerwanie z bezpośrednią przeszłością. Rzeczywista wspólnota miała się zatem ukształtować dzięki przewartościowaniu norm solidarności narodowej stworzonych przez historię. Lud zdobywał przywilej nieskrępowanej aktywności zgodnej jedynie z potrzebami własnej sytuacji. To on był przecież narodem, a „naród, jako taki – przekonywał Dembowski – jest najwyższością i nic nad naród postawić nie można najwyższego”38. Rozważając za­dania rewolucji, uznawał, iż zasadniczym celem miał być interes całej społeczności, racje jednostkowe winny ustąpić mu miejsca. Jednostka musi pamiętać – przy­pominał Dembowski – że „jej szczęściem jest tylko szczęście narodu”39.

Jak zatem kształtować miały się konkretne zasady działania? Przeszłości nie można było przecież usunąć w cień za pomocą samych manifestów. Jak pojmował Dembowski funkcjonowanie politycznych mechanizmów rewolucji? Zastosowanie przemocy zdawało się być koniecznością. Rewolucję ujmował Dembowski przede wszystkim jako budowanie przyszłości, a nie niszczenie przeszłości. Lud winien okazać bezwzględność w urzeczywistnianiu zasad, które zapewniłyby mu historycznie usprawiedliwione władztwo. Czy oznaczało to konieczność eliminacji żywiołów reprezentujących przeszłość?

Dembowski przy całym swym radykalizmie nie deprecjonował mechanizmów historii. Rewolucję pojmował jako ostateczne dopełnienie dziejowego rozwoju Polski. Polskość powstająca na fundamencie wolności wymagała wprawdzie radykalnej odnowy, ale przecież i w przeszłości miała swoje miejsce. Przede wszystkim w tra­dycjach ludowych, ale i w republikańskich instytucjach Rzeczypospolitej, które, mimo ograniczenia wolności do skali stanowej, dawały jej jednak oparcie. Tak więc rewolucja zapowiadająca ostateczne spełnienie ideałów wolności nie powinna być obca i tym, którym wypadnie wyrzec się dotychczasowych przywilejów opartych na fałszywie pojmowanej wolności, a więc sprzecznych z interesami narodu. Aprobata dla rewolucji miała być zatem probierzem patriotyzmu. Wpływami ruchu patriotycznego zamierzał Dembowski objąć, nie traktując tego bynajmniej jako rozwiązania kompromisowego, jak najszersze kręgi narodu. Mówiąc o ludzie wiej­skim jako promotorze wyzwolenia, nie dyskwalifikował bynajmniej innych warstw. Świadczy o tym sposób, w jaki ujmował zagadnienie terroru, newralgicznego proble­mu każdej rewolucji. W tej materii nie został Dembowski właściwie zrozumiany przez swych współczesnych. „Mówił mi o Dembowskim autor «Psalmów» – pisał w swych pamiętnikach Henryk Kamieński – jako o człowieku niesłychanie krwa­wym”*”. Nie była to oczywiście opinia sprawiedliwa. Dembowski liczył się z po­trzebą bezkompromisowości, ale pojmowanej jako racja historyczna, a nie styl dzia­łania. Szlachta, jak sądził, schodzi już ze sceny narodowej, ale nie oczekują jej „hajdamackie noże”, których tak bardzo obawiał się Krasiński. Kamieński pisał, iż Dem­bowski „samo rozprzestrzenianie wiadomości o terroryzmie uważał za najlepszy sposób zapobieżenia jego potrzebie w przyszłości”41. Tą drogą zamierzał prze­łamać naturalny opór czasu i stworzyć możliwości jednolitego działania. Przywią­zywał doń olbrzymią wagę, nie tylko jako taktyk myślący o przyszłych zmaganiach. Dembowski pojmował naród jako nowo powstającą dynamiczną całość, a nie widmowy twór mający oparcie jedynie w rewolucyjnej imaginacji. W sprawach poli­tyki był realistą. Zdawał sobie sprawę z tego, że naród jest żywą częścią historii i że nie można z nim postępować dowolnie. Realizm ten stawiał go wyżej od większości romantyków, czynił go bliskim teraźniejszości. Dembowski nie szukał dla narodu wybawcy, mesjasza, sądził, że sam dla siebie będzie on autorytetem. Oczekiwał, iż energia patriotyczna ulegnie samowyzwoleniu i niechętnie spoglądał na wszelkie przejawy „wiary w osoby”. „Według nas – pisał – tylko społeczeństwo, tylko naród jest myśli posłanniczej zrzeczywiszczeniem zupełnym, żyjącą ideą, objawem zupełnym twórczości, mesjaszem”42. Bronił, przeciw mesjanistom, i tym, którzy tak jak Centralizacja TDP próbowali poddać pod kontrolę autorytetów jednostko­wych wartości tego, co lud sam o własnych siłach mógł osiągnąć. Formułując kon­cepcję „poświęcenia się ludu dla siebie”, określił działanie mechanizmów przeobra­żających naród.

W całkiem nowoczesny już sposób wywodził Dembowski, że ludzkie możliwości kształtują się poprzez życie w społeczeństwie. „Doszli już ludzie na drodze myślenia do przekonania – pisał – że wszelki postęp na drodze indywidualnego wykształcenia jest abstrakcją, a jako taki jest czczością, więc że tylko postępy ludowe są prawdziwymi postępami”43. Tak więc ruch narodowy, o ile pozostawać ma w zgodzie z prawdą czasu i uniknąć anachronizmu, musi potwierdzić prawa ludu, który jest właściwym podmiotem historycznej kreacji. Lud, gotowy do rezygnacji z włas­ności prywatnej będącej podstawą dezintegracji społeczeństwa, powoła do życia autentyczną wspólnotę. W ten sposób, rezygnując z doraźnych interesów, poświęci „siebie jako materię” dla „siebie jako ducha”. Tą drogą rewolucyjna energia ludu przyoblecze się w konkretny kształt. Wiara w twórczy aktywizm mas jawi się jako fundament patriotycznych koncepcji Dembowskiego.

Również Ściegienny traktował czyn ludowy jako akt świadomej autokreacji narodowej wspólnoty. Jego działalność spiskowa ma szczególne znaczenie. Stanowiła zapowiedź czy może już pierwszy przejaw narodowego przebudzenia chłopów. Było ono procesem trwającym wiele dziesiątek lat, kulminującym dopiero na progu XX w., ale swoistą inauguracją politycznych ambicji włościaństwa był właśnie spisek Ściegiennego. Miał on wszystkie cechy właściwej formom inicjalnym nie­dojrzałości, nie wyłączając niedojrzałości podbudowy socjalnej44. Niemniej jednak stanowi wymowny przykład szans, jakie zyskiwał ruch patriotyczny na drodze rewolucyjnych opcji. Rozważania Ściegiennego są zapewne w dużym stopniu wy­razem jego mniemań co do kształtu politycznej świadomości chłopów, ale powsta­wały w bezpośredniej z nimi styczności i muszą posiadać rys obiektywności. Fakt, że kwestia społeczna przyćmiewała w nich problematykę narodową, jest bardzo znamienny. Taki był, jak należy wnioskować, układ preferencji zawarty w chłopskim światopoglądzie. Nie oznacza to bynajmniej jego patriotycznego indyferentyzmu. Świadomość narodowa chłopów dojrzewała poprzez stopniową aktywizację uczuć przywiązania do tego, co własne. Program społeczny by! w tym sensie zawsze pro­gramem narodowym. Wskazanie konkretnego miejsca w przyszłej społeczności, miejsca na miarę chłopskich oczekiwań, oznaczało przezwyciężenie ich odwiecznej alienacji, fundowało ich narodową przynależność. Konspiracje krajowe, w których więcej mówiło się o konkretach, mniej o zasadach narodowego bytu (co było spe­cjalnością emigracji), miały naturalną przewagę w dążeniach do patriotycznej akty­wizacji mas. „Konspiracji lat trzydziestych i czterdziestych – stwierdza znawca tej problematyki – nie można rozpatrywać wyłącznie jako ruchu narodowowyzwo­leńczego, ponieważ jego cele w istocie miały charakter społeczno-narodowy, z tym że często na plan pierwszy wysuwały się zadania społeczne, a nie narodowe”45. Program Ściegiennego stanowi wymowne potwierdzenie tej opinii. Próbował on, argumentując na różne sposoby, dowieść, że dawny świat oparty na wyzysku i prze­mocy stosowanych przez „ród próżniaków”, tj. właścicieli, usuwa się nieuchronnie w przeszłość. Lud musi sięgnąć po swoje prawa. Ocaliwszy sam siebie, ocali też naród. Rewolucja z kluczowym dla niej problemem własności jawi się jako funda­ment czynu patriotycznego. Ściegienny odwoływał się do pojęcia „prawa natury”, aby dowieść nieuchronności porządku opartego na zniesieniu wyzysku pracy i po­gwałceniu wolności osobistej. Bez sympatii mówi o szlachcie: „Ci to źli ludzie wydarli innym ziemię – wydarli najdroższą człowiekowi Wolność i ujarzmili go jak wołu”46. Lud przedstawia jako olbrzyma nieświadomego swej siły47. Rewolucja, w której zaktywizuje się energia mas, musi przynieść nieuchronny konflikt. W planie historiozoficznym Ściegienny nie widział szans na kompromis, a choć wojnę uważał za „najgorsze zło”, nie sądził, by można było jej uniknąć48. Tym, co bezpośrednio dane, była jednak konkretna sytuacja narodu.

Solidarność klasowa nie wykluczała, zdaniem Ściegiennego, solidarności naro­dowej. Ale jedynie pod warunkiem, że żywioły wsteczne zdobyłyby się. na ofiarę wy­rzeczenia. Ściegienny wierzył w celowość przezwyciężenia antagonizmów i połącze­nia warstw dotychczas sobie obcych w spoistą całość. Przepowiadał chłopom, że to właśnie „panowie dobrzy będą między wami żyli; będą was nauczali, jak macie postępować, abyście się wydobyli z niewoli na wolność”49. Pozostawał w bliskiej styczności z działalnością TDP, to z pewnością przyczyniło się do ugruntowania optymistycznych mniemań co do postawy szlachty wobec przyszłości50.

Powstanie pojmował Ściegienny jako wspólny obowiązek wszystkich żywiołów patriotycznych. Rewolucji, mimo pełnego rozeznania w istniejących przeszkodach, nie wyobrażał sobie jako pożogi; sądził, że szlachta uświadomi sobie konieczności wynikające z sytuacji, że zrozumie, na czym polega rola „oświeconych” patriotów. Nigdy nie wzywał do jej unicestwienia. Inaczej jednak pojmowali intencje Ściegien­nego jego współcześni. Wieść o spisku wzburzyła szlacheckie umysły. Opinia wię­kszości kształtowała się pod wpływem artykułu pomieszczonego w gazetach z roz­kazu Paskiewicza, a oskarżającego księdza o „szerzenie najczystszych zasad komu­nizmu” i dążenie do „wytępienia panów”51. Były to oczywiście insynuacje. Ście­gienny mówił przecież zawsze dobitnie o potrzebie „miłości chrześcijańskiej”. „Wytępienie panów” nie mogło być w żadnym razie celem walki, choć mogła ona podyktować potrzebę bezkompromisowości. Terror rewolucyjny był przezeń trakto­wany jako dramatyczna konieczność, a nie z góry narzucająca się zasada. Ściegienny miał śmiałe plany, lecz nie były one w zamyśle burzycielskie. Rząd rewolucyjny miał bezzwłocznie po rozpoczęciu działań powstańczych oświadczyć w formie odezwy, iż „zapewnia każdemu mieszkańcowi, bez różnicy stanu i religii, wolność, równość i braterstwo”52.

Nie chodziło więc wcale o przygotowanie stryczków dla tych, którzy nie zginą, od miecza. Mylił się B. Trentowski, gdy próbując zdyskwalifikować program Ście­giennego w opinii patriotycznego ogółu, sugerował, że zrozumie go „nie jedno chłopska, ale i zwierzęca dusza”, dopatrując się w nim szczególnej „drapieżności”53. Plany Ściegiennego nie miały w sobie nic z agresywności. Ich podstawą była wiara w możność konsolidacji społeczeństwa na płaszczyźnie racji klasowych tych, których interesy reprezentowały najcenniejsze wartości. Wolność ludu stałaby się przecież zarazem wolnością samego narodu i urzeczywistnieniem wolności indywiduum, jako że wyrastałaby z przezwyciężenia wyzysku i wielorakich form przymusu. Swą działalnością agitacyjną pragnął objąć Ściegienny nie tylko chłopów, ale również ludność miast, wojsko, w tym także oficerów. Jego rewolucyjny patriotyzm łączył w sobie pryncypialne podejście do kwestii wyzwolenia społecznego z wiarą w integrującą siłę samej polskości. Oznaczał on chęć rozbudowania, a nie zburzenia czy ograniczenia wspólnoty narodowej, jak sądziło wielu spośród jego krytyków.

W pewnej odległości od socjalistów zespalających ideę narodu z wyobrażeniami grun­townego przewrotu społecznego stał Henryk Kamieński. I on mówił wprawdzie o rewo­lucji, jednak w sposób, który eksponował znaczenie ciągłości historycznej. „Rewolucja – pisał – jest to funkcja organiczna społeczna, którą naród odbywa sam w sobie dla wykształcenia swojego wewnętrznego organizmu; wszystko, cokolwiek temu zna­czeniu odpowiada, jest rewolucją”54. Mamy tu do czynienia z formułą nader wie­loznaczną; nacisk spoczywa na jedności, co sugeruje pojęcie „wewnętrznego orga­nizmu”, nie eliminuje ona jednak form, które nie byłyby potwierdzeniem jedności. Uściślone koncepcje rewolucyjne Kamieńskiego przekonują, że walki, choć nie apologizował jej znaczenia, nie wykluczał z zasad programu patriotycznego. Nie był też całkiem obcy socjalizmowi. Nie zwalczał go co do zasady, twierdził jedynie, że teoria uspołecznienia własności „byłaby wcale nie praktyczna dla naszego pow­stania”55. W przewidywaniach co do przyszłości liczył się z możliwością likwidacji stosunków prywatno-własnościowych, choć zaznaczał, że „kilka pokoleń minie, nim to nastąpi”56.

Ostatecznie, o ile problematykę rewolucji potraktujemy bez zbyt sztywnych rygorów pojęciowych, w sposób adekwatny do znaczenia, jakie nadał jej postępowy romantyzm, twórczości i działalności Henryka Kamieńskiego nie sposób pominąć. Pamiętajmy, że osią ówczesnych sporów o rewolucję była kwestia historycznej podmiotowości mas. Postępowość rozważanych koncepcji wyrażała się w mnie­maniu, że wyzwolenie narodowe jest sprawą zaktywizowania energii milczącej dotąd większości. Lud miał się wyzwalać, a nie być wyzwalany. Taki był najogólniej ujęty sens rewolucji. Jej mechanizmy pojmowano oczywiście rozmaicie.

Zasługi Kamieńskiego na polu rewolucyjnej edukacji narodu są niezaprzeczalne. To on podjął się misji przywrócenia właściwej rangi poczynaniom rodzącym się bezpośrednio na gruncie krajowym. Krytykował przywódcze uzurpacje emigracji. Z zapałem uprawiał dydaktykę patriotyczna. Jego książki „O prawdach żywotnych narodu polskiego” i „Katechizm demokratyczny” miały poważny wpływ na zmianę oblicza programu demokratycznego. W swej działalności politycznej zwalczał wpływy TDP pragnącego poddać inicjatywy insurekcyjne pod kuratele elity konspi­ratorów. Był stanowczym przeciwnikiem rewolucyjnego awangardyzmu, spiski miały być, jego zdaniem, oparciem dla ruchu masowego, zapewnić „twórcy następne­go wybuchu – umiejętna, a niespodziewaną pomoc”57. Kontakty z przedstawicie­lami Centralizacji TDP, które nawiązał w czasie swej podróży poza granice Kró­lestwa w 1845 r., przekonały go, że Centralizacja TDP ustosunkowała się do narodu jak do „małoletniej, bezwłasnowolnej istoty”58.

Przeciwstawiając się tej deprecjonującej żywiołowe inicjatywy polityce, afirmował patriotyzm dojrzewający w głębi społeczeństwa, uważał, że lud swe wyzwolenie powinien zawdzięczać samemu sobie, a nie mniemanemu geniuszowi przywódców. „Rozumowi Centralizacji” przeciwstawiał jako autorytet wyższego rzędu „rozum powszechny”. W swych przemyśleniach reasumował doświadczenia całego pokolenia spiskujących demokratów, to on najkonsekwentniej potraktował ideę wyzwolenia narodu przez lud, dowodząc, że pierwszym jego etapem musi być przebudzenia woli ludu. Myśl tę cechowała logiczna oczywistość i polityczna przenikliwość. Kamieński wytyczał swymi poglądami drogę ku przyszłości. Rok 1846, który dokonał osądu nad poczynaniami radykalnych demokratów, nie zdyskwalifikował jego idei. Nie doczekały się one, co prawda, na bezpośrednią konfrontację z historią, ale umiejscawiają się w kręgu prawd, które czas potwierdził.

Rewolucję narodową traktował Kamieński nie tylko jako insurekcyjną powinność. Widział w niej, zgodnie z przytoczoną wyżej opinią, historyczne zadanie, które zakłada aktywizm, nie pozwala zatrzymywać się w miejscu. Żywiołem człowieka jest, jak sądził, czyn, to na nim opierać się miało „dzieło ludzkiej twórczości”. Kamieński był myślicielem, który w sposób szczególnie dobitny manifestował wiarę w postęp. Treść historii określać miało, zgodnie z jego mniemaniem, urzeczywistnienie idei „jedności między ludźmi”. Temu właśnie służyć miał nieustanny postęp mieszczący w sobie „wyobrażenie nieprzerwanego i konsekwentnego ciągu, w którym jedno z drugiego niepochybnie się wywiązuje, a tym sposobem wywiązuje się doskonała jedność wszelkich momentów ludzkiego bytu”.

Doświadczenia historyczne Polski ujmował w ścisłym związku z ogólnymi prawami rozwoju. Sytuacje zastaną traktował jako moment przełomowy, narzucający szczególne wymagania. Postulaty patriotyczne formułował tak, by dawały wyraz właściwie rozumianym koniecznością historycznym. Rozważając przyczyny upadku, dostrzegał w nich zapowiedź nieuchronnych przeobrażeń, które przyniosą odrodzenia narodu. „W samych przyczynach naszego upadku – pisał – dojrzymy że ten nie pociąga za sobą rozchwiania naszej narodowości ,jakoby rzeczy zużytej i do niczego już nie przydatnej, że życie naszego narodu wyrabiać się musi sobie właściwym w szkole nieszczęścia i przysposobić go do wielkiego przeznaczenia”. Niewola Polski dowiodła, jak sądził, ostatecznego kryzysu tradycyjnych form uspołecznienia. Właściwie pojęty patriotyzm ujmował jako dążenie do spełnienia imperatywu dziejowego. Należało ocalić jedność narodu „pogwałconą nienawistną różnicę stanów”.

Kamieński, traktują poparcie ludu dla powstania jako jedyną rękojmię sukcesu, nie traktował tej kwestii w sposób instrumentalny. Wyzwolenia społeczne maiło być nie reguła gry, ale aktem historycznej autoafirmacji narodu. W ten sposób mógł on jedynie zobiektywizować swą wolę istnienia. Wbrew wszelkim pozorom Kamieński nie wspierał się na formule „najpierw być, a potem jak być”. Wszelkie jego postulaty miały podstawy w rzetelnej analizie historycznych konieczności. Tak było również z programem społecznym rewolucji, zawierającym opcję na rzecz uwłaszczenia chłopów. „To prawo – sądził Kamieński – zadość czyni wszystkim obecnym potrzebom przekształcenia społeczeństwa, bo z gruntu usuwa przyczyny wszelkiego cierpienia ludu i wraz z uczuciem własności daje mu samodzielność , czyni go żywiołem działalnym – - bez własności nie może ani mieć wolności, ani pojąć jej uczucia, a tym uczuciem tylko można masy zapalić”. Widać tu swoistą głębię patriotycznych dyrektyw Kamieńskiego. Z jednej strony chodzi oczywiście o mobilizację poparcia mas, nie na tym jednak koniec. Uwłaszczenie ma być nie tylko środkiem do celu, ale i celem samym w sobie. Usunie bowiem „cierpienia ludu”. W tym już zaś wyraża się logika dziejów, które są postępem i wymagają, by każde działanie dokonywało się w jego duchu.

Swoista wiara w autorytet czasu oznaczającego stały progres pozwala zrozumieć, dlaczego Kamieński zatrzymał się na idei uwłaszczenia, uznając zarazem, że nie może ona być podstawą najwyższej wyobrażalnej formuły uspołecznienia, gdzie by nie było „interesu”, a „każda jednostka ludzka, mając zawsze dobro powszechne na celu, ściślejszymi węzłami do ogółu należała”. Ufając sile postępu, nie wierzył on w możność ominięcia jego faz koniecznych. Każdy moment rozwoju dziejowego miał, jak zakładał, niezastąpione miejsce „w ciągu ludzkości, wśród której rzeczywiste swoje istnienie musi przynieść i wyczerpnąć”.

Tak więc faza kapitalizmu prezentowała się w warunkach polskich jako nieodzowny element procesu rozwoju. Kamieński nie apologizował jednak stosunków burżuazyjnych, w teorii postępu opartej na relatywizmie wartościowania zawierało się uznanie ich przyjemności.

Rewolucja, bez względu na odleglejsze horyzonty, które odsłania, miała oznaczać przede wszystkim spotęgowanie spoistości narodu, przywrócenie zaprzepaszczonej przez feudalizm jedności. Kamieński był autorem dość kontrowersyjnej koncepcji „misji historycznej niewoli”. „Przemoc zewnętrzna – jak dowodził – na cały naród równo ciśnie, na użytkujących i na lud biedny; wszystkie klasy mają odtąd jeden główny i wspólny interes – - wyższy nad wszelkie inne”. Kamieński przeceniał tu zapewne rangę solidarności narodowej. Nic bez racji krytycy z TDP za błędną uznali nadzieję, że „naród cały z bardzo małymi wyjątkami powstanie z własnego natchnienia w najzupełniejszej jedności, jak jeden człowiek, i samodzielną na wszystkich punktach rozpocznie walkę”. Kamieński przeceniał z pewnością samorzutność rozwoju dążeń patriotycznych, tworzył zbyt jaskrawe przeciwieństwo woluntaryzmu, o który obwiniał koncepcję TDP. Niemniej jednak jeśli rozważymy polityczny sens idei zwarcia szeregów w walce o cele narodowe, okaże się, że stanowi ona dopełnienie programu rewolucji poprzez masy. Nie oznaczała bowiem bynajmniej aprobaty dla ewentualnych kompromisów; jedynie przesadny optymizm w ocenie szlacheckiej gotowości do patriotycznych ofiar. Pojednanie nastąpić miało na płaszczyźnie racji politycznych ludu. Kamieński uznawał nienaruszalność jego interesów, wierzył, że skuteczna propaganda uchroni szlachtę przed rezultatami niedostatecznej wiedzy o potrzebach chwili, ale zdawał sobie sprawę z tego, że historia nie oszczędzi nikogo, kto stanie na jej drodze. Swe „Prawdy żywotne” ofiarował, między innymi, potencjalnym przeciwnikom rewolucji, „aby je przemyśleli, aby poznali położenie powstańca i konieczność, która nim kieruje i sami siebie jakim bądź sposobem chronili od ciosów tej konieczności”. Choć przeciwny terrorowi jako zasadzie działania przypomniał jednak, że „względy wyższe nie pozwalają łagodnością się uwodzić”. Tak więc, ufając stworzonym przez historię możliwością pojednania narodu, nie łączył ich wcale z pojednawczą politykę. I on dawał wyraz mniemaniu, że miarę patriotyzmu i polskości wyznacza przyszłość, a nie przeszłość kładąca się wciąż cieniem na rewolucyjne usiłowania.

Kamieński, godząc się z zasadą własności prywatnej, inaczej niż wyżej omawiani socjaliści, ale nie mógł tak jak on rzutować przyszłości Polski w świat ideału, gdzie wszelkie niedoskonałości zostałyby w pełni wyeliminowane. W stosunkach burżuazyjnych widział elementy postępu, ale też nie szczędził im krytyki. Koncepcjom trudno odmówić nowatorstwa i wizjonerskiego polotu. Nie są bynajmniej bez reszty pogrążone w przeszłości. Dochodziły w nich do głosu idee bardzo śmiałe. Kamieński mówił o przezwyciężeniu ubóstwa jako zadaniu niepodległej Polski, o urzeczywistnieniu prawa do pracy, o powszechnym dostępie do oświaty. Należy z pewnością do grona myślicieli, którzy w przyszłość spoglądali bardzo przenikliwie; wiele spośród jego idei spotkało się z historią dopiero na progu teraźniejszości.

*

Mimo zasadniczych podobieństw opartych na zbieżnej ocenie dziejowego sensu rewolucji, na jednogłośnym uznaniu priorytetu przyszłości w kształtowaniu polskości i patriotyzmu, trzy omówione tu koncepcje nie stanowią ideowego monolitu. Głębszych współbrzmień można doszukiwać się w poglądach obu socjalistów, choć i tu różnice światopoglądowe przeciwstawiają w niejednym Dembowskiego, Ściegiennemu, ale Kamieński, sam świadom dystansu dzielącego go od socjalistów, musi znaleźć się już poza wspólną skalą. Jest jednak cecha, którą odnajdziemy we wszystkich trzech koncepcjach, cecha potwierdzająca ich zasadnicze podobieństwo w ujęciu mechanizmów rewolucji, która – co do tego byli zgodni wszyscy trzej myśliciele – miała być dziełem ludu. I to nie tylko ludu polskiego. Poglądy Dembowskiego, Kamieńskiego i Ściegiennego stanowią zespolenie patriotyzmu z ideą ponadnarodowego sojuszu rewolucyjnych mas. Dembowski misję polskiej rewolucji lokował w perspektywie powszechnodziejowej. Sądził, że Polska połączy w swym działaniu idące różnymi drogami dążenia całej postępowej Europy, że „w łono człowieczeństwa wniesie nowy pierwiastek”. Wolność Polski ujmował jako współczynnik wyzwolenia wszystkich narodów. Ściegienny i Kamieński ideę sojuszu obdarzyli bardziej wyrazistymi, bliskimi historycznym konkretom treściami politycznymi. Obaj rozważali szanse rewolucji, układając możliwość i nieodzowność zespolenia wysiłków ludu polskiego i rosyjskiego. Ściegienny zarysował w przejrzystej postaci koncepcje sojuszu klasowego. Mówiąc o wojnie, która rzekomo już kiedyś miała miejsce, mając zaś na myśli tę, która dopiero ma nadejść, stwierdzał: „Chłopi i mieszczanie, żołnierze rosyjscy i polscy, złączywszy się stanęli na placu bitwy z jednej strony i strzelali do królów i panów – żołnierzy i rosyjskich polskich, z drugiej strony stojących”. Kamieński wojnę ludową rozpoczętą na ziemi polskiej traktował jako punkt wyjściowy wojny ludów. Polacy, jak sądził mają blisko siebie naturalnych sojuszników. Pytał: „czy nie możemy spodziewać, że kiedy on [lud rosyjski – S. F.]się weźmie z cała namiętnością długo przytłumionych nieprzyjaciół nastąpi”.

Obaj rzecznicy przeciwstawienia lidze monarchów solidarności ludów reprezentowali program obdarzony już pewna tradycją, idee tej samej treści deklarowali karbonarzy, wokół nich koncentrowała się działalność Młodej Europy, były one podporą wszystkich właściwie postępowych ruchów w pierwszej połowie XIX stulecia. Mimo to poglądy Ściegiennego, Kamieńskiego, a także Dembowskiego są w dużej mierze nowatorskie. Decyduje o tym realistyczna, dogłębna analiza dynamiki procesu historycznego. Racje moralne znajdują dopełnienie w ustaleniach ujmujących prawidłowości rozwoju społecznego. Rewolucje prezentują nie tylko jako akt moralnej odnowy, który uwolni świat od zła, ale i dziejową konieczność torującą sobie od dawna drogę przez czas. Dążności narodowowyzwoleńcze rozpatrują jako zjawisko powiązane, uwarunkowane od określonego momentu przez szerszy proces emancypacji społecznej. Na tym polega siła ich poglądów.

Stanisław Filipowicz

Z pola walki 1981 nr l (93)

PRZYPISY

1 T. Łepkowski: Polska – narodziny nowoczesnego narodu. Warszawa 1967 s. 5.

2 Tamże, s. 6.

3 „Czas jest z natury swojej ciągłością, a zarazem nieustanną zmiennością. Ze sprzeczności tych dwóch cech wypływają wielkie problemy badań historycznych”. M. Bloch: Pochwala hi­storii. Warszawa 1962 s. 53.

4 K. Kelles-Krauz: Niepodległość Polski a materialistyczne pojmowanie dziejów. Pisma wybrane. T. 2 Warszawa 1962 s. 363.

5 T. Krępowiecki: Narodowość (Centralizacja). Cyt. wg Filozofia i myśl społeczna w latach 1831-1864. Warszawa 1977 s. 803.

6 J. Grabowiecki: Moje wspomnienia w emigracji. Warszawa 1970 s. 40.

7 H. Kamieński: O prawdach żywotnych narodu polskiego. Bruksela 1844 s. 10. Cyt. A. Sikora: Gromady Ludu Polskiego. Warszawa 1974 s. 139.

8 Cyt. A. Sikora: Gromady Ludu Polskiego. Warszawa 1074 s. 139

9 L. Gadon: Emigracja polska. Pierwsze lata po upadku powstania listopadowego. Kraków 1901 t. l s. 40.

10 S. Brzozowski: Współczesna powieść polska. Dzieła wszystkie. T. 6 Warszawa 1936 s. 21.

11 H. Kamieński: O prawdach, s. 103, 105.

12 Szerzej na ten temat por. A. Walicki: Polska myśl filozoficzna epoki międzypowstaniowej. W: Filozofia i myśl społeczna w latach 1831-1864, s. 80, 83-88.

13 Cyt. wg W. Djakow: Piotr Ściegienny i jego spuścizna. Warszawa 1972 s. 333-335.

14 T. Łepkowski: op. cit., s. 357

15 E. Dembowski: O postępach w filozoficznym pojmowaniu bytu. Pisma. Warszawa
1955 t. 4 s. 66.

16 Tamże, s. 65-66.

17 Tegoż: Kilka myśli o eklektyzmie. Pisma t. 3 s. 345-346.

18 Por. na ten temat R. Panasiuk: Heglizm i socjalizm w twórczości Edwarda Dembowskie­ go. W: Polskie spory o Hegla. Warszawa 1966.

19 E Dembowski: Kilka myśli o eklektyzmie, s. 349

20 Tegoż: Piśmiennictwo polskie w zarysie. Pisma t. 4 s. 309.

21 Tegoż: Wyjątek z pomysłów do wiedzy umnictwa. Pisma t. 3 s. 57.

22 Szerzej na ten temat por. J. Ładyka: Edward Dembowski. W: Polska myśl filozoficzna i społeczna. T. l Warszawa 1973 s. 510-511.

23 E. Dembowski: Z tragedii Twardowski. Pisma t. 3 s. 108.

24 Tegoż: Kilka myśli we względzie rozwijania się dziejów i życia społecznego Polaków Pisma t. 3 s. 270.

25 Tamże.

26 Cyt. wg W. Djakow: Piotr Ściegienny, s. 345.

27 P. Ściegienny: Aforyzmy o urządzeniu społeczeństwa ludzkiego. Tamże, s. 281.

28 Tegoż: List ojca świętego do rolników i rzemieślników. Tamże, s. 254

29 Tegoż: Trzeba tylko chcieć. Tamże, s. 345.

30 Tegoż: Aforyzmy, tamże, s. 271-272.

31 Wymownym potwierdzeniem faktu, iż polskość pojmował Ściegienny w kategoriach hi­storycznych, stanowi relacja jednego spośród jego współpracowników, Szymona Tokarzewskiego. Poświęcone agitacji powstańczej spotkanie w Krajnie 24 X 1844 r. zakończono intonując pieśń kon­federatów barskich. M. Tyrowicz: Sprawa Ks. Piotra Ściegiennego. Warszawa 1948 s. 82.

32 Zob. W. Djakow: Edward Dembowski i rewolucyjne spiski na początku lat czterdzie­stych XIX wieku. Pamiętnik Literacki 1973 z. 2 s. 261-283.

33 W. Kosiński: Sprawa polska w roku 1846 przed sąd opinii publicznej wytoczona. Po­znań 1850 s. 24.

34 W. Djakow: Edward Dembowski, s. 270 i 275.

35 H. Kamieński: Pamiętniki i wizerunki. Wrocław 1951 s. 90-95.

36 Taki miał być fundament programu, z którym wystąpił Dembowski w Wielkopolsce. Por. B. Zakrzewski: Z dziejów walki o ideologię demokratyczną w Poznaniu w latach 1830-1850. Przegląd Zachodni 1953 nr 6-8 s. 300.

37 E. Dembowski: Twórczość w żywocie społeczności. Pisma t. 3 s. 238.

38 Tegoż: O cnocie w rodzinnym i publicznym życiu. W: Kilka myśli o eklektyzmie.
Warszawa 1957 s. 259.

39 Tamże, s. 237.

40 H. Kamieński: Pamiętniki, s. 81. Krasiński porównywał Dembowskiego do Robe-
spierre’a, posługując się zjadliwym karykaturalnym opisem. Por. Z. Krasiński: Listy do
S. Malachowskiego. Warszawa 1979 s. 136-137.

41 H. Kamieński: Pamiętniki, s. 82.

42 E. Dembowski: Myśli o przyszłości filozofii. Pisma t. 4 s. 373.

43 Tegoż: Twórczość w żywocie społeczności, s. 233.

44 „Blisko połowa ludzi pociągniętych do odpowiedzialności w sprawie organizacji Ściegien­nego to chłopi (45), ale tylko 5-6 ludzi, którzy wyszli z włościan (nie wyłączając Ściegiennego, który został księdzem, i jego brata Karola, który osiągnął stanowisko geometry), brało nieco dłużej udział w działalności konspiracyjnej”. W. Djakow: Polski ruch wyzwoleńczy w latach trzydzie­stych i czterdziestych XIX stulecia. Kwartalnik Historyczny 1977 nr 4 s. 984.

45 Tamże, s. 988.

46 P. Ściegienny: Aforyzmy, s. 267.

47 Tamże, s. 270.

48 Tegoż: List ojca świętego, s. 254.

49 Tamże, s. 257.

50 Na temat kontaktów Ściegiennego z TDP por. W. Djakow: Piotr Ściegienny, s. 397, 443-444 (Protokoły przesłuchań Ściegiennego).

51 Z Balicka: Ksiądz Piotr Ściegienny i jego spisek. (Streszczenie pracy doktorskiej). Bibl.
Naród., II 599759 s. 13.

52 P. Ściegienny: Trzeba tylko chcieć, s. 355.

53 B. Trentowski: Wizerunki duszy narodowej z końca ostatniego szesnastolecia. Paryż
1847 s. 211.

54 H. Kamieński: O prawdach, s. 62.

55 Tamże, s. 73.

56 Tamże.

57 Tegoż: Pamiętniki, s. 18.

58 Tamże, s. 46.

 

 

radykalnej. Ściegienny i Dembowski reprezentują szczególną epokę w dziejach patriotycznych zmagań minionego stulecia. Ich działalność przypadła na lata gwałtownego spiętrze­nia inicjatyw niepodległościowych, wiązała się z powszechnym ożywieniem nadziei na odzyskanie utraconej wolności. „W połowie lat czterdziestych radykalni demo­kraci osiągnęli szczyty odwagi i konsekwencji. Pragnęli przyspieszyć czas, przesko­czyć etapy, w miesiące nadrobić całe wieki”14. Na czym opierała się wiara w rewo­lucyjne odrodzenie narodu, która ożywia poglądy Dembowskiego i Ściegiennego?

Obaj myśliciele byli zdania, że dawna, reprezentowana przez szlachtę Polska zaprzepaściła bez reszty swe dziejowe szansę. Nie był to oczywiście akt patriotycz­nej niewiary. Ocena sytuacji skłaniała do mniemań, iż niepodległość nie może być owocem poczynań czerpiących natchnienie z przeszłości. Polska miała się odrodzić, ale na gruncie dążeń skierowanych ku przyszłości, opartych na całkiem innych niż tradycyjne pojęciach patriotyzmu i ojczyzny. Jedynym żywiołem zdolnym do zdecydowanego działania w imię przyszłości, którego nie krępowały tradycjonalistyczne obciążenia, przywiązanie do wizerunku dawnej Polski, był – jak słusznie sądzono – lud, a więc ci, których pojęcie narodu-szlachty stawiało poza granicami wspólnoty. Przed nimi stało wciąż zadanie wywalczenia sobie ojczyzny. Zbieżne w treści konkluzje obu myślicieli poprzedzały jednak rozważania prezentujące odmienne sposoby wartościowania historycznych doświadczeń, inaczej ujmujące dziejowe prawidłowości. Warto poświęcić im nieco uwagi, by zdać sobie sprawę z nieuchronności, z jaką wyłonić musiała się, na gruncie przełomowych doświadczeń, idea odrodzenia poprzez rewolucję. W niej znalazła wyraz prawda czasu, podążając drogą mającą niejeden punkt wyjścia.

Dembowski był radykałem zarówno w praktycznej działalności, jak i w teorii. Nie szukał rozwiązań kompromisowych. Był przekonany o tym, że szczególna sytuacja Polski polega na konieczności ostatecznego rozstrzygnięcia sprzeczności, które nawarstwiały się przez całe stulecia. Tutaj właśnie miała tkwić szansa na wyzwolenie, pojmowane nie tylko jako odzyskanie politycznej suwerenności, ale i autoafirmacja narodu, przełamanie wewnętrznych barier krępujących wcześniej jego rozwój, pełne urzeczywistnienie wolności, zasady kreującej podstawy samej narodowości. Dembowski zgodnie z założeniami swej filozofii uważał, iż rozwój narodu polega na przezwyciężeniu przeciwieństw, pogłębianiu jedności.

Jak w tym świetle prezentowała się ocena konkretnych doświadczeń historycznych, jaki był sens polityczny tej koncepcji? Nie oznaczała ona bynajmniej opcji na rzecz „narodowej zgody”, przekonania o potrzebie niwelowania sprzeczności. Historia oznaczała dla Dembowskiego nieustanną walkę, zmagania, w których nowe trendy przeciwstawiają się istniejącym formom porządku społecznego. Myśli i czyny, pod­stawowe ogniwa procesu historycznego, „wyrabiają się – jak twierdził – krwią i męczeńskim narodów żywotem”15. Narodu nie traktował jako tworu opartego na gotowej formule istnienia, ukształtowanego poza zmiennym nurtem wydarzeń. Jego dzieje rozpatrywał jako autokreację podejmowaną przez świadomą swych celów wspólnotę, walkę ze stagnacją. „Rytm postępu historii – pisał -jak go nazwa­liśmy, w bardzo się prostej zamyka formule, a tą jest ciągła przemienność wyrabiania myśli narodów i zrzeczywiszczania jej, a w chwili zrzeczywiszczania wyrabiania już wyższego stanowiska myśli narodowej”16.

Tak więc decydującą miarą narodowej egzystencji miała być przyszłość i z myślą o niej, a nie o przeszłości należało szukać reguł działania. Dembowski był zdania, iż naród, działając w imię przyszłości, może przeciwstawić się swojej przeszłości. Dzieje rodzime ujmował jako proces stopniowej krystalizacji zasady fundującej tożsamość narodu, postęp w uświadomieniu i ugruntowaniu idei samowładztwa ludu. W tym świetle przeszłość stawała się obiektem bezkompromisowej krytyki. Dembowski nie próbował tonować obrazu ostro zarysowanych konfliktów. „W naj­ogólniejszym określeniu – sądził – postęp jest starciem się sprzecznych żywiołów, które przez walkę ze sobą i odpowiednią przewagę jednych nad drugimi układają się w organizm i są postępem, życiem, dlatego tylko, że ciągle z coraz nowymi pierwiastkami tę walkę powtarzają”17.

W jego mniemaniu w historii nie było miejsca na kompromisy. Z tego względu odmawiał racji bytu wszelkim poczynaniom, które miałyby na celu pojednanie „sprzecznych żywiołów”18. Jako wróg półśrodków, negatywnie oceniał próby udoskonalenia systemu politycznego Rzeczypospolitej, podjęte przez szlachtę w ostatnich latach wolności. Zawarte w Konstytucji 3 maja dążenia do umocnienia narodu poprzez częściowe ograniczenie stanowych przywilejów uznał za bezowocne. „Stąd przecież lud nie mógł wykwitnąć w wolną całość – pisał – szlachta, choć przy­wilejów nie straciła, mając przy sobie obcy żywioł, zniedołężniała; król, będąc pa­tronatem, lalką, nie mógł się wzbić w potęgę”19. Tak więc domagał się rozwiązań radykalnych, uważał, iż cała przeszłość obciążona była zasadniczymi błędami. W dawnych formach ustrojowych żywioł narodowy nie mógł się w pełni rozwijać, Polska szlachecka musiała upaść. Pogląd ten nie oznaczał jednak kryzysu patrio­tycznych nadziei, wprost przeciwnie, tchnął optymizmem. „Skonała stara, szlachecka Polska, a z jej trupa poważnego, ale i znikczemniałego w ostatnich żywota chwilach ma zmartwychwstać nowa, pełna młodzieńczych uniesień – społeczność”20.

Zapatrywania Dembowskiego miały oparcie nie tylko w patriotycznym entuzjazmie. Analiza logiki wypadków dziejowych skłaniała go do mniemania, iż upadek dawnej Polski zapowiedział chwilę, w której właściwe sobie miejsce odzyska lud. Stąd właśnie wypływał jego optymizm. „Lud bowiem a naród – jak sądził – jest jedno”21. Polska odrodzić miała się przez wyzwolenie ludu, które byłoby zarazem ostatecznym dopełnieniem jej dziejowego rozwoju. Dembowski, czerpiąc inspiracje z historiografii Lelewela, który przypominał, że to właśnie lud jest „cichą a żywotną siłą, od której w każdym czasie zależą Losy Narodu”, rodzimą przeszłość ujmował jako proces ogniskujący zasadnicze przeciwieństwo między faktyczną i pożądaną, a w perspektywie rozwoju konieczną pozycją ludu. Czasy Polski szlacheckiej związane z upośledzeniem praw ludu uważał za epokę dekadencji polskości, czasy jej wyobcowania w instytucjach życia społecznego, reprezentujących obcą rodzimej kulturę „łacińską”, kulturę zachodniej Europy22. Konstytutywną cechą cywilizacji słowiańskiej miała być, jak sądził, gminowładność, wyrażająca się w pełnej demokratyzacji stosunków społecznych i życia politycznego, w bezpośrednim uczestnictwie ogółu w całości spraw wspólnoty. Tak więc restytucja praw ludu (restytucja, gdyż „zlacińszczenie” było w swej istocie zaprzeczeniem zasad, które kierowały losami Polski w najnowocześniejszej fazie jej rozwoju) byłaby zarazem odrodzeniem narodowości, likwidacją obcego dziedzictwa ciążącego przez stulecia na obliczu Polski. Poniżenie ludu, szlacheckie przywileje, oznaczały zawsze w swej istocie poniżenie samego narodu. „Co polskie – Boże! – przypominał Dembowski – Toć nie szlacheckie, ale jest ludowe”23.

Dembowski nie przeciwstawiał się przeszłości w imię wyspekulowanych zasad, historię ujmował jako proces ciągły. Pomiędzy upadkiem Polski i zaprzepaszczeniem zasad fundujących jej tożsamość dostrzegał wyraźne związki przyczynowe. Naród tracił siły, gdyż obumierała podstawa jego niezależnej egzystencji – wolność. Racją politycznego programu mającego na celu przekreślenie dawnych stosunków były konkretne doświadczenia, „widownia smutnej kolei rozwijania się naszego narodu” -jak pisał – czasy „polskości pognębianej z każdej strony”24. Wyzwolenie ludu jawiło się nie tylko jako imperatyw patriotyczny, powinność podyktowana przez właściwe rozumienie polskości, ale także jako imperatyw historyczny. Dembowski, obserwując zmienne koleje losów narodowych, uświadamiał sobie, że uwidacznia się w nich stopniowe narastanie aspiracji mas ludowych. „Z wiekiem XVIII – pisał – podcięta łacińskość upada, naprzód w języku, dalej w religijnym przesądzie, na ko­niec zaczyna konać teraz w przywilejach szlachty”25. Rewolucja w sytuacji, gdy doszło do ostatecznego kryzysu dawnego porządku, stawała się nieuchronnie postu­latem, nic nie mogło usprawiedliwić już wiary w nieistniejące możliwości. Należało je stworzyć od nowa. Właściwie pojęty patriotyzm oznaczać musiał gotowość do radykalnego czynu.

Ściegienny rozpatrywał sytuację własnego narodu w kontekście spraw ogólniej­szych, dotyczących całej ludzkości. Nie zagłębiał się nigdy w materię przeszłości z do­ciekliwością, którą przejawiał Dembowski. Potrafił jednak zasady swego programu uniwersalistyczne w założeniach, rzutować na płaszczyznę konkretnych dziejowych doświadczeń Polski. I on, ulegając powszechnym nastrojom epoki, powstanie listopadowe traktował jako moment przełomowy, kryzys patriotyzmu dawnego typu, dowód na to, że Polska powinna uzbroić się w nowe siły. Aktywna mniejszość, jak sądził, winna ustąpić pola do działania tym, którzy wcześniej byli odsunięci na bok. Działalność i cała twórczość Ściegiennego była gromkim apelem do chłopskiego patriotyzmu. W jego siłę nie wątpił on ani przez chwilę. To bardzo istotne, wymaga uwzględnienia we wszelkich ocenach politycznej aktywności mas ludowych w XIX w.

Ściegienny znał dobrze środowisko wiejskie. Był z pewnością agitatorem, po­glądy jego musiała cechować adekwatność wobec stanu świadomości politycznej chłopów; w przeciwnym razie nie byłoby spisku. Są one ważnym świadectwem epoki, przekonują, iż propaganda patriotyczna wśród chłopów miała szansę powo­dzenia, wymagała jedynie elastyczności. Ściegienny próbował ożywić narodowe aspiracje ludu, unaocznić przełomowość chwili wymagającej podjęcia odpowiedzial­ności za losy ojczyzny. W rozprawce „Trzeba tylko chcieć” mówił - obrazując metaforycznie sytuację Polski – o „wilczej jamie” i o nieudanych próbach jej opuszczenia. „Po twardym, ogładzonym drzewie trudno jest – przekonywał – dostać się na wierzchołek”26. „Ogładzone drzewo” to symbol niemożności, w której po­grążyły się szlacheckie usiłowania. Ściegienny starał się dowieść, że wartości pa­triotyczne nie przetrwają naporu historii, jeśli nie zyskają nowego oparcia. Polska, jak sądził, może wydobyć się z niewoli tylko dzięki przeniesieniu walki narodowej na grunt ludowy.

Swe zapatrywania próbował obdarzyć racjami bezwzględnymi. Odwołując się do stereotypowych w owym czasie wyobrażeń o boskim zwierzchnictwie w sprawach ziemskich, twierdził, iż hegemonia ludu w ruchu narodowym to chrześcijański imperatyw. Jedynie bowiem „wola, rozum i pamięć ludu jest wolą, rozumem i pa­mięcią Boga”27. Sądom tym towarzyszył krytyczny stosunek wobec przeszłości, obciążonej poprzez upokorzenie ludu ziem równoznacznym z dyskwalifikacją. Rewolucja narodowa jawiła się jako swoista konieczność. Nie chodziłoby w niej jedynie o realizację patriotycznych ambicji, ale i o przywrócenie światu jego właś­ciwych kształtów. Polska odrodzi się, gdyż nieuchronnie zbliża się chwila, w której „lud będzie odbierał prawa od Boga sobie nadane”28.

Patriotyzm Ściegiennego był wyrazem społecznego protestu. To jeszcze jedno potwierdzenie jego adekwatności wobec stanu patriotycznych uczuć warstw chłop­skich. Chłopi nie mieli ojczyzny, nie mogli zatem jej odzyskać, musieli o nią walczyć. Ściegienny nie widział żadnych możliwości dialogu z przeszłością. Polska, odra­dzając się, musi stanąć, jak sądził, na nowym gruncie, nie może czerpać wzorców z czasów’ minionych. Ściegienny, ufając sile i ambicjom ludu, ideały patriotyczne godził z wiarą w możliwość ukonstytuowania ojczyzny poza granicami dotychcza­sowej tradycji. Rewolucja narodowa, będąc w swej treści odmianą absolutną, otworzyłaby nową kartę w dziejach Polski, zastępując kruchą w swych podstawach wspólnotę garstki uprzywilejowanych trwałym związkiem opartym na „miłości bliźniego” i dążeniach do „uszczęśliwienia ogółu”29.

Koncepcje te nie oznaczały jednak zupełnego odwrotu od historii. Ściegienny oddziela to, co składało się na obraz szlacheckiej Polski, od tego, co reprezentowało samą polskość, dążenia do narodowej samoistności. Dostrzegał związki między swoim programem i aspiracjami zarysowanymi już wcześniej przez ruch patrio­tyczny. Akcentując nieustępliwość narodowych dążeń: próbując obudzić gniew z powodu upokorzonej polskości, przypominał liczne patriotyczne ofiary: dzia­łalność filomatów i filaretów, spisek Łukasiriskiego, śmierć Konarskiego i prze­śladowania ludzi uwikłanych w jego spisek30. Swą działalność traktował nie tylko jako rewolucyjną inaugurację, ale i kontynuację31.

Koncepcje Dembowskiego i Ściegiennego są zasobne w treści, które odnaleźć można nie tylko w deklaracjach ideowych. Obaj byli ludźmi czynu. Ich praktyka rewolucyjna stanowiła dopełnienie głoszonych poglądów, a zarazem kontekst, w którym powinniśmy konkretyzować ich sens. Problem rewolucji narodowej zakładał bezpośrednie związki z teraźniejszością. Należało określić formułę dzia­łania. Nie wystarczała sama deklaracja nieuchronności rewolucyjnych przeobra­żeń ani wiara w patriotyczną energię mas. Ruch narodowy musiał wesprzeć się na przejrzystym programie. W kręgu faktów, w które uwikłana była działalność Dem­bowskiego i Ściegiennego, musimy poszukiwać możliwości bardziej precyzyjnego naświetlenia związków zachodzących pomiędzy ideałami i historycznym konkretem. W ten sposób jedynie objawią się w pełni ich dziejowe racje. W ten sposób rewo­lucyjny patriotyzm ukaże się nie tylko jako nowatorska idea, ale i program rozwią­zania problemów historycznego istnienia konkretnego narodu.

Z zebranych w ostatnim czasie przez historyków materiałów wynika, że związki Dembowskiego z ruchem spiskowym, bezpośrednią działalnością polityczną, były nader żywotne32. Jak wiadomo, nieustannie się pogłębiały. Energię i inicja­tywy Dembowskiego ocenili najlepiej jego współcześni. Jeden z nich pisał na temat pobytu Dembowskiego w Wielkopolsce: „Jeśli chcemy pierwszego, a przynajmniej głównego ojca spisku w Księstwie Poznańskim, wymienić, był nim zaiste Edward Dembowski, nie zaś Centralizacja, która, owszem, przeciwna była rewolucji i za czystą propagandą obstawała, aż póki i u niej za przykładem kraju ludzie nowi steru nie opanowali”33. Opinia ta wymownie świadczy o znaczeniu, jakie zyskiwały zdecydowane posunięcia reprezentujące rewolucyjną bezkompromisowość. Rewo­lucja, inaczej niż dla wielu przedstawicieli emigracyjnej demokracji, oznaczała dla Dembowskiego bezpośredni ruch mas, samodzielne wystąpienie całego narodu, a nie walkę pod kuratelą patriotycznej zwierzchności (do czego zmierzała Centra­lizacja TDP).

Kariera spiskowa Dembowskiego, rozpoczęta w Warszawie, obrazuje stopniowe dojrzewanie jego koncepcji ruchu rewolucyjnego. Ilustruje rosnącą ekspansywność sformułowanego programu wyrażającą się w próbach organizacji szerokiego, plebejskiego frontu politycznego. Przynosi ponadto ważne uzupełnienie jego rozwa­żań teoretycznych. Dembowski sformułował swą filozofię dziejów polskich w spo­sób nieco schematyczny. Zbyt mocno ciążyły na niej wpływy Lelewela rodzące przerost zainteresowania problematyką gminowładczą. Uznając odrodzenie narodu za sprawę ludu, nie wspominał Dembowski o ludzie miast, jak gdyby historia miała toczyć się bez jego udziału. W działalności politycznej uzupełnił tę lukę. Tworząc front patriotyczny, szukał kontaktów z żywiołami plebejskimi i w Warszawie, i w Poznaniu34. Zgodnie z relacjami swego kuzyna Kamieńskiego Dembowski już w najwcześniejszych planach powstańczych zakładał równoczesność akcji na wsi i w miastach35.

Odrodzenie miało być dziełem wszystkich patriotycznie usposobionych żywiołów, które zbliżyłyby się na płaszczyźnie programu głoszącego „zniesienie dziedziczenia i zaprowadzenie wspólnoty własności”36. Zasady tej treści, konieczne nie tylko ze względu na ich moralne walory, sprawiedliwy charakter, ale i ze względów bar­dziej zasadniczych, podyktowanych prawami rozwoju dziejowego, które przeko­nywały, że „wolność ludu opiera się na zniszczeniu własności”37, nie mogły jednak automatycznie kreować solidarności. Wprost przeciwnie, były sprzeczne z interesami dużej części społeczeństwa. Dembowski nie zawahał się jednak przed zdecydowa­nym zaakcentowaniem priorytetu przyszłości. Solidarność wyższego rzędu, oparta na wykluczeniu przemocy, miała kształtować się dzięki zdobyczom rewolucji, jej źródłem nie mogła być przeszłość, tradycja. Stara szlachecka Polska „skonała” przecież. Dembowski uznał bezpowrotność szlacheckich zasług. Polskość pojmo­wał przede wszystkim jako przedmiot kreacji, zerwanie z bezpośrednią przeszłością. Rzeczywista wspólnota miała się zatem ukształtować dzięki przewartościowaniu norm solidarności narodowej stworzonych przez historię. Lud zdobywał przywilej nieskrępowanej aktywności zgodnej jedynie z potrzebami własnej sytuacji. To on był przecież narodem, a „naród, jako taki – przekonywał Dembowski – jest najwyższością i nic nad naród postawić nie można najwyższego”38. Rozważając za­dania rewolucji, uznawał, iż zasadniczym celem miał być interes całej społeczności, racje jednostkowe winny ustąpić mu miejsca. Jednostka musi pamiętać – przy­pominał Dembowski – że „jej szczęściem jest tylko szczęście narodu”39.

Jak zatem kształtować miały się konkretne zasady działania? Przeszłości nie można było przecież usunąć w cień za pomocą samych manifestów. Jak pojmował Dembowski funkcjonowanie politycznych mechanizmów rewolucji? Zastosowanie przemocy zdawało się być koniecznością. Rewolucję ujmował Dembowski przede wszystkim jako budowanie przyszłości, a nie niszczenie przeszłości. Lud winien okazać bezwzględność w urzeczywistnianiu zasad, które zapewniłyby mu historycznie usprawiedliwione władztwo. Czy oznaczało to konieczność eliminacji żywiołów reprezentujących przeszłość?

Dembowski przy całym swym radykalizmie nie deprecjonował mechanizmów historii. Rewolucję pojmował jako ostateczne dopełnienie dziejowego rozwoju Polski. Polskość powstająca na fundamencie wolności wymagała wprawdzie radykalnej odnowy, ale przecież i w przeszłości miała swoje miejsce. Przede wszystkim w tra­dycjach ludowych, ale i w republikańskich instytucjach Rzeczypospolitej, które, mimo ograniczenia wolności do skali stanowej, dawały jej jednak oparcie. Tak więc rewolucja zapowiadająca ostateczne spełnienie ideałów wolności nie powinna być obca i tym, którym wypadnie wyrzec się dotychczasowych przywilejów opartych na fałszywie pojmowanej wolności, a więc sprzecznych z interesami narodu. Aprobata dla rewolucji miała być zatem probierzem patriotyzmu. Wpływami ruchu patriotycznego zamierzał Dembowski objąć, nie traktując tego bynajmniej jako rozwiązania kompromisowego, jak najszersze kręgi narodu. Mówiąc o ludzie wiej­skim jako promotorze wyzwolenia, nie dyskwalifikował bynajmniej innych warstw. Świadczy o tym sposób, w jaki ujmował zagadnienie terroru, newralgicznego proble­mu każdej rewolucji. W tej materii nie został Dembowski właściwie zrozumiany przez swych współczesnych. „Mówił mi o Dembowskim autor «Psalmów» – pisał w swych pamiętnikach Henryk Kamieński – jako o człowieku niesłychanie krwa­wym”*”. Nie była to oczywiście opinia sprawiedliwa. Dembowski liczył się z po­trzebą bezkompromisowości, ale pojmowanej jako racja historyczna, a nie styl dzia­łania. Szlachta, jak sądził, schodzi już ze sceny narodowej, ale nie oczekują jej „hajdamackie noże”, których tak bardzo obawiał się Krasiński. Kamieński pisał, iż Dem­bowski „samo rozprzestrzenianie wiadomości o terroryzmie uważał za najlepszy sposób zapobieżenia jego potrzebie w przyszłości”41. Tą drogą zamierzał prze­łamać naturalny opór czasu i stworzyć możliwości jednolitego działania. Przywią­zywał doń olbrzymią wagę, nie tylko jako taktyk myślący o przyszłych zmaganiach. Dembowski pojmował naród jako nowo powstającą dynamiczną całość, a nie widmowy twór mający oparcie jedynie w rewolucyjnej imaginacji. W sprawach poli­tyki był realistą. Zdawał sobie sprawę z tego, że naród jest żywą częścią historii i że nie można z nim postępować dowolnie. Realizm ten stawiał go wyżej od większości romantyków, czynił go bliskim teraźniejszości. Dembowski nie szukał dla narodu wybawcy, mesjasza, sądził, że sam dla siebie będzie on autorytetem. Oczekiwał, iż energia patriotyczna ulegnie samowyzwoleniu i niechętnie spoglądał na wszelkie przejawy „wiary w osoby”. „Według nas – pisał – tylko społeczeństwo, tylko naród jest myśli posłanniczej zrzeczywiszczeniem zupełnym, żyjącą ideą, objawem zupełnym twórczości, mesjaszem”42. Bronił, przeciw mesjanistom, i tym, którzy tak jak Centralizacja TDP próbowali poddać pod kontrolę autorytetów jednostko­wych wartości tego, co lud sam o własnych siłach mógł osiągnąć. Formułując kon­cepcję „poświęcenia się ludu dla siebie”, określił działanie mechanizmów przeobra­żających naród.

W całkiem nowoczesny już sposób wywodził Dembowski, że ludzkie możliwości kształtują się poprzez życie w społeczeństwie. „Doszli już ludzie na drodze myślenia do przekonania – pisał – że wszelki postęp na drodze indywidualnego wykształcenia jest abstrakcją, a jako taki jest czczością, więc że tylko postępy ludowe są prawdziwymi postępami”43. Tak więc ruch narodowy, o ile pozostawać ma w zgodzie z prawdą czasu i uniknąć anachronizmu, musi potwierdzić prawa ludu, który jest właściwym podmiotem historycznej kreacji. Lud, gotowy do rezygnacji z włas­ności prywatnej będącej podstawą dezintegracji społeczeństwa, powoła do życia autentyczną wspólnotę. W ten sposób, rezygnując z doraźnych interesów, poświęci „siebie jako materię” dla „siebie jako ducha”. Tą drogą rewolucyjna energia ludu przyoblecze się w konkretny kształt. Wiara w twórczy aktywizm mas jawi się jako fundament patriotycznych koncepcji Dembowskiego.

Również Ściegienny traktował czyn ludowy jako akt świadomej autokreacji narodowej wspólnoty. Jego działalność spiskowa ma szczególne znaczenie. Stanowiła zapowiedź czy może już pierwszy przejaw narodowego przebudzenia chłopów. Było ono procesem trwającym wiele dziesiątek lat, kulminującym dopiero na progu XX w., ale swoistą inauguracją politycznych ambicji włościaństwa był właśnie spisek Ściegiennego. Miał on wszystkie cechy właściwej formom inicjalnym nie­dojrzałości, nie wyłączając niedojrzałości podbudowy socjalnej44. Niemniej jednak stanowi wymowny przykład szans, jakie zyskiwał ruch patriotyczny na drodze rewolucyjnych opcji. Rozważania Ściegiennego są zapewne w dużym stopniu wy­razem jego mniemań co do kształtu politycznej świadomości chłopów, ale powsta­wały w bezpośredniej z nimi styczności i muszą posiadać rys obiektywności. Fakt, że kwestia społeczna przyćmiewała w nich problematykę narodową, jest bardzo znamienny. Taki był, jak należy wnioskować, układ preferencji zawarty w chłopskim światopoglądzie. Nie oznacza to bynajmniej jego patriotycznego indyferentyzmu. Świadomość narodowa chłopów dojrzewała poprzez stopniową aktywizację uczuć przywiązania do tego, co własne. Program społeczny by! w tym sensie zawsze pro­gramem narodowym. Wskazanie konkretnego miejsca w przyszłej społeczności, miejsca na miarę chłopskich oczekiwań, oznaczało przezwyciężenie ich odwiecznej alienacji, fundowało ich narodową przynależność. Konspiracje krajowe, w których więcej mówiło się o konkretach, mniej o zasadach narodowego bytu (co było spe­cjalnością emigracji), miały naturalną przewagę w dążeniach do patriotycznej akty­wizacji mas. „Konspiracji lat trzydziestych i czterdziestych – stwierdza znawca tej problematyki – nie można rozpatrywać wyłącznie jako ruchu narodowowyzwo­leńczego, ponieważ jego cele w istocie miały charakter społeczno-narodowy, z tym że często na plan pierwszy wysuwały się zadania społeczne, a nie narodowe”45. Program Ściegiennego stanowi wymowne potwierdzenie tej opinii. Próbował on, argumentując na różne sposoby, dowieść, że dawny świat oparty na wyzysku i prze­mocy stosowanych przez „ród próżniaków”, tj. właścicieli, usuwa się nieuchronnie w przeszłość. Lud musi sięgnąć po swoje prawa. Ocaliwszy sam siebie, ocali też naród. Rewolucja z kluczowym dla niej problemem własności jawi się jako funda­ment czynu patriotycznego. Ściegienny odwoływał się do pojęcia „prawa natury”, aby dowieść nieuchronności porządku opartego na zniesieniu wyzysku pracy i po­gwałceniu wolności osobistej. Bez sympatii mówi o szlachcie: „Ci to źli ludzie wydarli innym ziemię – wydarli najdroższą człowiekowi Wolność i ujarzmili go jak wołu”46. Lud przedstawia jako olbrzyma nieświadomego swej siły47. Rewolucja, w której zaktywizuje się energia mas, musi przynieść nieuchronny konflikt. W planie historiozoficznym Ściegienny nie widział szans na kompromis, a choć wojnę uważał za „najgorsze zło”, nie sądził, by można było jej uniknąć48. Tym, co bezpośrednio dane, była jednak konkretna sytuacja narodu.

Solidarność klasowa nie wykluczała, zdaniem Ściegiennego, solidarności naro­dowej. Ale jedynie pod warunkiem, że żywioły wsteczne zdobyłyby się. na ofiarę wy­rzeczenia. Ściegienny wierzył w celowość przezwyciężenia antagonizmów i połącze­nia warstw dotychczas sobie obcych w spoistą całość. Przepowiadał chłopom, że to właśnie „panowie dobrzy będą między wami żyli; będą was nauczali, jak macie postępować, abyście się wydobyli z niewoli na wolność”49. Pozostawał w bliskiej styczności z działalnością TDP, to z pewnością przyczyniło się do ugruntowania optymistycznych mniemań co do postawy szlachty wobec przyszłości50.

Powstanie pojmował Ściegienny jako wspólny obowiązek wszystkich żywiołów patriotycznych. Rewolucji, mimo pełnego rozeznania w istniejących przeszkodach, nie wyobrażał sobie jako pożogi; sądził, że szlachta uświadomi sobie konieczności wynikające z sytuacji, że zrozumie, na czym polega rola „oświeconych” patriotów. Nigdy nie wzywał do jej unicestwienia. Inaczej jednak pojmowali intencje Ściegien­nego jego współcześni. Wieść o spisku wzburzyła szlacheckie umysły. Opinia wię­kszości kształtowała się pod wpływem artykułu pomieszczonego w gazetach z roz­kazu Paskiewicza, a oskarżającego księdza o „szerzenie najczystszych zasad komu­nizmu” i dążenie do „wytępienia panów”51. Były to oczywiście insynuacje. Ście­gienny mówił przecież zawsze dobitnie o potrzebie „miłości chrześcijańskiej”. „Wytępienie panów” nie mogło być w żadnym razie celem walki, choć mogła ona podyktować potrzebę bezkompromisowości. Terror rewolucyjny był przezeń trakto­wany jako dramatyczna konieczność, a nie z góry narzucająca się zasada. Ściegienny miał śmiałe plany, lecz nie były one w zamyśle burzycielskie. Rząd rewolucyjny miał bezzwłocznie po rozpoczęciu działań powstańczych oświadczyć w formie odezwy, iż „zapewnia każdemu mieszkańcowi, bez różnicy stanu i religii, wolność, równość i braterstwo”52.

Nie chodziło więc wcale o przygotowanie stryczków dla tych, którzy nie zginą, od miecza. Mylił się B. Trentowski, gdy próbując zdyskwalifikować program Ście­giennego w opinii patriotycznego ogółu, sugerował, że zrozumie go „nie jedno chłopska, ale i zwierzęca dusza”, dopatrując się w nim szczególnej „drapieżności”53. Plany Ściegiennego nie miały w sobie nic z agresywności. Ich podstawą była wiara w możność konsolidacji społeczeństwa na płaszczyźnie racji klasowych tych, których interesy reprezentowały najcenniejsze wartości. Wolność ludu stałaby się przecież zarazem wolnością samego narodu i urzeczywistnieniem wolności indywiduum, jako że wyrastałaby z przezwyciężenia wyzysku i wielorakich form przymusu. Swą działalnością agitacyjną pragnął objąć Ściegienny nie tylko chłopów, ale również ludność miast, wojsko, w tym także oficerów. Jego rewolucyjny patriotyzm łączył w sobie pryncypialne podejście do kwestii wyzwolenia społecznego z wiarą w integrującą siłę samej polskości. Oznaczał on chęć rozbudowania, a nie zburzenia czy ograniczenia wspólnoty narodowej, jak sądziło wielu spośród jego krytyków.

W pewnej odległości od socjalistów zespalających ideę narodu z wyobrażeniami grun­townego przewrotu społecznego stał Henryk Kamieński. I on mówił wprawdzie o rewo­lucji, jednak w sposób, który eksponował znaczenie ciągłości historycznej. „Rewolucja – pisał – jest to funkcja organiczna społeczna, którą naród odbywa sam w sobie dla wykształcenia swojego wewnętrznego organizmu; wszystko, cokolwiek temu zna­czeniu odpowiada, jest rewolucją”54. Mamy tu do czynienia z formułą nader wie­loznaczną; nacisk spoczywa na jedności, co sugeruje pojęcie „wewnętrznego orga­nizmu”, nie eliminuje ona jednak form, które nie byłyby potwierdzeniem jedności. Uściślone koncepcje rewolucyjne Kamieńskiego przekonują, że walki, choć nie apologizował jej znaczenia, nie wykluczał z zasad programu patriotycznego. Nie był też całkiem obcy socjalizmowi. Nie zwalczał go co do zasady, twierdził jedynie, że teoria uspołecznienia własności „byłaby wcale nie praktyczna dla naszego pow­stania”55. W przewidywaniach co do przyszłości liczył się z możliwością likwidacji stosunków prywatno-własnościowych, choć zaznaczał, że „kilka pokoleń minie, nim to nastąpi”56.

Ostatecznie, o ile problematykę rewolucji potraktujemy bez zbyt sztywnych rygorów pojęciowych, w sposób adekwatny do znaczenia, jakie nadał jej postępowy romantyzm, twórczości i działalności Henryka Kamieńskiego nie sposób pominąć. Pamiętajmy, że osią ówczesnych sporów o rewolucję była kwestia historycznej podmiotowości mas. Postępowość rozważanych koncepcji wyrażała się w mnie­maniu, że wyzwolenie narodowe jest sprawą zaktywizowania energii milczącej dotąd większości. Lud miał się wyzwalać, a nie być wyzwalany. Taki był najogólniej ujęty sens rewolucji. Jej mechanizmy pojmowano oczywiście rozmaicie.

Zasługi Kamieńskiego na polu rewolucyjnej edukacji narodu są niezaprzeczalne. To on podjął się misji przywrócenia właściwej rangi poczynaniom rodzącym się bezpośrednio na gruncie krajowym. Krytykował przywódcze uzurpacje emigracji. Z zapałem uprawiał dydaktykę patriotyczna. Jego książki „O prawdach żywotnych narodu polskiego” i „Katechizm demokratyczny” miały poważny wpływ na zmianę oblicza programu demokratycznego. W swej działalności politycznej zwalczał wpływy TDP pragnącego poddać inicjatywy insurekcyjne pod kuratele elity konspi­ratorów. Był stanowczym przeciwnikiem rewolucyjnego awangardyzmu, spiski miały być, jego zdaniem, oparciem dla ruchu masowego, zapewnić „twórcy następne­go wybuchu – umiejętna, a niespodziewaną pomoc”57. Kontakty z przedstawicie­lami Centralizacji TDP, które nawiązał w czasie swej podróży poza granice Kró­lestwa w 1845 r., przekonały go, że Centralizacja TDP ustosunkowała się do narodu jak do „małoletniej, bezwłasnowolnej istoty”58.

Przeciwstawiając się tej deprecjonującej żywiołowe inicjatywy polityce, afirmował patriotyzm dojrzewający w głębi społeczeństwa, uważał, że lud swe wyzwolenie powinien zawdzięczać samemu sobie, a nie mniemanemu geniuszowi przywódców. „Rozumowi Centralizacji” przeciwstawiał jako autorytet wyższego rzędu „rozum powszechny”. W swych przemyśleniach reasumował doświadczenia całego pokolenia spiskujących demokratów, to on najkonsekwentniej potraktował ideę wyzwolenia narodu przez lud, dowodząc, że pierwszym jego etapem musi być przebudzenia woli ludu. Myśl tę cechowała logiczna oczywistość i polityczna przenikliwość. Kamieński wytyczał swymi poglądami drogę ku przyszłości. Rok 1846, który dokonał osądu nad poczynaniami radykalnych demokratów, nie zdyskwalifikował jego idei. Nie doczekały się one, co prawda, na bezpośrednią konfrontację z historią, ale umiejscawiają się w kręgu prawd, które czas potwierdził.

Rewolucję narodową traktował Kamieński nie tylko jako insurekcyjną powinność. Widział w niej, zgodnie z przytoczoną wyżej opinią, historyczne zadanie, które zakłada aktywizm, nie pozwala zatrzymywać się w miejscu. Żywiołem człowieka jest, jak sądził, czyn, to na nim opierać się miało „dzieło ludzkiej twórczości”. Kamieński był myślicielem, który w sposób szczególnie dobitny manifestował wiarę w postęp. Treść historii określać miało, zgodnie z jego mniemaniem, urzeczywistnienie idei „jedności między ludźmi”. Temu właśnie służyć miał nieustanny postęp mieszczący w sobie „wyobrażenie nieprzerwanego i konsekwentnego ciągu, w którym jedno z drugiego niepochybnie się wywiązuje, a tym sposobem wywiązuje się doskonała jedność wszelkich momentów ludzkiego bytu”.

Doświadczenia historyczne Polski ujmował w ścisłym związku z ogólnymi prawami rozwoju. Sytuacje zastaną traktował jako moment przełomowy, narzucający szczególne wymagania. Postulaty patriotyczne formułował tak, by dawały wyraz właściwie rozumianym koniecznością historycznym. Rozważając przyczyny upadku, dostrzegał w nich zapowiedź nieuchronnych przeobrażeń, które przyniosą odrodzenia narodu. „W samych przyczynach naszego upadku – pisał – dojrzymy że ten nie pociąga za sobą rozchwiania naszej narodowości ,jakoby rzeczy zużytej i do niczego już nie przydatnej, że życie naszego narodu wyrabiać się musi sobie właściwym w szkole nieszczęścia i przysposobić go do wielkiego przeznaczenia”. Niewola Polski dowiodła, jak sądził, ostatecznego kryzysu tradycyjnych form uspołecznienia. Właściwie pojęty patriotyzm ujmował jako dążenie do spełnienia imperatywu dziejowego. Należało ocalić jedność narodu „pogwałconą nienawistną różnicę stanów”.

Kamieński, traktują poparcie ludu dla powstania jako jedyną rękojmię sukcesu, nie traktował tej kwestii w sposób instrumentalny. Wyzwolenia społeczne maiło być nie reguła gry, ale aktem historycznej autoafirmacji narodu. W ten sposób mógł on jedynie zobiektywizować swą wolę istnienia. Wbrew wszelkim pozorom Kamieński nie wspierał się na formule „najpierw być, a potem jak być”. Wszelkie jego postulaty miały podstawy w rzetelnej analizie historycznych konieczności. Tak było również z programem społecznym rewolucji, zawierającym opcję na rzecz uwłaszczenia chłopów. „To prawo – sądził Kamieński – zadość czyni wszystkim obecnym potrzebom przekształcenia społeczeństwa, bo z gruntu usuwa przyczyny wszelkiego cierpienia ludu i wraz z uczuciem własności daje mu samodzielność , czyni go żywiołem działalnym – - bez własności nie może ani mieć wolności, ani pojąć jej uczucia, a tym uczuciem tylko można masy zapalić”. Widać tu swoistą głębię patriotycznych dyrektyw Kamieńskiego. Z jednej strony chodzi oczywiście o mobilizację poparcia mas, nie na tym jednak koniec. Uwłaszczenie ma być nie tylko środkiem do celu, ale i celem samym w sobie. Usunie bowiem „cierpienia ludu”. W tym już zaś wyraża się logika dziejów, które są postępem i wymagają, by każde działanie dokonywało się w jego duchu.

Swoista wiara w autorytet czasu oznaczającego stały progres pozwala zrozumieć, dlaczego Kamieński zatrzymał się na idei uwłaszczenia, uznając zarazem, że nie może ona być podstawą najwyższej wyobrażalnej formuły uspołecznienia, gdzie by nie było „interesu”, a „każda jednostka ludzka, mając zawsze dobro powszechne na celu, ściślejszymi węzłami do ogółu należała”. Ufając sile postępu, nie wierzył on w możność ominięcia jego faz koniecznych. Każdy moment rozwoju dziejowego miał, jak zakładał, niezastąpione miejsce „w ciągu ludzkości, wśród której rzeczywiste swoje istnienie musi przynieść i wyczerpnąć”.

Tak więc faza kapitalizmu prezentowała się w warunkach polskich jako nieodzowny element procesu rozwoju. Kamieński nie apologizował jednak stosunków burżuazyjnych, w teorii postępu opartej na relatywizmie wartościowania zawierało się uznanie ich przyjemności.

Rewolucja, bez względu na odleglejsze horyzonty, które odsłania, miała oznaczać przede wszystkim spotęgowanie spoistości narodu, przywrócenie zaprzepaszczonej przez feudalizm jedności. Kamieński był autorem dość kontrowersyjnej koncepcji „misji historycznej niewoli”. „Przemoc zewnętrzna – jak dowodził – na cały naród równo ciśnie, na użytkujących i na lud biedny; wszystkie klasy mają odtąd jeden główny i wspólny interes – - wyższy nad wszelkie inne”. Kamieński przeceniał tu zapewne rangę solidarności narodowej. Nic bez racji krytycy z TDP za błędną uznali nadzieję, że „naród cały z bardzo małymi wyjątkami powstanie z własnego natchnienia w najzupełniejszej jedności, jak jeden człowiek, i samodzielną na wszystkich punktach rozpocznie walkę”. Kamieński przeceniał z pewnością samorzutność rozwoju dążeń patriotycznych, tworzył zbyt jaskrawe przeciwieństwo woluntaryzmu, o który obwiniał koncepcję TDP. Niemniej jednak jeśli rozważymy polityczny sens idei zwarcia szeregów w walce o cele narodowe, okaże się, że stanowi ona dopełnienie programu rewolucji poprzez masy. Nie oznaczała bowiem bynajmniej aprobaty dla ewentualnych kompromisów; jedynie przesadny optymizm w ocenie szlacheckiej gotowości do patriotycznych ofiar. Pojednanie nastąpić miało na płaszczyźnie racji politycznych ludu. Kamieński uznawał nienaruszalność jego interesów, wierzył, że skuteczna propaganda uchroni szlachtę przed rezultatami niedostatecznej wiedzy o potrzebach chwili, ale zdawał sobie sprawę z tego, że historia nie oszczędzi nikogo, kto stanie na jej drodze. Swe „Prawdy żywotne” ofiarował, między innymi, potencjalnym przeciwnikom rewolucji, „aby je przemyśleli, aby poznali położenie powstańca i konieczność, która nim kieruje i sami siebie jakim bądź sposobem chronili od ciosów tej konieczności”. Choć przeciwny terrorowi jako zasadzie działania przypomniał jednak, że „względy wyższe nie pozwalają łagodnością się uwodzić”. Tak więc, ufając stworzonym przez historię możliwością pojednania narodu, nie łączył ich wcale z pojednawczą politykę. I on dawał wyraz mniemaniu, że miarę patriotyzmu i polskości wyznacza przyszłość, a nie przeszłość kładąca się wciąż cieniem na rewolucyjne usiłowania.

Kamieński, godząc się z zasadą własności prywatnej, inaczej niż wyżej omawiani socjaliści, ale nie mógł tak jak on rzutować przyszłości Polski w świat ideału, gdzie wszelkie niedoskonałości zostałyby w pełni wyeliminowane. W stosunkach burżuazyjnych widział elementy postępu, ale też nie szczędził im krytyki. Koncepcjom trudno odmówić nowatorstwa i wizjonerskiego polotu. Nie są bynajmniej bez reszty pogrążone w przeszłości. Dochodziły w nich do głosu idee bardzo śmiałe. Kamieński mówił o przezwyciężeniu ubóstwa jako zadaniu niepodległej Polski, o urzeczywistnieniu prawa do pracy, o powszechnym dostępie do oświaty. Należy z pewnością do grona myślicieli, którzy w przyszłość spoglądali bardzo przenikliwie; wiele spośród jego idei spotkało się z historią dopiero na progu teraźniejszości.

*

Mimo zasadniczych podobieństw opartych na zbieżnej ocenie dziejowego sensu rewolucji, na jednogłośnym uznaniu priorytetu przyszłości w kształtowaniu polskości i patriotyzmu, trzy omówione tu koncepcje nie stanowią ideowego monolitu. Głębszych współbrzmień można doszukiwać się w poglądach obu socjalistów, choć i tu różnice światopoglądowe przeciwstawiają w niejednym Dembowskiego, Ściegiennemu, ale Kamieński, sam świadom dystansu dzielącego go od socjalistów, musi znaleźć się już poza wspólną skalą. Jest jednak cecha, którą odnajdziemy we wszystkich trzech koncepcjach, cecha potwierdzająca ich zasadnicze podobieństwo w ujęciu mechanizmów rewolucji, która – co do tego byli zgodni wszyscy trzej myśliciele – miała być dziełem ludu. I to nie tylko ludu polskiego. Poglądy Dembowskiego, Kamieńskiego i Ściegiennego stanowią zespolenie patriotyzmu z ideą ponadnarodowego sojuszu rewolucyjnych mas. Dembowski misję polskiej rewolucji lokował w perspektywie powszechnodziejowej. Sądził, że Polska połączy w swym działaniu idące różnymi drogami dążenia całej postępowej Europy, że „w łono człowieczeństwa wniesie nowy pierwiastek”. Wolność Polski ujmował jako współczynnik wyzwolenia wszystkich narodów. Ściegienny i Kamieński ideę sojuszu obdarzyli bardziej wyrazistymi, bliskimi historycznym konkretom treściami politycznymi. Obaj rozważali szanse rewolucji, układając możliwość i nieodzowność zespolenia wysiłków ludu polskiego i rosyjskiego. Ściegienny zarysował w przejrzystej postaci koncepcje sojuszu klasowego. Mówiąc o wojnie, która rzekomo już kiedyś miała miejsce, mając zaś na myśli tę, która dopiero ma nadejść, stwierdzał: „Chłopi i mieszczanie, żołnierze rosyjscy i polscy, złączywszy się stanęli na placu bitwy z jednej strony i strzelali do królów i panów – żołnierzy i rosyjskich polskich, z drugiej strony stojących”. Kamieński wojnę ludową rozpoczętą na ziemi polskiej traktował jako punkt wyjściowy wojny ludów. Polacy, jak sądził mają blisko siebie naturalnych sojuszników. Pytał: „czy nie możemy spodziewać, że kiedy on [lud rosyjski – S. F.]się weźmie z cała namiętnością długo przytłumionych nieprzyjaciół nastąpi”.

Obaj rzecznicy przeciwstawienia lidze monarchów solidarności ludów reprezentowali program obdarzony już pewna tradycją, idee tej samej treści deklarowali karbonarzy, wokół nich koncentrowała się działalność Młodej Europy, były one podporą wszystkich właściwie postępowych ruchów w pierwszej połowie XIX stulecia. Mimo to poglądy Ściegiennego, Kamieńskiego, a także Dembowskiego są w dużej mierze nowatorskie. Decyduje o tym realistyczna, dogłębna analiza dynamiki procesu historycznego. Racje moralne znajdują dopełnienie w ustaleniach ujmujących prawidłowości rozwoju społecznego. Rewolucje prezentują nie tylko jako akt moralnej odnowy, który uwolni świat od zła, ale i dziejową konieczność torującą sobie od dawna drogę przez czas. Dążności narodowowyzwoleńcze rozpatrują jako zjawisko powiązane, uwarunkowane od określonego momentu przez szerszy proces emancypacji społecznej. Na tym polega siła ich poglądów.

Stanisław Filipowicz

Z pola walki 1981 nr l (93)

PRZYPISY

1 T. Łepkowski: Polska – narodziny nowoczesnego narodu. Warszawa 1967 s. 5.

2 Tamże, s. 6.

3 „Czas jest z natury swojej ciągłością, a zarazem nieustanną zmiennością. Ze sprzeczności tych dwóch cech wypływają wielkie problemy badań historycznych”. M. Bloch: Pochwala hi­storii. Warszawa 1962 s. 53.

4 K. Kelles-Krauz: Niepodległość Polski a materialistyczne pojmowanie dziejów. Pisma wybrane. T. 2 Warszawa 1962 s. 363.

5 T. Krępowiecki: Narodowość (Centralizacja). Cyt. wg Filozofia i myśl społeczna w latach 1831-1864. Warszawa 1977 s. 803.

6 J. Grabowiecki: Moje wspomnienia w emigracji. Warszawa 1970 s. 40.

7 H. Kamieński: O prawdach żywotnych narodu polskiego. Bruksela 1844 s. 10. Cyt. A. Sikora: Gromady Ludu Polskiego. Warszawa 1974 s. 139.

8 Cyt. A. Sikora: Gromady Ludu Polskiego. Warszawa 1074 s. 139

9 L. Gadon: Emigracja polska. Pierwsze lata po upadku powstania listopadowego. Kraków 1901 t. l s. 40.

10 S. Brzozowski: Współczesna powieść polska. Dzieła wszystkie. T. 6 Warszawa 1936 s. 21.

11 H. Kamieński: O prawdach, s. 103, 105.

12 Szerzej na ten temat por. A. Walicki: Polska myśl filozoficzna epoki międzypowstaniowej. W: Filozofia i myśl społeczna w latach 1831-1864, s. 80, 83-88.

13 Cyt. wg W. Djakow: Piotr Ściegienny i jego spuścizna. Warszawa 1972 s. 333-335.

14 T. Łepkowski: op. cit., s. 357

15 E. Dembowski: O postępach w filozoficznym pojmowaniu bytu. Pisma. Warszawa
1955 t. 4 s. 66.

16 Tamże, s. 65-66.

17 Tegoż: Kilka myśli o eklektyzmie. Pisma t. 3 s. 345-346.

18 Por. na ten temat R. Panasiuk: Heglizm i socjalizm w twórczości Edwarda Dembowskie­ go. W: Polskie spory o Hegla. Warszawa 1966.

19 E Dembowski: Kilka myśli o eklektyzmie, s. 349.

Polska myśl filozo

20 Tegoż: Piśmiennictwo polskie w zarysie. Pisma t. 4 s. 309.

21 Tegoż: Wyjątek z pomysłów do wiedzy umnictwa. Pisma t. 3 s. 57.

22 Szerzej na ten temat por. J. Ładyka: Edward Dembowski. W: Polska myśl filozoficzna i społeczna. T. l Warszawa 1973 s. 510-511.

23 E. Dembowski: Z tragedii Twardowski. Pisma t. 3 s. 108.

24 Tegoż: Kilka myśli we względzie rozwijania się dziejów i życia społecznego Polaków Pisma t. 3 s. 270.

25 Tamże.

26 Cyt. wg W. Djakow: Piotr Ściegienny, s. 345.

27 P. Ściegienny: Aforyzmy o urządzeniu społeczeństwa ludzkiego. Tamże, s. 281.

28 Tegoż: List ojca świętego do rolników i rzemieślników. Tamże, s. 254

29 Tegoż: Trzeba tylko chcieć. Tamże, s. 345.

30 Tegoż: Aforyzmy, tamże, s. 271-272.

31 Wymownym potwierdzeniem faktu, iż polskość pojmował Ściegienny w kategoriach hi­storycznych, stanowi relacja jednego spośród jego współpracowników, Szymona Tokarzewskiego. Poświęcone agitacji powstańczej spotkanie w Krajnie 24 X 1844 r. zakończono intonując pieśń kon­federatów barskich. M. Tyrowicz: Sprawa Ks. Piotra Ściegiennego. Warszawa 1948 s. 82.

32 Zob. W. Djakow: Edward Dembowski i rewolucyjne spiski na początku lat czterdzie­stych XIX wieku. Pamiętnik Literacki 1973 z. 2 s. 261-283.

33 W. Kosiński: Sprawa polska w roku 1846 przed sąd opinii publicznej wytoczona. Po­znań 1850 s. 24.

34 W. Djakow: Edward Dembowski, s. 270 i 275.

35 H. Kamieński: Pamiętniki i wizerunki. Wrocław 1951 s. 90-95.

36 Taki miał być fundament programu, z którym wystąpił Dembowski w Wielkopolsce. Por. B. Zakrzewski: Z dziejów walki o ideologię demokratyczną w Poznaniu w latach 1830-1850. Przegląd Zachodni 1953 nr 6-8 s. 300.

37 E. Dembowski: Twórczość w żywocie społeczności. Pisma t. 3 s. 238.

38 Tegoż: O cnocie w rodzinnym i publicznym życiu. W: Kilka myśli o eklektyzmie.
Warszawa 1957 s. 259.

39 Tamże, s. 237.

40 H. Kamieński: Pamiętniki, s. 81. Krasiński porównywał Dembowskiego do Robe-
spierre’a, posługując się zjadliwym karykaturalnym opisem. Por. Z. Krasiński: Listy do
S. Malachowskiego. Warszawa 1979 s. 136-137.

41 H. Kamieński: Pamiętniki, s. 82.

42 E. Dembowski: Myśli o przyszłości filozofii. Pisma t. 4 s. 373.

43 Tegoż: Twórczość w żywocie społeczności, s. 233.

44 „Blisko połowa ludzi pociągniętych do odpowiedzialności w sprawie organizacji Ściegien­nego to chłopi (45), ale tylko 5-6 ludzi, którzy wyszli z włościan (nie wyłączając Ściegiennego, który został księdzem, i jego brata Karola, który osiągnął stanowisko geometry), brało nieco dłużej udział w działalności konspiracyjnej”. W. Djakow: Polski ruch wyzwoleńczy w latach trzydzie­stych i czterdziestych XIX stulecia. Kwartalnik Historyczny 1977 nr 4 s. 984.

45 Tamże, s. 988.

46 P. Ściegienny: Aforyzmy, s. 267.

47 Tamże, s. 270.

48 Tegoż: List ojca świętego, s. 254.

49 Tamże, s. 257.

50 Na temat kontaktów Ściegiennego z TDP por. W. Djakow: Piotr Ściegienny, s. 397, 443-444 (Protokoły przesłuchań Ściegiennego).

51 Z Balicka: Ksiądz Piotr Ściegienny i jego spisek. (Streszczenie pracy doktorskiej). Bibl.
Naród., II 599759 s. 13.

52 P. Ściegienny: Trzeba tylko chcieć, s. 355.

53 B. Trentowski: Wizerunki duszy narodowej z końca ostatniego szesnastolecia. Paryż
1847 s. 211.

54 H. Kamieński: O prawdach, s. 62.

55 Tamże, s. 73.

56 Tamże.

57 Tegoż: Pamiętniki, s. 18.

58 Tamże, s. 46.

 

 

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Lewicowy nacjonalizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.