Józef Światło o Gomułce i „narodowych komunistach”

 

Wśród ofiar terroru byli ludzie wszelkiego pokroju, różnorakich prze­konań, partyjni i bezpartyjni, świeccy i duchowni, byli AK-owcy i działa­cze przez lata okupacji polskiego państwa podziemnego, byli członkowie wszystkich stronnictw niepodległościowych, od prawicy poprzez PSL do PPS. Byli też, i to wielu, towarzysze partyjni, których jedynym przewinieniem był fakt czynnego udziału w Brygadzie Dąbrowskiego w wojnie domowej w Hiszpanii, czy nawet fakt, że lata wojny spędzili na Zacho­dzie, będąc czasem członkami fasadowych lub realnych organizacji komunistycznych, zwłaszcza we Francji i w Belgii.

Do tępionych należeli tzw. dąbrowszczacy, czyli „hiszpanie”, którzy walczyli w wojnie domowej w Hiszpanii i często natychmiast po jej za­kończeniu wrócili do kraju. Ani oni, ani też komuniści, którzy na przy­kład byli w czasie wojny w Wielkiej Brytanii, nigdy nie znaleźli się na odpowiedzialnych stanowiskach w partii czy administracji państwowej. Nie pomagały najbardziej służalcze deklaracje lojalności wobec Moskwy. Używano ich tylko tak długo, jak długo byli potrzebni ze względów czys­to praktycznych w okresie konsolidacji władzy partii – przede wszystkim dlatego, że partia nie miała ludzi własnych, nie miała wielu „zaufanych” do dyspozycji. Dziś na przykład nie mówi się zupełnie o dąbrowszcza­kach. Żaden z nich nie zajmuje kluczowego stanowiska. U zarania tzw. władzy ludowej, wielu dąbrowszczaków zwerbowano do aparatu bezpie­czeństwa. Bardzo szybko jednak usunięto ich, bo, jak mi mówi Światło, byli to ludzie, którzy wiedzieli jak naprawdę wygląda życie na Zachodzie. I tak na przykład zwolniono gen. Księżarczyka, zastępcę dowódcy milicji obywatelskiej. Z Ministerstwa Obrony wyrzucono płk. Krzemienia, a gen. Komar, jak to już pisałem, został aresztowany. Usunięto z aparatu bez­pieczeństwa za nielojalność płk. Kamińskiego, znanego we Francji i w Hiszpanii pod pseudonimem „Żak”, osobistego przyjaciela generalnego sekretarza francuskiej partii komunistycznej, Jacques Duclos.

Druga grupa starych komunistów, w dużej mierze tępiona przez Bieruta, to dawni członkowie KPP, którzy albo pozostali w Polsce przed wojną i nie wyjechali do Moskwy zgodnie z rozkazem Kominternu, który partię rozwiązał, albo też cudem jakimś uratowali się w Rosji przed zagładą. Ominął ich los przywódców KPP uwięzionych lub zamordowanych na rozkaz Stalina.

Jeszcze jedna grupa była na indeksie: krajowcy, a więc komuniści, któ­rzy przeżyli wojnę pod okupacją w Polsce. Najważniejsi wśród nich to Gomułka, Spychalski, Kliszko. Ale też i setki innych. Podobnie jak w wypadku tzw. hiszpanów, czy byłych członków KPP, czy też właśnie kra­jowców – poza wszystkim innym – przestępstwem był fakt, że nie przeszli przeszkolenia w Moskwie i Moskwa nie miała do nich zaufania.

[...]

Zasadniczy konflikt między komunizmem Bieruta, czyli komunizmem sowieckim, a komunizmem „narodowym” Gomułki, innymi słowy tzw. własną drogą do socjalizmu, pochłonął tysiące ofiar uwięzionych, czasem uśmierconych, złamanych fizycznie i psychicznie. Konflikt ten górował nad wszystkim innym w życiu kraju na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. W relacjach Światły znajdujemy szereg postaci ważniejszych i pomniejszych, przede wszystkim w partii, ale też i poza nią, których życie w owych latach toczyło się nieoczekiwanymi, często tragicznymi drogami. Sylwetki niektórych spośród nich, odmalowane przez Józefa Światłe w rozmowach ze mną, rzucają nierzadko ostry snop światła na atmosferę, metody i brutalne rozgrywki owych czasów, W wielu wypadkach sprowadzało się to do pytania: kto jest „gomułkowcem”? A jeżeli jest, to co trzeba zrobić, aby zmusić go do oskarżenia czy choćby tylko obciążenia Gomułki? „Śledzono”, „węszono”, „rozpracowywano” nie­ustannie. Garść nazwisk, garść przykładów może wypełnić pewne choćby luki w szerszym obrazie jednego z najbardziej tragicznych okresów w po­wojennej historii Polski.

[...]

Są w partii, mówi mi Światło, różnice ideologiczne w tym sensie, że jedni, „wierni i zaprzedani agenci Moskwy”, przyjmują bez trudności zmiany w taktyce, gdyż pogodzili się dawno z zasadą, że tzw. „linia par­tyjna – to nic innego jak interes i wola Moskwy”. I są drudzy, którzy wierzą kłamstwom i przyjmują przemijającą taktykę za linię partyjną”. Tzw. odchylenia prawicowe czy lewicowe polegają na tym, mówi Światło, że niektórzy towarzysze nie widzą różnicy między taktyką partii a praw­dziwą linią polityczną. Dlatego też często w historii powojennej dzisiejszy „prawicowy nacjonalista” jutro zostaje zrehabilitowany i przekształca się w czystej krwi leninistę. Bywa i odwrotnie. Taktyka się zmienia. Zależna jest od okoliczności, warunków politycznych w danej chwili i od potrzeb Moskwy. Ale prawdziwa linia polityczna pozostaje zawsze ta sama. I ci, którzy przyjmują taktykę za nową linią polityczną, muszą z czasem po­nieść konsekwencje. Na tym polegają odchylenia.

Dla przykładu: Gomułka twierdził, że „nie będzie w Polsce kolektywi­zacji”. Błędem jego było, mówi Światło, że wierzył w to. To samo mówili inni: Bierut, Minc, Ochab, Nowak, Zambrowski. Zambrowski 4 maja 1945 roku na zebraniu KRN w Warszawie powiedział:

„…Polska Partia Robotnicza nigdy nie wysuwała hasła kolektywizacji i nie ma w swym programie postulatu kolektywizacji. Nie wiadomo nam też o tym, żeby jakiekolwiek stronnictwo demokratyczne miało w swym programie postulat kolektywizacji. Faktem jednakowoż jest, że reakcji udaje się otumanić część chłopów…” (Głos Ludu, 6.5.1945)

Hilary Minc, ówczesny przewodniczący Komitetu Ekonomicznego Ra­dy Ministrów, na tymże posiedzeniu powiedział:

„Odrzucamy jako fantastyczne, wręcz prowokacyjne, rozsiewane przez wrogów insynuacje o tym, jakoby w dziedzinie rolnictwa rząd dążył do kolektywnej gospodarki, jakoby po reformie rolnej miały przyjść kołcho­zy. Stoimy twardo na gruncie indywidualnej gospodarki chłopskiej”. (Głos Ludu, 5.5.1945)

Tylko oni rozumieli i wiedzieli, że jest to wyłącznie posunięcie taktyczne, potrzebne partii w chwili, kiedy umacniała swoją pozycję. Dlatego oni są dziś u władzy, a Gomułka w więzieniu, czy raczej w willi dziesiątego departamentu w Miedzeszynie.

W rozgromieniu gomułkowszczyzny splątały się dwa względnie trzy tzw. odchylenia: prawicowe, prawicowo-nacjonalistyczne i titoistyczne. Niebezpieczeństwo titoizmu grało, z punktu widzenia Moskwy, rolę klu­czową. Partie komunistyczne nie były nigdy monolitami i nigdzie przed wojną nie były partiami masowymi. Liczyły garstki ludzi z tym, że względnie rozbudowana była partia komunistyczna w Czechosłowacji. Umasowiono je dopiero po wojnie, dzięki okupacji krajów Europy wschodniej przez Armię Czerwoną. Wtedy to wciągnięto do partii, często pod przy­musem, setki tysięcy nowych ludzi, elementów przywiązanych do tra­dycji narodowych. I właśnie dlatego we wszystkich partiach, jeszcze przed titoizmem, istniał bardzo silny prąd narodowego komunizmu, czy, jak to się mówiło, „własnej drogi do socjalizmu”.

Swego rodzaju titoizm, twierdzi Światło, istniał wszędzie jeszcze przed zerwaniem Tity z Kremlem. Był to pęd do pewnego uniezależnienia się od Moskwy. W Polsce istniała również w czołówce komunistycznej grupa ludzi, którzy, jak mówi Światło, nie myśleli praworządnie, zgodnie z życzeniami Moskwy. To było tzw. odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne. I to odchylenie Moskwa musiała zlikwidować. I dlatego można powie­dzieć, że Gomułka i jego grupa byli w zasadzie z góry i od dawna skazani na zagładę, i że likwidacja ich musiała nastąpić prędzej czy później.

Jeżeli idzie o początki sprawy Gomułki, to zdaniem Światły, trzeba sięgnąć do historii dawnej KPP. W okresie przedwojennym Komintern likwidował systematycznie i planowo tych komunistów w KPP, którzy próbowali, choćby w minimalnym stopniu, dostosować taktykę, a tym bardziej ideologię komunistyczną, do potrzeb kraju. W końcu nie pozo­stało Kominternowi nic innego, jak wykończyć w Moskwie niemal całe kierownictwo KPP i rozwiązać partię w roku 1938. Ponieważ KPP istnia­ła poza granicami Rosji, NKWD, przy najlepszych chęciach, nie mogło zlikwidować wszystkich odchyleń.

Wybucha wojna niemiecko-sowiecka. Hitler zrywa pakt, którego Stalin tak wiernie przestrzegał. Dla Moskwy był to potężny cios i wbrew ostrze­żeniom z zachodu, nieoczekiwany cios, bo Kreml liczył się z tym, że bę­dzie mógł pracować z Hitlerem jak najdłużej i jak najowocniej. Po oku­pacji wschodnich terytoriów Polski przez armię sowiecką i wcieleniu ich w granice ZSRR, ale jeszcze przed inwazją Hitlera na Rosję, grupa daw­nych komunistów z Gomułka i Spychalskim na czele skierowała do Kominternu memoriał, w którym ci tzw. „memoriałowcy” sugerowali włą­czenie się w ogólnonarodowy ruch oporu przeciw hitlerowskiemu oku­pantowi. Jak zwykle w sprawach delikatnych, Komintern nie dał jasnej odpowiedzi. Nie powiedział „nie”, ale i nie powiedział „tak”. Potajemnie natomiast wysłał swych agentów do Polski, aby wywrzeć presję na „memoriałowców”. Próbowali oni przekonać grupkę komunistów polskich, że czas jeszcze nie nadszedł na organizowanie oporu, że byłoby to sprzeczne z interesami Moskwy. Oczywiście, mówi Światło, godziło to w interesy Moskwy, bo przyjaźń właśnie rozkwitała w ramach paktu Ribbentrop-Mołotow. Rosja, zwłaszcza w dostawach gospodarczych, przekraczała nawet żądania Hitlera.

Wbrew presji Kominternu „memoriałowcy” przeszli do strefy okupo­wanej przez Niemcy i zaczęli organizować komórki komunistyczne. Agen­ci sowieccy ingerowali wielokrotnie tłumacząc, że „towarzysze polscy nie rozumieją wymogów chwili”. Dopiero po inwazji niemieckiej, mówi Światło, zaczęto w Moskwie myśleć o organizacji Polskiej Partii Robot­niczej, PPR, na ziemiach polskich. Musiano nowej partii dać nową nazwę, która by wprowadziła w błąd społeczeństwo polskie. Nie mogła to już być Komunistyczna Partia Polski, KPP, bo ta skompromitowała się całko­wicie. Sam Gomułka zresztą powiedział kiedyś, że w sprawie niepodleg­łości Polski Polska Partia Socjalistyczna odczuwała o wiele lepiej rzeczy­wistość polityczną niż Socjal-Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy, SDKPiL. Dla zorganizowania PPR Moskwa zrzuciła w Polsce, w grudniu 1941 r., Nowotkę i Findera, a w roku 1942 Małgorzatę Fornalską i wielu innych. O stosunku Moskwy wówczas do grupy „krajowców”, m.in. do Gomułki, najlepiej świadczy fakt, że żaden z nich nie zasłużył na takie zaufanie towarzyszy sowieckich, aby zostać sekretarzem nowej partii. Sta­nowisko to objął Marceli Nowotko, potem Paweł Finder, i dopiero po ich śmierci sekretarzem został Gomułka, znany jako towarzysz Wiesław. I to tylko dlatego, że przez sześć miesięcy nie było łączności radiowej z Moskwą. Gdyby łączność istniała, twierdzi Światło, Gomułka nie byłby sekre­tarzem partii.

„Musimy sobie zdać sprawę z tego, że to nie Gomułka i jego grupa stworzyli opozycję w łonie partii. Opozycję w partii wobec Gomułki stworzyła Moskwa przez nasłanych przez siebie agentów. Moskwa ba­ła się zawsze i boi się teraz, aby do mas partyjnych nie dotarła świado­mość, że to co określa jako titoizm, polegało głównie na dążności do uniezależnienia się od Moskwy, l dlatego Moskwa we wszystkich proce­sach fabrykowała dowody, że titoizm i prawicowo-nacjonalistyczne odchy­lenie – to agentura imperializmu”.

 

Zbigniew Błażyński, „Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii”. Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1985, (przedruk za:  Za kulisami bezpieki i partii”, Radio Wolna Europa, Monachium 1955), s. 133-135, 155-156

Józef Światło był funkcjonariuszem bezpieki, prawdopodobnie agentem wywiadu brytyjskiego od 1948 r., w 1953 r. uciekł na Zachód. Jego zeznania emitowane przez Radio Wolna Europa odegrały istotną rolę w wojnie propagandowej przeciw PRL.

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.