Władysław Gomułka. Komunista, Narodowiec, Państwowiec

 

W każdym okresie historii Polski wśród polityków byli tacy, dla których bez­interesowna służba państwu była nakazem serca. Realizowali swój program poli­tyczny z pobudek ideowych i dążyli do osiągnięcia celów narodu, kierując się zasa­dą minimalizacji kosztów, gdyż cenili życie i zdrowie swoich rodaków. Starali się nie przelewać niepotrzebnie bratniej krwi. Taką miarą oceniał polskich polityków XX wieku Jan Karski. Ci, którzy my­ślą podobnie jak on, powołali Kapitułę Orłów Karskiego, niezwykłego polskiego odznaczenia. Sądzę, że odznaczenie to otrzymaliby wszyscy bohaterowie mojej książki „Portrety wychowawców do służby państwu” (Skierniewice 2005).

Przed­stawiłem w niej sylwetki kilku dawniejszych państwowców. Daleko nie wszystkich. Zamierzałem zamieścić w niej również szkic o Władysławie Gomułce, ponieważ – w moim przekonaniu – był państwowcem i zasługuje na takie odznaczenie. Sądziłem, że znajdę liczne całościowe pozycje książkowe, których przejrze­nie da mi materiał do szybkiego opracowania tego zagadnienia. Niestety tak nie było, więc przegląd sylwetek budowniczych siły państwa polskiego głową, pra­wem, dyplomacją, dzielnością polityczną, rozwagą oraz organizacją sprawnej ad­ministracji publicznej i efektywnej pracy Polaków zakończyłem na Eugeniuszu Kwiatkowskim. Trzeba było sięgnąć do różnych cząstkowych opracowań, w których była mowa o W. Gomułce.

Najbogatszym źródłem informacji i propozycji interpretacyjnych jest nadal książka Andrzeja Werblana pt. „Władysław Gomułka – Sekretarz General­ny PPR” (Warszawa 1988). Niestety kończy się na roku 1948, a przecież najważ­niejszą częścią życia i działalności W. Gomułki jest okres lat 1956-1970, bo wtedy faktycznie rządził Polską i okazał się politykiem wielkiej miary, bowiem kierował się głównie racją państwa, a nie partykularnymi interesami jednej klasy czy war­stwy społecznej. Za to też poległ i został przywalony kamieniem niepamięci.

Cen­nym źródłem informacji okazały się również dwa tomy pamiętników W. Gomułki, pisanych na emeryturze politycznej. Tak, w toku gromadzenia materiałów, szkic rozrósł się do rozmiarów książki, którą przedstawiam czytelnikom do lektury i osądu. Rozważałem różne warianty tytułu mojej publikacji. Inspirujący był wstęp A. Werblana do „Pamiętników” W. Gomułki, w którym określił go mianem na­rodowego komunisty, co wpisuje polskiego przywódcę do szerszego grona powo­jennych polityków o takiej postawie. Przekonanie, że był państwowcem potwier­dzało używanie przez jego współtowarzyszy PRL-owskiego określenia – działacz państwowy. Te trzy pojęcia umieściłem w tytule książki. Kluczem do uznania W. Gomułki za polskiego Mesjasza stało się określenie, ja­kiego używał lud polski w 1956 roku, kiedy powrócił do władzy. Natknąłem się na nie w wspomnieniowej książce J.T. Stanisławskiego pt. „Zezem”. Mówiono o nim wtedy ciepło „Wiesio”. Było to zdrobnienie jego okupacyjnego pseudonimu „Wie­sław”. Brało się ono z wiedzy Polaków o Gomułce jako o polskim patriocie i orędow­niku biednych. Wszyscy wiedzieli, że odsiedział kilka lat w stalinowskim więzieniu za to, że chciał „żeby Polska była Polską”, a nie siedemnastą republiką ZSRR, jak tego chcieli liczni komuniści-internacjonaliści. Polacy wiedzieli, że to właśnie Gomułka uratował w październiku 1956 roku naród od kolejnego, bezowocnego po­wstania przeciwko Moskalom. Polacy doskonale wiedzieli, że od czasów przedwojennych był pryncypialnym komunistą oraz że współorganizował powojenną rewolucję społeczną, w której po­legło wielu polskich patriotów. Mimo to zaakceptowali W. Gomułkę jako przywód­cę narodu polskiego.

Wielu Polaków było przekonanych, że jest człowiekiem nie godzącym się na wyzysk w stosunkach pracy, że jest wrażliwy na niesprawiedliwość społeczną i krzywdę słabszych. Obserwując jego wojenną i powojenną działalność, zauważy­li, że jest jednocześnie gorącym patriotą i narodowcem czyli nacjonalistą obron­nym, który, nawet za cenę sponiewierania i uwięzienia, potrafi ł bronić interesów swojego państwa. Wiedzieli, że był jedynym polskim komunistą, który miał odwa­gę mówić J. Stalinowi – NIE. Nic dziwnego, że entuzjastycznie go popierali, mówili o nim serdecznie i z tro­ską. Traktowali go, jak kolejnego polskiego Mesjasza, który cierpiał w więzieniu za Polskę i powrócił w 1956 roku do władzy nie dla sławy i własnych korzyści, ale aby służyć narodowemu państwu, Polakom, a zwłaszcza ludziom pracy najemnej. Kiedy rządził, zawsze kierował się racją państwa. Było tak wówczas, kiedy postawił się Stalinowi w sprawie kołchozów i usza­nowania tradycji PPS. Było tak, kiedy nakazał N.S. Chruszczowowi cofnąć sowiec­kie czołgi do baz wyjściowych oraz kłócił się z nim o dopłaty za wyeksportowany przez ludzi Bieruta do ZSRR węgiel po złodziejskich cenach. Było tak, kiedy poparł Breżniewa, bo dowiedział się, że Chruszczow chciał „sprzedać” Niemcom kawałek Polski. Tak było również pod koniec lat 1960-tych, kiedy rozpoczął walkę z ekipą L. Breżniewa o ograniczenie oszukiwania Polski przy produkcji statków i bronił się przed zwiększeniem dostaw węgla do ZSRR, kiedy chciał przeprowadzić gruntow­ną reformę gospodarki, postulowaną od lat przez „puławian”. Przywódcy ZSRR od początku byli nieufni wobec Gomułki, bo wiedzieli, że czuje się przede wszystkim Polakiem, a dopiero potem komunistą i internacjonali-stą. Tak było w 1943 roku, kiedy został sekretarzem PPR. Tak było również wtedy, kiedy był ministrem Ziem Odzyskanych i kiedy powrócił do władzy w 1956 roku. Nie lubili go i bali się, bo był za bardzo narodowy i propaństwowy, bo nie dał się przerobić na homo sovieticus.

Trudną postawę państwowca zajął także wobec zachowania episkopatu Polski, kiedy ten wystąpił z wnioskiem o przebaczenie Niemcom zbrodni na Polakach, za­nim RFN uznała polską granicę zachodnią na Odrze i Nysie Łużyckiej. Kierował się interesem państwa polskiego także wtedy, kiedy zaaprobował pacyfikację stu­denckiego buntu w 1968 roku i udzielenie „bratniej pomocy” czeskim Towarzy­szom oraz przemocą zablokował eskalację niszczycielskich zamieszek ulicznych na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Długo musiał walczyć o uznanie zachodniej granicy państwa polskiego przez RFN w sytuacji, gdy jedynym jej gwarantem był ZSRR. Sprawa ta wiązała mu ręce w walce o rozszerzenie suwerenności Polski. Na jej ołtarzu złożył wykonywanie słu­żalczych gestów wobec włodarzy Kremla. Tak było w 1967 r., kiedy potępił agre­sję Izraela na Egipt oraz rok później, kiedy – wbrew sobie – zaakceptował wzięcie udziału wojska polskiego w spacyfikowaniu demokratycznych przemian w Czecho­słowacji. Dziś wiemy, że postąpił tak, ponieważ w „praskiej wiośnie” dostrzegł za­grożenie dla trwałości polskiej granicy zachodniej. Mimo przekonania o słuszności swoich ocen i propozycji ekonomicznych musiał nieraz ustępować liderom ZSRR na forum RWPG w kwestiach gospodarczych. Wiele jego działań było podporządkowanych doprowadzeniu do uznania przez Republikę Federalną Niemiec linii Odry i Nysy Łużyckiej za ostateczną granicę międzypaństwową. Wiedział, że kiedyś dojdzie do zjednoczenia Niemiec, dlatego nie satysfakcjonowało go ani uznanie tej granicy przez przysowiecką NRD, ani zapew­nienia L. Breżniewa o jej trwałości. Dopiął swego celu państwowca, kiedy 7 grudnia 1970 roku uczestniczył w podpisaniu układu polsko-niemieckiego. Nie przeszka­dzało mu, że stał w drugim szeregu uczestników tej ceremonii. Nigdy nie zależało mu na splendorach, ale na sprawie, na dobru państwa, a przez to – Polaków. Wie­dział, że bez państwa naród jest okaleczony, że jest jak ptak ze złamanym skrzy­dłem. Nie wszyscy to rozumieli i rozumieją. Po tym sukcesie nastąpił spektakularny polityczny „upadek” „Wiesława”, któ­rego przyczyny objaśnia się jednostronnie i kłamliwie. (…)

Tytuł

Władysław Gomułka. Komunista, Narodowiec, Państwowiec

Wydawca

Sigma

Autorzy

Piotr Zaborny

Liczba stron

382

 

http://www.bezkartek.pl/ti-v-ti172356/Historia/Piotr-Zaborny/ebook-Wladyslaw-Gomulka-Komunista-Narodowiec-Panstwowiec.jsf

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.