Stachniuka sny o prawdziwej potędze

Jednym z bardziej interesujących problemów wydawał się od samego początku badań nad dziejami Zadrugi jej stosunek do komunizmu. Bez wątpienia kwestia ta pozostawała w ścisłym związku z pytaniem o istotę tego ruchu. Problem ten początkowo rysował się jako niełatwy, a to ze względu na niechęć, szczególnie Antoniego Wacyka do formułowania na ten temat swoich refleksji. Kwestia ta spowodowała pewne zamieszanie i poskutkowała tym, że wydana w 2003 roku książka poświecona Stachniukowi i Zadrudze pt. „Religia, cywilizacja, rozwój-wokół idei Jana Stachniuka” zdaniem jej autora ma pewne braki.

Zacznijmy od rozmów z Antonim Wacykiem i od jego wspomnień o Stachniuku. .Generalne wrażenie, jakie odniósł autor niniejszego artykułu pozwoliło mu na sformułowanie wniosku, że Wacyk podaje wiele informacji celowo nie uściślonych, kluczy i świadomie wstrzymuje się od komentarzy mogących rozszerzyć to co już napisał w wymienionych wspomnieniach. Niekiedy nawet oświadczał wprost, że nie będzie odpowiadać na niektóre pytania co umacniało rozmówcę w przekonaniu, iż nie tyle brakuje mu odnośnej wiedzy co po prostu chce przemilczeć pewne kwestie. Autor niniejszego z uporem starał się precyzyjnie umiejscowić osobę Stachniuka i jego doktrynę pomiędzy nurtami ideowymi epoki oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem nacjonalizmu i komunizmu. Chodziło też o głębsze rozpoznanie jego osobowości, jako człowieka bądź co bądź bezinteresownego, ideowego oraz zdolnego do formułowania oryginalnych i nowatorskich myśli. We wspomnieniach Wacyka o życiu i działalności Stachniuka można także dostrzec szereg białych plam. Do nich należy zaliczyć właśnie jego stosunek do komunizmu. Pamiętajmy, że wydawane w Polsce po roku 1945 książki musiały się liczyć z cenzurą co mogło prowadzić do rozbieżności niektórych zamieszczonych tam zdań z rzeczywistymi poglądami twórcy Zadrugi i zamazywać obraz jego prawdziwych przekonań. Dlatego wywiad wydawał się celowy, choć jak się okazało mało efektywny. Np. Wacyk nie opisał w sposób jasny i nie budzący żadnych wątpliwości kontaktów Stachniuka z ówczesnymi władzami. Wspomniał co prawda raz o ‘prawdopodobnyym’ chwilowym jego aresztowaniu oraz drugi raz o przesłuchiwaniu przez majora Klingera wysokiego funkcjonariusza bezpieki w Bydgoszczy. Ale z tych bardzo lakonicznych wzmianek czytelnik właściwie nie do końca jest pewny czy w pierwszych latach powojennych przywódca Zadrugi występował w roli podejrzanego czy też swobodnego rozmówcy, który chciał przekonać przedstawiciela reżimu do własnych koncepcji. Natomiast dokumenty znalezione w IPN-ie przez autora niniejszego, dotyczące przesłuchań Stachniuka już po jego aresztowaniu i osadzeniu w więzieniu mówią o ponawianych przez niego próbach uzyskania audiencji u rożnych reżimowych prominentów celem przekonania ich o tym, że stawiający wówczas w Polsce pierwsze kroki kolektywizm gospodarczy poniesie sromotną porażkę jeśli reżim nie weźmie pod uwagę koncepcji Stachniuka dotyczących przebudowy polskiego charakteru narodowego. Z dokumentów tych wynika, iż chciał on uzyskać zezwolenie na odbudowę Zadrugi  /wydawanie pisma/ i podjęcie działań wychowawczo-formacyjnych, które miałyby doprowadzić do wpojenia Polakom nowego etosu pracy, i mówiąc jeszcze bardziej ogólnie  całkowicie innej od istniejące filozofii działania[1].

Powstaje pytanie dlaczego Wacyk nie chciał podejmować takiego tematu albo ograniczał go w swoich wspomnieniach o Stachniuku do kilku lakonicznych zdań? Równocześnie starał się deprecjonować w oczach rozmówcy innych zadrużan, z którymi ten już wcześniej rozmawiał? Sam przebąkiwał coś o „polskiej drodze do socjalizmu”, ma się rozumieć takiej, pod dyktandem Moskwy, w którą  niektórzy, a więc jak można sądzić i on sam  uwierzyli, po nastaniu władzy komunistycznej w naszym kraju. Być może pisząc swoje wspomnienia w latach siedemdziesiątych chciał utrwalić postać Stachniuka wyłącznie jako ofiary reżimu, a nie chętnego do współpracy i w dodatku nie umiejącego przewidzieć tego co nastąpiło, ideologa. Dla uzupełnienia tego wątku dodam, że w pismach wydawanych przez zadrużan w brytyjskiej strefie okupacyjnej w Niemczech  trafiały się teksty przychylne np. dla Bieruta. Brakowało tam zaś słów krytyki dla nowego reżimu w Polsce. Natomiast cała formacja polskiej elity przebywająca wówczas na Zachodzie uznająca  powrót do kraju w istniejących warunkach za coś niewskazanego,  nie była traktowana pozytywnie. Dawał się wyczuwać chłód i pewna ironia połączona z poczuciem obcości. Najprawdopodobniej dla zgromadzonych na Zachodzie zadrużan, których liczba miała się zwiększyć o szereg osób uwolnionych z niemieckich obozów, był to już inny świat.. Przecież jak pisał Antoni Wacyk w swoich wspomnieniach o Stachniuku Zadruga składała się już przed wojną z ludzi pochodzących z „dołów społecznych”, co najprawdopodobniej dodatkowo wzmacniało poczucie dystansu w stosunku do tradycyjnego polskiego inteligenta i jego kultury duchowej.

Ciekawą też jest kwestia dlaczego w ostatnim okresie przed aresztowaniem Stachniuka  Wacyk nie utrzymywał już z nim stosunków.  Na ten temat nie powiedział on ani nie napisał  nic szerszego, zamieszczając jedynie bardzo lakoniczną wzmiankę, że tak się właśnie stało. Być może w końcu zdał on sobie sprawę, iż podejmowane przez twórcę Zadrugi próby porozumienia się z reżimem /Stachniuk czynił to także poprzez swego dawnego współpracownika Feliksa Widy-Wirskiego, który zamieszkiwał po wojnie czas jakiś w jednym domu rządowym wraz z Władysławem Gomółką, a sam poczynając już od 1945 roku, poszedł na współprace z komunistami/  celem wprowadzenia swoich idei  w oficjalny obieg, w państwie totalitarnym, kiedy to już owa „polska droga do socjalizmu” okazywała się coraz to większą ułudą,  mogą się skończyć tragicznie. Tak też się i stało. Być może Wacyk chciał ubiec wypadki zanim „wybuchnie bomba” i zejść z pola widzenia?  Współwięzień Stachniuka -  Bogusław Stępiński miał to Wacykowi za złe, uznając  jego zachowanie za tchórzostwo.  Podkreślał również, iż ten ostatni był oficerem w armii polskiej na Zachodzie,  a więc jakby już kimś nieco innym niż on sam – dziecko polskiego proletariatu. Stępiński zaznaczał bowiem z pewnym patosem, iż jego dziadek był działaczem SDKPiL-u.  Informacje te pochodzą z końca lat siedemdziesiątych.. Dzisiaj być może wypowiadał by się inaczej w nieco inny sposób rozkładając akcenty?

W przywoływanych tu kilkakrotnie wspomnieniach Wacyka o Stachniuku godnymi uwagi są różne sprzeczności pomiędzy wiadomościami tam zamieszczonymi a niektórymi informacjami pochodzącymi z  akt  z IPN-u. N.p u Wacyka Stachniuk tylko raz wspomina o kwestii wstępowania ludzi z jego kręgu do PPR-u. W cytowanym przez Wacyka swoim liście  pisze o jednej z osób związanych z Zadrugą, iż „zagalopowała się” wstępując do tej partii. Tymczasem akta z IPN-u dotyczące jego sprawy i spraw jego towarzyszy wyraźnie podają, iż wielu zadrużan wstąpiło do PPR-u. Członkami tej partii byli Wacyk , Czarnowski, Brückman  i inni. Dwaj pierwsi podobno zostali z niej wyrzuceni. Jeden z dokumentów znalezionych w IPN-ie mówi wprost, że Stachniuk chciał od wewnątrz opanować PPR narzucając jej swoją ideologię[2]. Nie wykluczone, że mało inteligentni funkcjonariusze bezpieki nie umieli albo i celowo nie chcieli sprecyzować o co tu właściwie chodziło. W notesie aresztowanego Stępińskiego znaleziono około 50 nazwisk osób, które miały wg bezpieki stanowić grupę inspirowaną przez Stachniuka, która miałaby opanować od wewnątrz partię. Ale czy taka drobna frakcja mogła w ówczesnych warunkach coś takiego  dokonać? A może ludzie ci chcieli tylko zwrócić uwagę reżimu  na pewne zagadnienia , które nie mieściły się w kanonie urzędowego marksizmu epoki stalinizmu i zostali uznani za rodzaj ‘heretyków”, których należało bezwzględnie  zniszczyć. W istocie rzeczy żadna swobodniejsza myśl na  płaszczyźnie PPR-u nie była dopuszczalna.

O takich i podobnych sprawach autor niniejszego artykułu chciał rozmawiać z Antonim Wacykiem, człowiekiem, który reprezentował poziom intelektualny na pewno pozwalający mu ogarniać wymieniane tu kwestie jeśli nie w szczegółach to przynajmniej w aspekcie ogólnym. Niestety przeprowadzane z nim wywiady, zarówno przed rokiem 1989, jak i później, generalnie dały niewiele. Po śmierci Stępinskiego różne tajemnice Zadrugi odeszły w niebyt. Dla naukowych badaczy pozostały tylko książki i artykuły Stachniuka oraz innych jego współpracowników, jak też możliwość dokonywania różnych spekulacji. Dzisiej ówczesne postawy, poglądy, wydarzenia oraz ich sens  trzeba rekonstruować z ułamków nieraz bałamutnych, przechwyconych dawniej informacji, oraz z często również niejasnych akt sporządzonych przez śledczych. co nie chroni wystarczająco badacza  przed możliwością popełniania  błędów.

Jest jeszcze kilka faktów, które warto tu przytoczyć, ponieważ rzucają one pewne światło na ludzi Zadrugi i pomagają także zrozumieć przyczyny klęski tego ruchu. Otóż wspominany wyżej docent Czarnowski miał w zwyczaju opracowywać w postaci broszur różne ważne jego zdaniem zagadnienia,  a następnie rozsyłać je znajomym. Tak też w roku 1983 otrzymałem od niego liczący 49 stron tekst zatytułowany „Recydywa saska /wybuch wspakultury w Polsce w latach 1980-1982/. Tekst ten po przeczytaniu odłożyłem z niesmakiem na bok zapominając potem o jego istnieniu. Został on odnaleziony dopiero w roku 2008 w trakcie przeprowadzki. Czarnowski, kryjąc się za pseudonimem Sławomir Łada uznał „Solidarność” i cały ruch antykomunistyczny funkcjonujący wówczas w Polsce za kontynuację tych sił, które jeszcze przed wojną Zadruga drwiąco nazywała ‘recydywą saską’. Autor broszury wyraźnie stanął po stronie panującego wówczas w Polsce systemu, identyfikując go ze stachniukowską „kulturą”, a więc tendencjami rozwojowymi i potępiał opozycję, którą porównywał ze „wspakulturą’ czyli, tendencjami do zastoju i marazmu. Jak widać z powyższego tzw. „budownictwo socjalistyczne” zostało uplasowane na biegunie oznakowanym pozytywnie. Solidarność zaś jawiła się Czarnowskiemu jako forma destrukcji. Jakby zapomniane tu zostały doświadczenia Zadrugi z reżimem komunistycznym z końca lat czterdziestych i początku pięćdziesiątych. Jak więc tłumaczono te wydarzenia i mechanizmy rządzące wówczas życiem w PRL-u? Jak komentowano prześladowanie samego twórcę ruchu i trzech innych osób z jego otoczenia?

W szczególności to Stępiński i Czarnowski wiązali upadek Zadrugi pod koniec lat czterdziestych z upadkiem Władysława Gomułki. Uważali, że klęskę ich grupy spowodowała klęska lidera PPR-u. Obwiniali o to sfery żydowskie, które miały zyskiwać coraz to większe wpływy w aparacie władzy. Z takiego rozumowania powoli wyłania się, co prawda nie wypowiedziane nigdy wyraźnie i bezpośrednio przekonanie, że to nie komunizm i jego istota były groźne dla wszelkiej myśli, choćby tylko częściowo odrębnej od jego wartości, ale jakieś koterie. Trudno tutaj w krótkim artykule odnieść się szeroko do takiej interpretacji. Należy pamiętać, iż doktryna Zadrugi bagatelizowała marksizm, jako myśl właściwie już przebrzmiałą, skoro lewica posiadała władzę, a interesowała się samym modelem państwa sowieckiego, jako stosownym narzędziem i organizatorem przyspieszonego rozwoju materialnego. Co ciekawe w pismach Stachniuka można odnaleźć i takie zdanie, w którym twierdzi, iż ostateczną konsekwencją  takiego państwa /mowa tu o czasach stalinowskich/  musi być nacjonalizm[3]. Taką wypowiedź można potraktować jako oznakę akceptowania mechanizmów rządzących tym systemem? Czy należy doszukiwać się wielkiej przesady w takiej opinii Stachniuka? Raczej nie ponieważ w ZSRS z czasem pojawił się „naród radziecki”, „radziecka ojczyzna” i „radziecki patriotyzm”[4].  Zaś różne narody były, poczynając od lat trzydziestych masowo i zapamiętale rusyfikowane, niszczone były ich elity i kultura a język rosyjski rugował na wielką skalę języki lokalne. Nie wdając się w dyskusję teoretyczną, bo nie ma tutaj na to miejsca, trzeba podkreślić, iż metody narodowościowej polityki ZSRS były bez porównania bardziej miażdżące a skutki bez porównania dotkliwsze niż miało to miejsce w wypadku większości systemów, które nazywamy nacjonalistycznymi. W ZSRS funkcjonował szowinizm! Choć w oficjalnym, zideologizowanym sowieckim języku politycznym nie było miejsca  na sankcjonowanie tępienia innych narodów ze względu na ich odmienność etniczną to praktyka była całkiem inna. Doskonale wiedzą o tym Polacy jako „pierwszy naród ukarany” w ZSRS[5] .



[1] List Stachniuka z 10 XII 1946 roku  – IPN 0330/9, t. 4, s. 12 oraz z 21 IX 1947 r.  udostępniony autorowi przez Stępińskiego.

[2] IPN 0330/9, t. 3, s. 732.

[3] O wadze pierwiastka nacjonalistycznego w komunizmie w ZSRS Piszą także i inni, naukowi komentatorzy sytuacji w tym kraju Por. np. K. Tyszka, „Nacjonalizm w komunizmie: ideologia narodowa w Związku radzieckim i Polsce Ludowej”, Warszawa 2004, passim.

[4] B. Grott, Religia, cywilizacja, rozwój…, s. 290.

[5] M. Iwanow,  „Pierwszy naród ukarany. Stalinizm wobec polskiej ludności kresowej 1921 –1938”,  Warszawa 1991, passim.

Bogumił Grott, Między realizmem a utopią, czyli Jana Stachniuka i Zadrugi sny o prawdziwej potędze /w:/ Europejskie inspiracje myśli politycznej w Polsce od XIX do XXI wieku, pod red. Ewa Maj, Aneta Dawidowicz, Lublin 2013, s. 336-345

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Lewicowy nacjonalizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.