Kosmopolityzm polski

 

1.

Kosmopolityzm jest ideą, która jak bumerang wraca w nasze polskie gospodarstwo. Idea to nienowa wśród tych, które przychodzi nam obnażać i zwalczać w Polsce socjalistycznej, zwłaszcza że nigdy do końca nie została wyrwana z polskiej świadomości.

Kosmopolityzm jest ideologią uniwersalną; wyznawać ją może Polak i Francuz, Żyd i Rosjanin, Anglik i Turek. Polski kosmopolityzm miał wszakże swoją differentiam specificam, dlatego wszystkie poczynione tu uwagi dotyczą, mimo swego ogólnego charakteru, właśnie polskiej odmiany kosmopolityzmu.

Opis tego kosmopolityzmu jest trudny i łatwy. Trudny, bo źródła kosmopolityzmu – i jego obraz – sięgają głębiej niż do sfery obyczajów, głębiej niż do zewnętrzno-politycznych warunków (np. zbiorowych). Łatwy, bo opisem tym – i namiętną walką z kosmopolityzmem – jest właściwie cała nasza wielka narodowa literatura, od rezonerskiego Rejowego „iż Polacy nie gęsi” poczynając. Najtrwalej osadzonym cytatem Słowackiego w głowach pokoleń maturzystów było: „Pawiem narodów byłaś i papugą”.

Dialektyka wieszczów wydaje się nieraz, niestety, zakryta dla współczesnego czytelnika (czyja to wina?). Z pozycji „papugi” wynika pozycja „służebnicy cudzej”, z kosmopolityzmu jako świadomości obywatelskiej wynika praktyczne zrzucenie z siebie, i każdego, odpowiedzialności za społeczeństwo. Społeczeństwo, bez utwierdzenia w pozytywnych wysiłkach swych członków, przypomina okazałą budowlę bez fundamentów, której silniejszy podmuch wiatru grozi ruiną. Jeśli kosmopolityzm zastępuje ideologię narodową w świadomości choćby pewnej części społeczeństwa, naród opada z sił. Kosmopolityzm jest chorobą świadomości narodu.

Jednostce śpieszy z pomocą psychiatra, jeśli sama nie znajduje w sobie dość siły. Kosmopolityzm jest zaburzeniem świadomości narodowej, z którym społeczeństwo może się uporać bez wzywania duchów przodków i wywoływania eksperymentów z agresorem z zewnątrz. Leczenie narodu przy pomocy wojny jest terapią bolesną, choć, jak uczy historia, skuteczną. Wówczas naród myśli jak naród, człowiek staje się tożsamy ze społeczeństwem. O kosmopolityzmie czyta się wtedy w książkach.

2.

Co to jest kosmopolityzm? Kosmopolitę określa się jako „obywatela świata”, człowieka, dla którego wspólnota społeczna, jeśli w ogóle jest, jest wspólnotą gatunkową. Negatywnie – kosmopolityzm jest ideologią nad-narodową, ale w sensie: beznarodową.

Kosmopolityzm ma dwa znaczenia. Jedno – postulatywne – zawiera tęsknoty człowieka do takiego modelu społeczeństwa, którego elementami będą po prostu „ludzie”; ludzie bez przymiotników: rasowy, narodowy, klasowy, grupowy, klanowy, religijny. Drugie znaczenie kosmopolityzmu sprowadza treść postulatów do rzeczywistości: utopię utożsamia z praktyką.

Teoretycznie kosmopolityzm wywodzi się z takiej filozofii człowieka, której współcześnie hołdują np. neopozytywiści lub formaliści w socjologii. Polega ona na widzeniu człowieka wyłącznie jako jednostki i wtórnie: sprowadzaniu społeczeństwa do jednostek i ich mnogości. Mówiąc po prostu, powiada się w tej koncepcji, że istnieją tylko jednostki, nie istnieją zatem żadne społeczności. Rzecz jasna, nie istnieją realnie, co nie wyklucza ich intencjonalnej egzystencji w ludzkich głowach. Radykalny kosmopolityzm znajduje w takiej filozofii rację dla siebie, bo jeśli naród jest myślową fikcją – racjonalną postawą jest praktyczne zerwanie z tą fikcją.

Nie możemy w tym miejscu poświęcać uwagi zbijaniu teoretycznych przesłanek kosmopolityzmu, bo, jak się za chwilę pokaże, nie one są przyczyną pierwszą. Uważny czytelnik sam jednak dostrzeże bezzasadność idealizmu w filozofii społeczeństwa (bo neopozytywizm w teorii społecznej jest właśnie nowoczesną postacią idealizmu, w jego najbardziej zresztą wulgarnym, berkeleyowskim wydaniu). Z tego, że trudno jest opisać naród w ścisłych kategoriach, nie wynika, że on nie istnieje. Przypomina się stare platońskie powiedzenie „tylko to za byt uważają, co rękami objąć mogą”. Łatwiej jest powpinać w mapę świata 3 miliardy główek od szpilek, niż coś sensownego powiedzieć o potrzebach, tożsamości kulturowej i inności historycznej 30 milionów.

3.

Czy jednak kosmopolityzm nie ma żadnego pokrycia w historii? Kosmopolita może wskazać na zasady ruchu dziejowego: integrację i uniwersalizację społeczeństw. Narody nie powstały dziś ani wczoraj, ale nie istniały zawsze. Wywodzą się genetycznie ze związków narodowych, plemiennych, etnicznych, wreszcie terytorialno-gospodarczych i politycznych. Wraz z postępem integracji – rozumuje kosmopolita – narody znikną. Przewidując to, należy historii pomóc i przygotować ludzkość do życia w przyszłym społeczeństwie świata. Czyż więc kosmopolityzm nie jest ideologią naprawdę postępową? A mówienie o narodzie, czyż nie świadczy o widzeniu świata tylko poprzez mijającą teraźniejszość?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Historia uczy nas jeszcze tego, że integracja społeczna dokonuje się w walce. Istniały ludy, które się nie odcisnęły na dziejach – były i zeszły ze sceny historii nieznane późniejszym pokoleniom. Stanowiły dla dziejów epizod raczej przyrodniczy niż społeczny; nie wnosząc żadnych pozytywnych wartości w rozwój ludzkości, pełniły swoją funkcję konsumenta, po czym zostały same „skonsumowane” przez innych, rozpłynęły się w ciele narodów silnych, twórczych, pozytywnych, przestały istnieć jako samoistne społeczeństwa.

Historia nie jest sielanką; my, Polacy, wiemy o tym aż za dobrze. Żeby istnieć, trzeba na istnienie zasłużyć. Integracja, o której myśli kosmopolita, dokonuje się dwoma drogami: wchłanianiem jednych przez drugich (w szerokim sensie: tak politycznym, jak i kulturowym) lub współtworzeniem przez jednych i drugich całości wyższego rzędu i nowych wyższych wartości. Punktem wyjścia drugiego ze sposobów integracji jest naród i on jest współpodmiotem wszelkich zawiązków nowych całości. Pogląd taki jest częścią ideologii internacjonalistycznej. Kosmopolityzmowi pozostaje integracja rozumna jako wchłonięcie słabego przez silnego. Kosmopolita nie jest jednak brutalny i najchętniej swoje idee zrealizowałby przy pomocy czarodziejskiego fletu. Integracji siłą – tej rzeczywistej – dokonuje ktoś inny. Kosmopolita uważa, że ma czyste ręce.

4.

Kim jest kosmopolita? Czy chce, czy nie chce, czy jest świadomy lub nie – a najczęściej nie – kosmopolita jest członkiem swego narodu. Jakiś naród go zrodził, wychował i daje mu jeść. Kosmopolityzm ma wszakże swoją treść – i to wcale nie przyszłościową, ale aktualną – i dobrze osadzoną w rzeczywistości. Głoszony przez członka narodu wielkiego i silnego kosmopolityzm jest to zwykły, nieukrywany nacjonalizm. Nacjonalizm głoszący chwałę tylko własnych wartości, wyrażający interesy tylko swojego narodu. Kosmopolita woła: rzućcie waszą mowę i oddajcie ziemię – nasza kultura jest lepsza, a siła większa, zjednoczymy się w pokoju. Zapomnijcie, kim jesteście, i rozpocznijcie nowe życie, jako my, tylko my! (Podobnie w pozanarodowych wersjach kosmopolityzmu, np. katolickim z czasów średniowiecza).

Kosmopolityzm ludzi narodu biednego i słabego jest manifestacją rezygnacji i postawy antypatriotycznej. Kosmopolityzm wyznają ludzie zgłaszający votum nieufności dla swego narodu. Nie wierzą, żeby się dało cokolwiek zrobić we własnym kraju wespół ze swoimi współziomkami. Kosmopolityzm jest wówczas mieszaniną kwietyzmu i marzenia o „wielkich rzeczach”, które gdzieś tam, w Paryżach i Nowych Jorkach, spadają jak manna z nieba. Kosmopolityzm jest ideologią manny z nieba. Uzupełnioną swoistą geografią: mniemaniem o podziale nieba na sfery z manną i miejsca, skąd siąpi tylko deszcz i tłucze grad. Kosmopolita zachwyca się cudzym, bo takie przyjął założenie.

Kosmopolityzm jest ideologią niewolników marzących o wyzwoleniu i wyzwoleńców pragnących, by zapomniano, skąd przybyli. Przybyli stąd, z tej wsi i z tego miasta, i to jest najnikczemniejsze w kosmopolityzmie, że wstydzi się własnej matki.

5.

Racjonalnym usprawiedliwieniem braku uczuciowego stosunku kosmopolity do swego narodu jest brak realnego stosunku gospodarskiego do ojczyzny. Kosmopolita nie ma ojczyzny, bo albo wcale nie pracuje, albo pracuje nie dla jej dobra. Kosmopolityzm wyznają – tak było w historii i jest do dziś – ludzie, którzy w najmniejszym albo żadnym stopniu nie uczestniczą w pracy narodu. Jest on światopoglądem politycznym klas i warstw faktycznie wyalienowanych z pracującej narodowej wspólnoty. Realny związek z narodem, jaki stwarza wspólna praca na wspólnym ojczyźnianym gospodarstwie, prowadzi do świadomej jego akceptacji – czyli do patriotyzmu. Kosmopolita jest pozbawiony uczuć patriotycznych – bo nie mają się skąd brać. Będąc tylko konsumentem – świat rozumie tylko poprzez konsumpcję. W ciężkim trudzie wytwarzający dobra społeczne robotnicy i chłopi, nauczyciele i inżynierowie mają niewielkie szanse stać się kosmopolitami; musieliby zaprzeczyć sobie samym, temu, czym są i co robią. Człowiek pracujący dobrze wie, gdzie jest jego ojczyzna – jest tam, gdzie gromadzi codzienny swój wysiłek. Kosmopolita nie ma ojczyzny, ani tej przyrodzonej, ani nawet tamtej – pożądanej i kupowanej. Jest człowiekiem wyobcowanym z każdego społeczeństwa, bo i tu, i tam, gdziekolwiek żyje człowiek, żyje dzięki swej pracy. Zbulwersowani tym odkryciem różni domorośli kosmopolici stali poniewczasie błagalne listy do Matki-Polski – o przebaczenie. Kosmopolityzm synów marnotrawnych jest chorobą dziecięcą, a dzieciom wiele się wybacza: jak w ogóle każdą szczerość. Nie chcesz być Polakiem ? Oddaj, co wziąłeś – i proszę bardzo – przemaluj się na dowolny kolor. Nowoczesne prawo nie karze samobójców. Ale też nie nagradza.

6.

W dzisiejszym układzie stosunków społecznych i politycznych kosmopolityzm jest zabawą luksusową. Szczególnie dla kraju, który bynajmniej nie występuje w świecie w roli rentiera, odcinającego kupony od historii. Po wtóre – dla kraju, którego założenia ustrojowe są sprzeczne z samej istoty z duchem kosmopolityzmu. Kosmopolityzm jest nie tylko anty-patriotyzmem, ale także i przede wszystkim, jest anty-socjalizmem. Godzi bowiem wprost w bezklasową strukturę społeczną, w której nie ma miejsca dla burżujstwa i spekulanctwa ideologicznego. Pokoleniom, które przeszły przez wojnę i pamiętają trud odbudowy, kosmopolityzm nie grozi. Ich życiorysy są pełne ojczyzny: z nich zbudowana jest Ludowa Polska. Życie biegnie jednak naprzód, rocznice mijają jedne za drugimi, a wyrastają nowi Polacy. Problem kosmopolityzmu staje więc przed nami nie dlatego, że błąkają się po dobrze udeptanych ścieżkach między Odrą Bugajem jacyś malkontenci i miłośnicy cudzego – takich nie brakuje nigdzie. Dojrzały rozumny człowiek potrafi odróżnić prawdę od bajki. Problem kosmopolityzmu polega na tym, jak wiele z owych kosmopolitycznych bujd osiądzie w tworzących się światopoglądach młodej generacji. Młodej: 15-letniej i 35-letniej; harcerskiej i dawnej ZMP-owskiej.

Kosmopolityzm jest mitem, za którym się kryje wcale realne pokrycie: antysocjalistyczna tendencja do małej stabilizacji. Tych, co to powiedzieli „dość”, kiedy naród jest w pół drogi, tych co to dla swojej błękitniejącej krwi szukają zasady dziedziczenia (exemplum: cała dyskusja o „punktach” na studia), tych, co to flancują społeczną filozofię Karola Marksa na filozofię uciśnionej jednostki. Kosmopolityzm ma bowiem swoje drugie oblicze – a jest nim indywidualizm i egoizm. Kosmopolityzm wynika z indywidualizmu i egoizmu, z indywidualnej pychy jednego czy drugiego „Ja”, wynoszącego swoje interesy ponad interesy społeczeństwa, posuwającego się do zdrady interesów społeczeństwa. Wewnątrz mitu małej stabilizacji tworzy się mały kosmopolityzm – tym niebezpieczniejszy, że sączy się powoli i trudni go złapać za rękę.

Józef Lipiec

„Życie Literackie”, 15 X 1967

 



[1] Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich. Powstawanie świadomości narodowej na obszarze Europy pokarolińskiej, Warszawa 1996, s. 324-329; Józef Chlebowczyk, O prawie do bytu małych i młodych narodów. Kwestia narodowa i procesy narodotwórcze we wschodniej Europie Środkowej w dobie kapitalizmu (od schyłku XVIII do początków XX w.), Warszawa-Kraków 1983, s. 11, 18.

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.