Stanisław Worcell

 

 

„S. Worcell był świętym człowiekiem. Powtarzam rozmyślnie ten wyraz: święty. Wyraża on najlepiej główną cechę jego charakteru. Całe istnienie tego człowieka było jednym czynem poświęcenia się bez granic, zaparcia się zupełnego, pracą nieustanną. Wszystko co nas uderza w legendach o świętych, odnajdujemy w nim rys za rysem, i jeszcze więcej miłości, i jeszcze więcej ludzkiego pierwiastku” – pisał Aleksander Hercen. Tę opinię potwierdzili inni:

angielski socjalista, Taylor, mówił: „Nigdy nie znalem człowieka z większym poświęceniem, ze szlachetniejszym sercem i czystszą duszą”;

zaś bohater Wiosny Ludów, Ledru-Rollin wspomniał o nim w następujących słowach: „Przez lat dwadzieścia siedem mierzył się dzień w dzień, co godzinę z nędzą, zawsze spokojny (…) Śmierć jego, to śmierć apostoła ludzkości, który w zamian za skarby wiedzy o niej otrzymane wzbogacił ją z kolei jako dobroczyńca przyszłych pokoleń swym poświęceniem bez granic, bez osobistych widoków w teraźniejszości”.

Kim był ten człowiek uznany nieomal za świętego, czczony przez najwybitniejszych rewolucjonistów Europy, zapomniany właściwie tylko w Polsce? Kim był Stanisław Worcell?

Stanisław Gabriel Worcell (dokładniej: hrabia Dąb von Worcell, pan de Tremerstein i de Zawadka) urodził się w Siepaniu nad Horyniem w roku 1799. Jego rodzina, saskiego pochodzenia, była jedną z najbogatszych na Wołyniu, oprócz miasta Stępnia posiadała 80 wsi. Sam Stanisław odziedziczył ich 23 a w nich 8 tysięcy dusz; bogactwo to jednak nie wpłynęło na jego tryb życia, który był iście spartański.

Osobowość Worcella ukształtowały głownie: wychowanie domowe i Liceum. Wychowanie domowe to zarówno żarliwa religijność matki, jak świetni nauczyciele i przede wszystkim wzór ojca.

Stanisław Grzegorz Worcell, wielki podstoli litewski był jednym z najwybitniejszych obywateli swego czasu. Wychowany na Plutarchu sam był plutarchowską postacią. Jako jeden z pierwszych uwłaszczył swoich włościan w zamian za czynsz lub odrobek ( wybór należał do samych uwłaszczonych); wprowadził dla nich sądownictwo, organizował oświatę. Utrzymywał też ze swych dóbr pułk wojsk Rzeczypospolitej. Ta działalność połączona z niezwykła prawością charakteru zapewniała mu uznanie współobywateli: Worcell-ojciec kilkakrotnie był wybierany na stanowisko marszałka gubernialnego, a był to wówczas najwyższy obieralny urząd szlachecki. Sprawowany zresztą społecznie czyli – za pieniądze obieranego.

Od wpływu ojca nie mniej ważnym był wpływ Liceum Krzemienieckiego. Uczelnia ta, zwana „polskimi Atenami” dawała nie tylko wiedzę, lecz także kształtowała charaktery, ćwiczyła wrażliwość artystyczną i polityczną wyobraźnie. Nic dziwnego, że z murów jej wyszli ludzie tak zasłużeni jak Słowacki, Malczewski, Korzeniowski czy Chodakowski. Worcell był jednym z ich szeregu.

Już w trakcie nauk w Krzemieńcu młody Worcell wstępuje do „Towarzystwa Szubrawców”. Pod tą sardoniczną nazwą kryła się anonimowo działająca postępowa organizacja. W wydawanych przez nią „Wiadomościach Brukowych” krytykowano zacofanie i małoduszność szlachty, chłostano pijatykę, karciarstwo, tytułomanię lenistwo – więc wszystkie zwyrodnienia polskiego charakteru. Krytykowano także wyzyskiwanie pracy chłopów, domagano się oczyszczenia wsi i edukacji dzieci wiejskich. Worcell został prezesem Krzemienieckiej filii „Towarzystwa”, a zwróciwszy na siebie uwagę artykułami i wystąpieniami publicznymi – wciągnięty został do loży masońskiej w Dubnie, reprezentującej narodowy nurt wolnomularstwa. Stamtąd przejdzie do pracy w tajnym Narodowym Patriotycznym Towarzystwie, które będzie przygotowywać powstanie. Z chwilą wybuchu rewolucji w Warszawie ojciec Worcella starzec wówczas już ponad 70- letni, zorganizował „partię” i na czele 500 ludzi rozpoczął walkę z Rosjanami. Po początkowych sukcesach, po zdobyciu Kowla i Magazynów wojskowych, powstańcy ponieśli klęskę. Część oddziału poszła w rozsypkę, cześć- około 80 ludzi – pod dowództwem Worcella walczy dalej próbując przebić się w stronę Królestwa. Partia Worcella łączy się z oddziałem Różyckiego i odnosi nawet kilka zwycięstw, m.in. pod Uchaniami rozbijając tabor rosyjski. W tej potyczce niezwykłą odwagą odznaczył się młody Worcell, który …walczył bez broni nie chcąc zbroczyć rąk krwią, nawet nieprzyjaciół. Dlatego to – jak wspomina Jałowiecki – „bezbronny”, z najmniejszą krwią, jak stary wojak atakował z drugim razem, i chwile potem z oficerem w niewole wziętym rozprawiał o literaturze francuskiej; zgiełk, dym, strzały nie zmieszały go wcale”.

Ten niecodzienny dowód męstwa zdobył mu uznanie Wołyniaków tak wielkie, iż po przebiciu się do Warszawy wybrali młodego Worcella na swego przedstawiciela do sejmu. Jako poseł Worcell zjednuje sobie popularność wystąpieniami przeciw zakusom Skrzyneckiego żądające wprowadzenia cenzury, piętnuje nadużycia wojska jako „niegodne polskiego powstania, domaga się usunięcia z Sejmu dawnych zwolenników Mikołaja. Swymi „godnymi Rzymianina” mowami przyczynił się w końcu do obalenia Skrzyneckiego. Za tę cywilną działalność i cywilną rzeczywiście odwagę zostaje odznaczony srebrnym krzyżem wojskowym. Wkrótce będzie miał sposobność raz jeszcze wykazać się odwagą wojenną. Jako artylerzysta w pułku Gwardii Narodowej weźmie udział w odpieraniu szturmu Rosjan 6 września; potem dostanie polecenie przedarcia się do Ramoriny i sprowadzenie go na odsiecz miastu. Zadnie to wykona: dotrze do oddziałów Ramoriny, lecz kiedy pójdą już w stronę Warszawy – otrzymają wiadomość o jej kapitulacji. 16 września 1831 roku przekroczą granice austriacką.

Po przyjeździe do Paryża Worcell zasiada w emigracyjnym sejmie, wraz z Mickiewiczem prowadzi propagandę, by sejm polski zmienić w sejm europejski, występujący w imieniu nie rządów ale ludów. Z propagandy tej niewiele wyjdzie, jej idee wcielone zostaną w życie dopiero w 1850 – ale nawiązaną podówczas przyjaźń z Mickiewiczem przetrwa dość długą próbę czasu. Nawet będąc w Londynie Worcell interesował się losami poety, on też dzięki swoim stosunkom zaprotegował go na katedrę w Lozannie.

W roku 1833 Worcell wiąże się z ruchem węglarskim, pracuje przy organizacji wyprawy Zaliwskiego do kraju, w końcu zostaje uwięziony za kontakty z rewolucjonistami i wygłaszanie mów przeciwko francuskiemu rządowi, który coraz wyraźniej dołączał do Świętego Przymierza. Po wypuszczeniu z więzienia zostaje wysiedlony do Belgii, stamtąd, po kolejnych nazbyt rewolucyjnych wystąpieniach – deportowany do Anglii. W tym czasie pogorszyły się znacznie warunki życia Worcella. Przestraszona rewolucyjnością jego wystąpień, a może nawet kierująca się znacznie niższymi pobudkami rodzinna z kraju przestaje przesyłać mu pieniądze. Zapomina nawet o nim żona, nie pamiętają dzieci. Jeden z najbogatszych ludzi kraju jest już tylko zapomnianym przez wszystkich emigracyjnym nędzarzem.

Po przybyciu do Anglii Worcell włącza się w prace Sekcji Londyńskiej TDP i jest jednym z autorów jej programowej odezwy- „Gmina Londyńska emigrantów polskich do emigracji polskiej”. Ogłoszony 6 września 1834 r. program ten zawiera już główne założenia socjalizmu Worcella: żąda zniesienia własności prywatnej i dziedziczenia; żąda rzeczywistej ( a nie formalnej tylko) demokracji, uważając ,że równość praw jest fikcją przy różnicy majątków i przywilejów. Domaga się wiec „porównania kondycji socjalnych” czyli rzeczywistej równości. Program Gminy formułuje też nowe zadania dla Polski: misją jej nie jest już obrona chrześcijaństwa lecz przekształcenie Europy w duchu demokracji i braterstwa.

W listopadzie tego samego roku, również z inicjatywy Worcella, powstaje tajna „Sekcja Grudziąż”. Sekcję tę tworzą żołnierze powstania, którzy po jego klęsce byli więźnij przez Prusaków w Grudziądzu, następnie wsadzeni na statki i wysłani do Ameryki. W czasie postoju jednego z tych statków („Marianne”) w Porstmouth „grudziążanie” (przeważnie ze słynnego pułku czwartaków) buntują się i schodzą na ląd. Po pertraktacjach rząd angielski przydziel im miejsce w barakach szpitala cholerycznego, potem wyznacza głodowe zasiłki. Tymi to rozbitkami zajął się Worcell. Uczył ich czytać i pisać, wykładał im historię i dzieje kultury polskiej. On także podsunął im pierwsze broszury socjalistyczne. Grupa ta stała się w wkrótce najskrajniejszym skrzydłem emigracji, szybko też przestała być sekcją TDP ogłaszając się „Gromadą Grudziąż” Wkrótce po niej powstaną kolejne „Gromady Ludu Polskiego”; „Humań” i „Praga”. Worcell stanie się ich duchowym przywódcą.

Spór „Gromad” z TDP dotyczył głównie problemów własności. Towarzystwo Demokratyczne mówiło o „upowszechnieniu własności , uważając – jak np. Heltman – iż własność indywidualna zgodna jest z prawami natury; zgadzano się też zostawiać szlachcie uprawiane przez nią grunta dworskie. Gromady natomiast przeciwstawiały „prawom natury” „prawa społeczne” i religijną zasadę „braterstwa”. W imię tej właśnie zasady głosiły własność wspólną i w imię tego braterstwa zgadzały się uciec do terroru, gdyby szlachta chciała cokolwiek sobie zatrzymać. Najżałośniejsze w tym wszystkim i najwznioślejsze zarazem było to ,że Ci którzy spierali się o własność – sami byli wydziedziczonymi nędzarzami. Ci to właśnie nędzarze, jako warunek należenia do Gromad przyjęli deklarację zaczynającą się od słów: Niżej podpisani zrzekamy się na zawsze używania wszelkich korzyści nie opartych na prawach służących całemu ludowi polskiemu…”. Było to zrzeczenie się praw i majątków , które, chociaż zostały w kraju, były częścią ich osobowości, źródłem prestiżu dzielącego wygnańców na nędznych i trochę mniej nędznych. Jedynym z sygnatariuszy był ex-hrabia Worcell. Przyjrzyjmy się teraz uważniej głoszonym przez niego poglądom.

W przeciwieństwie do Wiktora Heltmana, który głosząc socjalizm dość długo unikał tego słowa, Worcell od razu przyznaje się do „socjalizmu”. Dlatego niektórzy badacze, m.in. Limanowski, uznają go za „jednego z pierwszych krzewicieli zasad socjalistycznych w ogóle i za „pierwszego usiłującego naukowo je uzasadnić”. Spór o to czy twórcą „naukowego socjalizmu był Heltman czy też Worcell jest sporem dość jałowym. Heltman rozwijał swój system od młodzieńczych szkiców drukowanych w „Dekadzie”: o konserwatywnym kształcie jego myśli można mówić dopiero od roku 1836 , kiedy to z ramienia TDP pisze „Wielki Manifest”. Wcześniejsze wersje tego manifestu (pisane m.in. przez Janowskiego), jak też inne teksty programowe Towarzystwa spotykały się ,jak wiemy , z krytyką radykalniejszej części emigracji .Człowiekiem, który już w 1834 roku w imieniu Gminy Londyńskiej przeciwstawił tezom demokratów swój „system socjalny” był nie kto inny jak Worcell. On także napisał polemikę z Wielkim Manifestem – słynną rozprawę „O własności”(1836), uznaną za oficjalny program Gromad.

Tak więc obaj teoretycy tworzyli swe programy jednocześnie i w ostrej polemice ; faktem jest jednak, iż Worcell wcześniej używał terminu socjalizm.

Stosunek obydwu myślicieli do tego słowa widzieć trzeba na tle płynnej magmy ówczesnych pojęć, zwłaszcza zaś mając na uwadze stosunek terminu „socjalizm” do słowa „demokracja”. Heltmanowi socjalizm ( jako przeciwieństwo „indywidualizmu”) dość długo nie chciał pogodzić się z demokracją – system realizacji indywiduum w społeczeństwie. Dla Worcella „socjalność” i „socjalizm” to pojęcie podręczne w stosunku do „demokracji”; system będący zaprzeczeniem indywidualizmu nazywa on „komunizmem” – uważając, iż jest on „niezgodny z wolnością” i „przeciw naturze ludzkiej”. Dopiero w wydanej w 1850 r. rozprawie pt. „Socjalizm”(głównym jej autorem był prawdopodobnie Worcell) czytamy takie uporządkowanie pojęć:

„Demokratyzm pod względem religijnym nazywa się wolnością sumienia.

Pod względem cywilnym – wolnością osobistą.

Pod względem społecznym – socjalizmem.

Rzeczpospolita demokratyczna będąc nieodzownym demokratyzmu sformułowaniem mieści więc w sobie wyzwolenie religijne, cywilne i społeczne (…)

Demokratyzm jest działaczem, socjalizm działaniem.

Demokratyzm całością, socjalizm tejże całości częścią”.

Pomimo różnic w definicjach obydwaj myśliciele walczyli o taką właśnie demokratyczną Rzeczypospolitą, obydwaj za kamienie węgielne swego systemu uznali wyzwolenie religijne, prawne i społeczne jednostki. Obydwaj wreszcie, i Worcell i Heltman, uzasadniali swe teorie naukowo, to znaczy przebudowywali tezy argumentacją wzięta z filozofii, ekonomii czy zalążkowej teorii rozwoju społecznego. Bardziej religijny z nich, Worcell, częściej sięgał po argumenty wzięte z Ewangelii, których Heltman chodź także wierzący , starał się unikać. I tutaj dochodzimy do różnicy dosyć istotnej: jeżeli Heltman starał się poprzestać na argumentacji nauk „świeckich” – Worcell wykraczał poza nie łącząc „socjalizm” z religią. Heltman głosił socjalizm bardziej „naukowy” – Worcell – socjalizm integralny, łączący różnorodne ujęcia nauk z ideałami chrześcijaństwa. Zaznaczyć jednak wypada, iż było ono dość dalekie od ortodoksyjnego katolicyzmu. Był to raczej etyka, której autorem był występujący w Ewangeliach Chrystus. Ale właśnie występujący w niej jako człowiek, jako moralista. Odrzucał natomiast Worcell świecką władze papieży, potępiał inkwizycję, przewagę klasztorów i zakonów w kościele, obwiniał katolicyzm o sianie nietolerancji. Z punktu widzenia ortodoksji był więc po prostu heretykiem, co stawiało go w jednym szeregu z Mickiewiczem, Słowackim, Wrońskim, Cieszkowskim i innymi naszymi wielkimi. Nie zapominajmy jednakże tego, co mówił o Worcellu Hercen: ten heretyk był naprawdę świętym.

 

SOCJALIZM TO EWANGELIA W DZIAŁANIU

(ARGUMENTCJA RELIGIJNA)

Worcell stawiał sprawę dramatycznie: albo socjalizm będzie integralny i wtedy będzie prawdziwy, albo też będzie cząstkowy, fałszywy i wtedy upadnie.

Socjalizm jest więc dla niego nie tyle nauką, ile nauką , wiarą i praktyką społeczną jednocześnie, jest propozycją kultury, „geniuszem wieku” – chociaż w rzeczywistości jest zaledwie podkulturą polskich emigrantów. Ale może tym bardziej właśnie musiał być integralną, całościową koncepcją świata. Dlatego Worcell sprzeciwiał się łączeniu socjalizmu jedynie z ekonomią: „Jakkolwiek socjalizm bezpośrednio zajmuje się kwestiami ekonomicznymi, związek jednak i harmonia wszystkich dążności i usiłowania ludzkich stawiają go w zetknięciu z najważniejszymi zadaniami moralnymi; jeżeli przeto obejmuje w sobie prawdę, musi pociągnąć za sobą przekształcenie wszystkich stosunków społecznych nie tylko we względach ekonomicznych i politycznych, lecz zarazem w kierunku religijnym i umiejętnościowym; jeżeli zaś jest fałszem, przeminie bez znaczenia i wpływu”.

Wpływ socjalizmu na życie, na przemysł i rozwój nauk, na przemianę stosunków politycznych, administracyjnych na poziom moralności społecznej, a nawet na przekształcanie religii stanowi, zatem kryterium jego „prawdziwości”. Jest to wiec program tworzenia nowego typy kultury, tworzenie, podkreślamy to, świadomego. Program taki nie byłby kompletny, gdyby pominąć religię- tak jak nie jest skończony dom bez dachu i nieba nad nim. Religia wystąpi u Worcella w podwójnej funkcji: jako uzupełnienie socjalizmu sferą sakralną i jako argumentacja na rzecz tego systemu. Trudno się oprzeć wrażeniu, iż jest to argumentacja dobierana ex post, po to tylko, by uzyskać tezy socjalistyczne powszechnie używanym językiem. Nie umniejsza to zresztą w niczym ani wartości tych tez, ani wielkości autorytetu moralnego, na który się powołują.

Wstępem do argumentacji religijnej są rozważania nad „stanem natury”. Worcell nie wierzy ani w pierwotny raj na ziemi, ani w utopię Rousseau. Nie ma złudzeń, gdy pisze: „stan natury jest to stan wojny a zatem nienawiści, a zatem uświęcenia przemocy, prawa siły nad prawem Boga, gwałtu nad obowiązkiem, to jest zniszczenia równości”. Z natury nie wynika, zatem ani braterstwo, ani żadna z ludzkich cnót; natura jest źródłem potrzeb żąda ich zaspokojenia, wynika z niej zwierzęcy egoizm i walka wszystkich wszystkich z wszystkimi – nie wynika z niej żadne prawo. „Prawo jest względem nie przyrodzonym, lecz społeczeńskim” – pisze Worcell; to znaczy, iż powstaje ono dopiero w społeczeństwie. Ale nie społeczeństwo stanowi źródło prawa.

Zarzucając działaczom TDT „materializm” Worcell doprowadza ich rozumowania do absurdu: „robicie człowieka Bogiem i wyrok o własnym jogo działaniu oddajecie pod rozporządzenie jego własne. Cnota, zatem ma początek ludzki, jako taka podlega ludzkiemu sądowi. Człowiek, zatem o tyle do niej się skłania, nie mając wyższego prawa, co by do niego zmuszało. Nic go nad własną wolę obowiązywać nie powinno. Oddaliście go wszechwładztwu jego rozumu… ” Ale rozum może tak samo popychać od zła, zwłaszcza rozum na służbie „naturalnych” popędów. Nie wierząc w to, iż człowiek „sam z siebie” skłoni się ku cnocie, Worcell uznaje religię za źródło praw moralnych. Dziwny to i dosyć smutny dowód istnienia Boga… z niedoskonałości człowieka.

Worcell nie pisze o tym, jak Bóg stworzył człowieka; jego credo stanowi właściwie wyznanie wiary filozofa: „Podług nas człowiek został stworzony z materii, a ożywiony duchem; dostał wiec początek materialny, ślepy, fatalny i początek niematerialny, czynny i wolny. W tej to podwójności jestestwa winien jest działalność swoją, gdy tymczasem zwierzęta jedynie instrumentem cielesnym obdarzone, nie doskonalą się, nie mają tendencji i przeszłości, nie mogą przyszłości przysposobić, są bez wspomnienie i bez nadziei, bez praw i powinności. Działalność jest własnością ducha, czyn jej znakiem. Działalność jest wolną; wolność ta pokazuje się w walce, w wyborze dobrego i złego, we władzy, jaką wywiera na materie instrumentem cielesnym, ziemskim”.

Ta, ogólnikowa dość, wersja religijna spełnia rolę ukrytych założeń filozofii Worcella. Mało założeń, aksjomatów! Aksjomatem, jest czynny charakter człowieka, jego zdolność przetwarzania świata, aksjomatem jest wolność, aksjomatem może być walka o najwyższe cnoty moralne. Natura nie stworzyła ludzi braćmi, nie uczyniła ich równymi. Ale „wolność pracuje dla równości” ; prawdziwie chrześcijańskie urządzenie świata to przetworzenie go w duchu równości i braterstwa, a zatem poprawienie, wręcz zwalczenie natury. Nie będzie chyba zbyt pochopną sugestią, iż Worcell w swym dualizmie nie tyle autonomię, ile rolę bezwładnego, leniwego nieco demona. Jego chrześcijaństwo jest o krok od manicheizmu. Ale tylko taka wersja religii może służyć jako argument czynnej postawy człowieka, jako przesłanka tezy „że dobro powinno walczyć i zwyciężać złe”.

Wiadomości o tym, co dobre, teoretyczne założenia tej „filozofii praktyki” dają, zdaniem Worcella, Ewangelię. Przede wszystkim chrześcijaństwo „poniosło człowieka ze zwierzęcości do bytu moralnego” ogłaszając braterstwo – pierwsze prawo boskie. Chrześcijaństwo było „socjalną nauką”, gdyż zwiastowało ” nowe społeczeństwo”, w którym władza należała się najwyższemu poświeceniu, to jest sługom ludu, w którym by własność nie była narzędziem ucisku, kiedy owocami jej Chrystus kaleki nie mogące pracować obdzielał; w którym by wola ludu, jako sankcja prawa i sąd władzy, objawia się wyborem: prezbiterów, diakonów, biskupów”. Tak wiec zarówno wybory, jak utrzymanie kalek i niepracujących przez wspólnotę, jak wreszcie potępienie własności otrzymują sankcję religijną. Jest to o tyle ważne, iż według przeciwników socjalizmu właśnie pokorne posłuszeństwo władzy i świętość własności prywatnej miały być prawem boskim.

Worcell idzie krok dalej i podaje następne argumenty. Z fakt, iż „wszyscy ludzie są synami Boga” wynika zasada równości. Ale zasadę tę dopełnił Chrystus poleceniem braterstwa i miłości( „żebyście się społecznie miłowali”) i wezwał do poświęcenia: ” ten spomiędzy was wywyższony będzie, kto stanie się służebnikiem sług bożych”. Poświecenie staje się wiec główną zasadą społecznego współżycia; społecznością mogą rządzić tylko ci, którzy się dla niej bardziej poświęcają. Z chrześcijaństwa wynika także wspólna opieka nad starcami, wdowami, sierotami i ludźmi kalekimi, którzy nie są w stanie pracować; z chrześcijaństwa wynika też sprzeciw wobec zasady dziedziczenia: warunkiem używania owoców ziemi ogłosił Chrystus pracę. Dziedziczenie byłoby używaniem bez pracy.

Cytaty z Ewangelii chronią przed nadużyciem władzy (także władzy ludu), czyniąc z socjalizmu kryterium demokracji. „Gdy Chrystus wyrzekł – pisze Worcell – „Oddawaj cesarzowi co jest carskiego, a co jest Bożego, Bogu”, zakreślił granicę jakiej wszechwładcy ziemskiemu nie wolno odtąd przekraczać. Przestał odtąd wszechwładca być nieodpowiedzialnym wykonawcą własnych pomysłów, uznać musiał, co jest nad niego wyższe, prawo moralne, prawo Boże, od jego niezależnej woli, wszystkie jego czyny piętnem winy lub zasługi naznaczające”. Przekonanie, iż nie ma rzeczy obojętnych moralnie, ów romantyczny panetycyzm, stanie się odtąd w jego ateistycznych wersjach.

Oczywiście, te i inne cytaty są tylko argumentami. Czasem, jak w przytoczonym przed chwilą fragmencie, mają narzucić rygor moralny społeczeństwu, czasami usprawiedliwiają rzecz przeciwników socjalizmu. Nie sposób jednak nie zauważyć, iż przywódca duchowy „Gromad” był tak fanatycznym zwolennikiem braterstwa, iż mógł zrobić krzywdę jego przeciwnikom. przeciwnikom odezwie „Gromady Grudziąż” do „Sekcji Fontainebeau”(1835r.) znajdujemy wstrząsające zdania:

„Obywatele! Uważamy użycie siły jako jedyny środek doprowadzenia do skutku zamierzonego dla ludu celu, przypuszczamy zatem nowego rodzaju poświęcenie, poświecenie, któremu nie wyrówna żądne inne, bo idzie o oddanie pod złorzeczenie, pod klątwę własnego imienia, poświecenie sławy nawet- nie wiemy, czy nas zrozumiecie… Jest w naturze człowieka wstręt do krwi, krew nawet nieprzyjaciela rozbraja najtwardsze serce, litość jest jednym z pierwszych uczuć wrodzonych człowiekowi. Wyrzec się tego uczucia, wyrzec się związków z tym wszystkim, do czego nas zwierzęca natury naszej powoływa skłonność, zerwać stosunki z tymi, z którymi młodociane przyjaźni łączyły nas ogniwa, z którymi krew lub uczucia nas związały, zrobić z siebie kata w celu realizacji boskiego natchnienia – jest niezawodnie wielką ofiarą, jest nadzwyczajnym zaparciem się własnego jestestwa, a oddaniem go jak gdyby materii na całopalenie do triumfu zasad konieczne”

Do takiej ofiary także wzywał Chrystus, który „nie widział w niczym innym jak w sile dopełnienie ludzkiej reformy” i wyrzekł pamiętne słowa: „Nie przyszedłem wam pokój dawać, ale miecz”.

Dramatyczny ten fragment jest jakby religijną odpowiedzią na trudy i do dzisiaj nie rozwiązany w etyce problem walki ze złem, problem „mordującego dobra”. O tym jednak, że Worcell jako człowiek sam nie potrafi go rozwiązać, świadomy ów symboliczny atak na wroga – bez broni.

Po kilku latach Worcell odejdzie od zasady terroryzmu, która tak bardzo męczyła jego sumienie, iż widział w niej ofiarę duszy, dobrowolne przyjęcie męk piekielnych. W pisanym w 1852 r. szkicu „Towarzystwo Demokratyczne Polskie i kwestie socjalistyczne” potępi ideę krwawej rewolucji jako sprzeczną zasadą braterstwa.

W argumentacji religijnej Worcell dochodzi, aż do końca. Po pierwsze – do całkowitej emancypacji człowieka, do chrześcijańskiego prometeizmu, po drugie – skieruje ów prometeizm przeciwko samemu kościołowi. Argument na rzecz prometeizmu bliski poglądom Wrońskiego i Kamieńskiego ogłasza człowiek za absolut w ludzkim świecie: „Bóg ludziom przepisawszy prawa zostawił im wolność zarządzanie własnymi losy i odtąd rządów swoich nad ludzkością bezpośrednio rozpościerać zaprzestał.” Niszczenie socjalizmu zależy od walki samego człowieka, historia nie jest zakończona.

Walka ze złem jednakże to nie tylko walka ze złem świeckiego, kapitalistycznego świata, lecz także walka ze złem kiełkującym w samym chrześcijaństwie. Myśl chrześcijańska – zdaniem Worcella – wprowadzana była w świat dwoma drogami: propagandy i władzy. Pierwszą drogą szedł Chrystus głosząc Dobrą Nowinę, drugą- Kościół. Słowo Chrystusa nawracało swą prawdą, Kościół wojujący inaczej: inkwizycja, stosami, mieczem. Nawracając Saksonów Karol Wielki kazał w ciągu jednego dnia zabić ich 4,5 tysiąca w swoim obozie w Verdun. Te dwie drogi: słowa i władzy stają także przed socjalizmem. Tylko pierwsza z nich prowadzi do Królestwa, druga zawraca doi piekła upodlenia człowieka przez człowieka, do uświęconych politycznie morderstw, uświęconego politycznie wyzysku i poniżenia.

 

ARGUMENTACJA EKONOMICZNA

Prawdziwa demokracja nie jest możliwa bez socjalizmu. Nie wystarczy – argumentuje Worcell – „wolność cywila”, czyli prawne zabezpieczenie przed uciskiem, skoro wolność jednostki bywa naruszaną w inny sposób. Oprócz ucisku bezpośredniego i nielegalnego istnieje mnóstwo form ucisku pośredniego, zgodnego z prawem: przemoc rządów na rządzonymi, przemoc korporacji i kast, przemoc posiadaczy nad nie posiadającymi własności.

Ucisk władzy można zniwelować wprowadzając obieralność urzędów. Jak jednak ograniczyć ucisk wynikający z własności? Czy możliwe jest, aby własność w ogóle została zniesiona?- oto pytanie, na które Worcell w rozprawie „O własności” i w kilku następnych tekstach.

Pamiętamy, że działacze TDP uznali za pewnik, że własność jest „prawem natury” (bardziej oględny Hetman uznawał ją za pochodną wobec pracy), a wiec że można ją inaczej rozdzielać, kontrolować itp. nie można jej jednak zlikwidować. W ludziach zawsze będzie się odradzać pragnienie posiadania rzeczy i przekazywania ich potomstwu; praca dla dzieci jest jednym z motywów pracy w ogóle, jednym z motorów postępu.

Worcell zaczyna od zakwestionowania tego, co dla działaczy TDP wydawało się aksjomatem i ujmuje rzecz następująco: albo własność jest prawem natury, wtedy zawsze i wszędzie jest konieczna, albo nie zawsze i wszędzie jest konieczna – wtedy nie jest prawem natury. Oczywiście zostaje jeszcze możliwość trzecia, że własność jest prawem boskim, ale nawet jeśli byłoby to prawo boskie, to i tak działało bądź poprzez naturę, bądź przez społeczeństwo. „Nie mieszajmy Boga z natura” – powie Worcell i zajmie się postawionym na początku problemem. Cechą praw rządzących naturą powinno być niezmienność.

Wszelka zmienność wyklucza konieczność i grozi rozsypaniem się świata. Wystarczy zatem wykazać zmienność elementów własności, by uznać, iż nie jest ona prawem natury, lecz ze jest czymś innym, wtórnym wobec przemian społeczeństwa.

Elementami własności są: posiadacz, przedmiot posiadany i forma prawna własności. Otóż wszystkie te elementy zmieniły się w dziejach.

Przede wszystkim w tak zwanym stanie natury trudno mówić o posiadaczu. Pierwotni ludzie trudnili się myślistwem, zbieractwem, wędrowali całymi gromadami; właścicielami terenu, po którym chodzili wydawały im się bardziej zwierzęta niźli oni sami. Zawłaszczanie przedmiotów mogło następować najwyżej na etapie podziału łupów – te jednak najczęściej pożerano na miejscu, w najskrajniejszym przypadku stanowiły własność osobistą. O początkach własności indywidualnej można mówić dopiero wtedy, gdy gromada zaczynała się trudzić rolnictwem czy pasterstwem. Ale wtedy instytucja właścicielska była płynna: posiadaczami byli patriarchowie bądź królowie, czasami zaś całe rody.

Zmieniał się także w czasie przedmiot własności. Początkowo nie wyobrażano sobie, by czyjąś własnością mogła być ziemia czy woda, później uznano że własnością może być wszystko: ziemia, rzecz i człowiek: niewolnik, a nawet dziecko niewolnika.

Ewoluowały także formy posiadanie: u Żydów własnością nad osobą lub rzeczą kończyła się po latach 49, w Rzymie była efektem nadań: rolnictwo było zatrudnieniem patrycjuszy, którzy – w zamian za ziemie – winni byli bronić Republiki. Potem dopiero powstały możliwości kupna, dziedziczenia, a nawet zyskiwania przez długie posiadanie ( zasiedzenie) gruntu.

Na marginesie tych rozważań Worcell dokonuje ciekawych obserwacji. Przede wszystkim podkreśla rolę ekonomi, pisze zresztą wyraźnie, że to ekonomiści uzasadnili naukowo socjalizm. Rola ekonomii nie ogranicza się do argumentacji. Worcellowi chodzi o coś więcej: ekonomia wpływa na kształt społeczeństwa, w jakimś sensie je „produkuje”. Rzym żołnierski, Rzym drobnej własności „produkował” równość obywatelską, republikanizm, patriotyzm. Upowszechnienie własności tworzyło jedność narodu. Latyfundia rozbiły tę jedność, zlikwidowały klasę średnią, rozbiły społeczeństwo na dwie klasy antagonistyczne. Podobną rolę odegrała zamiana ziemi w pastwiska. Zmiany te doprowadziły do przemian moralnych: wzrost egoizmu, zanik żołnierskiego patriotyzmu, upadek moralny wsi, w końcu upadek religii. Po wykupie ziemi przez niewolników, wieś, która była ostoją moralności rzymskiej, przestała być właściwie dawną wsią, religijno-rodzinną wspólnotą, ziemią oznaczoną grobami i kaplicami. Podobne przemiany mają miejsce kilkanaście wieków później w Anglii, w czasie grodzenia ziemi na pastwiska i wysiedlenia chłopów ze wsi. Wtedy także pociągnie to za sobą rozbicie społeczeństwa na dwie klasy i w efekcie powstanie dwóch klas nowych: właścicieli fabryk i proletariatu.

W tym miejscu trzeba dodać wyjaśnienie. Jak większość teoretyków tamtych czasów Worcell używa już terminu klasa, wprowadzono bodaj przez Saint-Simona, a w każdym razie przezeń upowszechnionego. Nie uważa jednak struktury klasowej za „normalną”, nie sądzi, by to właśnie ona tłumaczyła przemiany społeczne. Przeciwnie, rozbicie na klasy wydaje mu się naruszeniem normalnego stanu społeczeństwa, obawiam się jego choroby. Przykłady Rzymu i Anglii zdają się dowodzić jednego: dopiero likwidacja klasy średniej, a wiec dopiero okaleczenie społeczeństwa doprowadziło do rozbicia na wrogie, walczące ze sobą klasy, spowodowało serię powstań. Nie zawsze też wyznaczniki klasowości są rzeczywiście kluczem do historii. Były nim w wieku XIX, kiedy to w Anglii rozwijał się proletariat i zaczęła się mordercza walka klas, były także w schyłkowym okresie Rzymu. Ale w innych epokach kluczem do historii były inne zjawiska – religijne (np. Krucjaty) czy narodowościowe (większość powstań). Tu dochodzimy do spraw dla Worcella bardzo istotnej, do wyjaśnienia statusu ekonomii. Wydawać by się mogło, że Worcell jest prekursorem Marksa i ze w prawach ekonomicznych widzi ” ostateczną instancję wydarzeń”. Niektóre rozważania sugerują, że ekonomia jest dla niego odrębną od natury sferą zjawisk, rządzącą się własnościami prawami. Jest to jednak zbieżność tylko słowna i nie wolno jej modernizować. Pamiętamy, że Worcell pisze swe szkice na 30 lat przed „Kapitałem” i ze w ogóle nie zna ekonomii jak Marks, który przez całe życie był jako naukowiec ekonomistą, a tylko w młodości trochę prawnikiem i filozofem. poza tym Worcell przypisał ekonomii o wiele mniejszą rolę. Po prostu pisząc swoje szkice, stawiał pytania retoryczne i znał już na nie odpowiedź. Zajmijmy się tą odpowiedzią.

Gdyby ekonomia była sferą niezależną, „produkującą” określone formy własności – należałoby uznać, iż własność jest zjawiskiem koniecznym. To, że własność jest zdeterminowana nie przez prawa natury, ale przez prawa ekonomii to szczegół drugorzędny, skoro jedne i drugie działają „obiektywnie”. Rzecz w tym jednak, że Worcell nie mógł uznać „konieczności” własności, nie wierzył też, by ekonomia była determinantą zjawisk. Układy ekonomiczne były zmienne, Worcell wierzył nawet że istniał w dziejach okres, kiedy własności nie było. Zaobserwował także, że istniała harmonia pomiędzy formą własności, a prawami a nawet cnotami takimi jak patriotyzm, religijność itp. Nie wysnuwał stąd wniosku, że to ekonomia determinuje ludzi, podkreślał, że to ludzie tworzą ekonomię, że wszystkie własności pochodne są wobec procesów społecznych.

Inaczej mówiąc: tajemnicą ekonomii była socjologia – ale tajemnicą socjologii – moralność. Przemiany w sferze „ducha” pociągały za sobą zarówno zmiany w strukturze społecznej jak i ekonomicznej. Prywatna własność rzeczywiście „produkuje” klasę egoistów i być może nie było bez sensu twierdzić, że lęk o własność nie pozwolił kapitalistycznemu Zachodowi pomóc Polsce w czasie powstań. Ale sam proces zdobywania tej własności musiał być skutkiem głębszych przemian moralnych. Rzymianin najpierw przestawał wierzyć w świętość włości sąsiada -potem dopiero je najeżdżał i przyłączał do swojej ziemi.

Rozważania ekonomiczne przekonały Worcella, że własność nie jest świętym prawem natury, lecz przekonały go także że jest ona faktem: społecznym, moralnym, trudnym do usunięcia bez naruszenia moralności.

Po ratunek udaje się Worcell znów do ekonomii. Proces produkcji – według jego analizy – współtworzą trzy elementy: własność, kapitał i praca. Różnicę między ludźmi tworzą już pierwsze dwa, fakt posiadania własności lub kapitału jest potencjalnym zagrożeniem moralności. Ale realne naruszenie moralności następuje dopiero w sferze pracy: dystrybucja owoców pracy nie odzwierciedla ludzkiego wysiłku, nie jest sprawiedliwa wobec pracy. Inaczej mówiąc, pomimo istniejących form własności można by sytuacje społeczną uczynić sprawiedliwszą, gdyby inaczej pokierować rozdziałem dóbr. Trzeba uzgodnić dystrybucję z pracą a potem doprowadzić do wchłonięcia własności przez pracę. Albo praca „absorbuje własność”, albo też nie ma nadziei na urzeczywistnienie socjalizmu. W przypadku zachowania tej sankcjonowanej przez prawo formy ograniczania wolności jaką jest w swej istocie prywatna własność nielicznych – „świat pozostanie padołem płaczu i nędzy, wolność -farsą, braterstwo – czczą hipokryzją”.

Ekonomia nie tylko stawia tę alternatywę, daje także pewne wskazówki do realizacji socjalizmu. Naukowość Worcella polega nie na tym, iżby twierdził, że z ekonomii koniecznie wynika z socjalizm, ale na tym, że wiedząc, iż socjalizm jest tylko możliwością, pokazuje stosowane w ekonomii sposoby jej realizacji.

1. Konkurencja

Przyczyną nędzy ludu nie jest konkurencja kapitalistyczna; współzawodnictwo jako fakt społeczny jest czymś cennym, prowadzi do eliminacji złych towarów i niesprawnych producentów, potrzebujących większych nakładów sił na pracę. Przyczyną nędzy jest fakt, iż do tej konkurencji nie są dopuszczeni ci, którzy sami pracują, którzy wytwarzają najlepiej: robotnicy. Gdyby klasa robotnicza miała kapitały, gdyby mogła konkurować z kapitalistami-nie była by skazana na nędze, reasumuje Worcell.

2. Kredyty i asocjacje

Traktując konkurencję jako rodzaj kryterium wobec pracujących Worcell proponował urządzenia mające dać możność pracy, możność startu do współzawodnictwa. Po pierwsze, robotnicy muszą mieć kapitały; po drugie, nie dysponując odpowiednimi środkami powinni się łączyć w asocjacje. Warunkami stworzenia socjalizmu, pierwszymi krokami wstępnymi są zatem Kasy Kredytowe i Asocjacje. Z pewnego punktu widzenia fabryka kapitalistyczna ma już strukturę asocjacji; warunkiem produkcji jest istnienie wspólnoty ludzi. W fabryce kapitalistycznej wspólnota jest często formalna; właściciel kapitału wynajmuje po prostu robotników. Jeżeli jednak robotnicy połączą swe oszczędności, jeśli w wyniku reform albo rewolucji otrzymają kapitał pozwalający uruchomić produkcję – stworzą oni autentyczną wspólnotę pracy i interesu, wspólnotę ludzką.

Worcell wiedział jednakże, że chociaż ekonomia może ukazać drogi prowadzące do tego świata autentycznych ludzkich wspólnot – nie może sama dać środków do realizacji. Drogowskaz nie prowadzi tam, dokąd wskazuje.

 

PERSONALIZM

(Argumentacja socjologiczna)

Rozważania socjologiczne choć nie dały pewności co do socjalizmu, dały jednakże szansę. Okazało się, że własność nie jest wynikającym z natury stosunkiem człowieka do rzeczy. Jest ona, zdaniem Worcella „stosunkiem społeczeńskim”, zakamuflowanym stosunkiem do drugiego człowieka. Nie jest więc tak, że ekonomia stworzy ludziom socjalizm, może być jednak tak, że ludzie sami stworzą socjalistyczną ekonomię – choćby drogą popierania asocjacji. Czymś pierwszym muszą być jednak owe „przemiany duchowe”. Reformy ekonomiczne ich nie stworzą; nie mogą ich też wyprzedzać. Na nic nie zda się – pisze przykładowo Worcell – stworzenie wspólnej czy to indywidualnej własności dla wszystkich chłopów. Przy dzisiejszym stanie moralności większość z nich sprzeda ziemię Żydom i pójdzie do miasta pić.

Socjalizm jest więc dla Worcella ogromnym, społecznomoralnym zadaniem. By je wykonać trzeba dobrze znać reguły życia społecznego, znać, jednym słowem, socjologię. Worcell nie używa, rzecz jasna, jeszcze terminu „socjologia”, mówi jednak o „teorii socjalnej” bądź „społecznej” i – co ważniejsze -tworzy jej pierwszy pogłębiony zarys.

Przede wszystkim będzie to teoria dynamiczna. Tak samo jak w ekonomii, tak samo i w teorii społecznej Worcell odżegna się od „stacjonaryzmu” i uzna, że wszystko – moralność czy ekonomia, prawo czy formy społeczne – wszystko ma swą historię. Wiarę w „fatalizm” praw natury czy ekonomi Worcell uzna za cechę socjalizmu utopijnego.

Jako zasadę rozwoju Worcell przyjmuje walkę dwóch pierwiastków: konserwatywnego i postępowego. Na pozór jest to polemiczne wobec poglądów TDP, ale jest to pozór formalny. Bo, według teoretyka „Gromad”, elementy postępu wnoszą także wybitne jednostki, „ludzie o wielkim sercu i rozległych pomysłach. męczennicy sprawy wolności”: Chrystus, Napoleon, Robespierre, Buonarotti czy Mazzini. Każdy z nich rewolucjonistą przede wszystkim w sensie moralnym i właśnie te duchowe przemiany tworzyły postęp tworząc zmiany ekonomiczne czy prawne. Nie znaczy to, że Worcell uznawał postęp za wyłączne dzieło jednostek; przeciwnie: uważa, że jednostka staje się czynnikiem postępu dopiero wtedy, gdy stworzy ruch społeczny, kiedy znajdzie wyznawców swej idei wcielających ją w życie.

Postęp ludzkości odbywa się nie tylko w czasie, lecz także i w przestrzeni. Własność prywatna, którą myśliciel na ogół potępia, dawała też efekty pozytywne: powodując rozpad dawnych wspólnot – spowodowała rozprzestrzenianie się ludzi po świecie, a więc humanizację świata.

Na tym ruchomym tle kreśli Worcell swoja teorię. Główny jej zarys znajduje się w drukowanej w 1850 r. rozprawie pt. „Socjalność” i w znalezionej w papierach pośmiertnych rozprawie „O związkach przyrodzonych i społeczeńskich”.

Autor „Socjalności” rozróżnia na wstępie dwa pojęcia: gromadność i socjalność. Pierwsza jest cechą zwierząt, druga -ludzi; pierwsza polega na łączeniu się formy w stałe i niezmienne, druga – w formy rozwijające się -postępowe. Właśnie postęp i cel stanowią istotę socjalności. „U zwierząt – pisze Worcell -praca i spożycie równoważy się wiecznie, pokolenie pokoleniu nic nie przekazuje”. Przeciwnie u ludzi, każda obecność będąc spadkobierczynią całego ogromu przeszłości oddaje potomnym odwieczną, wciąż zwiększoną spuściznę. Gromadność zwierząt nic nie wyznała ani ulepszyła, socjalność ludzka poddała człowiekowi ziemię, zwierzęta i żywioły. Przyczyną tak istotnych różnic jest, zdaniem myśliciela, to, że gromadność, jest tylko funkcją materialną, wynikiem biologicznych instynktów, zaś socjalność funkcją podwójną: organizmu i ducha.

Podstawą socjalności jest bowiem osoba. I jeżeli zwierze jest tylko częścią gatunku-człowiek każdy jest całością osobną, materialno-duchową. Z pojęcia osoby wyprowadza Worcell jej niezbywalne prawa i obowiązki, także względem siebie samej: „najprzód obowiązek zaspokojenia potrzeb życia, a stąd prawo pracowania wedle własnej woli i usposobień. po wtóre obowiązek zachowania fizycznej i moralnej samodzielności, a stąd prawo osobistej wolności”. Wszystko, co narusza fizyczny bądź duchowy pierwiastek osoby działającej przeciw niej działa przeciw całemu społeczeństwu:

„Antysocjalnością jest ascetyzm, bo zaprzecza materię.

Antysocjalnością – ateizm, bo zaprzecza ducha.

Antysocjalnością – samobójstwo i kara śmierci, bo rozrywają związek dwóch pierwiastków, składających osobę”.

Na szkodę społeczeństwa działają także prawne, ekonomiczne, a nawet religijne urządzenia poniżające osobę:

„Antysocjalnością – monopolia i prace przymusowe, bo ścieśniają i znoszą niepodległość pracy.

Antysocjalnością – wszelkie targnięcia się na niepodległość czynu, pisma, mowy lub myśli bo wolność osobista polega głównie na tych warunkach.

Antysocjalnośćią – klasztorna spólnosc zatrudnień, własności i spożycia, bo nadwyręża wolność osobistą a otwiera pole dowolnemu próżniactwu”.

Występując przeciw klasztornym jak i niechrześcijańskim komunom Worcell napisze w szkicu o „Znaczeniu rewolucji socjalnej w Europie”, że komunizm tj. życie wspólne, jest „przeciwny naturze ludzkiej” i doda: „Chcąc zaprowadzić komunizm pośród ludzi trzeba ich odmienić całkiem, zgwałcić ich naturę, wśród trupów dopiero niwelację powszechną można będzie zaprowadzić.”

Kolejnym pojęciem socjologii Worcella jest rodzina. Stanowi ona zarazem wyższy organizm społeczny, dobrowolne połączenie osób -”solidarnością, spólnością praw, obowiązków, celu, dążności, pracy, nazwiska a nawet czci i niesławy”. Stadło rodzinne jest więc „całością moralną”, „socjalnym ogniwem pomiędzy przeszłością a przyszłością”. Z rodziną łączy Worcell właśnie pojęcie własności pisząc: „własność w pojęciu socjalnym i postępowym jest rodzinną (…) w pojęciu zaś dawnym i wstecznym osobistą albo też nadaną, przeto uprzywilejowaną lub służebną. Źródłem własności socjalnej – praca, źródłem nadanej – koncesja”. Własność socjalna jest zresztą tylko prawem użytkowania; Worcell odrzuca dziedziczenie jako niezgodne z zasadą, iż własność może być tylko wynikiem pracy. Znając takie rozwiązanie spraw nie zdziwimy się czytając u Worcella:

„… Antysocjalnością – przymuszony celibat.

Antysocjalnością – prawo pierworództwa i majoraty.

Antysocjalnością – pańszczyzna, dziesięciny i wszelkie służebnictwa.

Antysocjalnością – lichwa.

Na koniec wierutną antysocjalnością i wstecznością – wszelkie utopie o przedzierzgnięciu własności pojedynczej albo spólnej na własność powszechną, niby to ogólną, a tym samym urojoną, że niczyją; co innego bowiem własność zbiorowa; korporacyjna, spólna, a co innego ogólne.

Pierwsza jest stowarzyszeniem własności pojedynczych, druga – wywłaszczeniem pracy – i w logicznym następstwie odnowieniem despotycznego zwierzchnictwa; szczeblem do caryzmu i do bydlęcego strzodowania ludu”.

Trzecim stopniem, trzecim – i najwyższym – rodzajem związków duchowo-materialnych jest naród. Ażeby powstał – pisze Worcell – rodziny muszą rozrosnąć się w rody (gminy); potem jeden z nich występuje w funkcji czynnej jednocząc inne w wyższą całość.

Narodowość także jest dualistyczną, składa się z pierwiastka biernego, materialnego, jakim jest przestrzeń geograficzna i pierwiastka czynnego – „dążności mieszkańców” czyli z kraju i ludu. Nie jest to jeszcze całość określenia narodu. Każdy lud musi mieć swoją misję: „misja narodowa, wynikając z tej, a nie innej przestrzeni, z tej a nie innej dążności jest właściwością tego a nie innego ludu” – a więc jest tym, co czyni dopiero lud narodem i co odróżnia go od innych. „W pojęciu narodowości – podsumowuje Worcell – spływają w jedno pojęcie kraju, ludu, misji”. Misja jest wypadkową pierwiastków materialnych i duchowych narodu, wynika z jego przeszłości, położenia, zadań jakie przed sobą stawia. Misją Polski była kiedyś obrona chrześcijaństwa przed pogaństwem, a więc obrona Europy. Ta misja została już przerwana, nowa Polska mieć będzie nową misję – albo też nie będzie Polski wcale.

Co ma być misją Polski? – Worcell odpowiada – obrona demokracji, obrona prawdziwych wartości socjalnych: równości, niepodległości, wartości narodów i osób. Polska nie jest już zagrożona przez islam, nie znaczy to jednak, iż nie są zagrożone wartości, których obrona jest właśnie naszą misją. Od zachodu zagraża nam dziś protestantyzm – od wschodu caryzm i schizma. Zachód niesie wartości mieszczańskie, egoistyczny kult własności, obojętność moralną; caryzm grozi ludziom, zniewoleniem „fataliczną nieruchomością”, to znaczy odrętwieniem społecznym, zepchnięciem osób do roli biernych narzędzi. Polska musi bronić osoby, musi bronić praw jednostkowych, ale i aktywności, zasady poświęcenia; musi egoistom i ludziom – rzeczom przeciwstawiać ideał obywatela. Bez obywatelskości nie ma bezpieczeństwa dla praw osobistych, ale obywatelskość obowiązuje każdego do czuwania nad dobrem ogólnym, narodowym.

Worcell przyjmuje jako prawa dwie reguły moralne:

I. Obowiązek opieki całości (narodu) nad jednościami niższego rzędu (rodziną, osobą).

II. Obowiązek poświęcenia części dla całości.

Te dwa prawa zapewnić mają spójność i trwałość narodu. Naród jest, wedle myśliciela, najwyższą jednością naturalną, obejmującą nie tylko teraźniejszość, ale przeszłość i przyszłość tworzących osób. Narodowość jest też jednym ogniwem łączącym ludzką osobę z całością ludzkości. „Człowieczeństwo bez podziału na kraje i narodowości – to ciało bez członków, tułów bezkształtny i bezkrwisty”. Ludzkość pojęta bez podziału na narody byłaby – wedle metafory Worcella – kupą „porozrywanych żył, rozgniecionych mięsnych części, połamanych i pokruszonych kości”, byłaby „jednostajną, krwią cieknącą masą” nie zdolną do życia.

Stąd wniosek, że wszystko to, co nadwyręża narodowość (czyli zespolenie kraju i ludu) jest czynnikiem antysocjalnym, jest przeszkodą uniemożliwiającą socjalizm:

„Antysocjalnością – wszelkie wynarodowienie

Antysocjalnością – kosmopolityzm.

Antysocjalnością – rozdrabnianie narodów na powiatowszczyzny.

Antysocjalnością na koniec – wszelkie marzenia o ogóle człowieczeństwa bez podziału na kraje i narodowości”.

Powiedzieliśmy, że naród jest dla Worcella najwyższą naturalną, materialno-duchową jednością. Nie znaczy to, iż nie ma jedności nienaturalnych, mechanicznych zlepków porozbijanych narodów.

Myśliciel, który przyjmuje otwartą formułę dziejów, musi przyjąć, że oprócz socjalizmu narodów możliwa jest także owa „jednostajna, krwią cieknąca masa”. Worcell podaje przykłady takich sztucznych jedności, zamieniających ludzi z istot socjalnych na powrót w gromadne zwierzęta. Takimi sztucznymi tworami są zarówno monarchia Habsburgów, jak wielonarodowe państwo carów. Twory te stanowią także jedność, ale stworzoną „sposobem zbrodniczym narzucenia, przywłaszczenia, gwałtu”. Wbrew utopisto, którzy sądzą, że instytucje ekonomiczne czy polityczne mogą zmieniać ludzi (że więc wystarczy zmienić tylko warunki materialne a ludzie się poprawią) Worcell podkreśla zabójcze dla socjalizmu skutki jakie pociągnie za sobą budowanie go „od drugiej strony”, tj. od strony siłą jednoczących instytucji. Jedność narzucona siłą jest sprzeczna z prawem naturalnego postępu, niszczy ona zasady równości i braterstwa, odbiera ludziom wolność zamieniając ich w rzeczy.

Tym to sztucznym jednościom przeciwstawia Worcell jedność naturalną: federację wolnych narodów. Przykłady federacji widzi nie tylko w Unii polsko-litewsko-ruskiej, jaką była Rzeczypospolita Jagiellonów, ale i w innych wydarzeniach historii powszechnej. Zarówno rozwój wszelkiej, kwitnącej sztuką Grecji, jak powstanie niepodległej Szwajcarii, jak i rodzące się na naszych oczach Stany Zjednoczone Ameryki – to przykłady wolnych federacji. Stworzenie takiej Federacji w Europie ma być – zdaniem Worcella – misją Polski.

Filozof nie ma złudzeń co do tego, że spełni się ona natychmiast. Pierwszym etapem musi być odzyskanie niepodległości własnej połączone z ogromną pracą nad przebudową moralności narodowej. Polacy bowiem stali się narodem chorym. Pozbawienie niepodległości spowodowało psychiczne zwyrodnienia: ucieczkę narodu w mistycyzm (np. towianizm), ostentacyjnie głoszony lojalizm, od którego tylko krok do zdrady. Bez przebudowy psychiki narodowej nie ma co myśleć o odbudowie niepodległości narodu.

Dopiero drugim etapem, dalszym celem naszej historii, może być powrót do unii z narodami – braćmi: Litwą, Białorusią, Ukrainą o Czechami, które też kiedyś tworzyły z nami całość. Stopniowo – zdaniem Worcella – powstanie federacja narodów międzymorza, obejmująca kraje od Bałtyku po Morze Czarne i Adriatyk. Taka federacja będzie już mogła nie bać się ościennych despotyzmów.

Tak, w najogólniejszych zarysach przedstawiał się system Worcella, jego społeczno-polityczny testament. System ten jednak nie stał się programem Gromad.

Jakby na potwierdzenie obaw myśliciela Gromady zaczynają się skłaniać do mistycyzmu; być może było to objawem działania logiki systemu narzucającej konieczność dobudowania religii do socjalistycznej wizji kultury. W każdym razie w roku 1840 Worcell rozstał się z Gromadami. Ideologiem ich został Zenon Świętosławski, wieszczący Kościół Powszechny Ludzkości ze stolicą w Suezie – punkcie łączącym trzy kontynenty. Kościołem miał rządzić Namiestnik i dwunastu doradców; własność miała być „Boża” język obowiązujący – polski. Gromady pogrążyły się w socjalizmie utopijnym – Worcell wrócił do TDP… i odtąd razem z Heltmanem zasiadał w jego władzach… Potem, jako reprezentant Polski, brał udział w pracach Komitetu Centralnego Demokracji Europejskiej – założonego w 1850r. przez Mazziniego, pierwszej demokratycznej „międzynarodówki” świata. Do końca też pracował, pisał odezwy, pomagał redagować gazetę TDP – „Demokratę Polskiego”. Korekty robił nawet złożony chorobą. Na ostatnim, przyniesionym mu 2 lutego 1857 r. arkuszu napisał: „Skończyłem moją służbę, niech mnie kto inny wyręczy”. Potem kazał wezwać Mazziniego i zażądał odeń przysięgi „że przy ogólnym poruszeniu ludów Polska zapomnianą nie będzie”. Kiedy Mazzini złożył tę przysięgę, Worcell uśmiechnął się i zamilkł. Może pogrążył się we wspomnieniach, może nie mógł już mówić. Umarł następnego dnia, tj. 3 lutego 1857 roku.

 

P r z y p i s y

1) Wiara w autentyczną wspólnotę rządzoną miłością i współpracą jest ukrytym założeniem wszystkich rozważań Worcella. To założenie ingeruje właśnie w logikę wywodów o własności i wpływa na to, że filozof nie docenia związku istniejącego między własnością a wolnością. Wierząc w społeczeństwo braterskie Worcell nie stawia pytania o to, jaki los będzie udziałem jednostki (bądź grupy) buntującej się czy choćby tylko nie akceptowanej przez wspólnotę. Czy jej wolność nie zostanie ograniczona? Czy nie mająca własnego zabezpieczenia jednostka zdobędzie się na jakiś akt buntu bądź szczerości? Wolność żebraka jest przecież parodią wolności, jest wolnością ku śmierci, ku podłości, albo ku kradzieży. Odebranie własności w społeczeństwie mniej idealnym od Worcellowskiego (także w systemie państwowego kapitalizmu) oznacza uzależnienie jednostki od żywiciela i pracodawcy, a więc odebranie wolności. Z kolei umniejszenie wolności jednostek, wykorzenienie zamiłowania do wolności jest przesłanką utraty wolności przez narody. Wydaje się, że nawet w najidealniejszej z asocjacji Worcella wolność musi być stopniowalna. Nie jest jednakże pewne czy upowszechnienie własności równałoby się upowszechnieniu, demokratyzacji wolności. Pewne niebezpieczeństwa ubezwłasnowolnienia dostrzeże Worcell krytykując zasadę klasztornej wspólnoty, nie dostrzeże jednakże niebezpieczeństwa największego: społeczeństwa-klasztoru – to znaczy upowszechnienia zasad rządzących klasztorami (dyscyplina, pokora, ubóstwo, wspólna praca i spożywanie – całkowite wyrzeczenie się indywidualizmu) na całe społeczeństwa.

2) Historia idei Międzymorza do dzisiaj czeka na swoich badaczy. W jakimś sensie wywodzi się ona z tradycji Jagiellońskiej i nawiązuje do zasady Unii. Ale wydaje się, że gdzieś wśród argumentów kryje się także powiedzonko Talleyranda, iż „gdyby Austria nie istniała, to należałoby ją wymyślić”. Zasadą i gwarancją pokoju w Europie Środkowej było istnienie silnego organizmu państwowego między Niemcami a Rosją. Zbiór państw słabych stanowił wyzwanie, wręcz zaproszenie do agresji. Historyk idei powinien także prześledzić dalsze losy idei federacyjnej, stała się ona nie tylko podstawą programu piłsudczyków, lecz także główną tezą polityki Władysława Sikorskiego, który doprowadził do podpisania unii polsko-czeskiej pomyślanej jako etap wstępny do stworzenia znacznie potężniejszej unii środkowo-europejskiej . Idea ta funkcjonowała nawet w tzw. koncepcji Austro-Polskiej w roku 1914. Zjednoczenie wszystkich ziem polskich w ramach monarchii austriackiej było – w myśl założeń zwolenników tej koncepcji – stworzeniem unii narodów i likwidacją monarchii, w której Niemcy mogli uciskać mniejsze od siebie narody. Po takim zjednoczeniu Austriacy staliby się w imperium mniejszością i to znacznie mniej liczną od Polaków czy południowych Słowian.

 

Bohdan Urbankowski, Kierunki poszukiwań. Szkice o polskich socjalistach, Warszawa 1983, s. 73-104

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Niepodległościowy socjalizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.