Socjalizm integralny Limanowskiego


STO LAT ŻYCIA I DZIAŁALNOŚCI

 

Mezeń. Zapomniana przez Boga osada, gdzieś pod kręgiem polarnym, na Wybrzeżu Morza Białego. Mroczna, trwająca prawie cały rok zima, krótkie, cuchnące nadmorskimi bagnami lato. Kiedy puszczają lody Mezeń zmienia się w odciętą od świata wyspę: nie dochodzi tu poczta, nie dojeżdżają ludzie. Tu mieli żyć, a raczej dogorywa, polscy zesłańcy; tu właśnie jeden z nich, 26-letni Bolesław Limanowski, pisał swą „Socjologię”.

Tragedią młodego zesłańca nie były zresztą warunki. Fakt, że izba nieotynkowana i pełna robactwa, fakt, że z początku nie było w niej żadnego łóżka i trzeba było spać po prostu na gołej ziemi. Tym się nie przejmował; najważniejsze, że miał stolik, przy którym mógł pisać i dużo woskowych świec. Tragedia Limanowskiego polegała na tym, że odcięty od świata odkrywał prawdy już odkryte, że wiele spośród „jego” myśli wypowiedzieli już wcześniej Comte czy Spencer.

Dziesięć arkuszy „Socjologii”, które napisał na zesłaniu Limanowski, nie miały więc wartości jako twórczość naukowa. Miały jednakże wartość jako twórczość samego siebie. Tu właśnie, na dalekiej północy, niedowarzony student medycyny i filozofii zmienił się w uczonego, którego pracowitość i wszechstronność do dziś wzbudzają podziw. Ratując się od nostalgii, a może i od śmierci, Limanowski przetworzył swój charakter. Erudycja była już tylko sprawą czasu i dostępu do źródeł. Rozpoczętą na Syberii „Socjologię” ukończy Limanowski dopiero w dwadzieścia lat później, po zrobieniu doktoratu z filozofii. Dojdzie jednak do wniosku, że w tym „dziele życia” są zbyt liczne braki. Następne dziesięć lat poświęci na „doczytywanie” literatury. Wyniknie stąd konieczność przeróbek, a miejscami pisania od nowa. Dzieło będzie gotowe dopiero tuż przed wybuchem wojny. Będzie nawet wydrukowane – lecz wojna zniszczy nakład. Tak więc na półkach księgarskich ukaże się „Socjologia” dopiero po zakończeniu walk, w roku 1921. Sześćdziesiąt lat po napisaniu pierwszej wersji. Co najdziwniejsze, nie będzie to dzieło anachroniczne. Przeciwnie, do dzisiaj nawet jest w wielu sprawach aktualne, bardziej inspirujące niż większość obowiązkowych podręczników. Ale bo też żaden ze współczesnych autorów nie myśli nad swym dziełem przez 60 lat.

Nie znaczy to, oczywiście, by przez ponad pół wieku Limanowski bez przez przerwy pracował nad „Socjologią”. Nie zapominajmy, że był on nie tylko naukowcem, że był także człowiekiem czynu, działaczem robotniczego ruchu, któremu przewodził ponad 70 lat! Historia socjalizmu w Polsce to życiorys Limanowskiego. Czas zatem, w paru zdaniach go streścić.

Bolesław Limanowski urodził się w 1835 roku w majątku Podgórze nad Dźwiną, w tak zwanych Inflantach Polskich. Jak większość kresowiaków wychowywany był w duchu patriotycznym, to znaczy na lekturze poetów romantycznych, Lelewela i „Śpiewów historycznych” Niemcewicza. Te „śpiewy”, poetycki odpowiednik Plutarcha spełniły w wychowaniu polskim nie mniejszą rolę, niż Plutarch w pedagogice rzymskiej. Natchną one Limanowskiego do napisania po latach ich dalszego ciągu. Dzięki tym „Śpiewom” chyba powstaną „Szermierze wolności” – seria pisanych przez lata biografii ukazujących życie Emilii Plater, Ludwika Mierosławskiego, Wiktora Heltmana, Józefa Zaliwskiego i innych. Z tej samej inspiracji powstanie tu po wojnie unikalna seria „Plutarch Polski”. Pomieści w niej Limanowski biografie Staszica, Kołłątaja, Łukasińskiego i Traugutta.

Nie uprzedzajmy jednak faktów. W latach 1847-54 Limanowski uczęszcza do gimnazjum w Moskwie potem, też w Moskwie rozpoczyna studia na wydziale medycznym. W roku 1858 przenosi się do Dorpatu będącego podówczas oazą kultury niemieckiej w Rosji. Po roku studiów zamienia medycynę na filozofię, rozpoczyna też działać w studenckim ruchu niepodległościowym. Latem 1860 roku wyjeżdża do Francji, aby nawiązać kontakt z człowiekiem, który był legendą – Ludwikiem Mierosławskim. W Paryżu zaczyna wchłaniać literaturę niepodległościowo-demokratyczną, zapoznaje się z poglądami Heltmana i Worcella, pisze też pierwszą swoją książkę – opowieść o Emilii Plater. W grudniu 1860 r. wstępuje do prowadzonej przez Wysockiego szkoły polskich instruktorów wojskowych; zdobywa wiedzę konieczną do prowadzenia walki partyzanckiej. Wiosną 1861 roku przyjeżdża do Wilna, gdzie – w dzień św. Stanisława, patrona zjednoczonej Polski – organizuje manifestację. Przebiega ona według klasycznego polskiego schematu: w kościele odśpiewano hymn „Boże coś Polskę”, potem żandarmi aresztowali manifestantów. Rozruchy, które miały ich uwolnić, nie wybuchły. Limanowskiemu odebrano żelazny pierścień zrobiony z kajdan Konarskiego, wszystkie oczywiście pieniądze i zamknięto go w cytadeli. Po dwóch miesiącach, jako jednego z głównych organizatorów, wysłano do guberni archangielskiej. Wędrówka na miejsce zesłania trwała miesiąc.

Nawet w Mezeniu Limanowski nie wyrzekł się myśli o walce. Zmienia jedynie metody: organizuje pomoc dla zesłańców, przede wszystkim w formie polskich książek; opracowuje też plan zorganizowania się wygnańców na Kaukazie. Działa także przez polskich księży, pisze odezwy, listy, które – odczytywane zesłańcom – niosą nadzieję, lecz także uczą, co jest polityką. A w sytuacji, kiedy carat dążył do totalnego wytępienia Polaków, polityką musiało być wszystko.

Dlatego Limanowski wzywał: „Carat moskiewski dąży do zmoskalenia Polaków. Musimy więc walczyć zawzięcie zachowanie swej narodowości. W walce tej musimy kierować się tymi zasadami, które strategia kreśli dla wojny. Powiada ona, że działanie oporu mniej jest skuteczne, mniej zapewnia zwycięstwo niż działanie zaczepne, uprzedzające. Carat chce nas zmoskwiczyć, usiłujmy więc spolszczyć Rosję. Występujmy wszędzie otwarcie jako Polacy, dawajmy przykład, jakimi powinni być ludzie uczciwi i wolni. Trzeba ażeby Rosjanie uczuwali cześć dla Polaków. Nie tylko mamy się troszczyć o zachowanie swej mowy, ale nawet o jej szerzenie. A nade wszystko rozniecanie pragnień wolności, a uczuć nienawiści ku dyspotyzmowi powinno stać się naszym zadaniem. Zachęcajmy i popierajmy rewolucjonistów rosyjskich”.

Kiedy w 1863 r. Limanowski otrzymał wiadomość o przygotowującym się powstaniu, zaczął szykować ucieczkę. Umówił się z kapitanem angielskiego statku, który przypadkiem trafił do Mezenia, że ten, odpłynąwszy od brzegu zatrzyma się w sąsiedniej zatoce, poza linią rosyjskich wód terytorialnych. Limanowski miał dopłynąć czółnem. Na drogę zabrał strzelbę i… dziesięć arkuszy swojej „Socjologii”. Do celu jednak nie dotarł. Został złapany przez straż celną, prawdopodobnie na skutek donosu przewoźników. Wszystko zresztą mogło skończyć się dobrze: Limanowski tłumaczył łapaczom, że po prostu poluje, angielskiego statku też nie było. Pech chciał, że przesłuchującym go był kapitan, który służył w Królestwie Polskim, miał nawet żonę Polkę i mnóstwo takiej szczerej, braterskiej miłości dla Polaków. Po napisaniu raportu na temat polowania kapitan już „prywatnie” i serdecznie zapytał Limanowskiego „jak to było naprawdę?”, ten również prywatnie i serdecznie przyznał się, że chciał zwiać, a kapitan, już urzędowo, napisał drugi raport. I choć zamiaru ucieczki Limanowskiemu nie udowodniono – wszechsłowiańska serdeczność kosztowała go kilka dodatkowych miesięcy więzienia.

Po pięciu latach północy, Limanowski zostaje przeniesiony do leżącego w guberni woroneskiej Pawłowska. Stało się to dzięki interwencji zaprzyjaźnionych lekarzy: blask słońca spowodował częściową utratę wzroku, klimat – pomimo hartowania się i regularnych kąpieli – zaczynał powoli zwyciężać organizm zesłańca. W łagodniejszym klimacie Pawłowska Limanowski powraca do zdrowia; doczekuje także amnestii ogłoszonej jesienią 1867 roku. Jako lżejszy przestępca może powrócić do Królestwa. Zamieszkuje w Warszawie i – mając 33 lata – rozpoczyna życie od nowa.

Chwyta się zatem różnych zajęć, przez czas jakiś pracuje jako zwykły robotnik w fabryce. Od ósmej rano do siódmej wieczorem, z małą przerwą na obiad. Przez dziesięć godzin dziennie piłuje żelazo, nieci ogień miechem kowalskim, usługuje starszym robotnikom. Otrzymuje za to dokładnie jeden złoty dziennie. Próbuje także udzielać korepetycji gdzieś na zabitej deskami Lubelszczyźnie. Po powrocie pracuje w kuchni dla ubogich, jest lektorem ks. Lubomirskiego i podejmuje pracę w bibliotece. Dla odmiany przez kilka godzin wypisuje fiszki. Rozpoczyna także współpracę z „Przeglądem Tygodniowym”, gdzie zamieszcza rozprawę o filozofii Comte’a. jak się wkrótce przekona, zamieszcza ją… honorowo, to znaczy bez honorarium.

W 1870 roku docierają do Królestwa wieści o wojnie francusko-pruskiej, o mającym się gdzieś tam formować polskim legionie. Limanowski wyjeżdża do Galicji. Tu dowie się o klęsce Francji, potem o klęsce resztek niedoszłego legionu na barykadach Komuny. Tu także rozpocznie działalność socjalistyczną.

Od roku 1869 istnieje we Lwowie stowarzyszenie robotników „Gwiazdka”; wydaje ono nawet swój organ „Rękodzielnik”. W Sali tego stowarzyszenia Limanowski wystąpi z serią odczytów poświęconych socjalizmowi i Komunie Paryskiej. Odczyty te były tak bogate w szczegóły, że władze podejrzewały prelegenta o nielegalny wyjazd i udział w walce Komuny, do czego Limanowski, rzecz jasna, się nie przyznał.

We Lwowie nasz uczony przeżyje lat osiem, jednocześnie pracując, studiując i działając w ruchu robotniczym. W 1871 roku wyda swoją broszurę „O kwestii robotniczej” (poświęconą walce komunardów); potem „Żywot Jarosława Dąbrowskiego” (pióra W. Rożałowskiego), do którego dołączy napisany przez siebie życiorys Walerego Wróblewskiego. W między czasie założy pierwszą w kraju spółdzielnie czeladników krawieckich oraz kasy oporu i – mając lat czterdzieści – obroni doktorat. Tematem pracy będzie socjologia Augusta Comte’a. obrona nie obędzie się zresztą bez przeszkód. Praca napisana była świetnie, rychło zresztą ukazała się drukiem, cóż, kiedy Limanowski przed obroną tak opił się czarna kawą, podobno pobudzającą mózg i siły, że wprawił się dosłownie w jakiś stan osłupienia i przestał odpowiadać na pytania. Musiał zdawać raz jeszcze – pół roku później. Zdał z oceną bardzo dobrą.

Działalność Limanowskiego, pisane przezeń broszury zdobywają mu rozgłos poza granicami Galicji. Jak do nauczyciela zaczną do niego przyjeżdżać delegaci studenckich „kółek” z Królestwa i z głębi Rosji. W 1874 roku zjawi się u niego młodziutki Kazimierz Hildt, który właśnie rozpoczął w Warszawie propagowanie spółdzielczości. Obydwaj entuzjaści planują pokryć kraj siecią spółdzielni niezależnych od zaborczych władz. W tym samym roku w Petersburgu powstają kółka studentów; w Instytucie Technologicznym prym wiodą Hryniewiecki z Waryńskim i braćmi Kobylańskimi w Akademii Medyko-Chirurgicznej autentyczny książę-społecznik, Jan Hłasko. On to w 1875 roku założył wśród studenckiej Polonii pierwsze kółko socjalistyczne.

Niezależnie od siebie Hłasko i Erazm Kobylański zaczną przyjeżdżać do Lwowa po rady i nauki. Hłasko nosi się wówczas z zamiarem założenia pisma socjalistycznego, Limanowski pisze mu plan pisma, pomaga tez zorganizować przemyt „bibuły” przez granicę.

Planowane jest także założenie wspólnej, polsko-ukraińskiej, partii socjalistycznej. Ze strony polskiej rzecz przygotowują Limanowski i Kobylański, ze strony ukraińskiej… Iwan Franko, mówiący zresztą i piszący głównie po polsku (On to był autorem pierwszego u nas „Katechizmu socjalistycznego”). Na razie jednak kończy się na planach, jako że wszyscy trzej – Limanowski, Kobylański i Franko dostają się do więzienia. Kobylański wpada za przemyt nie legalnej literatury, Limanowski – podejrzany przez władze o to, iż stoi na czele tajnej, międzynarodowej organizacji socjalistów.

Tak więc Limanowki poznaje więzienie drugiego zaborcy. Kończy się na paru miesiącach gdyż tuż i wypuszczają uczonego. Kobylański, Franko i jeszcze kilku innych działaczy zasiadają jednak na ławie oskarżonych. Rozpoczynie się pierwszy w dziejach proces socjalistów. Wyroki będą jeszcze niskie: Kobylański dostanie 3 miesiące, Franko 6 tygodni, zaś zecer Prebendkowski, drukarz i kolporter „bibuły” – 5zł. grzywny z zamianą na 24 godziny aresztu. Proces tan odegrał jednakże wielką rolę propagandową – tym większą, że na sali była młodzież z Królestwa i z Rosji. Rozprawie przysłuchiwał się także Waryński, nie wiedząc, że wkrótce sam zasiądzie na miejscu oskarżonych.

Proces lwowski nie zniechęcił socjalistów lecz przeciwnie: dodał im skrzydeł. Limanowski zwołuje w swym mieszkaniu naradę i organizuje pierwszy w historii polskiego ruchu „komitet socjalistyczny”. Pierwszego lipca 1878 roku zaczyna się ukazywać także pierwszy socjalistyczny dwutygodnik „praca”. Jednocześnie Limanowski pisze kolejną broszurę. Jest to słynna rozprawa „socjalizm jako konieczny objaw dziejowego rozwoju”. Tego wszystkiego będzie już władzą za dużo. Uczony dostanie nakaz opuszczenia Austrii. Wyjeżdża do Szwajcarii żegnany przez tłum robotników. Do kraju wróci dopiero po 29 latach, jako 72-letni starzec.

Zbiegiem okoliczności od lipca 1877 roku przebywa w Genewie jeden z byłych przywódców Komuny generał Wróblewski. Latem 1878 roku przybywają tam także ratując się przed aresztowaniami młodzi działacze z Królestwa: Hildt, Dłuski, Mendelson, Jankowska i nieco później Waryński. Wygnańcy zakładają gminę socjalistyczną, planują wydawanie pisma „Równość”. Redaktorem ma zostać Limanowski. Na początek (jako pierwszy numer) wydają wspólny „program socjalistów polskich” i … w tym momencie grupa się rozpada. Program zawierał bowiem potępienie nie tylko ucisku społecznego lecz także i narodowego. W tym czasie jednak część działaczy pozostających pod wpływem Bakunina (m.in. Waryński i Dłuski) odrzuca hasła narodowe jako sprzeczne z interesami klasy robotniczej. Dłuski pisze w tym duchu artykuł do 2 numeru „Równości”. Limanowski godzi się tekst wydrukować – lecz tylko jako artykuł prezentujący poglądy autora, nie zaś jako tekst programowy mający obowiązywać wszystkich socjalistów. Odpowiada też Dłuskiemu (choć nie wprost) broszurą „Patriotyzm i Socjalizm” (1881), gdzie pisze m.in.: „wyrobił się u nas Polaków komunał, że patriotyzm i socjalizm wzajemnie się wykluczają (…) komunał ten wyrobił się tylko u nas, ponieważ ani Francuzi, ani Niemcy, ani Włosi, ani Szwajcarowie nie twierdzą nie podobnego”. Komunał ten, zdaniem Limanowskiego, ukuła antyludowo i antysocjalistycznie nastawiona szlachta, gorzej jednak, że bezkrytycznie powtarzają go działacze robotniczy. „Patriotyzm – pisze dalej uczony – jest główną spójnią społeczeństwa. Zniszczyć to uczucie znaczy zabić samodzielność organizmu narodowego i dopomóc do pochłonięcia go przez inne otaczają organizmy. Głosić wyrzeczenie się patriotyzmu jest to zachęcać do samobójstwa” – tym bardziej, że program antyniepodległościowy godzi przede wszystkim w robotników, w ubogich dla których ucisk jest cięższy niż dla bogaczy: „odzyskanie niepodległości – konkluduje Limanowski – to zrzucenie jarzma które dławi bardziej ubogich, najazdu który tłumi wszelkie poczucie samodzielności który tamuje swobodny rozwój myśli (…) który narzucają obcą mowę w szkołach i sądach obniża poziom oświaty i powiększa krzywdę ubogich”.

Limanowski przypomina „antynarodowcom”, że program przebudowy społecznej Polski rzucili właśnie patrioci z TDP, wskazuje również na związek patriotyzmu z socjalizmem, pisząc: „im więcej jednostki czują się wolnemi w organizmie społecznym, im również jest między nimi podział tych korzyści, które zapewnia społeczeństwo, tym silniejsze musi być ich patriotyczne uczucie.” „Prawdziwy patriotyzm zwraca się przede wszystkim ku temu, co stanowi podstawę i rzeczywistą siłę narodu, ku ludowi pracującemu a więc musi być socjalistyczny, szczery zaś socjalizm wypływający z miłości narodu musi być patriotyczny”.

Wniosek ten nie wszystkich przekonał. W 50 rocznicę powstanie listopadowego Mendelson i Waryński zorganizują więc w Genewie. Waryński wystąpił z przemówieniem. W zakończeniu swej mowy odrzucił hasło „Niech żyje Polska” i zażądał by zastąpić je hasłem „Niech żyje socjalizm”. Część zebranych poprze Waryńskiego, część zacznie protestować. Atmosferę zaogniło jeszcze odczytanie listu Marksa i Engelsa, który kończył się właśnie hasłem: „Niech żyje Polska”. Narazi to obu tych autorów na zaoczne zarzuty… zdrady interesów robotniczych.

Wróblewski i Limanowski, którzy nie wzięli udziału w imprezie, by nie dopuścić do publicznych kłótni i rozpadu ruchu po tym wiecu wycofali się z „Równości”.

W roku 1881 Wróblewski, Limanowski i E. Kobylański zakładają Stowarzyszenie Socjalistyczne Ludu Polski, nawiązujące do tradycji Gromad Ludu Polskiego. Program, którego głównymi autorami będą Limanowski Wróblewski połączy w całość hasła socjalizmu i patriotyzmu. Tymczasem Waryński, który powrócił do Królestwa założył tam pierwszą partię socjal-rewolucyjną: „Proletariat” (1882).Program tej partii początkowo pominie hasło walki o niepodległość. By zrozumieć ten dziwny upór, trzeba jednak zrozumieć atmosferę, w której żyli „Proletariatczycy”. Wytykając im dzisiaj błędy „anarchizmu” czy też postawę „antynarodową” popełniamy krzywdzący bład. Zapominamy, że ci ludzie żyli wprost w ogniu, że Waryński, Rechniewski, Kunicki czy Ossowski głosili taki a nie inny program, bo wierzyli, że światowa rewolucja wybuchnie lada chwila, już jutro. Że każdy strajk czy bunt chłopów brali za pierwszy płomień wszechświatowego pożaru. Przy takim przekonaniu bezsensem stawała się walka o Polskę, skoro jutrzejszy socjalizm miał znieść wszystkie granice i zamienić świat w jeden wielki związek braterskich gmin. Być może było to nieco naiwne, ale w roku 1882 Waryński miał dopiero lat 26, Kunicki 21, Rechniewski 20, Ossowski 19, Pietrusiński 18. A jeszcze kręcił się koło nich 16-letni Jędrzejowski. Dwa lata później, gdy temperatura społeczna już opadnie, sytuacja ulegnie pewnej zmianie. W czasie rozmów z Narodną Wolą na temat wspólnego powstania w zamaskowanej formie wróci problem niepodległości. Wtedy to „Proletariatczycy” zażądają prawa do odrębnej i trójzaborowej partii (Narodna Wola była za jedną, wspólną partią działającą w rosyjskim Imperium), zaproponują też rozgraniczenie terenu działalności „Proletariatu” i „Narodowej Woli” tymczasowo wzdłuż granic Królestwa. Po obaleniu caratu Komitet wykonawczy narodowej woli miał być rządem na terenie Rosji, zaś Komitet Centralny – rządem na terenie Polski.

Tymczasem w roku 1889 Limanowski przenosi się do Francji. Pracuje tu jako księgowy, potem jako urzędnik w biurze ubezpieczeń, przeżywa też okres strasznej nędzy. Na pracę naukową poświęca noce i niedziele, nie przerywa jednak działalności socjalistycznej. Rozpoczyna współpracę z założoną przez Stanisława Barańskiego Gminą Narodowo-Socjalistyczną, wkrótce też staje się jej rzeczywistym przywódcą. Do gminy przyłącza się także dawny przeciwnik Limanowskiego Kazimierz Dłuski. Grupa ta zacznie wydawać miesięcznik socjalistyczny „Pobudka”, którego program zostanie sformułowany w słowach: „dążyć będziemy do odzyskanie niepodległości Polski jako jedynej poważnej gwarancji swobód narodowych, do radykalnego przewrotu panujących w Polsce społeczno-ekonomicznych stosunków opartych dotąd na wolnym najmie i własność prywatnej. Kwestię niepodległości ziem i kwestię socjalną uważamy za nierozdzielne, a rewolucję międzynarodową za koalicję rewolucji, dokonującej się w łonie poszczególnych narodów”.

Do idei niepodległości wróci także po latach Stanisław Mendelson. On to właśnie wespól z Jędrzejowskim, Abramowskim i Grabskim zwrócą się do Limanowskiego z prośbą o współpracę w wysiłkach nad zjednoczeniem ruchu robotniczego. W tym celu zostanie zwołany do Paryża w listopadzie 1892 roku pierwszy zjazd polskich socjalistów. Obrady toczyły się w mieszkaniu Jędrzejowskiego, przewodnictwo – na wniosek gospodarza powierzona Limanowskiemu. W wyniku zajazdu powstaje Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich, z którego wykształciła się Polska Partia Socjalistyczna. Z partią tą Bolesław Limanowski będzie związany do końca swego stuletniego życia (zmarł w 1935 r.).

W programie PPS uwzględnione zostaną najważniejsze idee Limanowkiego. Celem partii ma być walka o Polskę – „samodzielną rzeczpospolitą demokratyczną”. Ustrój tej rzeczypospolitej ma opierać się na „bezpośrednim, tajnym, i powszechnym głosowaniu”, na „równouprawnieniu narodowości wchodzących w jej skład na zasadzie dobrowolnej federacji”. Program PPS przewidywał dla Polski, „samorząd gminy i prowincjonalny z wybieralnością urzędników administracyjnych”, bezpłatną procedurę sądową i obieralności sędziów. Zapowiadał zupełną wolność słowa, druku, zebrań i stowarzyszeń, mówił o zniesieniu armii stałej i uzbrojeniu ludu.

W dziedzinie oświatowej program PPS-u postulował bezpłatne, przymusowe i powszechne nauczanie, odrzucał jako sprzeczną z socjalizmem zasadę limitacji na uczelniach, gwarantował na okres nauki pomoc finansową, wyżywienie i opiekę. W dziedzinie ekonomi program zapowiadał postępowy podatek od dochodu, uspołecznienie ziemi, narzędzie produkcji i konsumpcji. Celem, który postulował Limanowski, a do którego ów program miał prowadzić, był socjalizm rozumiany jako „unarodowienie ziemi” jaki i jak „unarodowienie państwa”, które z „rządzącego” miało stać się „rządzonym”, by w przyszłości zamienić się na federację gmin. Ale to już w przyszłej Europie stanowiącej Federację Narodów.

Hasła te dziś brzmią głuchym dźwiękiem prawniczych formuł. Nie widzimy już ludzi i wydarzeń , które każde z tych haseł kiedyś wywołało, nie pamiętamy, że w imię tych formuł przelewano krew, toczono pojedynki, umierano gdzieś w łagrach Syberii. Nie bierzemy pod uwagę nawet tego, że każda z tych formuł jest streszczeniem jakiejś teorii, owocem długo letnich przemyśleń i dyskusji.

Aby oddać tym formułom sprawiedliwość, trzeba też poznać ukrytą za nimi filozofię.

 

PROGRAM NAUKOWEGO SOCJALIZMU

Istotą światopoglądu Limanowskiego streszczą najlepiej jego własna wypowiedź z wydanej w 1879 roku broszury o socjalizmie: „Socjalizm stanął na gruncie pozytywnym, naukowym. Opiera się on na badaniach socjologicznych i coraz bardziej zlewa się z socjologią”.

Cytat tan każe widzieć w Limanowskim zwolennika socjalizmu naukowego, a więc następcę Worcella i Heltmana, ale także i pozytywistę. Przynajmniej założenia wstępne myśli Limanowskiego płyną z tej filozofii. Tak jak Comte Limanowski uważa, że należy się zająć tym co pozytywne; to znaczy: rzeczywiste a nie urojone, dostępne doświadczeniu nie zaś wierze; tym wreszcie, co naprawdę pożyteczne a nie jałowe i służące zaspokojeniu ciekawości. Opierając się na tych założeniach pozytywiści odrzucili religie jako świat urojeń i tajemnic, kwestionowali sensowność problemów etnicznych, gdyż etyka wyraża życzenia a nie fakty. Pozytywiści odrzucali także pytania „metafizyczne” pytania o sens życia czy o sens ludzkich dziejów – jako przekraczające doświadczenie.

W tym miejscu Limanowski odejdzie właśnie od pozytywizmu: ukazując, iż w religii mamy „marzenia” a nie „fakty”, podkreśli zarazem, że religia, owa „skłonność do marzeń” jest właściwie najbardziej faktem społecznym, wymagającym zbadania. Uzna także zasadność problematyki etycznej; posunie się nawet do uznania moralności za jeden z motorów historii. Spróbuje wreszcie znaleźć odpowiedzi na przeklęta przez pozytywizm pytania o sens życia i o sens historii. Nie będą to jednakże odpowiedzi zbyt łatwe.

Zgodnie z tradycją polskiego romantyzmu Limanowski uzna, iż sens jest „zadany” raczej niźli „dany”. Nie człowiek winien pytać o sens życia, o to co z życia swego zrobił. Ludzkość zaś nie powinna marzyć o sensie dziejów, lecz powinna ten sens wytwarzać. Taki życiorys jednostki , jak i historia narodów są bowiem ciągłym egzaminem.

Ludzkości XIX wieku, zdaniem Limanowskiego, egzaminu tego nie zdaje. Przelewanie krwi w imię pięknie brzmiących ideałów, nędza i śmierć głodowa setek ludzi, niewola i poniżenie całych klas narodów – wszystko to rzuca na historię cień absurdu. Reakcja na ów absurd bywa też absurdalna: utopijna „religia ludzkości” Comte’a uczy pseudonaukowych teorii każących wierzyć, iż lepszy ustrój sam przyjdzie na mocy „obiektywnie działających” praw ekonomi – to tylko różne formy ucieczki od rzeczywistości, ucieczki od odpowiedzialności za historię. Ludzkość może zorganizować się lepiej i sprawiedliwiej – nie może jednak tego zrobić nie znają mechanizmów rządzących społeczeństwem, nie tylko ekonomią lecz także kulturą, psychologią społeczną czy nawet ordynarną fizjologią. Ludzkość może zorganizować socjalizm – musi to jednak być socjalizm integralny: nowy model kultury obejmujący wszystkie dziedziny życia. „Jest on – czytamy w socjalizmie w „Socjologii” – wynikiem potrzeby altruizmu ludzkiego, badań naukowych, postępu wiedzy i moralności oraz rozwoju stosunków ekonomicznych i politycznych życia społecznego .Nie zamyka się on ani w kościele, ani w szkole, ani w dziedzinie politycznej, ani w działalności politycznej. Wnika na całe życie we wszystkie jego funkcje”. Socjalizm wymaga zatem wszechstronności, wymaga samokształcenie się i taki właśnie podręcznikiem samowiedzy społecznej jest „Socjologia” – dzieło życia Limanowskiego.

Punktem wyjścia analiz jest filozoficzna refleksja nad materią. Autor „Socjologii” proponuje odrzucić ten przestarzały termin i użyć bardziej ogólnego określenia: substancja. „Materia” – bierna i martwa zasada, jest fikcją, która nie da się utrzymać; określenie to pasuje tylko do rzeczy, które uśmiercamy. W rzeczywistości otacza nas życie i ruch, zaś materia i bezruch są to jedynie hipotezy; w rzeczywistości spotykamy wciąż siły. To co nam stawia opór, to co przetwarzamy – to także siły.

Limanowski odróżnia siły prężne, przejawiające się w napięciu siły i siły żywe, które przejawiają się w ruchu; ogół tych sił to energia. Jednakże podział energii na prężną i żywą jest podziałem niewystarczającym. Ważne są także specyficzne formy przejawiania się tych energii – one bowiem stanowią o różnorodności świata. Formy te są naturalną podstawą podziału nauki o świecie na kinetykę, fizykę, chemię, biopsychikę i socjologię. Limanowski zmienił kilkakrotnie swoją klasyfikację nauk, wszystkie też próbował łączyć z socjologią. Szamotanina ta ujawniła niepokój pozytywisty, który wierzył jeszcze w obiektywność rzeczywistości, wyznaję religie faktu – z drugiej strony zdaje sobie sprawę, iż rzeczywistość ta jest tworzona przez ludzi, że różnorodność nauk oznacza różnorodność punktów widzenia, z jakich ludzkości usiłuje obejrzeć samą siebie. Te trudności spróbuje za parę lat rozwiązać Brzozowski, w czasach Limanowskiego były one zaledwie przeczuwane, i dały znać o sobie dopiero w późniejszych redakcjach „Socjologii” co spowodowało spory chaos.

Wszystkie te trudności są tylko przypadkiem bardziej ogólnych kłopotów na jakie napotyka ludzkości próbując poznać samą siebie. Jest to prawie tak trudne jak wysiłek latarki, by samą siebie oświetlić. Wprowadzenie przez Limanowskiego różnych nauk w obrębie socjologii było starym jak świat sposobem poznania przez analogię. Uczony zdawał sobie sprawę, że żadna z analogi nie wystarcza, żywił jednak nadzieję, że im więcej ich przeprowadzi, tym więcej powie prawdy o ludzkości. Porządek wywodów Limanowskiego jest taki, iż najpierw traktuje społeczeństwo jako coś formalnego, policzalnego, abstrahujących od treści, następnie zaś porównuje je do obiektów kinetyki, widząc w nim formę ruchu, traktuje jako typ energetyczny, chemiczny, biologiczny itp. Wartość tych analogi byłą uzależniona od stanu poszczególnych nauk. Mimo że Limanowski odwoływał się do najnowszych podówczas wyników – wiele z jego pomysłów trąci już dziś myszką. Zatrzymajmy się więc tylko przy tych, które do dzisiaj są interesujące, głównie zresztą dla zobrazowania metody naszego socjologa. Przykłady wzięte z „Socjologii” uzupełniamy w paru miejscach przykładami z publicystyki, tam przynajmniej, gdzie te ostatnie będą bardziej wymowne.

1. Pierwszym najmniej wyraźnym z luster, w jakich przegląda się ludzkość jest matematyka. Zdaje ona sprawę z liczby przedmiotów, z ich konturów, nie mówi jednak o konkretach. Matematykę właśnie uczynił Limanowski jedną z podstaw swojej „Socjologii”. Statystyczne ujmowanie zjawisk pozwala, jego zdaniem, przewidzieć ich bieg, ukazuje prawidłowości głębsze, dostrzegalne dopiero po zbadaniu większej ilości przypadków, niewidzialne zaś dla jednostki, która na co dzień obserwuje pojedyncze i wyrywkowe zdarzenia. Uznając „prawo wielkich liczb” Limanowski uznaje determinizm, lecz tylko w sensie statystycznym. Przyznaje, że z masy zdarzeń wynika inna masa zdarzeń, jednak uchwytna w skutkach prawidłowość mówi o abstrakcyjnej większości, nie pozwala natomiast przewidzieć niczego konkretnego. Innymi słowy: możemy przewidzieć, że w jakiejś zbiorowości będzie pewna liczba Chrystusów i pewna liczba Judaszów, nie można jednak przewidzieć, któremu z urodzonych dzieci który z losów przypadnie.

Zarówno w „Socjologii” jak w licznych artykułach Limanowski podaje tajemnice ujawnione przez prawo wielkich liczb. Statystyka dowodzi na przykład, że zastosowanie kary śmierci nie wpływa na zmniejszenie ilości ciężkich przestępstw; stosunek obu czynników nie jest odwrotnie lecz wprost proporcjonalny. Ujawnia to, że kara śmierci pełni głównie rolę rewanżu. Obydwa te czynniki, przestępstwo i kara, są tylko pochodnymi czynnika trzeciego: stanu społecznej moralności.

Statystyka ujawnia czasem zaskakujące ciekawostki – np. wpływ wieku rodziców (zwłaszcza ojca) na poziom umysłowy dziecka (większość znanych w historii geniuszy to dzieci ojców dojrzałych lub nawet starych); statystyka prowokuje także do najdziwniejszych przemyśleń publikując takie, na przykład tabele średniej wagi mózgów:

 

mężczyźni     kobiety                      różnica

Cyganie                      1245                1224                21

Francuzi         1338               1206                132

Anglicy                      1425                1222                203

Niemcy                       1499                1160                330

Prócz tego jednak statystyka wychwytuje sprawy poważniejsze. Średni wzrost dzieci klas zamożnych jest wyższy niż dzieci robotników; te bowiem pod wpływem pracy w fabrykach ulegają karłowaceniu. Warunkiem normalnego wzrostu jest spożywanie, prócz warzyw i chleba (ok. 800 g), co najmniej 200 g mięsa na dobę. Brak tego ostatniego w ciągu kilku pokoleń prowadzi do degeneracji biologicznej klas wyzyskiwanych. Ułatwi to dalszy wyzysk, lecz odbije się na poziomie życia całego narodu.

Na statystyce oparta jest także zasada Malthusa. Badania matematyczne stwierdziły, że ilość żywności na świecie wzrasta w postępie arytmetycznym, że ilość ludności- w geometrycznym. 5) Powoduje to kataklizmy i permanentne kryzysy. Z punktu widzenia statystyki tak wojny, jak i zarazy pełnią rolę regulatorów równoważących poziom ludności z poziomem żywności. Statystyka pozwala wreszcie przewidywać konflikty ludnościowe, rejestrując, że w Europie największą rozrodczością cechuje się ludność żydowska, zaś w Rosji – mahometańska.

Rzucając te i inne dane, często na prawach ciekawostek, Limanowski ostrzega jednak, by nie wierzyć do końca statystyce. Ta bowiem zawsze bada tylko przeszłość. Nie przewiduje możliwości zmiany trendów, nie uwzględnia współczynnika ludzkiego: roli twórczości, wynalazków, nawet mód. Dlatego właśnie statystyka może być źródłem największych pomyłek, zwłaszcza w prognozowaniu. Na prawach anegdoty zanotujmy, iż statystycy francuscy przewidzieli, iż około roku 1890 Paryż zadławi się całkiem… powozami konnymi i – mówiąc ordynarnie – utonie w końskich odchodach.

Wróćmy jednak do spraw poważnych.

2. Kolejną z nauk omawianych przez Limanowskiego jest kinematyka; przez jej pryzmat usiłuje uczony zanalizować społeczeństwo jako różnorodne formy ruchu. Te analogie dały najmniej ciekawych rezultatów, choć w kilku szkicach próbował uczony stosować fizyczne prawa ruchu do prawidłowości społecznych. Dotyczyło to zarówno tamowania jak przyspieszania pewnych ruchów, jak wreszcie wypadkowości, kompromisowości powstającej w przypadku łączenia ruchów różnych. Limanowski podkreślił też fakt, iż nazbyt często widzimy ruch jako zmianę w czasie, zapominając o przestrzennym wymiarze ruchów społecznych. Na przykład wykładnikiem postępu moralnego jest, według niego, zarówno wzrost obszaru instytucji dobroczynnych, demokratycznych, oświatowych, jak i kurczenie się przestrzenne sądów, policji i światka przestępczego.

Ciekawszą nieco analogią jest próba ujmowania polityki jako fizycznej walki sił. Analogię tę Limanowski stosował często w swej publicystyce, ukazując jak w walce z polską siłą narodową zaborcy nie musieli odwoływać się do siły własnej, a tylko wprowadzali zakłócenia – na przykład przeciwstawiając walce narodowowyzwoleńczej niedojrzały ruch klasowy chłopstwa. Tak postąpiła Austria w roku 1846 i Rosja w roku 1863. Cechy takiej manipulacji miało też, współczesne Limanowskiemu, przeciwstawienie ruchu socjalistycznego – narodowodemokratycznemu czy wygrywanie przeciw sobie dwóch partii socjalistycznych.

3. Kolejnych analogii i pouczeń dostarcza fizyka. Przedmiotem jej jest wprawdzie abstrakcyjnie pojęta energia, ale – jak powie Limanowski – „zjawiska socjologiczne są także przeobrażeniem się dalszym energii istniejącej w całym wszechświecie a ziemi przeważnie przez słońce dostarczanej”. Pozwala to traktować układy społeczne jako zespół układów energetycznych i badać relacje między nimi. Każde ciało (więc i społeczne) dąży do likwidacji napięć to jest do przemiany energii potencjalnej w kinetyczną, a więc dąży do ruchu. Przypadkowe, doraźne ruchy społeczne mogą łagodzić napięcia powstałe w innych sytuacjach, z zupełnie innych przyczyn. Jako ciekawostkę odnotujmy, że za społeczne formy energii Limanowski uważa moralność i oświatę, pierwszą porównuje do energii cieplnej. Z zasady przemienności energii wynika jednakże, iż część energii moralnej przemieni się w oświatę i odwrotnie, że efektem ubocznym rozwoju oświaty musi być wzrost moralności. Również chemia może dostarczyć analogii dla nauk społecznych – obydwie te dziedziny mówią o związkach sztucznych jak i naturalnych. Sztucznymi związkami w socjologii są organizacje polityczne i wojskowe; te analogie jednak wydają się mało płodne, toteż sam autor nigdzie dokładniej ich nie rozwija.

4. Znacznie ciekawsze jest porównanie socjologii i biopsychiki – syntetycznej nauki o ruchu życiowym. Limanowski odrzuca tezę Haeckla głoszącą, iż życie to tylko proces fizyczno-chemiczny, przyjmuje, iż istnieje siła „żywa”, nieredukowalna do tych dwóch „niższych” sił. Jeżeli ruch fizyczny ujawnia energię fizyczną – ruch życiowy, wzrost ludzi i roślin, ujawnia energię żywą. Powstaje ona z przemian energii słonecznej, pobieranej przez ludzi za pośrednictwem roślin. Jest ona chyba pokrewna magnetycznej, skoro – dowodzi Limanowski – możemy działać ręką na ruch igły kompasu. Innym przejawem tej siły ma być zjawisko hipnozy.

Po serii takich, miejscami anachronicznych już, hipotez, filozof ukazuje kilka istotnych analogii.

Społeczeństwo, jak każdy organizm, tak samo rośnie i komplikuje swą budowę, tak samo też musi wydatkować energię w dwóch kierunkach: do wewnątrz – na utrzymanie siebie i na zewnątrz – na walkę ze środowiskiem. Związek organizmu z otoczeniem to właściwie walka o byt. Zarówno społeczeństwa jak i organizmy muszą walczyć o żywność i o to, Any nie stać się żywnością innych. Warunkiem powodzenia w tej walce jest nie tylko „siła”, lecz także i „odporność” organizmy na przejściowe braki żywności, jak wreszcie „spójność” – wewnętrzna harmonia organów zapewniająca sprawność działań tak w ataku jak i w obronie. Walka o byt nie zawsze musi przybierać formę wojny; znacznie częściej polega ona na tym, że słabsze społeczeństwa pozostają w tyle w wyścigu po pożywienie i surowce, albo że nie potrafią przystosować się do warunków i staję się chorowite. Objawia się to zarówno gorączkowymi rozruchami jak i stanem otępienia, apatii: masowym alkoholizmem, zażywaniem narkotyków itp.

Snute tu analogie nie oznaczają jednak, by Limanowski uznał walkę o byt za bezwzględną regułę życia społecznego. W licznych tekstach uczony wskazywał jak wbrew zasadom walki i doboru naturalnego społeczeństwo foruje organizmy słabsze i to właśnie z przyczyn społecznych, ponadbiologicznych. Na przykład z racji powiązań klasowych, rodzinnych, towarzyskich, bądź też partyjnych czy też z racji uczestnictwa w aparacie władzy. W rozwoju jednostki w społeczeństwie można też zauważyć zjawisko pokrewne prawu biogenetycznemu, wedle którego rozwój osobnika (ontogeneza) jest streszczeniem rozwoju rodu (filogenezy). Mechanizm taki można dostrzec obserwując rozwój literatów czy filozofów, których zanim wypowiedzą własne słowo – kolejno przechodzą przez minione już formy. Ciekawe analogie można też przeprowadzać na marginesie reguły, iż „użytek wytwarza organ” , zaś „organy przestające być czynne – zanikają”. Szczególnie pouczająca jest poprawka do tej reguły, mówiące, iż organ nowy nie powstanie, jeśli rodzącą się potrzebę będzie zaspokajał któryś z organów istniejących – nawet jeśli nie uczyni tego w pełni. Poprawka ta odnosi się do wielu instytucji społecznych i państwowych.

5. Również następne nauki, kosmologia czy geologia (jako nauka o ziemi – a więc wraz z geografią, meteorologią i minerologią) pozwalają Limanowskiemu na snucie ciekawych spostrzeżeń. Kosmologia uczy dostrzegać wpływ planet na życie ziemi, zwłaszcza wpływa Słońca i Księżyca, co znalazło odbicie w religiach. Statystyka uchwyciła także związki między plamami na Słońcu a kryzysami żywności, więc pośrednio między plamami a rewoltami społecznymi. „Plamy” łączą się ze zmniejszonym promieniowaniem energii, co powoduje słabsze i spóźnione dojrzewanie roślin.

Geografia i klimatologia pozwalają uchwycić prawidłowość pewnych zjawisk cywilizacyjnych. Ponieważ ludzie osiedlają się wzdłuż wód – droga cywilizacji prowadziła od Iranu wzdłuż Eufratu i Tygrysu do Egiptu, stamtąd zaś do Grecji. Na „cud grecki” miały także wpływ zarówno klimat jak i mocno rozwinięta linia brzegowa prowokująca rozwój komunikacji morskiej. Góry, tworzące wewnętrzne podziały wpłynęły na rozwój osobnych, demokratycznych republik; rywalizacja tych republik dopełniła „cudu”. Ciekawe jest także spostrzeżenie związku między bogactwem krajobrazowym (góry, lasy), a rozwojem umysłowym mieszkańców. Bogaty krajobraz to bogatsza sytuacja bodźcowa, bogatsza wyobraźnia i pamięć. Odchodząc nieco od tematu można w tym miejscu westchnąć nad pokoleniami wychowywanych wśród identycznych betonowych bloków.

Limanowski nie wyczerpuje wszystkich analogii, nie omawia do końca wszystkich nauk. Pierwsza część jego „Socjologii” ma raczej wskazać siły rozwoju społecznego, które nie zawsze są zależne od człowieka. Układają się one w porządek następujący:

- siły kosmiczne;

- środowisko – położenie, klimat, gleba, a także środowisko ekonomiczne;

- zespól sił organicznych – rasa, płeć, siła temperamentu, wiek, siły psychologiczne – umysłowe i uczuciowe;

- siły społeczne – wiedza, ideały moralne, religijne i etyczne.

W ten sposób Limanowski tworzy wszechstronną teorię rozwoju społecznego, bogatszą niźli prosty determinizm ekonomiczny wyznawany przez pozytywistów. W miarę rozwoju ludzkości początkowo przeważają siły zewnętrzne, przyrodnicze (wpływ klimatu, zależność od wylewów rzek), potem siły ekonomiczne, w końcu jednak czynniki duchowe, uwarunkowane sąsiedztwem. Od momentu pojawienia się przewagi „duchowności” nad „materią” można mówić o dojrzałości historycznej ludzi, o tym, że ludzkość jest świadomym przedmiotem swoich dziejów. Snucie „kosmicznych” czy też „organicznych” analogii ma tylko znaczenie pomocnicze, jakby wprowadzające w temat. Limanowski napisze dosłownie: „Społeczeństwa ludzkie są organizmami przede wszystkim psychicznymi; to znaczy, że to co spaja, łączy tworzy jedność w organizmie społecznym jest więcej natury duchowej aniżeli cielesnej, materialnej”. Członkowie jednej rodziny rozproszeni po całym mieście są bardziej zespoleni nić obcy, mieszkający w jednej kamienicy. Organizacji społeczeństwa poświęcona jest część druga „Socjologii”, a także liczne artykuły rozproszone po prasie. Spróbujmy podjąć się syntezy tych rozproszonych wątków.

 

STATYKA I DYNAMIKA

Socjologia Limanowskiego rozpada się na dwa działy, na statykę i dynamikę społeczną. Pierwsza stanowi niejako strukturalny opis społeczeństwa, druga omawia powstanie i rozwój form społecznych. Statyka dokonuje jakby opisu wstępnego. Społeczeństwo – zgodnie ze statyką – to ludzie (żywe istoty), ale także łączące ich więzi, jak i wreszcie posiadane przez nich mienie. Limanowski wyróżnia dwa typy więzi społecznych: umowę i przymus. Podział ten, mający precedens w ustawach Zygmunta Augusta, który rozróżniał prawa (leges publicae) i pakty (pacta communia) może stanowić punkt wyjścia do opisu dwóch typów społeczeństw: społeczeństw dyscypliny i społeczeństw umowy. Uwagi na ten temat są rozproszone wielu tekstach Limanowskiego, zwłaszcza w jego monografii Worcella. Socjolog przeciwstawia tam społeczeństwa demokratyczne, oparte na umowie- despotycznym tworom typu carskiej Rosji; ukazuje też wpływ obu tych systemów na jednostki. Społeczeństwa umowy, szanujące wolność i godność jednostek, stwarzają znacznie większe warunki rozwoju moralnego, artystycznego, wreszcie naukowego. Społeczeństwa dyscypliny natomiast przekreślając inicjatywę jednostek prowadzą do obumarcia kultury i do upadku moralności. Ucisk społeczny – zauważa Limanowski z kolei w pisanych po wojnie pamiętnikach – demoralizuje uciskających. Oswaja ich z niesprawiedliwością, upadla umysły i serca, niszczy religię i moralność, bowiem codzienna praktyka grabieżców i policjantów sprzeczna jest z zasadami etycznymi.

Statyka Limanowskiego wprowadza też odróżnienie mienia materialnego od mienia duchowego, przyjmując, iż to pierwsze ma także znaczenie duchowe, zaś to drugie nie potrafi się obejść bez form materialnych (np. książki, nuty). Podział ten stał się punktem wyjścia do przeprowadzonego w innym miejscu rozróżnienia między kulturą, a cywilizacją. Są to- zdaniem Limanowskiego – właściwie tylko dwie strony tego samego zjawiska duchowego i materialnego. Rozwój cywilizacji oznacza wyższy typ rzeczy, rozwój kultury oraz wyższe wykształcenie człowieka, to znaczy coraz wyższą jakość charakteru, wyższy poziom wiedzy, moralności, twórczości. Wśród teoretyków trwa spór, która z tych dwóch stron życia jest ważniejsza. Limanowski przypomina, że tym który uznał prymat cywilizacji i czynników ekonomicznych był Blanqui w swej „Historii ekonomii politycznej w Europie”. W dziele tym napisał on stanowczo, iż „prawa ekonomiczne są prawami historii”. Tezę tę podjął potem Proudhon, po nim lecz znacznie mniej stanowczo Marks. Limanowski uznaje łączność obydwu czynników, przechyla się jednak do tezy, iż rozwój sposobów produkcji jest wynikiem rozwoju wiedzy i wyższych uzdolnień jednostki. Jako przykład przytacza historię Guaranów, którzy kierowani przez jezuitów stali się z barbarzyńców wytwórcami instrumentów i wspaniałych kobierców; podniósł się także poziom ich wiedzy i moralności. Można by sądzić w tym miejscu, że to organizacja pracy zadecydowała o kulturze. Tezie tej jednak przeczy fakt, że po wyjeździe jezuitów Guaranowie wrócili do zbieractwa i do uprawy kukurydzy. Te właśnie prace pasowały do ich poziomu duchowego. Stąd widzimy, iż czynnikiem istotnym jest inteligencja jako grupa społeczna. Ona przechowuje świadomość narodową, jest strażniczką kultury i cywilizacji; jej widnokrąg sięga dalej w przeszłość, ale i dalej w przyszłość. Dlatego każdy despotyzm podbijając kolejne narody zaczyna okupację od likwidowania warstw inteligenckich. Przypomina to- snuje analogie Limanowski – wycinanie płatów czołowych żywym ludziom. Efektem takiej operacji jest kretynienie pacjentów, człowiek staje się żywym, ale bezwolnym narzędziem.

Ogromna rola inteligencji nakłada na nią dodatkowe obowiązki. Limanowski formułuje je w trybie nakazów i zakazów moralnych:

„Nie gonić za oklaskami tłumu i przychylności władzy!”

„Nie zmieniać wiedzy i zdolności w źródła zysków!”

„Mówić szczerze i rzetelnie to co, uważa się za prawdziwe i pożyteczne dla narodu!”

„Walczyć z fałszem, z przemocą, z upodleniem!”

„Wzmacniać w narodzie ufność w siły i wiarę w przyszłość!”

W dalszym toku swych badań Limanowski dokona podziału form społecznych na trzy typy: naturalne (rodzina, plemię, ród i naród), zorganizowane (wojsko, szkoła, aparat biurokratyczny, partia, państwo) i mechaniczne (zbiegowisko, zwołane zebranie). Trzeci typ to związki nietrwałe, przelotne. Limanowski skupia się więc głównie na analizie pierwszych dwóch. Prócz „Socjologii” poświęca im także fragmenty rozpraw takich jak „Naród i państwo” (1906), „Worcell” (1910), „Historia ruchu społecznego” (1898- 90) i innych. W tym miejscu jednak czas już odwołać się do dynamiki.

Jak większość ludzi XIX wieku Limanowski wierzy w postęp. Z jednej strony oznacza to optymizm, z drugiej – wędrówkę bez końca i pracę bez odpoczynku; ci którzy wierzą w postęp nie mogą wierzyć w Raj, w utracony przez ludzkość Złoty Wiek.

Limanowski odrzuca więc wiarę w sielankę „ludzi natury”, zakłada, że życie pierwotne było ciężką walką o byt, walką z głodem, ze zwierzętami, z ciemnymi siłami przyrody. I – co najważniejsze – walką jednych hord ludzkich z innymi. Rozwój społeczny nie jest tworzony przez ludzi, ale jest na nich wymuszany. Rodzina musi się troszczyć o życie swoje i potomstwa – musi więc zdobywać pożywienie, musi zbudować dom. Ci, którzy tego nie potrafią- giną. Tak jak rodziny tworzą domy, tak samo większe zbiorowości, rody, tworzą gminy, a narody- na ogół- tworzą państwa. „Na ogół”- ponieważ ludzkość nie rozwija się według jednego schematu zaś sam rozwój pełen jest zakłóceń, nawrotów „prób i błędów”; oprócz prawa postępu rządzi nim rytm kolejnych rozpadów i integracji. „U progu dziejowego narodów – powiada, za Mickiewiczem, Limanowski – widzimy gminowładztwo”. Ale rozwój nie kończy się na tym etapie; tu dopiero zaczyna się dramat. Przeludnienie gmin zmusza rody do wędrówek. Zmusza więc jedne do walki obronnej, inne zaś do zaczepnej. „Luźna” organizacja gminna wystarczająca w okresie pokoju przestają zdawać egzamin. Muszą powstać inne, silniejsze.

W tym miejscu Limanowski powinien wybrać jedną z dwóch obiegowych w jego czasach hipotez wyjaśniających powstanie państw: hipotezę podboju lub umowy. Uczony przyjmuje jednak, iż obie mogą być prawdziwe. Jedne państwa powstały „naturalnie”: rody łączyły się drogą dobrowolnego porozumienia w naród, tworzyły więc coś w rodzaju federacji. W ten sposób powstały związki państwowe Irokezów i Arakunów, w ten sposób także rozwijało się państwo greckie. Ale w tej samej Grecji widzimy ślady podboju, drogą podboju także powstawało państwo żydowskie.

Umowa pociągała za sobą konieczność wzajemnego szacunku sprzyjała formom demokracji, wymagała narad i głosowań, tworzyła dobrowolne federacje. Podbój tworzył organizację wojskową i hierarchiczną- był zatem źródłem feudalizmu, centralizacji i podziału na klasy. Naród podbity stawał się klasą wyzyskiwaną, zwycięzcy- panującą. Z łona klasy wyzyskiwanej dość szybko wyłania się klasa pośrednia, potrzebnych zarówno nowej władzy jak i podbitemu ludowi. Proces wyłaniania się tej klasy był procesem łagodzenia ucisku i powolnej demokratyzacji życia. W ten sposób we wszystkich społeczeństwach mamy dwie lub trzy klasy. A raczej: mielibyśmy, gdyby rozwój był bardziej prawidłowy. W rzeczywistości bowiem obserwujemy nakładanie się obu mechanizmów. Grecja najpierw zostaje podbita przez ludy wędrowne, potem południowa jej część (Sparta) organizuje się na zasadzie wojskowej dyscypliny, zaś północna (Teby, Ateny) na zasadzie umowy; w końcu obydwie części tworzą federację, by ostatecznie ulec podbojowi Macedonii. Kilkakrotnie organizowany był także obszar Francji; ostatecznie zjednoczył się on drogą podboju za cenę zniszczenia kwitnących lecz słabych organizmów: Burgundii i Prowansji. Swoistą odmianą podboju było też „wezwanie na pomoc”. W ten sposób plemiona ruskie wezwały na pomoc Waregów, którzy już przy pomocy ucisku, zorganizowali ich w państwo.

Limanowski nie absolutyzuje żadnego z czynników rozwoju, przyjmuje też jego polimorfizm. Jest to zresztą logiczne: uznając jeden czynnik nie wytłumaczymy różnorodności form rozwoju. Można jednakże mówić o dominacji kolejnych czynników. W tym miejscu Limanowski ciekawie uzupełnia naszkicowaną poprzednio teorię wprowadzając ideę różnych form postępu.

l. W pierwszym okresie czynnikiem przyspieszającym rozwój jest głównie sama biologia, ściślej gra biologii i warunków. Warunki stwarzają trudności, bariery, które biologia musi przezwyciężać. O przetrwaniu decyduje rozrodczość, fizyczna siła osobników, zdolność przystosowywania się do nowych sytuacji. Słowo postęp oznacza tu głownie postęp biologiczny (wzrost zdrowia i siły osobników) oraz ekonomiczny (lepsza organizacja pracy, większa ilość rozdzielanych dóbr).

2. Postęp ten nie byłby możliwy, gdyby nie rozwój czynników psychicznych: myślenia i mowy. Dzięki mowie istnieje możliwość przekazywania i kumulowania wiedzy, dzięki niej każda jednostka staje się spadkobiercą filozofów, poetów i wodzów narodu. Inaczej każdy człowiek musiałby uczyć się wszystkiego od nowa. Nie byłoby to społeczeństwo lecz skupisko samotnych zwierząt. Stąd ogromne znaczenie języków narodowych i stąd niebezpieczeństwo jakie pociąga ich utrata.

Utrata ojczystego języka to utrata pamięci przeszłości, doświadczenia pokoleń mieszkających przed nami na tym obszarze; to głuchota na rady i ostrzeżenia przodków. Obcy język narzucony dziecku krępuje jego rozwój, prowadzi do sytuacji, w której warunkiem doskonalenia (uczenia się w języku zaborcy) jest okaleczenie ucznia. Obcy język osłabia też religię (modlitwy w języku zaborcy!!), a więc osłabia moralność, a także szacunek dla praw odczuwanych jako prawa „obce”. Obcy język na koniec prowadzi do upadku charakteru, ośmiesza, degeneruje, pozbawia godności – pozbawiając prawa do ekspresji w ojczystym języku. Własny język jest dźwignią rozwoju, jest kluczem do całej przeszłości. Artyzm Homerów, Szekspirów, Mickiewiczów płynął z miłości do narodowych tradycji i z tego, że dzięki językowi – mieli do niej dostęp.

3. Postęp duchowy narodu to postęp jego wiedzy (inteligencji), uczuć i woli. Postęp wiedzy to postęp tradycji i opinii, zwiększona ilość informacji płynących z przeszłości i informacji wymienianych dzisiaj. Tradycja to jak gdyby „powiększenie” obszaru przeszłości, rozwój badań literackich i historycznych, uobecnianie wartości minionych. Ona bywa warunkiem utrzymania narodu przy życiu, a czasem – jak w przypadku Włoch i Grecji – warunkiem jego zmartwychwstania. Zbytni tradycjonalizm jednak grozi niebezpieczeństwem: powoduje, że próba doganiania nowoczesności, która wcześniej czy później musi nastąpić, będzie rzuceniem się w obcą kulturę i pociągnie niebezpieczeństwo wynarodowienia.

Rozwój opinii musi znaleźć wyraz w rozwoju praktycznych form manifestowania woli narodu – w rozwoju demokracji, samorządów, wyborów, głosowania. Naród, który nie ma instytucji demokratycznych, wolnych wyborów, niezależnej prasy pozbawiony jest samowiedzy; jest jak człowiek ślepy i głuchy, z tą różnicą, że sam się dobrowolnie okaleczył bądź wyraził na kalectwo zgodę.

Limanowski przeprowadza analogie pomiędzy powstawaniem psychiki jednostkowej a rodzeniem się „duszy” czy też „jaźni” narodu. Jak dziecko początkowo nieświadome stopniowo zaczyna odróżniać swą odrębność od świata, swoją jedność i ciągłość – tak i naród, dzięki mowie, dzięki zbiorowej pamięci wyodrębnia się od innych narodów. Pojedyncze wrażenia i wyobrażenia, pojęcia i uczucia udzielane sobie nawzajem stają się w jakimś sensie wspólne; one to tworzą więź podtrzymującą naród. „Główną podstawą łączności psychicznej jest to – konkluduje Limanowski – że jednakowe bodźce w podobnych okolicznościach wzbudzają podobne, niemal jednakowe wrażenia, uczucia i odruchy. Rozwija to współczucie i współdziałanie, dwa kardynalne czynniki życia społecznego”.

Przeprowadzając analogię pomiędzy rozwojem jednostki i narodu Limanowski zauważa, że tak samo jak w świadomości dziecięcej istnieje kilka ośrodków krystalizacji jaźni, kilka „dusz” – tak samo i w narodzie bywa kilka dusz, nim zyska jednolitość albo nim stworzy kilka państw jak to zrobili Niemcy. Tę „wielość dusz” widać zwłaszcza w okresach krytycznych: w epoce wojen religijnych, walk klasowych czy rewolucji. Warto tu od razu zanotować, że Limanowski nie jest zwolennikiem rewolucji, choć czasami, dopuszcza ich konieczność. Na ogół jednak sądzi, iż takie nagłe zmiany niosą skutki nietrwałe i groźbę kontrrewolucji; rewolucje mniej są więc skuteczne niż powolne procesy przemian przebudowujące całość świadomości i woli zbiorowej. Im wyższy poziom świadomości, im wyższa moralność społeczna – tym rewolucje są mniej krwawe a skutki ich bardziej trwałe. Ideał niemal osiągnęli tu Szwajcarzy, u których rewolucje dokonują – się drogą głosowania.

Napędem rozwoju nie są więc pojedyncze czynniki; czasem decyduje polityka (podbój), czasem jakieś usprawnienie ekonomiczne, czasem religia (krucjaty). Głównym jednak motorem postępu są idee, a zwłaszcza – co brzmi jak tautologia – idea zmiany na lepsze. Idea „lepszego jutra” jest właśnie tajemnicą socjalizmu. Tak rozumiany socjalizm dostrzega Limanowski już u Platona i Chrystusa, u Morusa i Campanelli, u Frycza-Modrzewskiego i Staszica. Treścią socjalizmu jest zatem dążenie do sprawiedliwości, równości politycznej, majątkowej, dążenie do braterstwa i miłości. Rozwój nauk społecznych, rozwój socjalizmu to rozwój samowiedzy i swoista autoterapia narodów. Starożytność dochodzi w rozwoju jedynie do cywizmu, do idei „obywatelskich”. Dopiero okres chrześcijaństwa dodając ideały wspólnoty i miłości – wznosi się na poziom humanizmu. Gminy chrześcijańskie wprowadzają wspólne obiady – by nikt w społeczności nie był głodny, realizują równość „braci i sióstr w Chrystusie”, rozwijają formy demokracji w postaci synodów, zjazdów i porozumień pomiędzy autonomicznymi gminami. Przeniesienie chrześcijaństwa do Rzymu nadaje tej religii uniwersalizm; troska o zbawienie ludzkości to troska o upowszechnienie wartości moralnych chrześcijaństwa. Dlatego ideały socjalizmu nie są sprzeczne z religią lecz są jej dalszym ciągiem. Rok 1789, data ogłoszenia Praw Człowieka i Obywatela to przecież data ogłoszenia tych wartości za obowiązujące. Podstawą życia mają stać się: wolność, równość, braterstwo; za najwyższą instancję ogłasza się naród, państwo traci cechy państwa podbojowego. Staje się instrumentem narodu i z „rządzącego” staje się „rządzonym”. Niestety – nazbyt nagłe wprowadzenie tych reform wywołuje kontrrewolucję. Socjalizm jest powrotem do programu rewolucji, powrotem do humanizmu.

W tym miejscu trzeba wprowadzić pewne rozróżnienie. Limanowski, jak i Wróblewski, a wcześniej nieco Dąbrowski uważali się za socjalistów narodowych. za „narodowców” ale nie za „nacjonalistów”. Rozróżnienie, które wprowadzali było niezbyt poprawne filologicznie, lecz nie o to przecież chodziło. „Narodowość” to, zdaniem Limanowskiego, uznanie zwierzchnictwa narodu nad państwem, to uznanie podmiotowości narodów. Nacjonalizm zaś to ogłoszenie praw jednego narodu. Nacjonalizm oznacza zatem cofnięcie się od chrześcijaństwa na poziom moralny Starego Testamentu, wiary w „naród wybrany”. któremu sprzyja Bóg. Polski mesjanizm czy polski „narodowy socjalizm” nigdy nie był w tym sensie agresywny, łączył się zawsze z ideami walki za wolność „waszą i naszą”, z ideałami zaparcia się siebie w imię dobra ludzkości. Warto także poświęcić nieco miejsca poglądom Limanowskiego na temat religii i moralności, tym bardziej że – jak wiadomo – uczony był człowiekiem niewierzącym.

Limanowski przyjmuje naturalny początek religii, cytuje zdanie Petroniusza: primus in orbe deos fecit timor; zgadza się zatem, że bogowie powstali z ludzkiego strachu przed siłami przyrody, albo przynajmniej z jej nierozumienia. Ludziom pierwotnym każde zjawisko wydawało się „czyjąś” czynnością; nie wyobrażając sobie, by nikt nie krył się za burzami czy wichrem – przypisywali je bogom, w najgorszym razie niewidzialnym. Innymi źródłami religii były sny, jeszcze innymi – sakralizacja podań o wielkich ludziach i wielkich wydarzeniach.

Zgodnie ze swoją metodą Limanowski ukazuje wielość źródeł religii; wyjaśnienie jednakże genezy nie wyjaśniła jeszcze funkcji religii. Tu idzie on śladami Wrońskiego rozwijając jego określenie, iż „religia to duchowna rękojmia moralności”. Religia jest dla Limanowskiego formą „organizowania społecznych uczuć”, kodeksem tego co ludzkość w danym czasie uważa za najwyższe dobro. „Istotą religii – podkreśla uczony – nie są dogmaty lecz uczucia, które dają życiu człowieka celowość, podnoszą ponad codzienność, czynią zdolnym do ofiar i poświęceń”. Cytat ten to unaocznienie struktury religii, która składa się jakby z dwu warstw: uczuciowej i dogmatycznej. Dogmaty pełnią rolę organizacyjną, zapewniają zgodność uczuć i myśli, dają „punkt oparcia” – pod warunkiem, żeby ich zbytnio nie analizować. Rzeczywistą rolę społeczną pełnią jednak uczucia. A ponieważ uczucia formują się szybciej niż myśl- one właśnie nadają kierunek myśleniu. Stąd, jakże częste zjawisko dorabiania do własnych pragnień całych systemów filozofii. Zainteresowanie religią wynika z ograniczenia wiedzy które będzie zawsze, z tego, że przyszłość nie wydaje nam się zabezpieczona, że wymaga ,wyższej rękojmi”, jakiej nie może dać człowiek. Dlatego – zdaniem Limanowskiego – religia nie da się do końca wyrugować, i dobrze, gdyż upadek religii powoduje zdziczenie obyczajów. Historia Rzymu z okresu cesarstwa dostarcza tu aż nadto argumentów.

Nie znaczy to oczywiście, by moralność zależał jedynie od religii. Jest ona funkcją wielu zmiennych, co Limanowski ujmuje we wzór:

M = f (r, o, d, z, i)

gdzie: r = religia, o = poziom oświaty, d = dobrobyt społeczny, z = zdrowie, i = zgodność instytucji państwowych z potrzebami danego społeczeństwa czyli po prostu demokracja.

Religia jest także ważnym spoiwem narodu. Nie można oczywiście powiedzieć, by w tym wyczerpywała się jej funkcja, przytoczone powyżej rozważania świadczą, że zakresy tych pojęć, religii i narodu, po prostu się krzyżują; tym niemniej w religii, jak w skarbcu, zamykane jest zawsze to, co jakiś naród uznał za swoje najwyższe wartości. W ogóle – zauważa Limanowski – można mówić o pokrewieństwie uczuć narodowych i religijnych; w jakimś sensie „narodowość” jest także formą organizacji uczuć i formułą wyznania wiary. Socjolog jest tutaj zgodny z Brodzińskim, który powiedział, że naród „jest narodem, gdy się nim czuje”, to znaczy, kiedy akcentuje swoją odrębność i wolę jej zachowania. Jednym słowem, gdy przejawia patriotyzm. Do teorii polskiego uczonego pasowałoby więc określenie Renana, że „naród jest codziennym plebiscytem”.

Dlatego właśnie w socjologii Limanowskiego nie można znaleźć jakiegoś jednego czynnika, który miałby przesądzić o tym, że dana zbiorowość jest narodem. Nie jest nim język, nie jest ekonomia, państwo, rasa czy też tradycja – ale naród jest właśnie narodem dzięki tym wszystkim czynnikom jednocześnie. Dlatego walka z narodem odbywa się na wszystkich tych płaszczyznach naraz, bezpośrednio albo pośrednio: przez odcinanie dostępu do kultury i przez fałszowanie zatruwania jej źródeł, przez niszczenie polskich organizacji społecznych albo przez manipulowanie nimi w interesie caratu, przez pozbawianie kraj przemysłu albo przez uzależnianie przemysłu Królestwa od surowców i rynków Rosji. Walka trwa o każdą z tych pozycji. Ale dlatego, że jest ich aż tyle – utrata jednego czynnika, twierdzi Limanowski, nie przesądza o upadku narodu, który tym mocniej chwyta się pozostałych czynników. Gorzej ,natomiast, gdy przegrawszy wojnę wyrzeka się języka czy wiary – to jakby upuściwszy tarczę odrzucał z kolei miecz.

Na zakończenie tych porównań Limanowski ukazuje jeszcze jedną analogię: tak jak w każdej religii, tak i w narodowości są wyznawcy czynni i bierni. Wzrost siły narodowej zależy więc nie tyle od masy narodu, ile od jego części czynnej, od upowszechnienia „czynnego patriotyzmu”. Ci ludzie – elita czynu, literatury, filozofii – są nosicielami „woli narodowej”. O nich i o tej woli pisał w „Szermierzach wolności”, i w „Historii demokracji polskiej”. Rozwój tej woli to – jak wielokrotnie podkreślał – rozwój samorządnych instytucji narodu, rozwój swobód obywatelskich; rozwój wewnętrznego socjalizmu. Chodzi o emancypację jednostek i o sprawiedliwość społeczną, o to, by dać oświatę (bo masy bez oświaty są bierne), o to, by przeorganizować społeczeństwo tak, by nie był możliwy ucisk czy bogacenie się jednych kosztem drugich.

Dopiero tak rozumiany socjalizm stanowi wykładnik dojrzałości uczuć, inteligencji i woli narodu.

Wszystko, co mija się z tą definicją – już nie jest, albo jeszcze nie jest socjalizmem. Tak właśnie rozumiał socjalizm Limanowski.

 

Przypisy

1. Ignacy Hryniewiecki (1856-81) pochodził z polskiej, szlacheckiej rodziny. Nauki wstępne pobierał w gimnazjum białostockim, gdzie też rozpoczął działalność spiskowo-niepodległościową. Kontynuuje ją w czasie studiów w Instytucie wiążąc się jednocześnie z organizacjami rosyjskimi: Ziemlą i Wolą, a potem z Narodową Wolą. W roku 1879 opuszcza Instytut i działa już wyłącznie w tej ostatniej organizacji. Nie oznaczało to radykalnego zerwania z kółkiem Waryńskiego. Tym niemniej, w czasie jednej z rozmów Hryniewiecki miał oświadczyć polskim socjalistom: „Wrócę do was, gdy pójdziecie do lasu”, tj. kiedy wybuchnie powstanie. W roku 1881 wraz z Rysakowem dokonał udanego zamachu na cara Aleksandra II. Rysakow rzucał pierwszy, ale chybił, car wyszedł nietknięty z uszkodzonego powozu i zbliżył się do ujętego już zamachowca. Wówczas zbliżył się Hryniewiecki i rzucił bombę tak mierząc odległość, by zabiła i cara i jego. Śmiertelnie raniony przewieziony został do szpitala, gdzie jeszcze usiłowano wymusić z niego zeznania. Zmarł nie wydawszy nikogo.

2. Ponieważ nawet dość poważne opracowania posługują się tylko nazwiskami i mylą często sylwetki tych działaczy, przypomnijmy:

Ludwik Kobylański (ur. w 1859) podobnie jak Hryniewiecki zwolennik terroru, członek tzw. grupy południowej Narodowej Woli. W roku 1879 wespół z Grzegorzem Goldenbergiem (1855-80) organizował zamach na gub. Charkowa – ks. Kropotkina. Zamach skończył się powodzeniem. Goldenberg zastrzelił gubernatora, zamachowcy uciekli i wkrótce wyjechali do Petersburga. W czasie przygotowań do zamachu cara Goldenberg został aresztowany wraz z paczką dynamitu. Osadzony w jednej celi z prowokatorem wygadał się na temat spisku. Kiedy w czasie przesłuchań zwierzenia owe przedstawiono mu jako rzekome „zeznania towarzyszy” załamał się i zaczął sypać wydając m.in. Ludwika Kobylańskiego. Kobylański zniósł dzielnie śledztwo i skazany został na katorgę. Nie wysłano go jednak na Syberię lecz więziono w lochach Szlisselburga, gdzie zmarł w 1886 roku. (Również i zdrajca Goldenberg nie odzyskał wolności; męczony coraz to nowymi przesłuchaniami powiesił się w swojej celi).

Drugi Kobylański, Erazm (1865-1919) od roku 1876 był zwolennikiem teorii Limanowskiego. Związany głownie z emigracyjnymi ugrupowaniami socjalistów zakładał wespół z Limanowskim II Stowarzyszenie „Lud Polski” (1881). W latach następnych związał się z Ligą Polską i Zetem, którego był głównym twórcą. Aresztowany w 1890 roku załamał się w więzieniu i napisał memoriał do władz carskich „oświetlający” działalność emigranckich grup rewolucyjnych. Po odsiedzeniu więzienia nie powrócił do działalności politycznej.

W ruchu socjalistycznym zaznaczył także swą obecność trzeci z Kobylańskich, Kazimierz, zwolennik terroru i współorganizator pierwszych kółek robotniczych Królestwa w latach 70-tych ub. wieku.

3. Bolesław Jędrzejowski (1867-1914) był podobno najmłodszym członkiem I Proletariatu (1882-86); na pewno jednak działał w tzw. „II Proletariacie” (1888-93). Po zjeździe zjednoczeniowym był jednym z głównych przywódców PPS i PPS-Frakcji Rewolucyjnej.

4. Stanisław Grabski (1871-1949) zwiąże się po latach z Narodową Demokracją, od roku 1906 będzie we władzach tajnej Ligi Narodowej, a w okresie międzywojennym zostanie ministrem wyznań religijnych i oświecenia. W latach 1942-45 będzie przewodniczącym Rady Narodowej w Londynie, w okresie 1945-47 wiceprzewodniczącym KRN. Z endecją zwiąże się także brat Stanisława, Władysław (1874-1938), głośny twórca reformy monetarnej.

5. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że również i krytyką malthuzjanizmu… opierała się o statystykę. Malthusowi zarzucano bowiem, że w swych pracach oparł się na niepełnych i niezbyt wiarygodnych danych statystycznych.

 

 

Bohdan Urbankowski, Kierunki poszukiwań. Szkice o polskich socjalistach, Warszawa 1983, s. 105-143

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Niepodległościowy socjalizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.