Kelles-Krauz: Proletariat jako spadkobierca dążeń narodowych

 

Jeśli czytelnikowi wydał się dziwny tak długi wstęp poświęcony ogólnym zasadom, to niech zechce zauważyć, że wstęp ten zawiera z góry odpowiedź na wszelkie zarzuty uprzednie przeciw niepodległości Polski w programie socjalistycznym, na wszelkie zarzuty broniące niejako przystępu do rozpatrywania kwestii na tle faktycznego współczesnego układu politycznego. Kto uznaje wyżej wysnute zasady socjalno-demokratyczne, ten nie może twierdzić: ani że trzeba koniecznie najpierw zwyciężyć zupełnie burżuazję i obalić kapitalizm, aby móc uczynić Polskę niepodległą, ani że nie ma potrzeby stawiania postulatu jej niepodległości, ponieważ zaprowadzenie socjalizmu samo przez się wyzwoli wszystkie narodowości; ani że Polska niepodległa będzie jeszcze państwem burżuazyjnym, a do proletariatu nie należy starać się o zbudowanie państwa burżuazyjnego; ani w ogóle – zarzut najczęstszy, najłatwiejszy i najbezmyślniejszy – że dążenie do niepodległości Polski sprowadza proletariat z drogi klasowej, zaciemnia jego świadomość i czyni sługą klas innych.

Wszystkie te zarzuty można by z równym brakiem racji zrobić wszystkim partiom socjalistyczno-demokratycznym wszystkich krajów, bo wszystkie stawiają jakieś postulaty polityczne minimalnie, dążą do jakichś najbliższych etapów. Głosowanie powszechne w Anglii, Belgii, Austrii; zniesienie senatu, referendum, nawet zdemokratyzowanie armii – we Francji; rzeczpospolita – w Belgii, Niemczech, Włoszech, wszędzie zresztą, gdzie trzymają się jeszcze korony na głowach; wreszcie i szczególnej – konstytucja w Rosji, są to wszystko, zupełnie jak Demokratyczna Rzeczpospolita Polska, postulaty, do których urzeczywistnienia przydatne jest, jeśli nie niezbędne, współdziałanie klas posiadających; których urzeczywistnienie nie będzie prawdopodobne (choć stać się może) końcem ustroju burżuazyjnego, które wreszcie z nastaniem ustroju socjalistycznego urzeczywistnione zostaną ipso facto i w zupełności. Są to wreszcie wszystko postulaty odziedziczone – zupełnie jak niepodległość Polski – przez partię socjalistyczną po bankrutującej i cofającej się demokracji mieszczańskiej.

Wprawdzie socjalna demokracja w żadnym kraju zachodzącej Europy nie otrzymała w spadku po stronnictwach poprzednich dążenia do niepodległości i jedności narodowej, czyli do pewnych przewrotów w układzie terytorialnym Europy, ale to się tłumaczy po prostu tym, że demokratyczne mieszczaństwo w krajach tych zdążyło samo owo dążenie urzeczywistnić. Rewolucja Francuska już stworzyła narodową jedność Francji; Tugendbundy, Młode Niemcy dążyły z całych sił do zjednoczenia ojczyzny Niemieckiej; Risorgimento, karbonariusze, garibaldziści wypędzili Austriaków z Włoch i obalili w ciągu XIX wieku rządy dziewięciu państewek półwyspu. Uczyniwszy to, burżuazja francuska odsprzedała swój patriotyzm Bonapartym, niemiecka – Hohenzollernom, włoska – Piemontczykowi, bo to, czego szukała w zjednoczeniu i niepodległości narodowej – szukała zniwelowanego i oparkanionego terenu do gry sił ekonomicznych – zostało osiągnięte, a tymczasem groził dalszy ciąg rewolucji: „wywłaszczenie wywłaszczycieli”. U nas, w Polsce, mieszczaństwo nie zdążyło prawie wcale (prawie – o ile autonomię galicyjską warto brać w rachubę) urzeczywistnić dążeń swych naturalnych do jedności i niepodległości narodowej, gdy już ruch robotniczy zaczął zaglądać mu w oczy, a z drugiej strony rządy zaborcze, przystosowując się do wymagań kapitalizmu, dały burżuazji polskiej bez jedności i niepodległości narodowej znaczną część tego, choć bynajmniej nie wszystko to , co gdzieindziej burżuazji dała jedność i niepodległość narodowa: rynki, opiekę celną, jednolitość miar i wag, wewnętrzną wolność transakcji na obszarze państwowym etc. Pod wpływem strachu przed ruchem mas, zarówno jak przed pięścią najeźdźcy, przy zachęcającym przykładzie zawsze i wszędzie beznarodowych wielkich posiadaczy ziemskich, ideały i tradycje sprzedane zostały przez mieszczaństwo w Polsce, że tak powiem, na pniu jeszcze, zanim zdążyły okwitnąć i przynieść owoce. Lecz już nawet ta część ekonomiczno-narodowościowych dążeń mieszczaństwa, której rządy zaborcze nie zaspokoiły, ciąży, jak nie spłacony dług, na dalszym rozwoju społeczeństwa. Rządy zaborcze ekonomicznie eksploatują kraje zabrane bardziej niż swą własną narodowość. Brak samodzielnego kierowania przez mieszczaństwo polskie swymi interesami, podporządkowanie ekonomicznych interesów prowincji polskich interesom ogólnopaństwowym, wreszcie utrudnienie wszelkich stosunków między trzema częściami kraju, tamuje rozwój kapitalizmu, opóźnia zapanowanie wpływów i obyczajów kapitalistyczno-nowożytnych zamiast szlachecko-klerykalnych, czego domagają się zarówno Daszyński, jak Veto dla Galicji, a co jest wszędzie warunkiem rzeczywistego pochodzenia ruchu socjalistycznego. Część demokratów dla tych motywów pozostała jeszcze wierna hasłu jedności i niepodległości narodu, choć nie jest w stanie poprowadzić w tym celu silnej akcji. Prócz tego zaś dążenie dawnych demokratów do jedności i niepodległości narodowej nie opierało się wyłącznie na pobudkach burżuazyjno-ekonomicznej natury; demokracja była przedstawicielką i szermierką potrzeb i dążeń całego społeczeństwa, całej masy klas uciskanych i wyzyskiwanych. Potrzeby te były: uprzystępnienie oświaty, otwarcie wrót życia publicznego masom, stworzenie obszaru, na którym fale ideowe – a socjalizm jest też falą ideową – rozpowszechniać by się mogły z największą łatwością i szybkością – czyli: unarodowienie cywilizacji i życia publicznego, połączenie pod jednymi prawami tych wszystkich, i o ile możności tylko tych, którzy mówią jednym językiem. Te pobudki i cele sprawiały, że patriotyzm był w pierwszej połowie bieżącego stulecia synonimem rewolucji i demokracji: klasy pracujące go popierały, reakcja – nienawidziła: 35 biskupów austriackich, zgromadzonych w Wiedniu po roku 1849 pod batutą Bacha, kanonicznie ogłaszało narodowości za pozostałość pogańską, gdyż genezą ich jest pomieszanie języków pod wieżą Babel… Gdy mieszczaństwo przeszło do obozu reakcji, zabrało ze sobą i przemalowało swój patriotyzm, robiąc z niego oręż kontrrewolucyjny; ale wyżej wymienione potrzeby i dążenia dawnego patriotyzmu demokratycznego zachowały całą swą żywotność. Wszędzie więc, gdzie nie są one zaspokojone, czyli w pierwszym rzędzie w Polsce, w Irlandii, Alzacji, duńskiej prowincji Niemiec, w Czechach i w ogóle na całym niemal obszarze Austrii i Węgier, na całych zachodnich kresach Rosji, wszędzie gdzie kwestia językowa – w najszerszym tego słowa znaczeniu – nie jest rozstrzygnięta, rozwój społeczeństwa w kierunku proletariackim napotyka silne przeszkody, socjalizm ma jakby kule u nóg. Urzeczywistnienie dążeń narodowych, przekazanych socjalnej demokracji przez przedwcześnie zmarłą demokrację, stanowi tam niezbędny, nie dający się ominąć etap. Socjalna demokracja stała się przewodnikiem narodu na drodze ku przyszłości: patriotyzm naturalną rzeczy koleją, jak dawniej demokracji, tak dziś staje się synonimem socjalizmu, jedną z jego uczuciowych dźwigni.

Oto ogólna historyczna racja żądania niepodległości Polski w programie socjalistycznym. Rozpatrując obecnie współczesne warunki bytu i rozwoju proletariatu w każdym z trzech zaborów, zobaczymy, że Niepodległa Rzeczpospolita jest jedynie możliwym, jedynie logicznym i praktycznym sformułowaniem dążeń socjalnej demokracji polskiej do najbliższych znaczniejszych etapów postępu politycznego.

 

[Fragment artykułu "Niepodległość Polski w programie socjalistycznym" z 1899 r.]

Kazimierz Kelles-Krauz, Naród i historia, Warszawa 1989, s. 93-97

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Niepodległościowy socjalizm, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.