Brzozowski: Poszukiwaczom idei narodowej

 

Wytworniejsze umysły polskie przesłaniać lubią same przed sobą zdezorientowanie  własne: utyskiwaniem na braki idei, a w szczególności idei narodowej we współczesnym ruchu narodowym.

W tym królestwie cieniów, jakim jest duchowe życie współczesnej Polski, samo to narzekanie jest cieniem, reminiscencją literacką, cytatą nie w porę. Dla emigracji polskiej, żyjącej na obczyźnie, idee, tj. uspołecznienie moralne i umysłowe wychodźców były jedyną rzeczywistością, z jaką bezpośrednio stykali się oni. Emigracja miała za zadanie zachować moc moralną w sobie – gdyż ta moc to była gwarancja, że działać dla dobra sprawy narodowej będzie wychodźstwo polskie umiało i mogło. Idee wychodźstwa – to były zapowiedzi: zaczątki przyszłych, mających być dokonanymi, czynów. Spory ideowe, kryzysy moralne, zwątpienie i odrodzenia – były tutaj jedyną możliwością pracowania dla historii. Gdyby emigracja przestała wierzyć, że Polska ma być – przestałaby być tą duszą narodową, tęskniącą za ucieleśnieniem. Emigracja musiała wierzyć, że ojczyzna, Polska to nie jest tylko złowieszcze fatum, wiążące ich indywidualne życie z losami skrawka ziemi. Przecież do ludzi tych także uśmiechało się szczęście, wabiła kariera, możność szczęśliwego i jednego działania. Polska musiała być dla nich nie tylko faktem historycznym, narzuconym, lecz wartością, związaną z całym ich indywidualnym życiem. Musiała zrosnąć się z tym, co było w nich najżywszego, musiała stać się ideałem, poza którym nie ma moralnego życia dla jednostek. Emigracja musiała nieustannie czuwać nad duchowym kształtem Polski, musiała pracować nad tym, aby jaśniała ona jak ta najwyższa, nadprzyrodzonym blaskiem promienna idea Platońska, obejmująca i rozświetlająca swymi promieniami wszystkie sfery duchowego życia. Polska musiałaby przestać być pojęciem geograficznym, musiała się stać   d u c h o w ą    w i z j ą   - doskonałości, dostępnej tym ludziom. Musiała stać się dla uczonego czy filozofa – warunkiem bez spełnienia którego nie może być poznana prawda, dla artysty i poety – musiała być formą piękna, jego umożliwieniem. Słowem – musiała być związana ze wszystkimi życiowymi tęsknotami tych ludzi. Musieli oni przypominać sobie, że nigdzie poza Polską nie będą umieli ani myśleć, ani tworzyć, ani kochać. Gdy życie europejskie wytwarzało jakiś ideał, czy dążenie społeczne zdolne rozentuzjazmować tych tułaczy, wnet wcielali oni tę nową wartość do swojego idealnego obrazu ojczyzny. Wcielali, wyidealizowując, przystosowując go do   s w o i c h   potrzeb serca i duszy. Polska wchłaniała w ich oczach wszystkie światła, rodzące się na Zachodzie, i od niej dopiero nabierały one ostatecznego blasku. Tak walczyli duchem Mickiewicz i Towiański, Trentowski i Wroński, Cieszkowski i Słowacki, Norwid i Lelewel – za    n a r o d o w o ś ć    s w o j ą.   W nich wszystkich było silne    i d e o w e    życie. Czuli, że gdyby w jakimś momencie ojczyzna zaspokoiła ich potrzeby, ich głody wewnętrze –   c o ś    z    i c h    p o l s k o ś c i   utraciłoby na energii, więc usiłowali skojarzyć ideę Polski z taką   d u c h o w ą    t r e ś c i ą,   wobec której bladłyby dla nich zdobycze Zachodu. Ile w tym było złudzenia – to wykazała ich analiza dorobku.

Teraz zaś zrozumiałą stała się nam, jak sądzę, istota tu nieustannie trawiącej emigrację walki o   i d e ę    p o l s k ą,   utyskiwanie, gdy wydaje się wychodźcom, że idea ta zaćmiona w swym blasku została. Jest to forma walki i pracy – ludzi, nie mających żadnej innej rzeczywistości historycznej, prócz serc własnych. Znaczenie historyczne ma tu to, co podtrzymuje zapał tych serc. Historia staje się procesem wyłącznie ideowym i moralnym. Być najszlachetniejszym, stworzyć najszlachetniejszą myśl, znaczy to już zwyciężyć.

Od razu zaznaczmy – dlaczego taki   o d e r w a n y   idealizm nie jest najwyższym kryterium. Czym jest idea? Jest   o b r a z e m    ż y c i a,   które by uczyniło zadość potrzebom wyznającego daną ideę człowieka.   I d e a    P o l s k i   umiała być obrazem   ż y c i a    P o l a k ó w,   życia, czyniącego zadość ich wymaganiom. Tak, ale czyim wymaganiom miało to wyznaczone życie czynić zadość – wymaganiom emigracji. Emigracja reprezentowała tylko pewną warstwę społeczeństwa, a przyszła Polska zaś miała stworzyć   i d e a l n e   warunki życia dla wszystkich Polaków – a przede wszystkim najliczniejszej warstwy   l u d u.   Emigracja niewątpliwie utożsamiała swoje   i d e a ł y    z ideałami ludu i przez to samo ideał jej musiał być ciaśniejszym od życia, które rośnie twórczością wszystkich pierwiastków danego społeczeństwa, danego narodu. Błąd ten był łagodzony przez korekturę etyczną tego rodzaju; a    i d e a ł   miał na razie to identyczne znaczenie tylko po to, aby zachować w wychodźcach święty ogień, by umocnić w nich wolę służenia ludowi. Ponieważ do kolizji między   i d e a ł a m i   emigracji, a potrzebami i uczuciami ludu nie doszło – więc i emigracja polska zachowała swój wyjątkowo bezinteresowny i czysty typ duchowy, wyróżniający się tak niezmiernie korzystnie od innych grup   i d e o l o g i c z n y c h.   Nie wyrobiła się w niej tylko jedna właściwość zdolności pracy – gdyż ta w historycznych warunkach, zwłaszcza polskich, pozostać nie mogła. Użyłem bardzo prozaicznego wyrazu   p o t r z e b y.

Pragnę wyjaśnić jego znaczenie etyczne. Ideał, ideał – jest obrazem życia ludu, czyniącym zadość ich wymaganiom, wartość jego polega na tym właśnie.

Człowiek i jego wymaganie – oto ostateczny sprawdzian. Autorytetu etycznego dla ludzkości poza ludzkością być nie może. Kto przypuszcza, że może istnieć dla nas   p o z a l u d z k i   autorytet o określonej treści swych wymagań – nie przeanalizował nigdy tego swego przekonania.

Gdy więc mówię:   p o t r z e b a    l u d u,   mówię: sprawdzian, jakiemu ideał ma czynić zadość. Ideał, nie czyniąc zadość   p o t r z e b o m,   jest nieetyczny, uciemięża bowiem   s w o b o d ę.   Jeżeli  przeciwstawiamy   i d e a ł y   potrzebom – to wypowiada się w tym oddarcie tzw. myślących warstw od reszty narodu.   P o t r z e b y   tych warstw nazywają się ideałami:   i d e a ł y   nawet pracujących warstw ludowych noszą prozaiczne miano klasowego interesu.

Rozumiemy teraz, na czym polegało znaczenie pracy ideowej emigracji. Utrzymywała ona w niej  zdolność czynu. Czyn ten zaś miał służyć interesom i zadaniom życia polskiego narodu. W tym ostatnim sprawdzianie zawierała się hipotetyczna sankcja naszej emigracyjnej działalności. Ideowa praca miała uczynić tułaczów zdolnymi do wytrwania, miała zachować w nich na przyszłość wolność pracy dla ludu. Jeżeli zaś sądzili niektórzy spośród emigrantów, skłonni byli     m  n  i  e  m  a  ć,   że idzie tu o uczynienie zadość pewnemu ideałowi, a przez to samo, niezależnie od jakichkolwiek immanentnych światowych skutków – dokonane zostanie dzieło ekspiacji narodowej, było to złudzenie, zrozumiałe w warunkach historycznych. Należy jednak stwierdzić, że emigracja polska skłonnością do fatalizmu, spekulacja metafizyczną się nie odznaczała. Była zawsze stronnictwem czynu. Powód do     k  a  r  y  k  a  t  u  r  a  l  n  e  j     i  d  e  i   Boga, działające w historii bez udziału ludzkiego ramienia – należy zapisać całkowicie na konto autora „Białego sztandaru”, Gomulickego. Z tradycjami romantyzmu polskiego – za wyjątkiem moralizującego okresu w twórczości dekadenta Krasińskiego – pojęcie to nie ma nic wspólnego. A w formie tak humorystycznej, w jakiej wyraził to warszawski „poeta”, pojęcie to nie zostałoby przyjęte nawet przez Krasińskiego, nie mówiąc już nic o Słowackim ani Mickiewiczu. Przecież za sługę swoją romantyzm polski uważał wprowadzenie Boga do historii, rozszerzenie tego pojęcia na strefę walk ludzkich. W każdym zaś razie tylko oddarcie od     ż  y  c  i  a     b  e  z  p  o  ś  r  e  d  n  i  e  g  o     l  u  d  u    doprowadziło do zamknięcia się emigracji polskiej w sferze samej    i  d  e  i.   Walka o idee była wynikiem jej położenia historycznego.

Dzisiaj – gdy czytam utyskiwania na brak idei polskiej we współczesnym ruchu rewolucyjnym, nie jestem w sprawie zdać sobie sprawy, o co właśnie idzie. W czym może się wyrażać    p  o  l  s  k  o  ś  ć   tej idei. Jak sądzę, na teram ma     o  n  a     być obrazem życia, czyniącego zadość wymaganiom i potrzebom żyjących dziś Polaków. Jaką drogo dziś znaleźć tą ideę można: oto wyłącznie    d  r  o  g  ą    szerokiej pracy    m  y  ś  l  o  w  e  j,   wielce realistycznej i skrupulatnej nad interesami i potrzebami ludu polskiego. Bardziej specjalna tylko praca i zdolność do pracy jest ostatecznym czynnikiem, rozstrzygającym o utrwaleniu się wartości ludzkich na świecie. Idea polska to znaczy dziś znaleźć    w  a  r  u  n  k  i    najświętszego rozwoju dla pracujących Polaków, dla robotników polskich i pracujących chłopów. Inną drogą do żadnej idei, mającej znaczenie dla narodu polskiego dojść niepodobna. Gdy zaś widzę że narzekający na brak    i  d  e  i    i prawdziwy purpurat poezji naszej nie z talentu tylko, lecz i z krwawej męki duchowej – Tadeusz Miciński zarzucał polskim rewolucjonostom, że u magów indyjskich nie szukali idei jaśni, a jednocześnie sam swym udziałem w pismach wszechpolskich pomaga do utrwalenia autorytetu targowickiej polskości Koła Polskiego, zdradzając w ten sposób – absolutną dezorientację co do tego, co probierz wszystkich idei polskich stanowi   –   t  o    c  o   potrzeb ludu polskiego, gdy widzę, że Nowaczyński w tym samym artykule, w którym mówi o znaczeniu tradycji – nie waha się zarzucić frazesu o „katylinarnych egzystencjach i zdziwaczeniu mas”, pomimo zna i utwory Słowackiego, a więc i słowa:

Ten, kto ojcu powie: Raka!

Ten poklęty . . . więc się bój!

Polski lud – to ojciec twój.

Wtedy nasuwa mi się diagnoza taka. Garść ludzi, żyjących swoimi artystycznymi i kulturalnymi interesami, przywykłą uważać je za sens świata. Gdy    w  a  l  k  a    nie nasunęła bezpośrednich tych haseł, z którymi zżyli się warunkowo – stałą się ona dla nich niezrozumiała, dziką. Nie zdali sobie trudu sprawdzić, czy lud polski nie ma słuszności, gdyż nie ma tych pojęć, które oni eksploatowali dla celów przeważnie estetycznych, czy tu przeciwnie:    p  o  j  ę  c  i  a   te wymagają wyjaśnienia. Romantycy za pomocą swojej pracy ideowej wybrali w sobie wolność służenia ludowi: dzisiejsi poszukiwacze tej idei narodowej    c  h  c  ą,   aby    l  u  d    czynił zadość tym pojęciom, które sami oni wytworzyli sobie o działalność polskich tułaczów z epoki po roku 1831.  Zdaje mi się, że trudno o całkowitsze odwrócenie pojęć. Słowa nagadać jest łatwo – walka wydaje się bezideową przedstawicielom polskiej literatury, gdyż są oni ignorantami w dziedzinie życia społecznego, gdyż nie umią znaleźć   s  e  n  s  u    z  d  a  r  z  e  ń,   przemawiających z granitową dobitnością. Byłoby to tylko humorystyczne, gdyby nie to, że w ten sposób opinia świata zyskuje w tych estetach nowych pomocników. Gdy J. Słowacki pisał do A. Czartoryskiego list – chwalił to co było jedyną polską rzeczywistością na emigracji – obraz idealnej Polski – przed spaczeniem. Gdy współczesna Młoda Polska chce dać lekcje ideowości Heryngom, Daszyńskim, Sieroszewskich, Kulczyckim, Dawidom, Niemojewskim, jest to co najmniej przykre nieporozumienie. Może by było dobra rzeczą wydać dla użytku równych Altesse Magnifique -   m  ł  o  d  e  j   P  o  l  s  k  i – rozmowę Słowackiego z Maryną Mieczysławską.

Stanisław Brzozowski, Opętane zegary, Warszawa 1956, s. 67-73

 

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Lewicowy nacjonalizm, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.