Robotniczo-Chłopska Organizacja Bojowa i PPR w Lubelskiem

 

ZE WSPOMNIEŃ OFICERA GL i AL

Stanisław Szot urodził się 12.4.1917 r. w Opoce Dużej pow. kraśnicki, w rodzinie małorolnego chłopa. W 1935 r. był sekretarzem związku zawodowego robotników zatrudnionych w kamieniołomach na terenie Annopola. W tym samym roku wstąpił do KZMP. Po wybuchu wojny polsko-niemieckiej w 1939 r. należał w Kraśniku do organizatorów Robotniczo-Chłopskiej Organizacji Bojowej, która weszła do PPR. Był członkiem komitetu okręgowego PPR, a od 1943 r. – lubelskiego komitetu obwodowego PPR oraz zastępcą komendanta obwodu GL-AL do spraw politycznych (oficer oświaty). W 1944 r. został ranny w walce z okupantem. Po wojnie pełni czynną służbę wojskową, zajmując szereg odpowiedzialnych stanowisk, m.in. w dowództwie KBW, w Inspektoracie Obrony Terytorialnej Kraju, GZP WP. Odznaczony: dwukrotnie Sztandarem Pracy I kl., Orderem Odrodzenia Polski III kl., Krzyżem Grunwaldu III kl., Orderem Virtuti Militari V kl., Krzyżem Walecznych, Złotym, Srebrnym i Brązowym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Partyzanckim i in. (Redakcja WPH)

 

W Zakrzówku w pow. kraśnickim powstała na początku okupacji szkoła spółdzielcza, do której i ja uczęszczałem. Ogółem chodziło do tej szkoły około 70 osób, przeważnie synów małorolnych chłopów. Wokół spółdzielczości skupiało się wtedy wielu przedwojennych radykalnych „wiciowców”, a także członków KPP i KZMP.

Szkoła w Zakrzówku, dzięki panującej atmosferze i pracy wychowawczej prowadzonej przez wykładowców, a głównie przez dyrektora Pawła Chodaja, znanego działacza ruchu ludowego, stała się z czasem kuźnią kadr przyszłego lewicowego ruchu podziemnego. Słuchacze żywo interesowali się polityką, dyskutowali żarliwie o wszystkich sprawach dotyczących zarówno walki z Niemcami, jak i przyszłych problemów wewnętrznych wyzwolonej Polski. Często w świetlicy szkoły i poza szkołą wygłaszane były referaty polityczne.

W dyskusji wyróżniał się Michał Wójtowicz jako człowiek inteligentny, mądry, odważny w myśleniu. We wszystkich podstawowych sprawach zajmował stanowisko radykalne, proradzieckie, prokomunistyczne, antyniemieckie i antyfaszystowskie. Zaprzyjaźniłem się z nim serdecznie. Zbliżyło się do nas również kilku innych kolegów, jak Frąc, Sciborek, Studziński. W ten sposób powstało w szkole grono ludzi, których łączyła przyjaźń oparta na wspólnych, radykalnych poglądach.

Szukaliśmy organizacji podziemnej. Docierała do nas prasa podziemna BCh, ZWZ, nawet „Szaniec”. Dzięki temu mogliśmy się zorientować w charakterze i ideologii tych organizacji. Nie odpowiadały nam one. Uważaliśmy je za reakcyjne, zwłaszcza NOW i ZWZ. Od „Rocha” odpychała nas jego uległość wobec rządu emigracyjnego, który uważaliśmy za rząd burżuazji i obszarników. Pocieszaliśmy się, że chyba jest gdzieś organizacja lewicowa, z którą w końcu uda się nam nawiązać kontakt.

W 1941 r., po napadzie Niemiec hitlerowskich na ZSRR, szkoła nasza została rozwiązana. Wójtowicz, jeszcze kilku słuchaczy i ja rozpoczęliśmy pracę w „Społem” w Kraśniku. Funkcję sekretarza okręgowej rady „Społem” w Kraśniku pełnił Aleksander Szymański, o którym dowiedzieliśmy się, że był znanym działaczem KPP. Sądziliśmy, że na pewno ma kontakt z jakimiś organizacjami lewicowymi. Nikt jednak z nas nie znał Szymańskiego osobiście, tzn. nikt z nas nie znał go dostatecznie blisko. Mimo to udaliśmy się do niego i powiedzieliśmy mu otwarcie, po co przychodzimy, wyraziliśmy opinię, iż należy rozpocząć działalność konspiracyjną i że takie są dążenia ludzi. Pierwsza rozmowa z Szymańskim nie dała wyników: mówił nam, że on nie ma żadnych kontaktów i że trudno mu jest samemu coś robić. Dopiero podczas drugiego spotkania zgodził się na utworzenie organizacji. Już wspólnie zastanawialiśmy się nad nazwą. Wszyscy byliśmy zgodni co do tego, by dla naszej organizacji nie używać nazwy „komunistyczna”.

W końcu lipca lub na początku sierpnia 1941 r. wybrano 3-osobowy komitet organizacyjny, do którego weszli Wójtowicz, Szymański i ja. Organizacji nadaliśmy nazwę Robotniczo-Chłopska Organizacja Bojowa. Na sekretarza wybraliśmy M. Wójtowicza. Al. Szymański miał kierować pracą propagandową oraz prasą. Mnie przypadły sprawy finansów i kolportażu.

Organizacja stawiała sobie następujące cele i zadania: skupienie robotników, chłopów i inteligencji do walki z okupantem o niepodległość Polski, o wprowadzenie ustroju demokratycznego w wyzwolonej Polsce, rozparcelowanie majątków, rozdanie chłopom ziemi, upaństwowienie przemysłu, udostępnienie oświaty dla wszystkich.

Postaraliśmy się o pieniądze i kupiliśmy radio, które zainstalowaliśmy w piwnicy magazynu „Społem” w Kraśniku. Na podstawie wiadomości radiowych pisaliśmy komunikaty, które następnie drukowano w wydawanej przez nas gazetce; redaktorem był Al. Szymański.

Z braku środków finansowych zarówno gazetkę, jak i odezwy nawołujące społeczeństwo do walki z okupantem wydawaliśmy w małej ilości i z wielkim trudem, gdyż nie mieliśmy ani maszyny do pisania, ani powielacza, ani papieru, woskówek, ani farby. Korzystaliśmy ukradkiem po godzinach urzędowania w „Społem” ze spółdzielczego sprzętu i papieru. W ten sposób organizacja dawała znak życia, nie zapewniało to jednak możliwości prowadzenia systematycznej pracy.

Każdy z nas obrał sobie pseudonim: Wójtowicz – „Zygmunt”, Szymański – „Ali”, ja – „Kot”. Poza funkcjami, jakie sobie wyznaczyliśmy w charakterze członków tymczasowego komitetu organizacyjnego, każdy z nas miał za zadanie werbować nowych ludzi. Było to zadanie trudne, dlatego że działały już wtedy inne organizacje podziemne, jak ZWZ i NOW, które w poważnej mierze utrudniały nam pracę. Poza tym program RChOB był ludziom nie znany, nie mieliśmy bowiem masowych wydawnictw. Nasz werbunek musiał więc mieć charakter indywidualny. Pod tym względem byliśmy w dogodnej sytuacji; wszyscy trzej pochodziliśmy z tych stron, mieliśmy dużo osobistych znajomości, a ponadto silne oparcie w aktywie spółdzielczym „Społem”.

Al. Szymański – „Ali” jako sekretarz rady okręgowej „Społem” bardzo często wyjeżdżał w teren. Był to człowiek niezwykle inteligentny, wykształcony, ukończył Akademię Nauk Politycznych, czynny był do 1938 r. w KPP, przy tym osobiste cechy charakteru zjednywały mu powszechną sympatię. Urodzony w 1902 r., miał więc ok. 40 lat, zarówno wiedzą, jak i doświadczeniem górował nad nami. Ale prostota, serdeczność, bezpośredniość w obejściu, dar przekonywania i sposób bycia, nie wyróżniający go od ludzi wsi, sprawiały, że cieszył się on dużym autorytetem nie tylko w swojej wsi rodzinnej Rzeczycy, ale we wszystkich innych, dokąd jeździł organizować spółdzielczość „Społem”, a jednocześnie prowadzić agitację i werbunek do naszej organizacji. O tym, jak wielki był autorytet Szymańskiego, świadczy sytuacja w jego wsi rodzinnej. Wieś ta prawie w całości wstąpiła do naszej organizacji, a w okresie późniejszym znajdowała się tu siedziba komitetu obwodowego PPR.

Wspaniałym organizatorem i agitatorem był także Michał Wójtowicz, o 13 lat młodszy od Szymańskiego. Jak już pisałem, wywodziliśmy się wszyscy z tych samych stron. Wójtowicz pochodził z kolonii Góra w gminie Zakrzówek, gdzie jego ojciec miał małe gospodarstwo rolne. Bardzo wcześnie wstąpił Michał do „Wici”, później działał w szeregach KZMP. Też miał dar zjednywania sobie ludzi, zwłaszcza młodzieży. Utrzymywał bardzo liczne kontakty z b. „wiciowcami”, ludowcami, kazetempowcami. Ludzie darzyli go bezgranicznym zaufaniem, co w czasach okupacyjnych miało ogromne znaczenie. Kilkudziesięciu chłopów z gmin Zakrzówek, Kraśnik, Brzozówka wstąpiło za jego pośrednictwem do naszej organizacji, m.in. wielu takich, którzy uprzednio byli w ZWZ i BCh.

Osobiście miałem liczne kontakty w gminach Annopol oraz Kosin i stamtąd zwerbowałem do RChOB sporą liczbę członków, zwłaszcza z Grabówki, Świeciechowa, Ludmiłówki i Opoki.

Po miesiącu intensywnej pracy werbunkowej odbyła się narada, na której każdy z nas złożył sprawozdanie z pracy organizacyjnej. Jak się okazało, tkwiliśmy już jako organizacja w siedmiu gminach. Wobec tego postanowiliśmy zwołać konferencję aktywu powiatowego. Odbyła się ona 28.8.1941 r. w Kraśniku przy ul. Zaklikowskiej w domu Biega j o we j (zamordowanej przez Niemców w 1943 r.).

Na pierwszej   tej  konferencji  obecni byli  m.in.:  Jan  Ziętek,  Aleksander Szymański, Michał Wójtowicz, Wyganowska (z gminy Dzierzykowice), Jan Pytel (z gminy Kosin), Cyran (z gminy Annopol), Walenty Kupiec (z gminy Trzydnik, w 1943 r. został zamordowany przez NSZ).

Referat programowy o celach i zadaniach RChOB wygłosił na tej pierwszej konferencji AL Szymański, o sprawach organizacyjnych mówił M. Wójtowicz. Później wywiązała się dyskusja. Postanowiliśmy przystąpić do tworzenia komitetów gminnych i kół RChOB oraz zbierania i czyszczenia broni, ułatwiania jeńcom radzieckim ucieczek z obozów śmierci i nawoływania do nieoddawania Niemcom kontyngentów. Rozważano także możliwość tworzenia oddziałów partyzanckich.

Do najtrudniejszych spraw należało zdobywanie broni, tak przecież potrzebnej do rozpoczęcia działań zbrojnych przeciwko okupantowi. Na zakup broni nie mieliśmy środków finansowych, a wtedy można ją było nabyć tu i ówdzie. Dobrowolne składki i ofiary nie mogły pokryć wciąż rosnących potrzeb. Sprawy finansowe należały do mojego „resortu”. Trzeba było sięgnąć do kas okupanta. Nie była to sprawa łatwa, jeśli uwzględnimy fakt, że nie mieliśmy jeszcze wtedy oddziałów zbrojnych, przy których pomocy moglibyśmy dokonać „eksów”. Postanowiliśmy więc zdobywać pieniądze w inny sposób. Pracowałem wówczas w magazynie nr 4 w Kraśniku. Znajdował się on na parterze budynku, na piętrze zaś mieściły się niemieckie magazyny zbożowe. Zboże pochodziło z kontyngentów. Porozumiałem się z dwoma robotnikami, którzy tam pracowali, dorobiliśmy do magazynów klucze i wynosiliśmy stamtąd systematycznie zboże. W ciągu roku zabraliśmy ok. 250 t. Czynność tę „zmechanizowaliśmy”: zboże spuszczaliśmy rurami na parter, do pomieszczeń, w których pracowałem, tam zsypywaliśmy je do worków, a następnie sprzedawaliśmy na wolnym rynku ludności polskiej po zniżonej cenie.

Była to akcja bardzo niebezpieczna, gdyż zsypywanie zboża trwało za każdym razem bardzo długo i mogło być zauważone przez pilnujących magazyny Niemców. Niebezpieczne było też wywożenie i sprzedaż. Mimo to organizacja nasza uzyskała z tej akcji około pół miliona zł. Była to już solidna podstawa finansowa dla naszej pracy. Znacznie też rozszerzyliśmy działalność wydawniczą; odezwy i pisma docierały masowo na wieś, popularyzując nasze hasła i czyniąc RChOB coraz bliższą i coraz bardziej znaną ludności. Głoszone przez nas hasła znalazły silny oddźwięk w społeczeństwie. W ciągu zaledwie pięciu miesięcy od chwili utworzenia RChOB liczyła już ok. tysiąca członków. Nawiązaliśmy kontakty w pow. puławskim, krasnostawskim, w Lublinie i w pow. lubelskim, gdzie powstały liczne komórki naszej organizacji. W listopadzie skontaktowaliśmy się z działaczami robotniczymi w Warszawie.

Na zakończenie tej garstki wspomnień o RChOB pragnę podać nazwiska 9 sekretarzy komitetów gminnych RChOB pow. kraśnickiego. Byli to: w gminie Annopol (siedzibą komitetu gminnego była Grabówka) – Jan Ziętek – „Murzyn”. W gminie Dzierzykowice  (siedziba komitetu była  w Ludmiłówce) -  Wyganowska. W gminie Kosin (siedziba komitetu w Opoce Dużej) – Jan Pytel. W gminie Trzydnik – Wacław Czyżewski, Tadeusz Szymański. W gminie Zakrzówek – Studziński. W gminie Janów – Czesław Kulpa. W gminie Brzozówka – Józef Surma. W gminie Urzędów – Grochulski – „Sokół”. W gminie Jarocin – Anna Pelc – „Rena”.

Referat programowy o celach i zadaniach RChOB wygłosił na tej pierwszej konferencji Al. Szymański, o sprawach organizacyjnych mówił M. Wójtowicz. Później wywiązała się dyskusja. Postanowiliśmy przystąpić do tworzenia komitetów gminnych i kół RChOB oraz zbierania i czyszczenia broni, ułatwiania jeńcom radzieckim ucieczek z obozów śmierci i nawoływania do nieoddawania Niemcom kontyngentów. Rozważano także możliwość tworzenia oddziałów partyzanckich.

Do najtrudniejszych spraw należało zdobywanie broni, tak przecież potrzebnej do rozpoczęcia działań zbrojnych przeciwko okupantowi. Na zakup broni nie mieliśmy środków finansowych, a wtedy można ją było nabyć tu i ówdzie. Dobrowolne składki i ofiary nie mogły pokryć wciąż rosnących potrzeb. Sprawy finansowe należały do mojego „resortu”. Trzeba było sięgnąć do kas okupanta. Nie była to sprawa łatwa, jeśli uwzględnimy fakt, że nie mieliśmy jeszcze wtedy oddziałów zbrojnych, przy których pomocy moglibyśmy dokonać „eksów”. Postanowiliśmy więc zdobywać pieniądze w inny sposób. Pracowałem wówczas w magazynie nr 4 w Kraśniku. Znajdował się on na parterze budynku, na piętrze zaś mieściły się niemieckie magazyny zbożowe. Zboże pochodziło z kontyngentów. Porozumiałem się z dwoma robotnikami, którzy tam pracowali, dorobiliśmy do magazynów klucze i wynosiliśmy stamtąd systematycznie zboże. W ciągu roku zabraliśmy ok. 250 t. Czynność tę „zmechanizowaliśmy”: zboże spuszczaliśmy rurami na parter, do pomieszczeń, w których pracowałem, tam zsypywaliśmy je do worków, a następnie sprzedawaliśmy na wolnym rynku ludności polskiej po zniżonej cenie.

 

Powstanie Polskiej Partii Robotniczej na Lubelszczyźnie

Na początku stycznia 1942 r. dowiedzieliśmy się, że w Warszawie powstała organizacja pod nazwą Polska Partia Robotnicza. Nie znając programu ani kierownictwa tej partii, obawialiśmy się, że jest to jedna z organizacji sanacyjnych pod zamaskowaną   nazwą.   Jednakże   zdecydowaliśmy    się    na    nawiązanie    kontaktów,    po uprzednim zebraniu informacji o tej partii.

Po kilku dniach Szymańskiemu udało się skontaktować z przedstawicielami PPR w Warszawie. Ale po tym pierwszym spotkaniu nie zgodziliśmy się jeszcze na połączenie.

W tym czasie podziemna prasa sanacyjna zamieściła artykuł o powstaniu PPR. Wyczuliśmy nienawiść, jaką pałała do PPR. Wywnioskowaliśmy stąd, że PPR jest organizacją antyfaszystowską i antysanacyjną, a więc taką, jaka nam odpowiadała.

Po ponownym skontaktowaniu się z PPR przyjechał do nas przedstawiciel KC, Włodzimierz Dąbrowski („Wujek”), z którym odbyliśmy posiedzenie komitetu organizacyjnego RChOB (obecni: Szymański, Wójtowicz i ja). „Wujek” przedstawił nam program partii, po czym, po ożywionej dyskusji, postanowiliśmy połączyć się z PPR. Na tym posiedzeniu Michał Wójtowicz został mianowany sekretarzem komitetu okręgowego, Aleksander Szymański członkiem komitetu i redaktorem prasy podziemnej, ja natomiast członkiem komitetu okręgowego, pełniącym funkcję skarbnika. Równocześnie nakreśliliśmy plan pracy na najbliższy okres. Przede wszystkim postanowiono skompletować skład komitetu wojewódzkiego i powołać w terenie komitety partyjne. Wydaliśmy specjalną odezwę o naszym wejściu w skład partii.

Członkowie RChOB fakt połączenia się z PPR przyjęli entuzjastycznie i z zapałem przystąpili do dalszej pracy. RChOB po swym akcesie do partii stała się fundamentem PPR na Lubelszczyźnie.

W kwietniu 1942 r. ktoś doniósł do gestapo, że AL. Szymański należy do konspiracji. Dowiedzieliśmy się o tym w porę i Szymański wspólnie z Wójtowiczem zrezygnowali z pracy w „Społem”. Pierwszy z nich przeniósł się do Trzydnika i tam prowadził działalność partyjną, Wójtowicz natomiast wyjechał do Lublina, skąd kierował całokształtem pracy w województwie.

Na początku 1942 r. w Lublinie powstał komitet miejski PPR, w którego skład weszli: Tadeusz Wiśniewski, Stanisław Wcisło, Ziętkowa („Siwa”), Paweł Dąbek, Bogdan Parczyński. Komitet powiatowy w Lubartowie tworzyli: Tomasiak, Niecko i inni. W tym samym okresie powstały komitety w Puławach i Kraśniku, na czele z sekretarzem Grochulskim („Sokół”), później Janem Czarneckim i innymi.

Tymczasem „Zygmunt” nawiązał kontakt z samodzielną Bojową Organizacją Ludową w pow. włodawskim. Na czele tej organizacji, która później w całości weszła do PPR, stał Kazimierz Sidor. Wówczas we Włodawskiem powstał komitet powiatowy PPR, którego sekretarzem był Kazimierz Tkaczyk („Twardy”).

Praca partyjna na Lubelszczyźnie w 1942 r. była bardzo ciężka z powodu braku aktywu. Większość dawnych działaczy KPP znalazła się w Związku Radzieckim, na miejscu pozostała tylko niewielka grupa. Dlatego też, budując partię, opieraliśmy się na nowym aktywie, z którego w większości składały się komitety powiatowe, gminne i gromadzkie.

Poważne utrudnienia w pracy sprawiały nam organizacje sanacyjne, które prowadziły oszczerczą kampanię przeciw PPR, dekonspirując naszych działaczy, a często wskazując ich Niemcom. Nastąpił okres silnego terroru, czego najlepszym dowodem było zorganizowanie obozu śmierci w Majdanku.

Pod koniec 1942 r., na skutek donosu b. kapepowca Zbiczaka (schwytany przez Niemców, załamał się i zgodził się na współpracę z nimi), zostali aresztowani wszyscy członkowie komitetu miejskiego w Lublinie wraz z kilkoma najlepszymi aktywistami, m.in. dowódcą okręgu lubelskiego GL, Pawłem Dąbkiem, i dowódcą GL na pow. lubelski, Stanisławem Stecem. Mimo okropnych tortur nie wyjawili jednak tajemnic partyjnych.

Z więzienia w Zamku Lubelskim Paweł Dąbek został przeniesiony na Majdanek. W strasznych warunkach, jakie panowały w obozie, nawiązał kontakty i utworzył tajną organizację, która miała na celu przygotowanie ucieczki więźniów. Projektowano zbrojny napad z zewnątrz w celu uwolnienia więźniów, jednakże akcja ta nie doszła do skutku.

Dopiero w 1944 r. Dąbek wraz z kilkoma towarzyszami uciekł z obozu i natychmiast przystąpił do pracy partyjnej na terenie pow. lubelskiego.

Na skutek aresztowań czołowych działaczy z Lublina miejscowa organizacja partyjna znacznie osłabła. W pow. kraśnickim, puławskim, włodawskim i lubartowskim rozwijała się natomiast pomyślnie. Najlepszym tego dowodem były nowe komitety gminne, gromadzkie oraz poparcie ludności dla PPR. W późniejszym okresie powstały w tych powiatach komitety okręgowe PPR, dowództwa okręgów GL i AL. Powiaty te były bazą oddziałów partyzanckich GL i AL, które swoją bojowością i poświęceniem promieniowały na inne tereny województwa.

W grudniu 1942 r. porzuciłem pracę w „Społem” w Kraśniku, poświęcając się wyłącznie pracy partyjnej. Wójtowicz ze stanowiska sekretarza obwodowego został przeniesiony na komendanta obwodowego GL. Na jego miejsce przyszedł, skierowany przez KC PPR, Hilary Chełchowski. Po kilku miesiącach przyjechał, delegowany przez KC PPR, Jan Sławiński („Tyfus”), który w 1943 r. objął stanowisko sekretarza obwodowego, Chełchowski został odwołany do Warszawy.

W styczniu 1943 r. w Lublinie przy ul. Żelaznej w domu Stanisława Wcisły („Adam”) odbyło się posiedzenie komitetu obwodowego PPR, na którym byli obecni: Chełchowski, Sidor, Wcisło, „Irka” i ja. Po zreferowaniu sytuacji politycznej przez Chełchowskiego i sprawozdaniach poszczególnych członków komitetu postanowiono powołać organizacje partyjne w tych powiatach naszego województwa, gdzie ich jeszcze nie było. Sprawa dotarcia do nich nie była łatwa. Dla wzmocnienia pionu wojskowego Sidor z komitetu obwodowego został przeniesiony do pracy wojskowej, a na jego miejsce dokooptowano Wcisłę. W rezultacie komitet składał się z Chełchowskiego – sekretarza, Wcisły – technika, i mnie jako skarbnika. W nowym podziale pracy zostałem odpowiedzialny za utworzenie komórek partyjnych i kierowanie nimi w powiatach południowych, Chełchowski w północnych, a Wcisło za zorganizowanie pracy w Lublinie oraz utrzymywanie kontaktów z Warszawą.

W lutym 1943 r. wyjechałem do pow. krasnostawskiego, gdzie nawiązałem łączność z Jureckim (członek b. KPP) ze wsi Baraki, Stanisławem Lisikiem i jego bratem Antonim z Żabna w gm. Turobin, b. członkami KPP, oraz Jurkiem, b. członkiem KPP, zamieszkałym w Krasnymstawie. Po kilku rozmowach i dostarczeniu im prasy partyjnej – „Trybuny Wolności”, „Gwardzisty” zdecydowali się na wstąpienie do partii. Oni to utworzyli pierwszy komitet powiatowy, w którego skład weszli: Lisik („Chwetko”)  – sekretarz, Jurek i Komsa ze wsi Huta Turobińska. Za pośrednictwem komitetu udało mi się -nawiązać bliższe kontakty z powiatami: chełmskim, zamojskim i hrubieszowskim.

W   skład   komitetu   w   Chełmie   wchodzili:   Konstanty   Krasowski   („Wojno”) – sekretarz, Aleksy Filipczuk  („Leon”)  (obaj  członkowie b. KPP). Sekretarzem w samym Zamościu był Józef Małysz („Marek”), zaś na powiat hrubieszowski Feliks Kozak, b. okręgowiec KPZU. Aktyw z wymienionych powiatów rekrutował się w większości z członków b. KPP.  Działacze ci wysuwali sprawę tworzenia KPP, a nie PPR. Ale mimo to udało mi się dość szybko wciągnąć ich do naszej organizacji. W tym samym okresie utworzono komitet na pow. lubelski, którego sekretarzem został Pawłowski, a w 1943 r. pracował z komitet powiatowy w Biłgoraju.

Rozwój partii w 1943 r.

Organizacja partyjna w 1943 r. rozwijała się szybko, ogarniając swym zasięgiem coraz więcej powiatów. Niemcy tymczasem stosowali silny terror, paląc wsie, mordując oraz wysiedlając ludzi z powiatów: zamojskiego, hrubieszowskiego i częściowo biłgorajskiego; wywozili zupełnie niewinnych ludzi do obozów śmierci lub na przymusowe roboty do Rzeszy. W tym gorącym okresie został aresztowany w Lublinie Wcisło wraz z żoną i kilkoma towarzyszami, a następnie zesłany na Majdanek, gdzie w krótkim czasie zginął. Podobnie działo się w innych miejscowościach. W Ludmiłówce, pow. kraśnicki, zostaje aresztowana Wyganowska, w gminie Grabówka  – „Kozak” (zamordowany w Majdanku).

W związku z rozwojem partii i GL wysunęło się zagadnienie usprawnienia pracy. W tym celu województwo zostało podzielone na 3 okręgi i zorganizowano komitety okręgowe.

Okręg 4, tzw. północny, obejmował powiaty: włodawski, lubartowski, radzyński, m. Lublin, część pow. puławskiego.

Okręg 5, tzw. południowy – powiaty: kraśnicki, część puławskiego i chełmskiego, lubelski, krasnostawski, zamojski, hrubieszowski, biłgorajski i tomaszowski.

Okręg 6 – pow. siedlecki, łukowski, bielski i jeszcze kilka powiatów z woj. warszawskiego.

Sekretarzem okręgu 4 był Kwiatek – poległ w walce z Niemcami w 1943 r. po jego śmierci został wyznaczony na to stanowisko Bonat („Szymon”, zginął w lipcu 1944 r.). Skład komitetu okręgu 5 był następujący: sekretarz    Wacław Czyżewski („Im”), członkowie – Szymański („Ali”), Jan Pytel („Leon”), Jan Ziętek („Murzyn”) i Wach („Mewa”).

W 1944 r. na miejsce Czyżewskiego, który został przeniesiony do pracy wojskowej, przyszła Wacława Marek („Pola”), która została zamordowana przez Niemców już w czasie wyzwalania Lubelszczyzny przez Armię Radziecką.

Najsłabsza była organizacja partyjna w okręgu siedleckim, gdzie miały duże wpływy ugrupowania związane z rządem emigracyjnym. W późniejszym czasie okręg ten został przyłączony do obwodu warszawskiego.

Ponieważ okręg 5 był największy pod względem obszaru, został podzielony na podokręgi, w których skład weszły powiaty: hrubieszowski, chełmski, zamojski i część krasnostawskiego. Sekretarzem podokręgu został mianowany Feliks Kozak („X”), skarbnikiem – Aleksy Filipczuk („Leon”), technikiem – Michał Dawidiuk („Jałowiecki”). Wszyscy należeli dawniej do KPP i ograniczali się wyłącznie do działalności wśród wąskiego grona swoich przyjaciół. Z tego też powodu w lutym 1944 r. komitet uległ reorganizacji. Na sekretarza podokręgu został wytypowany „Andrzej”, dawny członek KPP, który dał się  poznać  jako  towarzysz  dobrze  wyrobiony  politycznie   i   oddany   sprawie partii. W 1944 r. został zamordowany przez bandy reakcyjne.

W okręgu 5 zostały zorganizowane w większości gmin i gromad komitety gminne, gromadzkie, a w miastach fabryczne i koła partyjne. Zadaniem komitetów i kół było kształtowanie poglądów społeczeństwa, podtrzymywanie go na duchu, zaszczepianie mu nastrojów bojowych oraz mobilizowanie wokół PPR do walki.

Lata 1943 i 1944 przeszły pod znakiem masowego werbunku do partii. Biorąc pod uwagę skład socjalny jej członków, bezwarunkową większość stanowili chłopi, bo ok. 70%, robotnicy i rzemieślnicy – 25%, inteligencja pracująca – 5%.

Najsilniejsze organizacje były w powiatach: kraśnickim, krasnostawskim, puławskim, lubartowskim, włodawskim; słabsze  – w biłgorajskim i hrubieszowskim.

Kolportaż prasy

Wielką rolę w uświadomieniu członków partii i mas odgrywała prasa partyjna. Dlatego też komitet obwodowy kładł duży nacisk na jak największy nakład prasy i sprawną organizację kolportażu. Prasę przewozili specjalni kolporterzy lub przychodziła ona pocztą na fikcyjne nazwiska. Zdarzały się wypadki niedocierania prasy na miejsce przeznaczenia z powodu aresztowania kolportera bądź też zatrzymania przesyłki na poczcie. W pierwszym etapie działalności partii docierało do nas niewiele prasy centralnej, ale już w okresie późniejszym stopniowo ilość jej się zwiększała. Jednakże w dalszym ciągu ilość otrzymywanej prasy centralnej była niewystarczająca. Powstała więc konieczność wydawania prasy miejscowej. Tzw. technika mieściła się w okręgu 4, pow. włodawski, we wsi Rudka. Jedynym sprzętem redakcji była maszyna do pisania i powielacz. W okręgu 5 „technika” składała się z 5 maszyn do pisania różnego typu i kilku powielaczy zabranych z niemieckich urzędów, a zespół redakcyjny z 7 osób. Redaktorem gazety był Al. Szymański, dlatego też prasa stała na odpowiednim poziomie. Kierownikiem technicznym był Edward Szymański („Krakus”), młody, zdolny, inteligentny, szczerze oddany partii (zginął w 1944 r. w walce z Niemcami w lasach Lipskich). Ostatnie locum drukarni mieściło się we wsi Rzeczyca w pow. kraśnickim. Wydawaliśmy miejscową gazetę partyjną i wojskową – „Żołnierz Lubelszczyzny”, oraz odezwy i komunikaty radiowe. Największy nakład wydawnictw nie przekraczał liczby 5 tys. egz. miesięcznie. W 1944 r. zaczęły ukazywać się w podokręgu w pow. zamojskim powielane wiadomości radiowe. Wówczas redaktorem był „Andrzej”, a kierownikiem technicznym „Mochejski”.

Prasę kolportowaliśmy poprzez zorganizowany aparat partyjny przy komitetach powiatowych, gminnych, gromadzkich oraz przez oddziały partyzanckie GL i AL.

Walki oddziałów GL w 1942 i 1943 r.

Pierwszym dowódcą lubelskiego obwodu GL został Wójtowicz. W niedługim czasie GL istniała już w powiatach: kraśnickim, puławskim, lubelskim i m. Lublin, lubartowskim, włodawskim. Równocześnie utworzono dowództwa powiatowe i gminne oraz powołano: sekcje, drużyny, plutony, kompanie i bataliony GL. Zaczęto przygotowywać gwardzistów do walki z okupantem przez praktyczne i teoretyczne szkolenie. W marcu zorganizowaliśmy niedaleko wsi Studzianek oddział partyzancki liczący ok. 25 ludzi, do którego weszło kilku jeńców radzieckich. Żywot tego oddziału był jednak krótki. W kilka dni po utworzeniu został przez Niemców rozbity. Nie zraziliśmy się tym niepowodzeniem, przeciwnie, dodało to nam bodźca do nieugiętej walki.

W sierpniu został zorganizowany drugi z kolei oddział GL, liczący zaledwie 7 ludzi, uzbrojonych w 2 karabiny i jeden pistolet, pod dowództwem Grzegorza Korczyńskiego. W sierpniu w skład tego oddziału weszła grupa Antoniego Palenia („Jastrząb”) licząca 11 osób uzbrojonych w karabiny ręczne. Grupa ta przed tym dokonała już akcji na areszt w Zaklikowie, gdzie po sterroryzowaniu strażnika uwolniła 18 więźniów, w tym kilku skazanych na karę śmierci za posiadanie broni. Po przyłączeniu się grupy „Jastrzębia” oddział miał 21 osób.

Pierwszą akcję przeprowadzili partyzanci na st. kol. Rzeczyca, na transport benzyny idący na front wschodni. Zdobyto wtedy dwa karabiny. Tejże nocy oddział spalił posterunek granatowej policji w Potoku, gdzie zabito jego komendanta. Po akcji oddział odmaszerował do lasów Lipskich. Niemcy, powiadomieni o wydarzeniu, urządzili na drodze marszu naszego oddziału zasadzkę w okolicy wsi Łysaków. Ukryci przy drodze, otworzyli silny ogień, od którego zginęli najlepsi partyzanci, tacy jak: Kuba, „Edek” (dąbrowszczak), a ciężko ranny został „Luby” (Płowaś). Pomimo strat oddział nadal przeprowadzał wypady na posterunki policji, urzędy gminne, urządzał zasadzki na Niemców i zdrajców.

W tym czasie nowo zorganizowany oddział GL w pow. włodawskim (w lasach Parczewskich) dokonał kilku akcji we Włodawskiem i Lubartowskiem. zadając Niemcom dotkliwe straty.

Pod koniec 1942 r. został utworzony nowy oddział partyzancki GL pod dowództwem Konstantego Mastalerza („Stary”), b. kapepowca, któremu Niemcy wymordowali całą rodzinę i spalili zabudowania gospodarcze. Bazą oddziału były lasy Bonieckie w pow. krasnostawskim. Mimo słabego uzbrojenia i niewielkiej   liczebności   oddział   ten   rozbił  5.6.1942  r.  samochód  na  szosie  Zamość – - Tomaszów, zabijając 2 Niemców, i zdobył ręczną broń.

W lipcu 1942 r. oddział zaatakował ochroną majątku Sarów, pow. krasnostawski, gdzie w jego race wpadły m.in. 3 karabiny i 8 granatów. Niebawem też powiększył swój stan liczbowy.

Powstanie pierwszych oddziałów GL na Lubelszczyźnie i ich zbrojne akcje z okupantem odbiły się szerokim echem wśród ludności. Przyjmowała ona entuzjastycznie bohaterskich partyzantów, udzielała im wszelkiej pomocy. Obserwowaliśmy coraz większy napływ ochotników ze wsi i miast. Brak broni uniemożliwiał jednak wcielenie ich do GL. Dopiero w miarę rozwoju walki gwardziści zdobywali coraz więcej broni, dzięki czemu mogli powiększać swoje szeregi.

Prócz oddziałów partyzanckich GL podstawowa masa jej żołnierzy znajdowała się w garnizonach.

W 1942 r. jednostki garnizonowe były najliczniej zorganizowane w powiatach: kraśnickim, puławskim, włodawskim, lubartowskim. W maju 1942 r. jednostki garnizonowe, podzielone na grupy, przystąpiły do walki zbrojnej. I tak np. grupa wypadowa ze wsi Rzeczyca dokonała pierwszej akcji na mleczarnię we wsi Sulów w gminie Zakrzówek. Mleczarnię zdemolowano, a urządzenia zniszczono.

Nowo powstałe sekcje grup wypadowych miały na celu niedopuszczanie do ściągania kontyngentów, kolczykowania bydła, przerywanie linii telefonicznych i likwidowanie szpicli.

W początkowym okresie nie wszyscy żołnierze grup wypadowych mieli broń, niektórzy byli uzbrojeni jedynie w siekiery lub kije. W miarę zdobywania broni oddziały wypadowe podejmowały walkę z policją granatową i niemiecką. Ich akcje przynosiły okupantowi duże straty,  a przede wszystkim dezorganizowały administrację – życie gospodarcze, a w społeczeństwie wzniecały nastroje bojowe.

Niemcy urządzali masowe obławy na oddziały partyzanckie, organizowali zasadzki, dokonywali licznych aresztowań. Terror niemiecki nie zdołał załamać PPR i GL, przeciwnie, wpływy partii coraz bardziej umacniały się wśród miejscowej ludności, a oddziały partyzanckie GL na represje odpowiadały wzmożonymi akcjami zbrojnymi.

Na przełomie 1942 r. Niemcy rozpoczęli masowe, brutalne wysiedlanie ludności polskiej  z pow. hrubieszowskiego i zamojskiego. W tej  sytuacji postanowiliśmy wysłać oddział GL na tereny objęte wysiedleniami w celu mobilizacji   ludności   do   oddziałów  partyzanckich,   by   poprzez   walkę   przeszkodzić w przeprowadzeniu tej akcji.

Na wiosnę 1943 r.  spadł na GL nowy cios.  Na stacji w Lublinie został aresztowany  przez  gestapo  Wójtowicz.   Próbował  ratować   się   ucieczką,  lecz kilkoma strzałami zabili go.

Rok 1943 przeszedł pod znakiem wzmożonych walk i rozwoju GL. W okręgu 5 powstały nowe oddziały. Jednym z najbardziej bojowych był oddział „Jastrzębia”. Po krótkim okresie swej działalności liczył on już 47 ludzi; uzbrojony był w 8 erkaemów. Sam jego dowódca, „Jastrząb”, był człowiekiem młodym, bo zaledwie 22-letnim, ale niezwykle odważnym, zahartowanym w ogniu walki z Niemcami. Kilkakrotne wypady na hitlerowców kończyły się zwycięsko dla partyzantów. W czerwcu oddział uległ reorganizacji. Kpt. „Jastrząb” został przeniesiony do pracy w garnizonie na stanowisko komendanta GL na pow. kraśnicki. W dniu 22.10.1943 r., będąc w lasach Lipskich, na   inspekcji   oddziałów „Jastrząb”   natrafił    na obławę niemiecką. W  czasie  walki   został ciężko ranny i po dwóch dniach zmarł.

W drugiej połowie 1943 r. walka GL stała się bardziej intensywna. Nastąpił też ogromny wzrost liczbowy oddziałów. Wymagało to usprawnienia pracy kierownictwa GL i ujęcia oddziałów partyzanckich w nowe ramy organizacyjne, w związku z czym utworzono większe jednostki i bataliony. W okręgu 4 sformowano dwa bataliony. Dowództwo nad jednym objął por. Jan Dadun („Janusz”), z zawodu gajowy, podoficer WP, bezpartyjny. 2 batalion składał się z b. jeńców radzieckich pod dowództwem mjr. Fiodora – oficera radzieckiego. Oprócz tych batalionów zorganizowano samodzielne grupy specjalne dywersyjno-sabotażowe, których celem było wykolejanie pociągów. W okręgu 5 powstało 5 batalionów. Dowództwo 3 batalionu sprawował Władysław Skrzypek („Grzybowski”), syn małorolnego chłopa z Łysakowa w pow. kraśnickim, podoficer WP. W 1943 r. przeszedł z ZWZ do GL, przynosząc z sobą broń maszynową i ręczną. Cechowało go wielkie poświęcenie dla sprawy i bojowość. Zginął w 1944 r. od kuli eneszetowskiej. Batalion 4 został utworzony z jeńców radzieckich; dowodził nim kpt. „Lemiszewski” – oficer radziecki (poległ w czasie walki z Niemcami we wsi Franciszków).

Dowódcą 5 batalionu był kpt. Aleksander Szymański („Bogdan”) z koi Trzydnik w pow. kraśnickim, syn chłopa, podoficer WP. Poległ w ciężkie: walkach w 1944 r. w lasach Janowskich.

Najbardziej bojowy był 6 batalion, dowodzony przez Feliksa Kozyr („Błyskawica”). Był on synem małorolnego chłopa ze wsi Polichno. Dzięki dużej energii zaprowadził w oddziale żelazną dyscyplinę i własną postawą dawał przykład, jaki powinien być gwardzista. Okoliczni chłopi widzieć w „Błyskawicy” opiekuna przed Niemcami i NSZ-owcami, którzy barbarzyńsko pacyfikowali wsie i terroryzowali ludność. W 1944 r. zginął z rąk NSZ.

Dowódcą 7 batalionu był Edward Gronczewski („Przepiórka”), a jego zastępcą Bolesław Kowalski („Cień”). „Przepiórka” wykazał się wybitnymi zdolnościami   wojskowymi,   wielką   odwagą  i   bojowością.   W   ogniu   długotrwałej walki z Niemcami wyrósł na doskonałego dowódcę.

Każdy z batalionów liczył przeciętnie 80-140 żołnierzy, rekrutujących się w większości z chłopów i robotników. Najbardziej nieugięta w walce z okupantem okazała się młodzież, która swoją ofiarnością i poświęceniem zdobyła sobie przodujące miejsce w historii wojny wyzwoleńczej narodu.

Dowództwo okręgu 4 i główne siły partyzanckie GL rozlokowane były w lasach Parczewskich. Pozostała część oddziałów była rozmieszczona we wszystkich powiatach okręgu. Działaniem swym obejmowały powiaty: włodawski, lubartowski, bielski, chełmski, radzyński, lubelski i część puławskiego.

Dowództwo okręgu 5, główne siły oraz ich baza mieściły się w lasach Janowskich, Lipskich, Gościeradowskich i pow. kraśnickim. Terenem działalności partyzantów były powiaty: kraśnicki, część puławskiego, lubelski, krasnostawski, biłgorajski, niżański.

W lasach Biłgorajskich, w Puszczy Solskiej stacjonawał oddział im. Tadeusza Kościuszki. Terenem jego działalności były powiaty zamojski i biłgorajski.

W lasach Bonieckich w pow. krasnostawskim znajdowała się główna baza oddziału GL dowodzonego przez „Starego”. Działał on w pow. hrubieszowskim, częściowo w zamojskim, krasnostawskim i chełmskim.

Bataliony i oddziały GL nie zawsze operowały zwartymi jednostkami, ich taktyka polegała głównie na przeprowadzaniu akcji małymi grupami, jak: sekcja, drużyna, ewentualnie pluton. W razie organizowania większych wypadów oddziały walczyły całymi batalionami lub mobilizowały do pomocy garnizony GL.

W drugiej połowie 1943 r. walka partyzancka przybierała na sile, a szeregi GL z dnia na dzień zwiększały się. Rozbrajano posterunki policji granatowej i ochronę majątków ziemskich. Zmusiło to okupanta do likwidacji mniejszych posterunków granatowej policji i koncentrowania ich w większych ośrodkach, głównie w powiatach.

Oddziały partyzanckie od walki z administracją wroga, granatową policją, akcji przeciwkontyngentowej przechodzą do bardziej intensywnych form działań i atakują placówki niemieckiej żandarmerii, oddziały Wehrmachtu, a przede wszystkim transport. Uderzenia w transport wroga, do których przywiązywaliśmy specjalne znaczenie, utrudniał nam brak materiałów wybuchowych. Stosowaliśmy środki bardzo prymitywne, jak: rozkręcanie szyn lub podkopy, .ile to wymagało dłuższego czasu, by osiągnąć pozytywny wynik. Mimo tych trudności oddziały GL od 1943 r. wykoleiły na Lubelszczyźnie ok. 45 pociągów towarowych i osobowych. Również w walce przeciwkontyngentowej i z administracją wroga GL osiągnęła duże sukcesy. W większości gmin zniszczono ewidencję ludności, część urzędów gminnych spalono, zdemolowano mleczarnie i maszyny do przerabiania mleka, nie dopuszczano do kolczykowania bydła, rozbijano magazyny ze zbożem, które w miarę możności rozdawano ludności. W 1943 r. oddziały GL stoczyły kilkadziesiąt walk i potyczek z żandarmerią, policją i wojskiem niemieckim. Jedna z większych akcji miała miejsce w maju. Dowodził nią mjr Andrzej Flis („Maksym”). Postanowiliśmy zaatakować niemiecki pociąg pospieszny na trasie Kraśnik – Lublin. Oddział nasz liczył 29 żołnierzy, uzbrojonych w 2 erkaemy, w tym jeden uszkodzony. Z powodu małej ilości materiału wybuchowego nie mogliśmy wysadzić torów. W związku z tym postanowiono pociąg zatrzymać. Następnie oddział nasz podjął próbę opanowania go od wewnątrz. Kilku z nas wdarło się do wagonów i po półgodzinnej walce cały pociąg, z wyjątkiem parowozu i węglarki, gdzie ukryło się kilkunastu Niemców, znajdował się w naszych rękach. W wyniku walki zostało zabitych 27 oficerów niemieckich i zdobyto broń. Po naszej stronie l gwardzista został ciężko ranny i po dwóch dniach zmarł, a dowódca oddziału lekko ranny w rękę. Po akcji jedna drużyna z rannymi wycofała się z lasu Kraśnickiego, druga pozostała na miejscu. Niemcy następnego dnia ściągnęli znaczne siły, obstawiając nimi lasy, gdzie kwaterowali gwardziści. (Znajdowałem się w tym czasie w pobliskiej wsi, odcięty od towarzyszy.) Na noc nieprzyjaciel okopał się i czekał dnia, by przystąpić do obławy. W tej sytuacji partyzanci postanowili pod osłoną nocy wydostać się z pułapki. Nad ranem zaatakowali jeden odcinek i z okrzykiem „hurra” zaczęli przedzierać się przez niemieckie okopy. Hitlerowcy, uciekając w popłochu, pozostawili znaczne ilości broni i amunicji. W czasie potyczki jeden z partyzantów został lekko ranny; Niemcy mieli 2 zabitych. Nazajutrz hitlerowcy ponownie zorganizowali na nas obławę, ale bez rezultatu.

Akcja ta dodała bodźca do walki innym partyzantom, wskazała bowiem, że nawet słabo uzbrojone oddziały mogą przeprowadzać skuteczne działania bojowe.

Od czerwca wszystkie oddziały GL podjęły masowe uderzenia w transport wroga. Najwięcej pociągów wykoleili i opanowali partyzanci na linii: Lublin -Rozwadów, Lublin – Łuków. I tak np. m.in. w październiku 1943 r. oddział pod dowództwem mjr. Grzybowskiego wykoleił pociąg wojskowy między stacją Rzeczyca a Zaklikowem.

Na wszystkich drogach i szosach urządzano zasadzki na samochody i Niemców. Jedną z największych zorganizowano w maju pod dowództwem kpt. „Jastrzębia” na szosie w Liśniku. Zabito niemieckiego generała, przy którym znaleziono ważne dokumenty i plany; samochód spalono. Oddział GL nie poniósł przy tym żadnych strat.

W sierpniu 1943 r. na szosie Kraśnik – Janów, 4 km od wsi Stóża, zabito starostę z Biłgoraja. I tym razem oddział nie poniósł żadnych strat. Samochód starosty spalono.

Kilkanaście walk stoczono  z hitlerowcami  podczas  obław przeciwpartyzanckich. W maju 1943 r, oddział nasz, stacjonujący w lasach Gościeradowskich, został zaatakowany przez przeważające siły nieprzyjaciela. Musieliśmy się wycofać na inne stanowisko. Na miejscu pozostawiliśmy tabory. Niemcy weszli do lasu z drugiej strony. Postanowiliśmy wyjść im naprzeciw. Niebawem ujrzeliśmy ich prowadzących nasze tabory (kilka wozów). Ruszyliśmy do ataku i po półgodzinnej walce w głębi lasu odzyskaliśmy tabor i wycofaliśmy się. Wyszliśmy bez strat, Niemcy natomiast mieli rannych i zabitych.

Zaledwie kilka dni potem hitlerowcy przygotowali nową akcję przeciwpartyzancką. Oddział nasz znajdował się już w innym terenie. Niemcy w ciągu nocy okopali się i wczesnym rankiem przystąpili do przeczesywania lasu. Ich samoloty przez cały dzień bezskutecznie bombardowały domniemane pozycje partyzanckie.

22.10.1943 r. hitlerowcy urządzili obławę w lasach Lipskich, gdzie stacjonował oddział mjr. Grzybowskiego. Partyzanci na jednym odcinku zaatakowali Niemców i przedarli się przez okrążenie. W czasie walki poległo 5 gwardzistów, 4 odniosło ciężkie rany i 7 lżejsze. Straty niemieckie były o wiele większe. Była to największa bitwa w 1943 r.

Gwardia Ludowa zadawała okupantowi poważne straty w ludziach, w gospodarce i transporcie. Lecz nie tylko wróg ponosił straty. W 1943 r. zginęło kilkuset gwardzistów, którzy walczyli do ostatniego naboju. Tak polegli oficerowie sztabu oddziału partyzanckiego im. Tadeusza Kościuszki w lasach Biłgorajskich, tak zginął komendant obwodu Wójtowicz -  „Zygmunt”. Luki w szeregach zapełniali nowi bohaterzy i mścili śmierć swoich towarzyszy.  Walka partyzancka zadawała kłam teorii,  że represje i mordy dokonywane przez Niemców na ludności polskiej są odwetem za działalność bojową GL. Tymczasem było wręcz przeciwnie. Akcje bojowe GL uratowały tysiące chłopów od wywózki do Niemiec lub śmierci. Najlepszym tego dowodem jest przerwanie akcji wysiedleńczej  na  Zamojszczyźnie na skutek walki podjętej przez GL, BCh i AK. Były regiony na Lubelszczyźnie, gdzie nie ważył się stanąć okupant, nie narażając się na groźbę śmierci.

W sierpniu 1943 r. z polecenia partii wszedłem w skład dowództwa obwodowego GL, gdzie pełniłem funkcję oficera oświatowego, tzn.  organizowałem pracę pol.-wych.  Dowództwo  obwodu  składało  się:   z  dowódcy,  Mieczysława Moczara, jego zastępcy, ppłk. Grzegorza Korczyńskiego, szefa sztabu, ppłk. Jana Wyderkowskiego („Grab”), płk. Kazimierza Sidora, Hołoda, mjr. Fiodora i mnie.

Dowódcą okręgu 4 (północ) był płk Słdor, komendantem powiatowym pow. włodawskim – Józef Szymanek – „Pochroń” (zabity przez Niemców), pow. lubartowskim – kpt. „Franek”.

Okręgiem 5 dowodził mjr Tadeusz Szymański („Lis”). Dowództwo powiatowe w Kraśniku tworzyli: dowódca Żak („Słowik”) oraz Bolesław Marcinkowski ze Studzianka.

W pow.   krasnostawskim komendantem był Antoni Lisik („Ptak”),  jego zastępcą  „Semen”  z Giełczwi,  a potem Kuryło  („Drucik”), w pow. hrubieszowskim funkcję tę pełnił Edward Januszewski („Lis”), w pow. chełmskim -Władysław Kowalczyk („Jurek”).

Powstanie Wojewódzkiej Rady Narodowej

Rok 1943 obok poważnych osiągnięć GL na odcinku wzrostu sił i walki z okupantem przyniósł również większą konsolidację społeczeństwa w wyniku nieustannie prowadzonej przez PPR i GL akcji tworzenia wspólnego frontu narodowego. Przystąpiła do niego oprócz GL przede wszystkim część BCh i SL. Z chwilą powstania Wojewódzkiej Rady Narodowej konsolidacja ta przybrała jeszcze wyraźniejszy charakter. Pierwsze posiedzenie Wojewódzkiej Rady Narodowej odbyło się w pow. włodawskim 18.2.1944 r. W jej skład weszli przedstawiciele poszczególnych organizacji: K. Sidor – przewodniczący; Zygmunt Goławski, kolejny przewodniczący (BCh); Zbigniew Stępka (AK); Ludwik Czugała (GL); Anna Gadzalanka (SL); Marian Czerwiński (związki zawodowe); Czarnotówna – nauczycielka; Markiewicz – nauczyciel; Stanisław Szczepański. Ponadto dokooptowani zostali: Jan Sławiński, Franciszek Łojak, Adela Gadzińska oraz ja.

Na posiedzeniu postanowiono powołać do życia powiatowe i gminne rady narodowe i za ich pośrednictwem dążyć do zjednoczenia społeczeństwa do walki z okupantem.

Wydaliśmy też specjalną odezwę. W skład powstałego w 1944 r. obwodowego dowództwa AL wszedł również przedstawiciel WRN. Proponowaliśmy kierownictwu organizacji AK i BCh utworzenie wspólnego frontu walki pod przewodnictwem WRN, lecz propozycje nasze zostały odrzucone. Wobec tego zaczęliśmy montować front z szeregowymi żołnierzami AK i BCh. W rezultacie duża część członków BCh, SL oraz wielu z AK, wbrew swojemu dowództwu, przeszła do AL. Do czerwca 1944 r. powołano powiatowe rady narodowe we wszystkich powiatach oraz rady w przeważającej większości gmin. W skład tych rad wchodzili członkowie PPR, GL, SL, BCh, częściowo AK oraz nauczycielstwo i bezpartyjni.

Służba sanitarna

W pierwszym okresie działalności nie mieliśmy swoich lekarzy. Leczenie rannych nastręczało nam więc dużo kłopotu. Przy końcu 1943 r. przywiozłem z pow. hrubieszowskiego lekarza „Znachora”, który wszedł w skład dowództwa obwodu jako szef służby sanitarnej. W gminach i wioskach zorganizowaliśmy sekcje służby sanitarnej oraz specjalne kursy dla sanitariuszek. Praca tej służby była bardzo trudna – brakowało lekarzy chirurgów, lekarstw i środków opatrunkowych. Bardzo często, z braku odpowiednich narzędzi, ranni byli operowani zwykłym nożem lub brzytwą. Lekarstwa i opatrunki zdobywaliśmy przeważnie na wrogu, część kupowaliśmy lub otrzymywaliśmy bezpłatnie od właściciela apteki, Czerwińskiego, z Kraśnika.

W 1944 r. w jednej tylko gminie Trzydnik przebywało stale ok. 40 rannych. W tej dziedzinie wprost nieocenionej pomocy udzielała nam okoliczna ludność, przechowując i pielęgnując rannych, pomimo niebezpieczeństwa jakie zagrażało ze strony Niemców. Znalezienie rannego groziło zagłada całej rodziny.

Dzień l Maja podczas okupacji

Dzień l Maja 1943 i 1944 r. obchodzono niezwykle uroczyście we wszystkich powiatach. Urządzano pogadanki w kołach, w garnizonach i oddziałach partyzanckich. W niektórych powiatach odbywały się akademie z udziałem kilku tysięcy miejscowej ludności, jak np. we wsi Bójki, w pow. włodawskim.

Był to dzień mobilizacji wszystkich sił do walki z okupantem W Wigilię święta garnizony i oddziały partyzanckie przeprowadzały setki akcji bojowych. Jedno z takich uderzeń wykonała w 1943 r. grupa wypadowa ze wsi Rzeczyca pod dowództwem sekretarza obwodowego komitetu PPR Jana Sławińskiego, na transport niemiecki na st. koi. Karkówka w pow. kraśnickim W tym dniu Niemcy zawsze koncentrowali swoje siły i trzymali je w ostrym pogotowiu.

PPR i jej zbrojne ramię, GL i AL, chlubnie zapisały się w dziejach walki o niepodległość Lubelszczyzny. W walce tej poległo bohaterską śmiercią 4 sekretarzy wojewódzkich PPR, 3 sekretarzy okręgowych, kilku sekretarzy powiatowych, kilkudziesięciu oficerów oraz ok. 2 tys. żołnierzy GL, AL. Mogiły ich, często bezimienne, rozsiane są po lasach, polach i wioskach Lubelszczyzny.

Jeszcze w przededniu wyzwolenia spadł na nas ciężki cios – straciliśmy naszych najlepszych towarzyszy. 27.7.1944 r. wojska niemieckie wszystkimi drogami wycofywały się za Wisłę. Nasz oddział wraz z częścią dowództwa obwodowego i okręgowego AL oraz członkami komitetu okręgowego PPR był rozlokowany w małym lasku między wsią Trzydnik a Salominemi Postanowiliśmy urządzić w kilku miejscach zasadzki na uciekających Niemców. Dzięki dobrze zaplanowanej akcji zginęło kilkudziesięciu żołnierzy hitlerowskich. M.in. z broni przeciwpancernej rozbiliśmy niemiecki samochód pancerny, w którym jechali oficerowie dowództwa dywizji. Zdobyliśmy mapy i sztandar dywizji. Po tej akcji Niemcy rzucili przeciwko nam przeważające siły. Zaczęta się walka. Musieliśmy wycofać się przez pola do lasu Gościeradowskiego.

Oddział rozlokował się w lasach między wsią Marnopole a Liśnik Mały, gdzie spędziliśmy całą noc. O świcie następnego dnia wartownik doniósł nam, że wojska niemieckie – piechota, czołgi i artyleria wokół lasu i w lesie zajmują pozycje do walki z Armią Radziecką.

Byliśmy ze wszystkich stron otoczeni. Nie upłynęło wiele czasu, gdy niemiecki patrol, przeszukując las, natknął się na nasz oddział. Postanowiono schwytać cały patrol bez strzału, by nie zaalarmować okrążających nas wojsk nieprzyjaciela. Akcja nie powiodła się, kilku żołnierzy niemieckich schwytano ale pozostali zdążyli zbiec i sprowadzić przeciwko nam kilkakrotnie przeważające siły. Zaczęła się 2-godzinna walka. Hitlerowcy otworzyli przeciwko piekielny ogień. W nierównym boju straciliśmy 13 ludzi. Poległ m.in. sekretarz komitetu obwodowego PPR, Szymański („Ali”), zginęła też „Pola”, sekretarz okręgowego komitetu PPR; ja zostałem ranny.

Na drugi dzień Armia Radziecka przyniosła nam wolność. Polegli bohaterowie znaleźli miejsce wiecznego spoczynku już na wyzwolonej Ziemi Lii bełskiej. Pochowano ich w Rzeczycy, której mieszkańcy przez cały czas okupacji otaczali naszych działaczy i partyzantów serdeczną opieką. Nad grobami poległych towarzyszy przysięgliśmy do ostatnich sił bić się z okupantem, dochować na zawsze wierności wielkim ideałom, o które walczyła nasza partia i za którą oddali życie najlepsi towarzysze.

Natychmiast po wyzwoleniu Lubelszczyzny około 20 tys. żołnierzy w tym 10 tys. PPR-owców, stanęło do budowania fundamentów Polski demokratycznej. Większość żołnierzy AL wstąpiła w szeregi WP, walcząc o całkowite wyzwolenie Polski aż do zupełnego   rozgromienia armii   hitlerowskie Część zasiliła szeregi MO,  aparat państwowy i samorządowy,  uruchamia przemysł, przeprowadzała reformę rolną.

Stanisław Szot, Ze wspomnień oficera GL-AL, Wojskowy Przegląd Historyczny nr 1/1972

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.