Narodowa rewolucja 1968 roku

Przez cały 1998 rok obchodzono trzydziestą rocznicę rewolty studenckiej 1968 roku. Dawni weterani buntu sprzed lat z rozrzewnieniem wspominali heroiczne walki z policją, barykady, nie kończące się debaty polityczne i z dumą spoglądali na „marsz przez instytucje”, który zakończyli osiągnięciem posad w zarządach partii politycznych, w radach nadzorczych wielkich korporacji, mediach i na uniwersyteckich profesurach. Ale nie wszyscy weterani byli zadowoleni z siebie i z tego co robili trzydziestu laty. Nie wszyscy też w identyczny sposób interpretują polityczne znaczenie ruchu studenckiego, jego cele i skutki. Rok 1968 to już historia, ale historia żywa, oddziałująca silnie na politykę Niemiec

Prawicowa rewolucja?

Horst Mahler, dawny niemiecki aktywista ruchu studenckiego i ideolog Frakcji Czerwonej Armii, na łamach konserwatywnego-narodowego tygodnika „Junge Freiheit” zdystansował się od przeszłości i wskazał na destruktywne skutki rewolty studenckiej. Mahler nie poprzestał zresztą na prasowych enuncjacjach, ale w wywiadzie dla tygodnika „Focus” zapowiedział, że chce inicjować ruch obywatelski broniący interesów narodu niemieckiego. W wywiadzie dla „Junge Freiheit” Mahler stwierdził, że jego ruch będzie walczył o to, aby Niemcy pozostały krajem dla Niemców. Uznał, że dotychczasowa polityka imigracyjna władz niemieckich poniosła całkowitą klęskę i musi zostać natychmiast zmieniona.

Jednak prawdziwa bomba wybuchła pod koniec zeszłego roku. Prawicowa korporacja studencka „Danubia” mająca siedzibę w Monachium organizuje co roku seminarium nazywane „Bohenhauser Gesprache”, na którym występują znani prawicowi intelektualiści. Ostatnie seminarium poświęcone było właśnie rewolcie 1968 roku. To, że jako pierwszy przemówił tam prawnik Hannes Kaschkat, nie było dziwne, gdyż od początku był on przeciwnikiem rewolty i sprawował funkcję pierwszego redaktora naczelnego gazety „Student”, reprezentującego prawicowo-konserwatywne kręgi niemieckiej niemieckiej studenterii. Oprócz Kaschkata, który od lat regularnie pisze na łamach konserwatywnego „Criticonu”, na seminarium wystąpili z referatami wspomniany wyżej Horst Mahler oraz Peter Furth, również eks-działacz ruchu.

Ale największą sensacją było to, że w imprezie organizowanej przez prawicową korporację wziął udział nie kto inny, jak sam Bernd Rabehl, jeden najbliższych towarzyszy walki Rudiego Dutschke, należący w 1968 roku do ścisłego kierownictwa Socjalistycznego Niemieckiego Związku Studentów (SDS) – najważniejszego ośrodka studenckiej rewolty. Sześćdziesięcioletni dziś Rabehl jest profesorem nauk politycznych na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. Swój referat zatytułował „1968 – symbol i mit”.

W pierwszej części wystąpienia Rabehl zajął się obecną sytuacją polityczno-społeczną w Niemczech i Europie. Celem „antyfaszystowskiej lewicy” jest dziś, zdaniem Rabehla, ustanowienie zakazów w myśleniu i dyskusji, stłumienie wszelkich debat na temat palących kwestii politycznych i społecznych. Między innymi – debat o skutkach imigracji dla Niemiec i innych krajów europejskich. Według Rabehla, problem nie polega na tym, że przybywają imigranci i azylanci, ale na tym, że wraz nimi są importowane formacje partyzanckie, które prowadzą walkę zbrojną w różnych krajach świata. Mają one swoje logistyczne zaplecze, tworzą swego rodzaju „strefy wyzwolone”, gdzie zbierają podatki, powołują rekrutów, wypoczywają po walce, organizują szkolenia polityczne i wojskowe. Ramię w ramię z tą „okupacją” idą nielegalne interesy: handel narkotykami, korumpowanie urzędników i policjantów. Dotyczy to nie tylko Kurdów i Kurdyjskiej Partii Robotniczej, ale i grup z Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej, Azji, byłej Jugosławii i Związku Sowieckiego. Imigracja jest im potrzebna do realizacji celów politycznych w Europie, ale przede wszystkim po to, aby przygotować lub kontynuować akcje w krajach, z których pochodzą.

Błędna jest opinia – wywodził Rabehl – że zastrzeżenia i protesty Niemców (i innych Europejczyków) wobec „obcych” mają swoje źródło w uprzedzeniach. Prawdziwa przyczyna tkwi w zachowaniu tych „obcych grup”, które wykorzystują społeczeństwa europejskie dla własnych interesów. W Europie oznacza to stopniowe niszczenie narodu i jego kultury, destrukcję narodowej tożsamości. Zdaniem Rabehla, niemiecka „antyfaszystowska lewica” nie chce dopuścić do dyskusji na ten temat i do podjęcia środków zaradczych.

W dalszym wywodzie profesor Rabehl powraca do ruchu studenckiego i rewolty 1968 roku, aby pokazać źródła obecnej sytuacji w Niemczech. Uważa on, że sprawa narodowa była od początku istotna dla konstytuującej się wówczas w Niemczech opozycji, która miała oblicze zarówno antyamerykańskie, jak i antyrosyjskie. Ani Dutschke, ani on nie należeli do tradycyjnej lewicy, ale byli naprawdę „narodowymi rewolucjonistami”. Dla Dutschkego wzorem stała się rewolta robotnicza 17 czerwca 1953 roku, „Narodowo-rewolucyjny” nurt ruchu studenckiego uosabiany przez Dutschkego kierował się przeciw amerykańsko-sowieckiej hegemonii nad Niemcami oraz Europą i dążył do zjednoczenia Niemiec. Głównym punktem oporu miał być Berlin – rewolucyjne ognisko zapalne, od którego rozpoczęłoby się wyzwolenie Europy Środkowej niejako w dwóch kierunkach – wschodnim i zachodnim. Przeciwko takiemu rozwojowi wydarzeń byli zarówno tradycyjni socjaliści, członkowie nielegalnej KPD, jak również służby specjalne Wschodu i Zachodu.

Dla Rabehla nie ulega wątpliwości, że zamach na Dutschkego 11 kwietnia 1968 roku miał na celu wyeliminowanie przywódcy ruchu w momencie, kiedy jego koncepcje zaczęły przybierać kształt polityczny, którego wyrazem był zorganizowany w lutym 1968 roku w Berlinie międzynarodowy Kongres Wietnamski. To wówczas – stwierdził Rabehl – powstały zarodki europejskiego frontu wyzwoleńczego, który miał na celu wypchnięcie USA i Związku Sowieckiego oraz ich kolaborantów z Europy Środkowej. Po postrzeleniu Dutschkego ruch rozpadł się na rywalizujące ze sobą grupy, a jego „narodowo-rewolucyjny” impuls wygasł.

W połowie lat siedemdziesiątych Dutschke próbował wypracować nową strategię polityczną, która miała w zmienionej sytuacji przybliżyć realizację celów „narodowo-rewolucyjnego” ruchu studenckiego. Uważał, że Związek Sowiecki nie przetrwa do roku 2000, że jego załamanie spowoduje upadek NRD i zjednoczenie Niemiec. Dlatego, kiedy powstawała partia ekologiczna, dążył do wyeliminowania z niej tradycyjnych socjalistów, komunistów i członków rozmaitych grup marksistowsko-leninowskich, z drugiej zaś – szukał zbliżenia z konserwatywnymi ekologami z CDU/CSU skupionymi wokół Herberta Gruhla.

Dutschke pragnął – według Rabehla – aby powstał ruch, który troskę o naturalne podstawy ludzkiej egzystencji łączy z troską o naród i ojczyznę. Niestety, jego śmierć w 1979 roku zniweczyła tę koncepcję, a partia Zielonych stała się zbiorowiskiem marksistowskich bankrutów i młodych karierowiczów, którzy chcieli sobie skrócić drogę do posad państwowych.

Zdaniem Rabehla, ani w latach sześćdziesiątych, ani siedemdziesiątych impulsy „narodowo-rewolucyjne” nie rozwinęły się w szerszy ruch polityczny. W ruchu studenckim i rewolcie 1968 roku zwyciężyły tendencje antynarodowe, które choć na pozór wydawały się antyamerykańskie, to w rzeczywistości były kontynuacją amerykańskiego programu „reedukacji” Niemców. Rabehl konstatuje, że tożsamość narodowa Niemców dziś zanika, a lansowana przez elity wizja „wielokulturowego społeczeństwa” ma tyle samego wspólnego z rzeczywistością co komunistyczna „przyjaźń między narodami”. Niemcy – stwierdza Rabehl – są dziś „otwartym obszarem”, na którym przybywające spoza Europy „bandy, partyzanci, grupy i religie wytyczają swoje terytoria”. Tam, gdzie narody nie posiadają już żadnej kultury i narodowej tożsamości, niemożliwa jest zmiana kursu, lecz jedynie agonia.

Wystąpienia Mahlera oraz Rabehla wywołały reakcję innych weteranów ruchu studenckiego. Dawni działacze SDS wydali oświadczenie Nigdy nie byliśmy nacjonalistami, w którym oskarżyli Mahlera i Rabehla o „fałszowanie historii”. Również wdowa po Rudim Dutschke zaprotestowała przeciwko wykorzystywaniu nazwiska jej męża przez „prawicowców, którzy kiedyś byli jego lewicowymi przyjaciółmi”. Podziały wśród starych działaczy ruchu studenckiego stały się tak głębokie, że Mahlera wyproszono ze wspominkowego spotkania weteranów zorganizowanego w Berlinie. Pod koniec grudnia 1998 roku Mahler jeszcze raz zabrał głos. On i dwaj inni aktywiści SDS: filozof (dziś prawicowy heglista) Reinhold Oberlercher i Günter Maschke (redaktor „Etappe” – jednego z najlepszych pism intelektualnej prawicy), ogłosili dziewięciopunktowe Kanoniczne oświadczenie w sprawie ruchu 1968 roku. Trzej weterani, podobnie jak Rabehl, interpretują ruch studencki w Niemczech w kategoriach „narodowo-rewolucyjnego”. Według nich, nie opowiadał się za kapitalizmem, ani za komunizmem, ale za prawem każdego narodu do narodowo-rewolucyjnego i socjalno-rewolucyjnego wyzwolenia.

Mahler, Oberlercher i Maschke stwierdzają następnie, że ruch 1968 roku miał dwa skrzydła: Nową Lewicę i Nową Prawicę. Pierwsza kierowała się przeciw amerykanizmowi, druga – przeciw sowietyzmowi. Nowa Prawica osiągnęła swój cel i zwraca się teraz coraz gwałtowniej przeciw amerykanizmowi i panowaniu kapitału, co oznacza, że nastąpiło zjednoczenie obu narodowo-rewolucyjnych skrzydeł. Jedynie narodowo-rewolucyjny nurt ruchu studenckiego był czymś nowym. Czymś, co zrodziło mit ’68 roku, zainspirowało sztukę i kulturę. Ukoronowanie narosłego wokół ruchu fałszu jest – zdaniem trzech weteranów – przedstawienie obecnej czerwono-zielonej koalicji rządowej jako dojścia do władzy reprezentantów idei ’68 roku.

 

 

Templum nr 1/2001

 

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.