Nacjonalizm proletariacki Stanisława Brzozowskiego

Idea narodu, której rosnące znaczenie w rozwoju myśli Brzozowskiego widzieliśmy w poprzednim rozdziale, nie była mu obca i dawniej. Oczywiście nie należy przywiązywać większego znaczenia do poglądów wypowiedzianych w jednym z pierwszych artykułów, że nie interesuje go istnienie kultury wszechludzkiej, ponieważ dotychczas istniały tylko kultury narodowe, co jest zrozumiałe ze względu na to, iż wśród ludzi jednego języka panują najwyższe stosunki duchowe. Bardziej jednak interesujące jest uznanie roli narodu widoczne w studium o Żeromskim. Brzozowski analizuje „świadomą i pozaświadomą pracę ducha” w zakresie sztuki i spostrzega, iż główną przyczyną braku harmonii w dziele sztuki jest właśnie nierównowaga obu tych elementów. „Dzieła skończone (harmonijne) – powiada – są zawsze wynikiem bezwiednego, wielowiekowego współpracownictwa mas. Wielowiekowa, długa praca narodu wytworzyć jedynie może formy składowe, całkowicie odpowiadające treści tego, co wiekuisty duch przez naród ten i dusze do niego przynależne stwarza”. Jeszcze jaskrawiej, i już zupełnie wyraźnie, brzmią zasady sformułowane w roku następnym: „człowiek jest abstrakcją, a jedyną dotychczas ziszczalną formą duchowej twórczości – twórczość narodowa. Właściwą realnością duchową jest naród; jednostka jest już niejako wpływem i wnioskiem, poszczególnym aktem twórczym w tym ogólnym akcie zawartym”. I znowu, w rok później – we „Wstępie do filozofii” – na pytanie: co to jest naród znajdujemy taką odpowiedź: jest „organem prawdy żywej. Tylko, że jak są prawdy, które już w ciągu jednego żywota poznawane i czynione być mogą, tak są i inne, które wymagają współpracy wielu wieków i pokoleń. I to zespolenie i zogniskowanie duchów, aby prawda poznana była i ciałem się stała – to nazywam narodem i to jest ojczyzną”. A gdy druga osoba dialogu wyraża powątpiewanie – otrzymuje wyjaśnienie następujące: „wy tu nauczyliście się już cenić i widzieć piękno, wartości i rozum w człowieku pojedynczym i przyrodzie: a nie zrozumieliście jeszcze, że rozumem są przede wszystkim dzieje, że więc naród i przeszłość jego to nie przypadek – to prawda dojrzewająca… każecie człowiekowi świat poznawać przez twórczość, a wzbraniacie się, gdy ja to na naród rozciągam”.

 Wszystko to były zasady stojące jednak poza pracującą świadomością, wynikające wprawdzie z głębi duszy, ale nie związane z ze światem własnej myśli, stojące niejako na uboczu, w oczekiwaniu na swą kolej. Sam Brzozowski przyznaje, iż wówczas gdy wyzwolił się z więzów ortodoksyjnego marksizmu, a w znacznym stopniu pod wpływem romantyków polskich – powrócił z całą siłą do myśli, które wygłaszał, nie umiejąc ich jednak rozwinąć. Przypomniał wówczas sam autor, iż o „narodach jako organach prawdy” mówił we „Wstępie do filozofii”, że w „Płomieniach” ukazać chciał, iż „brak twórczej świadomości narodowej prowadzi do odrywania się jednostek samoistniejszych  od narodowej wspólności, do widzenia życia w abstrakcyjnych, upraszczających dogmatach, do niemożliwości odnalezienia związku z narodem, bez zrzeczenia się własnej swobody”. Otóż teraz właśnie przychodził szczęśliwy czas dla tych wszystkich uwag i notatek nacjonalistycznych, dokonywanych przygodnie, na marginesie dawniejszych studiów. Odczucia, czekające na swą rolę w życiu intelektualnym autora, uzyskiwały teraz pole działania. Ale uwydatniając ten stan rzeczy należy pamiętać, iż miały one do rozporządzenia te środki, które myśl Brzozowskiego wypracowała. Dlatego to nacjonalizm, rozwinięty na kartach „Legendy”, „Idei” i „Głosów”, nie jest nową konstrukcją; obejmuje on na swej płaszczyźnie wszystkie najistotniejsze zdobycze dawniejsze, ogarnia, z nowego punktu widzenia, dawniejszy horyzont spraw. Dotyczy to w szczególności idei pracy, która wprawdzie ugruntowana w dziejowo-obyczajowej rzeczywistości narodu, pozostaje i nadal jednym z podstawowych założeń poglądu na świat, warunkiem zdrowego życia, osobowości i środkiem, zapewniającym potęgę gromadzie. Ale oto właśnie wyrasta pytanie: czy się to pogodzenie nowej idei z dawną da przeprowadzić? Praca miała charakter gospodarczy, wyrastała ze zmagań człowieka z przyrodą; naród jest rzeczywistością biologiczno-duchową, utrzymuje się w zwycięskim sporze z innymi narodami; praca nasuwała zagadnienia narzędzi, techniki; naród – kultury, państwa, dziejów; jakąś inną konstrukcję, inną skalę wartościowań, inny horyzont ideowy posiadają te pojęcia. Czy mogą zatem łącznie wytworzyć jednolity pogląd na świat? Ten oto problem usiłował rozwiązać Brzozowski pozytywnie, tworząc ideologię proletariackiego nacjonalizmu. Ta ideologia pokazuje nam również, czym jest właściwie konkretny realizm dziejowy w płaszczyźnie życia społeczno-politycznego i kulturalnego.

 Czymże więc jest naród? Jak pojmuje Brzozowski jego istotę i jego rolę w świecie ? Nie dość jest wskazać, iż jest on źródłem całej naszej rzeczywistości, iż jest organem dziejowej prawdy, wielką całością wychowującą jednostki; wszystko to są określenia słuszne, ale ich punktem wyjścia jest uznanie narodu za jakiś byt istniejący sam przez się; określenia te nie przenikają w głąb, do samych podstaw istnienia. Są wystarczające w płaszczyźnie stosunku narodu do jednostki – ale nie w zakresie stosunku narodu do świata, do bytu. Cała dotychczasowa metafizyka Brzozowskiego, zorientowana w kierunku dynamiki, każe mu pojmować naród nie jako istniejącą samą przez się, na podstawie praw przyrody, rzeczywistość -  ale jako wciąż tworzone dzieło. Naród nie jest „wielkim, z konieczności zwycięskim fatalizmem; ma stać się siłą lub nie będzie go”.  „Naród to nie liczba; to duchowa potęga, która może żyć w piersi jednego człowieka, a wystarczy, aby nie zginęła; to bezwiedny i milczący związek dusz nieustannie przeciwstawiających całą swą przeszłość wszechświatowi, usiłujący ją wznieść na szczyt. Nie fakt życia – ale tworzenie wartości czyni członkiem narodu i nie przyjmowanie byle jakiej rzeczywistości, lecz dźwiganie dziejowej treści do poziomu wystarczającemu duszy i żywiołowi – jest narodowym życiem, myśleniem o narodzie. Ale ten punkt widzenia nie chroni jeszcze dostatecznie od nieporozumień. Podobnie bowiem określali naród romantycy, wnioskując dalej fałszywie, iż siła narodu tkwi wyłącznie w psychice. Wprawdzie byli oni usprawiedliwieni tym , iż oderwani od ziemi ojczystej, pracować dla niej mogli tylko w duchu – ale szkoła ich nie jest bezpieczna dla nas dziś, żyjących i działających w Polsce. Można bowiem uznać, iż „świadomość jest tym, co nas spaja, jest tym , co jest  najbardziej w naszej mocy” – strzec się jednak trzeba złudzeń świadomości. Analiza romantyzmu i racjonalizmu przekonać miała o tej właśnie prawdzie, iż świadomość nie jest twardym gruntem, na którym możnaby stać i wzrastać. Jest ona wytworem życia społeczno-dziejowego, produktem grupy. Opierając się na czymś, co jest niestałe i zmienne, na czymś, co jest wytworzone przez istotne, podglebne siły narodu, zamykamy jego nieogarniętą, przyszłą twórczość w sztywne ramy osiągniętego poziomu – popełniamy, mówiąc zwięźle, te wszystkie błędy, które wytknął Brzozowski romantykom i racjonalistom.

 Nie przez świadomość prowadzi droga do żywych źródeł narodowego istnienia. Jak dojść do nich? Objawiają się one w pracy, w walce z przyrodą, w działaniu. Wtedy potwierdzamy tę głęboką, irracjonalną więź, łączącą żywych z przodkami, wtedy zstępujemy na ich drogę, wytwarzamy dalej to, co oni rozpoczęli. „Naród nie wyrasta z samotnych marzeń, to proces właśnie realnego pasowania się z żywiołem… w codziennej, wielomilionowej pracy naród wytwarza sobie sam świat, w jakim żyje, ten świat przepojony jest samym procesem pracy, magizmem woli i serca: on tworzy samą naszą podstawę psychiczną, konkretnie dno wszystkich abstrakcyj, do niego wraca wszystko, co w naszym życiu jest istotne”. Żaden naród nie żyje sam; i my jesteśmy członkami Europy, ale „Europa jest to nie pojęcie geograficzne, jest to pewien poziom życia. Kto nie zdoła żyć na nim, zrośnie się z niższymi formami  życia; stanie się dziejowym materiałem, nie twórcą”. Wokół nas rozwija się obcy, wrogi, nieubłagany świat. Nie obroni nas duch. Nie wzmocni nas świadomość sama, choć prawdą jest, iż fałszywie zorientowana świadomość narodowa może nas osłabić.  Utrzyma nas tylko wytrwały, realny, znaczący coś w tym świecie wysiłek. Każdy naród wytrzymać musi trojaką próbę istnienia: „przekazując życie i rozwijając w nim własności i zdolności ustalone przez przeszłość; wytwarzając pewną sumę pracy, broniąc swej samoistności”. Oto są twarde wymagania realnego życia.

 Rozumiemy teraz gdzie szukać kryteriów świadomości narodowej. Skoro „podstawą całego naszego ludzkiego gmachu jest siła naszego gatunku wobec wszechświata – powtarza Brzozowski swą dawną zasadę – to najgłębszym kryterium wszelkich kulturalnych ruchów i zamierzeń jest: czy prowadzą one do takich zmian w psychice ludzkiej, że na ich podstawie będzie możliwą praca na tym samym, co najmniej, poziomie technicznym, jak i przedtem, czy sprzyjają one takiemu ukształtowaniu życia płciowego, aby nie zagrażało ono niezbędnym dla utrzymania pracy na tym poziomie właściwościom”. Ale to, co obowiązuje ludzkość całą, obowiązuje również jego cząstki: narody. Przoduje i zwycięża  taki naród, który zwycięża w  tym  pasowaniu się z żywiołem, który świadomość swą organizuje tak, by mu służyła, i który w tym duchu wychowuje swych członków. Poszukując tedy kryteriów świadomości narodowej nie należy kryć się poza plecami historii i wyczekująco stwierdzać, iż to przyszłość oceni, co jest dobre, a co złe. Wiemy to bowiem ponad wszelką wątpliwość pewnie, już dziś: „Kryterium form życia duchowego, istniejącego w danym narodzie, jest powodzenie dziejowe narodu, powodzenie, które zależy od stopnia mocy biologiczno-ekonomicznej, jaką naród ten zdoła rozwinąć. Wzmożenie więc siły biologiczno-ekonomicznej, zdolności wytwórczej społeczeństwa polskiego jest jedynym [naszym] sprawdzianem”.

 Oto jest prawda, która broni życia narodu od wyjaławiających zasad intelektualizmu i od osłabiających wolę, sentymentalnych wierzeń romantyzmu. Oto jest płaszczyzna – głębszej niż świadomość – żywej siły narodu, a zarazem droga jego dziejowego czynu. Tę prawdę starał się Brzozowski zaszczepić polskim duszom. Widział on bowiem, iż psychika nasza podatna jest na wszelkie prądy „wzruszeniowe” i łatwo wierzy w magiczną moc czystego ducha; brak jej natomiast tej wytrwałej, żelaznej siły w gospodarczej pracy, w którą celują narody Zachodu, a która wydaje się nam wciąż jeszcze działalnością jakby niższą i gorszą, przynoszącą ujmę duchowi. Ujęcie życia narodowego w płaszczyźnie biologiczno-technicznej wyznaczało postawę Brzozowskiego – tak niezmiernie dla jego nacjonalizmu znamienną -  wobec klas społecznych i wobec tradycji.

 Inteligencja – jak to już wyraźnie stwierdzał w latach dawniejszych, jest warstwą kulturalnie niebezpieczną. Ale, o ile wówczas, w ramach socjalistycznego systemu, poprzestał Brzozowski na dość ogólnikowych stwierdzeniach, o tyle teraz – rzecz znamienna! – w okresie intensywnego rozwijania poglądów nacjonalistycznych poświęca analizie inteligencji wiele uwagi w rozprawach „Anti-Engels”, „Bergson”, „Etapy sentymentalizmu” – i dochodzi zawsze do wniosków, podobnych do najdawniejszych, ale lepiej uzasadnionych i bardziej rozwiniętych.

 Ostre światło na wartość inteligencji pada już wówczas, gdy uprzytomnimy sobie genezę tej warstwy. Powstała ona „w próżni życiowej, z rozkładu społeczeństwa, pojętego jako fakt religijno-wojskowy i nie zdoła zrozumieć swoich podstaw”.

 Europa nowożytna przekształciła swą dawną organizację społeczno-kulturalną: miejsce czynników religijno-rycerskich zajęły gospodarczo-wytwórcze; człowiek przestał wierzyć , iż ,,istnieje we wszechświecie na mocy swego męstwa i swych cnót religijnych” – bliski był zrozumienia , że świat pracy jest podstawą istnienia ludzkości. Ale właśnie z osłabienia dawnej religijnej wiary skorzystała myśl poczynając łudzić siebie i kulturę, iż jest źródłem wszystkiego tego co człowiek znajduje w świecie. Dążeniem i wiarą inteligencji była chęć ,,ustalenia związku między myślą, psychiką a światem, związku, niezależnego ani od dyscypliny religijno-moralnej, ani od wytwórczości. Nie chciała ona nigdy, i nie chce dotychczas uznać, iż może ona co najwyżej ,,systematyzować i uogólniać zarówno intelektualne, jak i praktyczne postulaty wytwórczości”. Przeciwnie , ,,wytwórczość ukazywała się inteligencji nie jako dźwigająca ją podstawa, lecz jako konsekwencja jej działalności”. Interesowała się wyłącznie różnorodnymi treściami myślowymi, które mogła zestawiać, porównywać, krytykować, wiązać i rozwijać – nie dbała o to jak i dzięki komu powstają one. „Dla myśli istnieją zawsze treści już gotowe i jako gotowe: uznaje ona za rzecz najbardziej naturalną, że istnieją one; tymczasem nic dziwniejszego, niż to istnienie właśnie. Muszą one być stworzone przez pewną wolę, która je stworzyć umie i to zawsze stworzyć umie w pewien określony sposób”. Inteligencja była więc szkołą obojętności dla życia, uczyła zrywać z nim kontakt bezpośredni, czynny; rozwija świat myśli, szukała sprzeciwów i sprawdzianów w tym samym, oderwanym od realnego trudu świecie, stwarzała kulturę z gruntu fałszywą i obłudną, gdyż zapoznającą istotne siły życia; kulturę retoryki i dialektyki, gdyż słowa i kombinacje logiczne zastępowały żywy związek z faktami stwarzanymi przez twardą ludzką pracę; kulturę dowolnych przeżyć i odczuwań, ponieważ dostarczają one pewnych „treści”, są pewnym stanowiskiem, które można analizować i klasyfikować. Hegemonia inteligencji w społeczeństwie opiera się na fałszywym mniemaniu, iż poznanie wytwarza się w jakiejś dziejowej i społecznej próżni a następnie dopiero, w formie bezwzględnych wskazań, zstępuje do konkretnego, obyczajowego, społecznego życia. Wiemy zaś – przypomina Brzozowski – iż myśl ludzka, świadomość, jest wytworem dziejowo-obyczajowego środowiska, istnieje dzięki niemu i zależy do niego. Hegemonia inteligencji jest niezdrowym objawem stanu rzeczy „w którym społeczeństwo nie posiada swojej własnej, określonej świadomości obyczajowo- prawnej, w którym życie wytwarza różne typy działania, ale żadne z nich nie jest dla siebie ideałem”. Wówczas odnajdujemy ponad życiem i pracą, ideały fałszywe, niesamodzielne, zamaskowane wyniki tej pracy i tego środowiska, których nie chcieliśmy uznać i pokonać bezpośrednio.

 W przeciwieństwie do inteligencji wywyższa Brzozowski warstwę robotniczą. Ona to właśnie czuje mocno – choć pod wpływem inteligencji coraz mniej wyraźnie – zależność myśli i całej psychiki ludzkiej od wytwarzającego je i utrzymującego konkretnego trudu pewnej grupy pracowników. Świat robotniczy wytwarza to środowisko obyczajowe, z którego rodzi się myśl traktowana następnie przez inteligencję jako byt samoistny, dar objawiania, głos zza świata. Robotnik też stoi najbliżej tej podstawowej rzeczywistości życia zbiorowego: zmagania się z żywiołem. Tam gdzie on pracuje, rozstrzygają się losy ludzkiej kultury i losy narodu. Klasa robotnicza „reprezentuje bezpośrednią, ideologiczną moc polską – a nie jakieś ugrupowanie interesów”. Dlatego właśnie robotnik może i powinien wytworzyć ideał wychowawczy, wzór życia, typ dziejowy działania i budowania psychiki. „Wierzę w zadanie dziejowe klasy robotniczej – pisze Brzozowski – to znaczy wierzę, że tu istnieje typ ludzki, który może stać się wzorem prawdziwie nowoczesnej myśli i woli”. Zadanie będzie to spełnione wtedy tylko, gdy klasa ta zrozumie, iż nie „nędza i prawa do szczęścia są rękojmią przyszłości, ale wartość moralna pracy” swobodniej spełnianej, gdy sama zawiesi nad sobą twarde prawo pracy i z własnej woli będzie je wypełniać. Klasa robotnicza jest więc też przyszłością Polski. „Robotnik polski jak uprzednio artysta, zostali wysunięci mocą samego położenia na tę płaszczyznę, gdzie wykuwa się dziejowa wola” – w świecie biologiczno- technicznych zmagań. Czy jednak to oddanie losów narodu w ręce robotniczego proletariatu nie oznacza rezygnacji z narodowości? Brzozowski nawet nie dopuszcza tego pytania, wydaje mu się bowiem zasadniczym nieporozumieniem pytać, czy ruch robotniczy może i powinien być narodowy. Powołuje się tu na wyniki analizy indywidualizmu: tylko w ramach narodu rozwinąć się może zdrowe i twórcze życie osobowe. „Wyrzec się bytu narodowego to znaczy wyrzec się wpływu na ukształtowanie rzeczywistości ludzkiej, to znaczy duszę własną unicestwić, bo ona żyje i działa tylko przez naród. Dlatego też pytań co do istnienia narodowego się nie stawia, bo znaczą  one to samo, co pytanie, czy chcemy być zdegradowani poniżej godności człowieka. Niema punktów widzenia, ani interesów, ani wartości, któreby zwalniały od tej wartości najwyższej. Człowiek bez narodu jest duszą bez treści, obojętną, niebezpieczną i szkodliwą”. Oto dlaczego klasa robotnicza „musi świadomie rozbudzić w sobie miłość i pamięć polskiej historii”. A ponieważ wyrasta z życia i pracy nie grożą jej niebezpieczeństwa sentymentalnego tradycjonalizmu; potrafi też stworzyć nowe widzenie tradycji – inne niż szlacheckie lub inteligenckie. Życie narodu nie opiera się na ciągłości duchowej kultury; podstawą ideowej ciągłości jest – jak pamiętamy – zdolność trwania tego zespołu życia, który ją wytwarza. Nie dlatego żyje naród, że pamięta o przeszłości, ale dlatego o niej pamiętać może, iż żyje jednolitością pracy, działania. Tam, w głębi, odbywa się misterium jedności narodowego życia – źródło jej kultury, podstawa poczucia, wiążącego w jedną całość wieki minione i przyszłe. „Rozrost nowoczesnego świata, wrastanie dzisiejszej Polski w ten świat, jej potrzeby, konieczności nieustanne jej myśli i woli” – oto co nami powinno kierować. „Tylko wówczas, gdy wymagania woli zmagającej się ze światem, a nie uczuciowe wymagania tradycji, wykreślają cel i kierunek naszej myśli” tylko wówczas – potęgując zdolności czynne polskiego życia – służymy samoistności narodowej, walczymy o przyszłość dla naszej t r a d y c j i”. Inny stosunek do przeszłości jest właściwie jej zdradą. Gdy marzymy o dawności, gdy bardziej nas bolą „krzywdy” wyrządzane tradycji, niż los żywej pracy, gdy, rozpamiętywując dzieje, uciekamy od obowiązków – niszczymy żywotną siłę narodu. „Tylko jako treść psychiczna ludzi zdolnych prowadzić zwycięską walkę na dzisiejszym poziomie życia i tworzyć trwałe formy, tylko jako treść duchowa biologicznie i społecznie zwyciężającego, ostającego się na poziomie nowoczesności typu, może ostać się polska tradycja, polskie słowo”. Inaczej – zginiemy wraz z całą naszą przeszłością, zginiemy z tego świata mimo kultu dawności, mimo obrzędów i obchodów, mimo wspominań. To właśnie zrozumie klasa robotnicza, związana bezpośrednio z wytwarzaniem i utrzymywaniem życia. I dlatego też ona jedynie wytworzy nową i wzmacniającą ducha wizję polskiej historii. Znajdzie się tu wszystko to „co było pozytywne, twórcze, pojedna się Stanisław z Bolesławem, ocenione zostanie bohaterstwo Warneńczyka, mądrość Oleśnickiego, oceniona zostanie królewska praca nad nową Polską, nad wyryciem w duszę narodową zamiłowania dumy i potęgi magnatów polskich XVI wieku, ocknie się to wszystko, co było posłuszeństwem wielkiemu, zbiorowemu istnieniu i odpadnie jałowy oraz hałaśliwy wrzask szlachecki, szerszeń i niszczyciel siły naszej, Zborowski, Zebrzydowski, Siciński – fałszywy indywidualista, a właściwie miłośnik stadnego, bezładnego deptania, „szlachcic” jako mit, szlachcic jako choroba duszy narodowej. Nie zginie nic, co było w tej szlacheckiej Polsce wolnym poddaniem się rozumowi”. Oto jest robotnicza wizja polskiej tradycji.

 Obraz przyszłości, jaki roztacza się z punktu widzenia proletariackiego nacjonalizmu, jest bardzo pokrewny tym u, który Brzozowski nakreślił w dobie najżywszego przejęcia się socjalizmem. Wspólna jest myśl podstawowa, iż społeczeństwo i kultura oparte i zorganizowane być powinny na zasadzie idei pracy, reprezentowanej w życiu zbiorowym najwierniej przez klasę robotniczą. Podobne też wątpliwości, nierozjaśnione nowym pogłębianiem myślowym, powstają pod wpływem tego obrazu. Dlatego też nie powracając już tu do kwestyj kultury i pracy, rozważanych poprzednio, zajmiemy się tym  tylko, co jest nowe; a nowość polega tu na uwzględnieniu współczynnika narodowego. Społeczeństwo samorządnej pracy nie jest ludzkością; jest zbiorem walczących z sobą organizmów narodowych. Nacjonalizm Brzozowskiego jest systemem oryginalnym. Jego odrębne cechy charakterystyczne spostrzec najłatwiej w zestawieniu z prawowiernym, ortodoksyjnym nacjonalizmem, a w szczególności – zgodnie z zadaniami tej książki – z polską myślą nacjonalistyczną. Na pierwszy rzut oka widoczne są pokrewieństwa podstawowe: pojęcie narodu jako źródła cywilizacji i ostoi życia osobowego jest ośrodkiem wszelkiego nacjonalizmu. Ale również i sposób w jaki polscy myśliciele nacjonalistyczni rozwijali i wyjaśniali te zasady, jest bardzo bliski tym u, jakiego użyje później Brzozowski. Podjęli oni mianowicie walkę ze złudzeniami abstrakcyjnej myśli.

 Głównym argumentem w polemice z socjalizmem i radykalizmem, była – poza instancją historyczną – zasada, iż rozum nie może rościć sobie prawa do samowładztwa. Rozum musi być związany z rzeczywistością narodową – inaczej wytwarza szkodliwe i złudne abstrakcje, sztywne doktryny, osłabiające wolę teorie przyrodniczo-deterministyczne. To związanie dokonywa się dzięki posłuszeństwu, jakie okazać winna świadomość – instynktowi. „Kościec typu narodowego – pisze Z. Balicki – tkwi znacznie głębiej, niż widome, powierzchniowe cechy charakteru zbiorowości, niż przemijające jej zalety, wady, niż tym perament, nałogi, nawyknienia… Na beznadziejnie błędnej znalazłby się drodze, ktoby chciał szukać formuł i określeń typu narodowego, ktoby tworzył odpowiednie doktryny i usiłował wcisnąć w nie formuły bytu społecznego… Typ narodowy tkwi we krwi i w duszy, w głębokich instynktach”. Społeczeństwo, które nie słucha tych podziemnych głosów, rozprasza się, ginie w atmosferze sztucznych i martwych abstrakcyj. To samo grozi jednostkom. Nacjonalizm polski, posiadający bardzo silne instynkty wychowawcze, analizował często problem wytwarzania zdrowych i wartościowych osobowości, ukazywał niebezpieczeństwa i złudzenia popularnych teoryj. W szczególności atakował bardzo silnie intelektualizm i estetyzm, które, osłabiając lub niszcząc aktywną postawę wobec życia, dezorganizowały jednostkę. Na gruncie historyczno-społecznym wykazał to R. Dmowski, analizując dziejowe przyczyny tej choroby polskiej inteligencji; ze stanowiska psychologiczno-etycznego oświetlił ją Z. Wasilewski. W swych „Listach dziennikarza w sprawach kultury narodowej” przekonywał on: „nie ładunek wiedzy martwej rozstrzyga o losach życia, nie bengalskie oświetlenie wyobraźni poetyckiej nadaje życiu wartość; walka o życie rozgrywa się na innym zgoła terenie duchowym. Decyduje tutaj najgłębszy, podstawowy czynnik biologiczny: Energja życia z jej pochodnymi władzami psychicznymi w zakresie woli uspołecznionej. Stąd wyrasta człowiek żywy, pragnący czegoś, do czegoś dążący, twórczy, czynów żądny, porywający za sobą… Rozwydrzeni intelektualiści, mistycy, poeci, dekadenci, dbający o chwilowy sukces wyobraźni, drogą powolnego samobójstwa, przez szarpanie nerwów dochodzili do pożądanych przez siebie rezultatów. Ale pełni życia nie da się osięgnąć inaczej, jak przez wysunięcie na czoło władz duchowych najszlachetniejszej z żądz – żądzy życia”. Żądza zaś ta przejawia się najlepiej w czynach, zrodzonych z „miłości dla swego środowiska”. I to właśnie życie czynne, wytrwałe, związane z środowiskiem, codzienne jest najtrwalszą ostoją osobowości, źródłem zdrowej organizacji psychicznej, rozbiciem więzów niewolnictwa, które nas krępują w życiu bezczynnym.

 Zgodnie z tym  występowała też polska myśl nacjonalistyczna – jak to już zresztą widzieliśmy – przeciwko lirycznej bezdziejowości i dogmatycznemu determinizmowi. Program zaś tego działania, hartującego naród, wykazuje wyraźne pokrewieństwo z dążeniem Brzozowskiego. Wspólną jest tu przede wszystkim ta  wychowawcza  troska, by bierny, liryczny naród przerobić na nowoczesny organizm, zdolny wytrzymać konkurencję z Zachodem. To była główna idea książki R. Dmowskiego: „Myśli nowoczesnego Polaka”. W słowach żywo przypominających późniejsze nawoływania Brzozowskiego, przekonywał on, że „siłą moralną narodu nie jest jego bezbronność, jego niewinność, jak to często dziś u nas słyszymy, ale żądza szerokiego życia, chęci pomnożenia narodowego dorobku i wpływu oraz gotowości do poświęceń dla urzeczywistnienia narodowych celów”. „Niestety – mówi Dmowski – po dziś dzień życie przeciętnego Polaka nie obejmuje nawet połowy tych zabiegów, trosk i wysiłków, co życie przeciętnego Francuza, Anglika lub Niemca”; nie rozumiemy, że „naród, tak jak jednostka, sam przede wszystkim urabia swą przyszłość, że to tylko ma, co własną pracą i walką zdobywa, że zginie, jeśli będzie biernie czekał ‘sprawiedliwości’ lub uległością i ustępstwami starał się na nią zasłużyć”. Ponieważ zaś „dla ludów niema egzaminów z postępów w kulturze i niema trybunałów, mogących wyrokować o ich cywilizacyjnej wartości” – przeto jedynym kryterium pozostaje to, które wyznawał i Brzozowski – „czy naród umie w walce z innymi zdobyć i utrzymać samoistny byt polityczny i kulturalny”. Te poglądy Dmowskiego były ideową osią publicystyki nacjonalistycznej, a w szczególności artykułów „Przeglądu Wszechpolskiego”. Ich pokrewieństwo z myślą własną dostrzega Brzozowski wyraźnie pisząc: „psychika polska myśli o sobie nie jako o biologicznej sile, mającej wznieść, wybudować swój świat, lecz jako o czymś, co ma się ostać mocą własnego, wzruszeniowego promieniowania… Rysem bezwzględnie dodatnim narodowej demokracji było usiłowanie radykalnego przeistoczenia tego stanu rzeczy”.

 Pokrewieństwa można też odnaleźć nawet w poglądach na wartość inteligencji. Jan Ludwik Popławski jest najlepszym wyrazicielem nieufności do tej warstwy i to nie tylko wówczas, gdy redaguje „Głos” i gdy wraz z Bohuszem ulega, a częściowo wytwarza atmosferę kultu ludu – ale również i później, gdy w cyklu artykułów p.t. „Nasze siły” analizuje kulturalno-społeczny stan Polski w trzech zaborach. Popławski mianowicie uczy, iż na wszystkich terenach inteligencja, która „powinna być solą ziemi i jej tarczą ochronną, przedstawia bardzo małą odporność narodową, bardzo małą siłę polityczną”. Jest ona najmniej polską z ducha, nie umie porządnie myśleć, nie umie działać. „Jedyną siłą poważną, siłą, która urzeczywistnić może zadania polityki narodowej w zaborze rosyjskim, lud jest miejski i wiejski”. Podobnie w pozostałych zaborach. Popławski nie był wcale odosobniony w tych zapatrywaniach. Jeszcze mocniej rozwinął je R. Dmowski, wykazując, iż inteligencja nasza powstała z warstwy szlacheckiej i przyjęła jej wszystkie wady: bierność, brak inicjatywy, „zbytni kult dla duchowego wyrafinowania i niedostateczny szacunek dla pracy i czynu. I gdy, u innych ludów, przeciętny członek inteligentnego ogółu za punkt ambicji kładzie sobie przede wszystkim być niezależnym w życiu, dzielnym pracownikiem, przy wyższych zaś ambicjach wpływowym członkiem społeczeństwa, u nas pierwszy punkt ambicji stanowi umieć mówić o rzeczach nic wspólnego nie mających z rolą społeczną człowieka, jego zawodem, sposobem zarobkowania. To daje znakomitą podstawę rozwojowi naszego intelektualizmu i estetyzmu”. Wniosek zaś jest ten: „duch polski tylko z polskiego ludu się odrodzi, tylko z niego ‘starsza brać’ zaczerpnąć może sił do życia, do czynu, do tworzenia narodowej przyszłości”.

 Ale już tu, w stosunku do inteligencji, zaznaczają się różnice. Nacjonaliści polscy krytykowali inteligencję głównie dlatego, że widzieli w niej brak ducha narodowego, skłonność do abstrakcyjnych, doktrynerskich i międzynarodowych poglądów, brak wytrwałości i pracowitości. Lud natomiast przedstawiał się jako warstwa, która zachowała swą rdzenną polskość,  swój instynkt narodowy, przywiązanie do ziemi i pracy. Powracała tu idea romantyzmu,  który kazał szukać narodowości pod strzechą wieśniaczą. Ale – pod wpływem ludu – inteligencja może się odrodzić i spełnić to posłannictwo kierowania narodem, do którego jest powołaną. Inaczej Brzozowski. Według niego do poziomu dzisiejszych obowiązków nie dorasta nie tylko inteligencja polska ale żadna. Inteligencja w ogóle i raz na zawsze schodzi z areny dziejów. Przyszłość nie do niej już należy, ale do proletariatu i im prędzej wyzwoli się on z pod jej władzy i jej uroku tym  lepiej. Ta różnica w poglądach ma głębsze znaczenie. Ujawnia nam mianowicie odmienność punktu widzenia, z którego Brzozowski dokonywał wartościowania klas społecznych. Oto, nie szukał on tej warstwy, która najlepiej przechowała ducha narodowego i może nim nasycić inne warstwy, ale interesował się tym , która klasa społeczna jest najbliżej związana z ideą pracy, zwyciężającej przyrodę. Z tego stanowiska inteligencja musi być całkowicie potępiona. Kryteria wartości kultury stosowane przez Brzozowskiego były dwojakie. Zrazu, w czasach, gdy wyznawał tylko filozofię pracy istniało tylko jedno kryterium: powodzenie w walce z przyrodą. Potem, gdy wyrosła idea narodu, pokazało się, iż nie mogło ono wystarczyć, bowiem naród musi utrzymać swój byt nie tylko wobec przyrody, ale również i wobec innych narodów, a powodzenie jego w tej płaszczyźnie nie zawsze zależy od zwycięstwa nad przyrodą. Zjawia się tedy nowe, dodatkowe kryterium: wytrzymałość w rozgrywce międzyludzkiej. Co jest w świecie poza naszą kulturą? „Jest to – odpowiada Brzozowski – co nigdy nie jest my – przyroda, to, co jest poza człowiekiem, wobec czego trzeba się ostać i są inne grupy życia ludzkiego, nieobojętne przez daną kulturalną jedność… Mamy więc do czynienia z historyczną wytrzymałością i biologiczną, przyrodniczą wartością różnych form kultury”. Oto są dwie najważniejsze instancje: „czym jesteśmy jako zbiorowość wobec przyrody i pozostałej ludzkości?”.

 I tu właśnie tkwi sedno sprawy. Nacjonalizm jest poglądem jednolitym w tym sensie, iż idea narodu jest najwyższą i wyłączną instancją. Naród, szczególnie w nowszym nacjonalizmie, jest ośrodkiem życia, które samo w sobie, w swym rodzaju odnajduje swój cel. „Naród, jest na to, żeby był. Oto jego cel” – mówi Z. Wasilewski. Twórczość społeczna, kulturalna i gospodarcza powinna się rozwijać w ramach narodowego życia i być  fazą jego potężniejącego wzrostu. Pozornie to samo głosi Brzozowski. Nie określa żadnych celów, żadnej misji narodowej; podporządkowuje zdecydowanie jego interesom kulturę duchową. Trudność i wahania zaczynają się wówczas dopiero, gdy chodzi o zagadnienia pracy. Idea pracy, jak wiemy, była Brzozowskiemu bardzo drogą, była też w jego umysłowym rozwoju starsza niż idea narodu. Nie mógł podporządkować mu jej tak łatwo, jak świadomość, której niesamoistność zawsze podkreślał. Wprawdzie zaznacza on bardzo silnie i wymownie, iż praca zapewnia narodowi powodzenie, że podnoszenie poziomu pracy jest, w dzisiejszej epoce, najlepszą służbą narodowi – ale podporządkowanie to nie jest dość głębokie. Praca jest bowiem, jak oręż, dla wszystkich narodów jednaką. Nie słyszymy nic o tym , by duch narodu wyciskał swe piętno na jakości pracy lub rodzaju jej wytworów – mimo, iż taką właśnie tezę uzasadnia Brzozowski na przykładzie nauki. Praca okazuje się najwyraźniej nieprzenikliwą, niepodatną na działanie narodowej psychiki. Niema nauki, niema sztuki, niema moralności międzynarodowej – ale praca, choć służy narodom, jest właściwie międzynarodowa. Widać tu wyraźnie, jak wytrwale broni się przed nową ideą narodu – dawna idea pracy, zdobyta i ugruntowana w metafizycznej, międzynarodowej płaszczyźnie walki ludzkości z przyrodą.

 W przeciwieństwie do tego nacjonalizm nie waha się podporządkować pracy – narodowi. I właśnie w dziejach naszej myśli nacjonalistycznej mamy piękny przykład ogarnięcia pracy przez naród. Uczynił to Fr. Skarbek, a po nim, w wiek później, Jan Sieniuta. Propagując ideę „unarodowienia przemysłu i niezależności ekonomicznej” rozumiał ją przede wszystkim jako hasło, by wyroby przemysłowe miały „odrębny typ, oparty na rodzimych wzorach i upodobaniach”. Wytwórczość powinna zaspakajać potrzeby, a potrzeby – jak wszystko w nas – mają piętno narodowe. Takie zaspakajanie potrzeb jest, jak widział Skarbek, jedynie „godnym człowieka celem w życiu gospodarczym”. Rozwijając tę myśl Sieniuta zwraca uwagę na doniosłość „spólności spożycia” i tego, co jest jej wyrazem t.j. organizacji konsumentów. „Wspólność spożycia – to wspólność w sposobie zaspakajania swych potrzeb, czyli w ostateczności: wspólność kultury”. Gdy więc dzisiejsza organizacja produkcji otwiera pole spekulacjom aferzystów i giełdziarzy i służy interesom międzynarodowej finansjery – życie gospodarcze, oparte na interesach konsumenta, zyskiwałoby ład, służyłoby ludziom, przyporządkowywałoby się ich kulturze, wytwarzałoby produkty mające styl narodowy. Pomysły te ukazują jak rozległe perspektywy wytwarza to podporządkowanie pracy idei narodu, które było obce dla Brzozowskiego.

 Ale różnice w tym zakresie są jeszcze głębsze. Jednocześnie z zasadą, iż praca – jako międzynarodowa broń – służy narodowi, Brzozowski wykazuje, iż naród służy pracy. Właśnie Proudhon rozumiał lepiej, niż Marx, od czego zależy natężenie pracy. Oto obyczajowa atmosfera narodowego życia, przekazywana z pokolenia w pokolenie, okazywała się najlepszą ochroną dusz przed znieprawieniem, najlepszym pokrzepieniem ich sił, źródłem woli, wysiłku i pracy. Naród miał być jak gdyby szkołą dzielnych robotników. Właśnie państwo zaś – potrzebą ich pracy. „Polska – mówi Brzozowski – to jest dziedzina motywów, wprawiających w ruch życie polskie i środków, którymi ono rozporządza. Sądzić, że ruch klasy robotniczej może być niezależny od losów narodowego życia, to znaczy twierdzić, że obojętną jest rzeczą, jaką skalą motywów i środków będzie rozporządzał. Póki Polska będzie upośledzonym społeczeństwem, póty nasza klasa pracująca będzie nie czwartym, lecz piątym, szóstym, bezimiennym stanem nędzarzy, spychanym w nicość”. Jest to zrozumiałe, iż Brzozowski okazuje tu tendencje do podporządkowania narodu idei pracy i jej potrzebom. Pamiętamy drogę, na której myśl jego wędrowała od socjalizmu do nacjonalizmu; wzdłuż tej drogi szło wciąż pytanie: co zrobić, aby człowiek pokochał pracę i spełniał ją swobodnie? Odpowiedź zaś brzmiała: środowisko narodowego życia wytwarza osobowości silne i chętne do podjęcia trudu w konkretnym zespoleniu z całością narodu. Ale, choć ideę tę możemy zrozumieć, niemniej żaden nacjonalista nie pogodził się z tym , by naród traktować jako szkołę pracy; byłoby to bowiem zastąpieniem podstawowej idei systemu – inną, lub, co najmniej, ugruntowaniem w podstawach poglądu na świat, obok idei narodu, drugiej, równorzędnej i niezależnej idei: pracy. Ten właśnie dualistyczny charakter – w przeciwstawieniu do jednolitości nacjonalizmu – posiada proletariacki nacjonalizm Brzozowskiego.

 Ale, prócz tego, jeszcze w pewien sposób różni się Brzozowski od nacjonalizmu. Nacjonalizm jest systemem organizacji życia zbiorowego we wszystkich jego dziedzinach z punktu widzenia potrzeb narodu i dąży do stworzenia narodowego państwa. „Ojczyzna bez idei państwa – pisał R. Dmowski – jest fikcją… idea narodowa, wyzuta z pierwiastków państwowych, jest absurdem; istotna treść narodu polega na zdolności wytworzenia w takiej lub innej postaci własnej państwowości”. Zgodnie z tym  wysuwał Dmowski trzy główne cele działalności polityczno-wychowawczej: 1) wzmocnienie i utrwalenie zasad narodowej etyki, 2) ustalenie pojęcia narodu, jako ściśle zespolonego z ideą państwa, 3) zrozumienie polityki, jako zagadnienia organizacji i rządu. Te hasła dyskutowane były bardzo często w prasie nacjonalistycznej, stanowiły też podstawę konkretnej pracy organizacyjnej w różnych ośrodkach życia i w różnych sytuacjach. Wprawdzie najwyższy teren tej działalności: zarząd własnym państwem był niedostępny, ale usiłowano stworzyć jego podstawy w duch ideologii narodowej tam wszędzie, gdzie było to – mniej więcej – wolno: w organizacji gospodarczej, w pracy samorządowej, na terenie oświaty, w stosunku do mniejszości narodowych. Dla Brzozowskiego nie istniały te zagadnienia codzienne, konkretne, mimo, iż zaczął on cenić tak wysoko konkretywizm. Nie istniał też problem państwa. Czytamy w jego dziełach o narodzie i o Polsce; nie spotykamy jednak prawie nigdy słowa: państwo i nie dowiadujemy się niczego jasnego i pewnego o podstawach jego organizacji. Odsłania się tu bardzo charakterystyczna  cecha umysłu Brzozowskiego, którą widzieliśmy już poprzednio. Jak jego socjalizm odbywał się  bez tych wszystkich zasad, które pozwalają na konkretną politykę i wyraźną reorganizację życia zbiorowego, podobnie i nacjonalizm nie docierał do życiowych, konkretnych zagadnień świata społecznego. Brzozowskiego nie interesują właściwie zagadnienia współżycia ludzkiego – chodzi mu zawsze o poszczególne jednostki ludzkie, o ich siłę, zdrowie i wartość. Dlatego też jego socjalizm i nacjonalizm nie są, w gruncie rzeczy, systemami społeczno-politycznymi, ale jakąś metafizyczno-psychologiczną rękojmią wychowania człowieka w duchu wymagań pracy lub na zasadzie idei narodu.

 Ale sprawa państwa miała w Polsce jeszcze inny charakter. Nie było to tylko zagadnienie ustroju i potęgi. Było ideałem do zrealizowania. Samą niepodległość należało zdobyć. I tu, jak wiadomo, rozchodziły się drogi i metody działania różnych obozów. Myśl Brzozowskiego jest wyraźna: musimy się krzepić wewnętrznie, wytwarzać w sobie nowoczesną świadomość, dorównywać w biologiczno-technicznej walce Zachodowi; tylko proletariat potrafi tego dzieła dokonać. „Tylko uświadomiony klasowo proletariat polski domaga się jednocześnie jak najintensywniejszego skupienia i wyzyskiwania wszystkich sił wytwórczych kraju, spotęgowania jego technicznej, ekonomicznej energii, podniesienia warunków umysłowego rozwoju, wytworzenia wreszcie całego aparatu kulturalnego, niezbędnego, aby człowiek mógł jak najwyższym organizmem ekonomiczno-technicznym władać, siebie podnosić do wyżyn umysłowo-moralnych, umożliwiając swobodną na tym poziomie pracę i wreszcie, aby tę twardą i czynną swobodę swą nauczył się cenić i kochać. Tylko proletariatowi potrzebna jest nowoczesna kultura w całym tym zakresie, tylko on niczego się w tej kulturze nie lęka, tylko dla niego wreszcie nie istnieje rozdwojenie pomiędzy interesem narodu i stanem posiadania. Swobodne, rozumnie rządzące sobą życie narodowe jest jego ideałem, niepodległość polityczna niezbędnym do oddychania powietrzem”. Opierając się na tej warstwie budujemy najtrwalszą przyszłość; liczymy bowiem nie na „okoliczności polityczne, które mogą stworzyć tę lub inną sposobność do działania” – ale na jedynie twórczą siłę ludzkiego świata, na to, co stanowi i rozstrzyga wszędzie i zawsze o człowieku, co – według wszystkich analiz – jest jego podstawą. Ale właśnie dlatego jest to fundament niepodlegający żadnemu wywłaszczeniu, a „myśl narodu uciemiężonego budować przyszłość swą może na tym tylko, co od woli wroga jest na zawsze niezależne, przemocy nie podlega, na tym, co jest wolne od przypadkowości i samowoli. Wola nasza tam, gdzie styka się ona bezpośrednio ze światem pozaludzkim i w walce z nim życie swoje stwarza – oto jedyna dziedzina raz na zawsze zabezpieczona”. I dlatego: „kiedy polskość stanie się synonimem spotęgowanej, czynnej i twórczej energii, kiedy atmosfera polska przesycona będzie pierwiastkami, zapewniającymi techniczną, ekonomiczną, życiową wyższość każdemu polskiemu robotnikowi – i to od najniższych aż do najwyższych dziedzin pracy – wtedy Polska będzie ugruntowana na wieki na pierwiastku, urągającym wszelkiej przemocy, wszelkim przewrotom, wszelkim burzom”.

 Takie oto są, według Brzozowskiego, jedynie pewne drogi ku Polsce. Nie konspiracja, nie polityka, nie wyzyskanie zbiegu wypadków, nie ogólne  wzmacnianie  ducha  polskiego – ale tylko i wyłącznie budowanie we własnych granicach cywilizacji, która nadchodzi wszędzie w Europie, która być może i będzie ostoją naszego państwa. Widoczne są tu różnice wobec polityki P.P.S. i N.D. ale  jeszcze ciekawsze odsłaniają się w innych zestawieniach. Oto np. ten sam tym at myślowy: co możemy uczynić w niewoli, by przygotować się do przyszłego życia na wolności? – podjął Jan Brzoza (F. Młynarski) w książce „Zagadnienie polityki niepodległości” – (Kraków 1911, str. 218). Przeprowadził w niej, na podstawie interesujących założeń metodologicznych i teoriopoznawczych dowód, iż można i trzeba organizować ze stanowiska interesów państwa polskiego psychikę obywateli i instytucje życia zbiorowego – nawet wówczas i właśnie wówczas, gdy niepodległość nie jest jeszcze odzyskana. Autor nie dał w swej książce utopijnego obrazu ustroju przyszłej Polski, ale ukazał bogate możliwości organizowania własnej państwowości w konkretnym, codziennym życiu niewoli i przekonywał, iż tylko tak państwowo przysposobione społeczeństwo zdoła, w chwili odzyskania wolności, podźwignąć i utrzymać całą maszynę państwową. Z tego stanowiska Brzoza poddał krytyce zarówno socjalistów, którzy troszczą się jedynie o zbrojne powstanie, zapominając o potrzebie uprzedniego przebudowania dusz i instytucji na zasadzie ideologii państwowej, jak i nacjonalistów, którzy wprawdzie właśnie w dzisiejszej robocie przygotowują podstawy przyszłości, ale czynią to na nieodpowiedniej logicznie i politycznie zasadzie narodu – a nie państwa. Książka Brzozy jest najcharakterystyczniejszym przykładem stanowiska, iż przysposobieniem do niepodległości jest tylko kultura polityczno-państwowa, krzewiona w czasie niewoli. Jaskrawo oświetla ona wręcz odmienny sposób widzenia, który rozwinął Brzozowski: dla niego nie istniały problemy polityczno-państwowe; on się nie spodziewał niczego nie tylko od zdarzeń politycznych, ale nawet od wychowania polityczno-państwowego; jedynym przysposobieniem obywateli do roli, jaka ich czeka, było, według niego, stwarzanie świata pracy, budowanie nowej cywilizacji robotniczo-narodowej, społeczeństwa samoistnych pracowników. Zagadnienia polityczne sposobu odzyskania niepodległości widział właśnie przez pryzmat tamtych; i dlatego wierzył w proletariat, ponieważ on jedynie „nie oddzielał zagadnienia samoistności politycznej od zagadnień rozwoju i postępu kultury”.

 Taki program „polityczny” spokrewniony jest z ideologią pozytywizmu polskiego, który właśnie, pomniejszając znaczenie czynników politycznych w osiąganiu narodowej samoistności, podkreślał doniosłość elementów społeczno-gospodarczych i cywilizacyjnych. Najjaskrawiej wypowiedział tę myśl A. Świętochowski we „Wskazaniach politycznych”, rozwijając program tworzenia „niepodległości wewnętrznej, w granicach niezależnych od woli wroga”. „Wskazania” oceniano często bardzo niesprawiedliwie, z punktu widzenia fałszywej zasady, iż to, co nie jest hasłem walki orężnej, musi być programem ugody. Świętochowski słusznie czuł się skrzywdzony takim traktowaniem jego wskazań. Są one bowiem programem samoistnej, twórczej polityki. Nawołują do pracy w tej dziedzinie, która nie zależy od przemocy wroga: w zakresie umysłowym, gospodarczym i społecznym; – wymagają osiągnięcia „samodzielności wewnętrznej”, która „może być tylko wynikiem wzmocnienia sił umysłowych i materialnych, wszechstronnego rozwoju narodowego, skojarzonego z postępem ogólnym, oraz demokratyzacji społeczeństwa, powołującej do działania w niej pierwiastki nierozbudzone i niedojrzałe. Taka moc, takie ustawiczne natężenie energii, taki ruch postępowy jedynie może utrzymać żywotność narodu i zapewnić mu rozrost”. Poglądy te pozostają w ścisłym związku z przedstawioną we „Wskazaniach” anarchistyczną krytyką państwa, głoszącą (o czym wspominaliśmy poprzednio), iż nie jest ono i być nie powinno źródłem i rękojmią rozwoju kultury i osobowości, przekonywującą, iż istotnie siły twórcze, rozstrzygające o wartości i poziomie życia, znajdują się gdzie indziej. „Znamy wszyscy narody całkiem niepodległe, a jednak półmartwe, w postępie cofnięte i bynajmniej nie wiodące żywota pomyślnego” – pisze Świętochowski, by przekonać, iż tylko hasło polityki „wewnętrznego rozwoju, wewnętrznej samodzielności” posiada rozległe i zwycięskie perspektywy.

 Ale program Brzozowskiego spokrewniony jest w znamienny sposób również i z polskim romantyzmem. Romantyzm to nauczył nas nie doceniać polityki. Wierzył on, iż samoistny byt narodu jest funkcją woli bożej. Naród miał wypełniać pewną misję. Ale zarazem ta właśnie służba boża miała mieć siłę odradzania narodu. Polska miała zmartwychwstać dlatego i tylko wówczas – gdy Polacy osiągną pewien poziom religijno- moralny. Niepodległość polityczna, organizacja państwa – miały być owocami tego wewnętrznego dojrzenia – owocami, które nam spadną z drzewa w chwili, gdy Europa, wraz z Polską, a może dzięki niej, występować będzie z nową epoką kultury. Otóż konstrukcja myślowa Brzozowskiego jest w gruncie rzeczy ta sama, choć zastosował on ją do innych pojęć: królestwo boże romantyków zastąpione zostaje cywilizacją pracy. Ona stanowi treść nadchodzącej epoki; jej wymagania wykuć musi w sobie Polska, jeśli chce żyć. Przygotowując się wewnętrznie, osiągając ten nowy poziom wysunie się na czoło ludów Europy, stanie się „pierwszym organizmem samorządnej pracy, ojczyzną prawdy, klasycznym krajem samorządu człowieka. Wszystko inne będzie jej wów­czas dodane – dlatego troszczy się Brzozowski tylko i wyłącznie o osiągnięcie tego poziomu. Reszta – to owoc, który sam spadnie kiedyś z drzewa.

 Nacjonalizm proletariacki Brzozowskiego jest – jak widzieliśmy – ideologią opartą na próbie pogodzenia idei pracy z ideą narodu. Synteza ta miała – a nawet posiada i obecnie – dużą siłę sugestyjną, ucząc, iż naród, który chce żyć, musi wytrzymać napór przyrody i innych narodów. Właśnie w codziennym, praktycznym życiu obie te zasady głosimy łącznie, jako hasła trzeźwej polityki. Zależnie .zaś od tego, co w danej chwili bardziej nam zagraża: nieludzka przyroda, czy zły sąsiad – mobilizujemy na. tym lub innym froncie większą armię, zmieniając żołnierzy w ro­botników lub robotników w żołnierzy. Ale Brzozowski nie chciał na tym  poprzestać. Pragnął stworzyć z idei narodu i idei pracy głębszą syntezę, któraby była całkowitym poglądem na świat, źródłem wszelkiego poznania, wszystkich wartości, któraby roz­wiązywała ostatecznie zagadnienia człowieka, kultury i społeczeń­stwa. Oceniając z tego stanowiska nacjonalizm proletariacki sta­wiać musimy znacznie wyższe wymagania. Jeśli chcemy nasze potoczne wskazania przemyśleć do końca i ułożyć w niesprzeczny pogląd na świat, to trzeba bardzo troskliwie badać zakres i zna­czenie podstawowych zasad. Otóż idea pracy organizuje zupełnie odmienny pogląd na świat, niż idea narodu. W pierwszym mu­szą przeważać – mimo wszelkich spekulacyj – pojęcia takie, jak kosmopolityzm, produktywizm, pracowitość, technika, orga­nizacja produkcji i zbytu, międzynarodowa planowość gospodar­cza, materializm lub empiryzm, utylitaryzm. W drugim natomiast wysuwają się na czoło elementy takie jak – tradycja, rasa, cywi­lizacja, czystość typu psychicznego, ambicja i ekspansja narodo­wa, polityka, wychowanie, misja dziejowa, skłonność do idea­lizmu i mistycyzmu. W dziejach myśli politycznej wyraźnie roz­dzielają się oba te nurty ideowe. Ich przeciwieństwa widzimy również i w życiu. „Powodzenie narodu” nie zawsze jest funkcją jego pracy: wojna, która jest ostatecznym sprawdzianem międzyludzkiej wytrzymałości narodu, jest zarazem sprzeniewierzeniem się idei pracy. Również i w czasie pokoju krzyżują się wymaga­nia narodu i potrzeby pracy ludzkiej. Co wybrać? Co postawić wyżej? Odpowiedzieć, na to można tylko wówczas, gdy się po­rzuci próby nieosiągalnej syntezy obu idei – i wybierze zdecy­dowanie jedną z nich, jako naczelną i podstawową.

 Przeciwieństwa, które tu uwydatniamy, są szczególną po­stacią tej dwoistości metafizycznej, którą analizowaliśmy, opisu­jąc złudzenia świadomości. Metafizyka, zbudowana na zasadach przyroda – praca, miała znaleźć swe uzupełnienie w filozofii życia, w kulcie podświadomości i obyczaju. Ale to zespolenie głoszące, iż głębiej niż świadomość, tętni w nas nurt, stwarzający ludz­ki świat, który musi się ostać wobec przyrody – zespolenie to nie mogło być trwałe. Zasadnicze pokrewieństwo polegało tu bo­wiem tylko na podobnym froncie walki ze świadomością, na wspólnym wrogu – ideologii. Głęboko różne były natomiast za­sady pozytywne. Dawniejsza, wierniej marksowska metafizyka zwracała główną uwagę na technikę i walkę z przyrodą; nowa, bliższa Sorelowi  i Bergsonowi teoria, na środowisko obyczajowe i wolę życia, tkwiącą w nas samych. Pierwsza wymagała silnej, upartej, wytrwałej pracy mięśniowej, druga natomiast podkreśla­ła raczej pierwiastek zaufania do irracjonalnych sił naszego cha­rakteru. Jedna z nich dzieliła rzeczywistość na dwa wrogie obo­zy: przyrody i ludzkości – druga zaś otwierała drogę religijne­mu monizmowi. Dlatego mimo wszelkie pokrewieństwa, były one rozbieżne i myśl Brzozowskiego, jak widzieliśmy, oscylowała mię­dzy naturalizmem i mistycyzmem. Wreszcie któraś z nich musiała w nim zwyciężyć. Stało się to w ostatnim okresie jego życia.

 

 Bogdan Suchodolski, Stanisław Brzozowski: rozwój ideologji, Warszawa 1933, s. 200-225

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Lewicowy nacjonalizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.