Antyimperialistyczny punkt widzenia

  Referat zaprezentowany na Pierwszej Komunistycznej Konferencji Ameryki Łacińskiej, styczeń 1929.

 

W jakim stopniu sytuacja republik Ameryki Łacińskiej jest podobna do sytuacji państw półkolonialnych? Warunki ekonomiczne tych republik są niewątpliwie półkolonialne, i ta charakterystyka ich gospodarki skłania do akcentowania kapitalizmu i, co za tym idzie, imperialistycznej penetracji. Ale burżuazja narodowa, która uważa współpracę z imperializmem za swoje najlepsze źródło dochodów, czuje się wystarczająco bezpieczna jako utrzymanka władzy, aby zbytnio nie interesować się problemami narodowej niezależności. Burżuazja Ameryki Południowej, nie znająca jeszcze jankeskiej okupacji militarnej (z wyjątkiem Panamy), nie może docenić potrzeby walki o swoją drugą niepodległość, jak propaganda APRA/1/ naiwnie zakłada. Rząd, lub raczej klasa rządząca, nie widzi potrzeby zwiększania lub ochrony swojej autonomii. Rewolucja niepodległościowa jest stosunkowo nazbyt niedawna, jej mity i symbole są zbyt żywe w świadomości burżuazji i drobnomieszczaństwa. A złudzenie narodowej niezależności jest ciągle żywe. Poważnym błędem byłoby uznać, że ta warstwa ma ciągle poczucie rewolucyjnego nacjonalizmu, tak jak w tych rejonach, gdzie jest ona siłą napędową antyimperialistycznej walki, w państwach półkolonialnych zniewolonych przez imperializm, np. w Azji, w ostatnich dekadach.

Ponad rok temu, w naszej dyskusji z liderami APRA, w której odrzuciliśmy ich propozycję utworzenia Kuomintangu/2/ Ameryki Łacińskiej, wystosowaliśmy następującą tezę aby zapobiec powielaniu eurocentryzmu i dostosować naszą rewolucyjną działalność do precyzyjnej oceny naszej rzeczywistości:

„Współpraca z burżuazją, a nawet przejawy feudalizmu w antyimperialistycznej walce w Chinach, zrozumiałe w kategoriach rasy i kultury, nie odnoszą się do naszej sytuacji. Chiński arystokrata lub burżua ma swoją świadomość narodową. Zestawia on pogardę białych ludzi dla swej zróżnicowanej i starej kultury, za swoją własną pogardą dla nich i dumą z wielowiekowej tradycji swojego kraju. Antyimperializm może więc znaleźć oparcie w takich właśnie odczuciach i w chińskiej świadomości narodowej. Okoliczności nie są takie same w Ameryce Południowej. Miejscowa arystokracja i burżuazja nie czują solidarności z ludem w posiadaniu wspólnej historii i kultury. W Peru biali arystokraci i burżuazja  gardzą miejscową ludnością i kulturą. Uważają siebie za lepszych, gdyż są biali. Metysi-drobnomieszczanie idą za ich przykładem. Burżuazja Limy fraternizuje się z jankeskimi kapitalistami, a nawet ich zwykłymi pracownikami w klubach czy na ulicy. Jankes może poślubić miejscową pannę bez jakichkolwiek niedogodności spowodowanych różnicami rasowymi lub religijnymi, kobieta zaś nie ma żadnych wątpliwości co do słuszności wychodzenia za członka najeźdźczej rasy. Pod tym względem także drobnomieszczańskie dziewczęta nie widzą żadnych przeciwwskazań. Dziewczyna, która może wyjść za Jankesa, robi to z satysfakcją, jakby podnosiła w ten sposób swoją pozycję społeczną. Z tych nieuniknionych przyczyn obiektywnych czynnik nacjonalistyczny nie jest ani decydujący, ani podstawowy dla walki z imperializmem w naszym środowisku. Tylko w takich krajach jak Argentyna, gdzie liczna i bogata burżuazja jest dumna z wielkości i siły swojego kraju i gdzie świadomość narodowa z tego powodu jest wyraźniejsza niż w bardziej zacofanych krajach, antyimperializm może łatwiej wnikać pomiędzy członków burżuazji. Ale jest to powiązane raczej z kapitalistyczną ekspansją i rozwojem niż ze sprawiedliwością społeczną i teorią socjalistyczną – tak jak w naszym wypadku”.

Zdrada chińskiej burżuazji i niepowodzenie Kuomintangu nie zostały jeszcze zrozumiane w całym swoim wymiarze. Jego kapitalistyczna forma nacjonalizmu (nie odnosząca się do społecznej sprawiedliwości lub teorii) ukazuje, jak niewiele możemy ufać rewolucyjnym odczuciom burżuazji, nawet w takich państwach jak Chiny.

Dopóki imperialiści będą w stanie „zarządzać” poglądami tej warstwy społecznej odnośnie niepodległości i nie będą zmuszeni do rozpoczęcia interwencji zbrojnej lub okupacji militarnej, mogą liczyć na jej współpracę. Państwa takie jak Rumunia, Bułgaria i Polska (i inne „zależne państwa” Europy) uważają siebie za panów własnego losu, podczas gdy mogą być zależne od imperialistycznej ekonomii.

Wartość tego czynnika politycznej psychologii nie powinna być umniejszona w dokładnej ocenie możliwości antyimperialistycznej działalności w Ameryce Łacińskiej. Zaniechanie tej sprawy było charakterystyczne dla założeń APRA.

Główną różnicą pomiędzy nami w Peru, którzy początkowo uznaliśmy APRA (jako projekt zjednoczonego frontu, a nie jako partię lub nawet jako efektywnego organizatora walk) a tymi spoza Peru, którzy później określili ją jako Kuomintang Ameryki Łacińskiej jest poprzednia, wierna rewolucji, socjoekonomiczna koncepcja antyimperializmu; ci drudzy, w międzyczasie, tłumaczyli swoją pozycję mówiąc: „Jesteśmy lewicowcami (lub socjalistami) ponieważ jesteśmy antyimperialistami”. W ten sposób antyimperializm jest podniesiony do rangi programu, politycznego nastawienia, ruchu, który jest ważny sam w sobie i spontanicznie prowadzący do socjalizmu, do rewolucji społecznej (jak – nie mamy pojęcia). Ta idea przecenia ruch antyimperialistyczny, wyolbrzymia mit walki o „drugą niepodległość”, romantyzuje, że już żyjemy w erze nowej emancypacji. To prowadzi do pomysłu zastępowania lig antyimperialistycznych partiami politycznymi. Od APRA początkowo uznawanej za zjednoczony front, za społeczny sojusz, blok uciskanych klas społecznych, przeszliśmy do APRA definiowanej jako Kuomintang Ameryki Łacińskiej.

Dla nas, antyimperializm nie tworzy i nie może stworzyć politycznego programu masowego ruchu zdolnego do zdobycia władzy. Antyimperializm, nawet gdyby mógł zmobilizować narodową burżuazję i drobnomieszczaństwo  po stronie robotników i chłopstwa (a my już całkowicie zaprzeczyliśmy tej możliwości) nie anuluje antagonizmu klasowego ani nie tłumi różnic w interesach klas społecznych.

Ani burżuazja ani drobnomieszczaństwo przy władzy nie jest w stanie prowadzić antyimperialistycznej polityki. Aby to zaprezentować możemy posłużyć się przykładem Meksyku, gdzie drobnomieszczaństwo niedawno sprzymierzyło się z jankeskim imperializmem. W tych układach ze Stanami Zjednoczonymi „nacjonalistyczny” rząd może używać innego języka niż rząd Leguia w Peru/3/. Ten rząd jest wyraźnie, bezwstydnie panamerykanistyczny i monroeistyczny/4/. Ale każdy inny rząd burżuazji prowadziłby tą sama praktyczną politykę dotyczącą kredytów i koncesji. Zagraniczne inwestycje kapitału w Peru rozwijają się w bezpośredniej i bliskiej relacji z krajowym rozwojem ekonomicznym, z eksploatacją zasobów naturalnych, ludności i doskonaleniem systemu komunikacji.  W jaki więc sposób nawet najbardziej demagogiczny przedstawiciel drobnomieszczaństwa może przeciwstawić się kapitalistycznej penetracji? Zdaje się, że tylko za pomocą słów, jakiegoś szybkiego narodowego poruszenia. Przejęcie władzy przez antyimperialistów, jeżeli byłoby to możliwe, nie prezentowałoby przejęcia władzy przez masy proletariackie, przez socjalizm. Socjalistyczna rewolucja odkryje swojego najbardziej krwawego i niebezpiecznego wroga (niebezpiecznego z powodu jej bezładu i demagogii) w drobnomieszczaństwie umieszczonym u władzy przez głosy porządku.

Nie wykluczając użycia wszelkiego rodzaju antyimperialistycznej agitacji lub jakiegokolwiek innego działania mobilizującego te warstwy społeczne, które mogłyby ewentualnie dołączyć do walki, naszą misją jest, aby wyjaśnić i pokazać masom, że tylko rewolucja socjalistyczna może okazać się pewną i prawdziwą barierą dla postępu imperializmu.

Te czynniki odróżniają sytuację państw Ameryki Południowej od sytuacji państw Ameryki Środkowej. Tam jankeski imperializm, poprzez ciągłe uciekanie się do zbrojnej interwencji, prowokuje patriotyczną reakcję, która może łatwo zachęcić część burżuazji i drobnomieszczaństwa do przyjęcia postaw antyimperialistycznych. Propaganda APRA kierowana przez Haya dela Torre osiągnęła lepsze rezultaty tutaj niż w innych częściach Ameryki. Jego chaotyczne, mesjańskie perory mają odnosić się do walki ekonomicznej, a w rzeczywistości apelują do czynników rasowych i emocjonalnych, a tym samym spełnia warunki konieczne do wywierania wpływu na drobnomieszczańskich intelektualistów. Partie klasowe oraz klasowo uświadomione organizacje związkowe nie będą powstawały tak szybko tam jak w Ameryce Południowej. W naszych krajach czynniki klasowe mają bardziej decydujące znaczenie i są bardziej rozwinięte. Nie ma tutaj potrzeby do uciekania się do niejasnych populistycznych formuł, za którymi mogą kryć się jedynie tendencje konserwatywne. W chwili obecnej apryzm jako propaganda jest ograniczony do Ameryki Centralnej; w Ameryce Południowej jest całkowicie zlikwidowany jako konsekwencja populistycznego, „kacykowskiego” i drobnoburżuazyjnego odchylenia, które widzi go jako latynoamerykański Kuomintang. Następny Antyimperialistyczny Kongres w Paryżu, którego celem będzie zjednoczenie antyimperialistycznych organizacji oraz odróżnienie antyimperialistycznych programów i agitacji od zadań klasowych partii i związków zawodowych, rozwieje wszelkie wątpliwości w tej sprawie.

Czy interesy imperialistycznego kapitalizmu sposób konieczny i nieunikniony zbieżne są z feudalnymi i półfeudalnymi interesami naszych właścicieli ziemskich? Czy walka przeciw feudalizmowi jest całkowicie identyczna z walką przeciw imperializmowi? Z pewnością imperialistyczny kapitalizm wykorzystuje władzę klasy feudalnej w takim stopniu, w jakim uważa ją za klasę rządzącą. Jednak ich interesy ekonomiczne nie są takie same. Drobnomieszczaństwo, nawet to najbardziej demagogiczne, może skończyć w tym samym, poufałym sojuszu z imperialistycznym kapitalizmem, jeśli osłabi, w praktyce, swe najwyraźniejsze impulsy nacjonalistyczne. Kapitał finansowy byłby bardziej bezpieczny, gdyby władza znajdowała się w rękach liczniejszej klasy społecznej, która potrafiłaby lepiej niż stara, znienawidzona klasa feudalna, bronić interesów kapitalizmu i służyć jako strażnik i lokaj poprzez wypełnianie zaległych zobowiązań i zmianę orientacji klasowej ludu. Tworzenie klasy posiadaczy małych gospodarstw, wywłaszczenie latyfundiów i likwidacja przywilejów feudalnych, nie są w bezpośredniej sprzeczności z interesami imperializmu. Przeciwnie, w stopniu, w którym pomimo rozwoju gospodarki kapitalistycznej wciąż istnieją pozostałości feudalizmu, likwidacja przywilejów feudalnych jest zbieżna z kapitalistycznym rozwojem promowanym przez imperialistycznych ekspertów i inwestorów. Zniknięcie wielkich latyfundiów, powstanie gospodarki agrarnej, co burżuazyjni demagodzy nazywają „demokratyzacją” ziemi, wyparcie starej arystokracji przez silniejszą burżuazję i drobnomieszczaństwo, mogące zagwarantować pokój społeczny: żadne z powyższych nie jest sprzeczne z interesami imperialistów. Reżim Leguia w Peru, tak bojaźliwy jakby był związany z interesami latyfundystów (którzy wspomagali go w dużym stopniu), bez skrupułów posługuje się demagogią, deklamując przeciw feudalizmowi i przywilejom feudalnym, potępiając starą oligarchię i propagując program podziału ziemi, aby każdy robotnik miał swój kawałek pola. Leguiismo czerpie swoją siłę z takiej właśnie demagogii. Legitymizm nie odważyłby się położyć ręki na większych właścicielach ziemskich. Jednak naturalny kierunek kapitalistycznego rozwoju, eksploatacja nowych kopalni itp. są niezgodne z interesami i przywilejami feudałów. W stopniu, w jakim wzrasta ilość użytkowanej ziemi i w jakim pojawiają się nowe miejsca pracy, latyfundyści tracą swoją dotychczasową pozycję: całkowitą i nieograniczoną kontrolę nad siłą roboczą. W Lambayeque, gdzie projekt podziału wody został przedsięwzięty przez amerykańskiego inżyniera – Suttona, komisja techniczna od początku była przeciwna interesom feudalnych właścicieli ziemskich. Uprawiali oni głównie cukier. Groźba utraty monopolu na ziemię i wodę, a przez to kontroli nad siłą roboczą, rozjuszyła ich i doprowadziła do takich postaw, że rząd uznał je za wywrotowe. Sutton ma wszystkie cechy kapitalistycznego biznesmena z Ameryki Północnej. Jego wygląd i jego praca kolidują z feudalnym duchem latyfundystów. Na przykład Sutton stworzył system dystrybucji wody, który jest oparty na zasadzie, że zasoby te należą do państwa; latyfundyści uważali, że prawo do wody jest częścią prawa do ziemi. W takiej sytuacji woda byłaby ich, byłaby częścią ich posiadłości.

Czy drobnomieszczaństwo, której rola w walce przeciw imperializmowi jest często przeceniana, jest zmuszona do przeciwstawienia się imperializmowi z powodu wyzysku ekonomicznego? Drobnomieszczaństwo jest niewątpliwie najbardziej wrażliwe na fascynację nacjonalistyczną mitologią. Jednakże dominuje następujący czynnik ekonomiczny: w krajach dotkniętych ubóstwem w stylu hiszpańskim, gdzie drobnomieszczaństwo, zamknięte w wieloletnich uprzedzeniach, sprzeciwia się proletaryzacji; gdzie, z powodu nędznych zarobków, nie ma ekonomicznej siły do częściowej transformacji w klasę robotniczą; gdzie zdesperowani szukają nawet najlichszej pracy w biurze, w administracji, i polują na „przyzwoitą” pensję, a „przyzwoita” praca jest w cenie, tworzenie dużych przedsiębiorstw, które tworzą lepiej płatne miejsca pracy, nawet jeśli nadmiernie wyzyskują miejscowych pracowników, jest przychylnie przyjmowane przez drobnomieszczaństwo. Jankeski biznes reprezentuje lepsze zarobki, możliwość awansu i wyzwolenie z zależności od stanu, który może jedynie zaoferować przyszłość dla spekulantów. Ta rzeczywistość zdecydowanie zaważyła na świadomości drobnomieszczaństwa dbającego lub starającego się o pozycję. W biednych krajach hiszpańskiego typu, powtórzmy, sytuacja drobnomieszczaństwa nie jest taka sama jak w państwach, w których klasy społeczne przeszły przez okres wolnej konkurencji i kapitalistycznego rozwoju wspierającego indywidualną inicjatywę i sukces oraz ucisk wielkich monopoli.

Jesteśmy antyimperialistami, ponieważ jesteśmy marksistami, ponieważ jesteśmy rewolucjonistami, ponieważ przeciwstawiamy kapitalizmowi socjalizm – antagonistyczny system przywołany do przezwyciężenia go, i ponieważ w naszej walce przeciw zagranicznemu imperializmowi wypełniamy swój obowiązek solidaryzowania się z rewolucyjnymi masami Europy.

 

J.C. Mariategui

 

/1/ Alianza Popular Revolucionaria Americana – Amerykański Ludowy Sojusz Rewolucyjny: populistyczna i antyimperialistyczna partia w Peru.

/2/ Chińska Partia Narodowa – partia nacjonalistyczna pozostająca początkowo w antyimperialistycznym sojuszu z komunistami.

/3/ Augusto Bernardino Leguía y Salcedo – reformistyczny polityk rządzący w Peru w latach 1919-1930.

/4/ uznający doktrynę Monroe tj. hegemonię USA na półkuli zachodniej.

[źródło:

http://www.ex.ac.uk/Projects/meia/mariategui/1929-AI.htm]

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.