Garaudy: Mit założycielski USA

Amerykę zwykliśmy nazywać “Nowym Światem”, jako że nasz kolonializm systematycznie ignorował oraz dewastował wspaniałe cywilizacje, które od tysięcy lat zaludniały ten kontynent. Po przybyciu do niej Krzysztofa KOLUMBA, Ameryka doznała takich zniszczeń (w zajętej przez Hiszpanów) jej części środkowej oraz południowej, że pierwszy ksiądz wydelegowany do Ameryk, biskup Bartłomiej DE LAS CASAS mógł napisać w książce ZNISZCZENIE INDII, iż “barbarzyństwo przyszło z Europy”.

Na półkuli północnej, poza granicami Meksyku, kolonializm się rozwinął w nowej (to znaczy, skopiowanej z Biblii) formie. Gdy w roku 1620 grupa imigrantów angielskich, będących purytańskimi kalwinistami uciekającymi przed prześladowaniami, wylądowała na wybrzeżu Massachussets (jest to nazwa plemienia, które podówczas zamieszkiwało te tereny – przyp. tłum.) to uważała ona, że jej przeznaczeniem jest stworzenie Nowej Ziemi (zapowiedzianej przez proroka Izajasza). Ci osadnicy, którzy po dwóch wiekach zostali uznani za twórców Stanów Zjednoczonych, zakorzeniali się w kraju, z którym wcześniej nie mieli w ogóle nic wspólnego i dlatego swą działalność oparli na znanym im micie: ich wyjazd z Anglii był biblijnym Nowym Wyjściem (Żydów z Egiptu, gdzie byli prześladowani).

Ameryka była “Ziemią Obiecaną” na której zamierzali oni zbudować KRÓLESTWO BOŻE. Osadnicy powoływali się na tę misję aby uzasadnić swe polowania na Indian oraz kradzież ich ziem, zgodnie z biblijnym przykładem dostarczonym przez JOZUEGO i jego “sakralne mordy”. Jak pisał jeden z tych pierwszych osadników “Jest ewidentnym, ze Bóg wzywał nas do wojny… Indianie, postępując podobnie jak starożytne plemiona Amalekitów oraz Filistynów, jednoczyły się przeciw Izraelowi” (Truman NELSON “Purytanie Massachussets – od Egiptu do Ziemi Obiecanej”; Judaism, vol. XVI, 2, 1962)

“Ziemia Obiecana” stała się od tego momentu ziemią podbitą. Ta praktyka dewastacji oraz masakr nie była sprzeczna z koncepcją religijną przybyszów z Anglii, jako że wzbogacenie się – uważane przez nich za zwycięstwo – było znakiem bożego błogosławieństwa.

W okresie gdy koloniści ogłaszali swa niezależność od Anglii, Ojciec Założyciel USA, Jerzy WASHINGTON, w swym inauguracyjnym przemówieniu jako Prezydent, dokonał najdoskonalszego sformułowania zasad polityki amerykańskiej, które są ważne aż do naszych dni: “Żaden naród bardziej niż ten, który tworzy Stany Zjednoczone, nie jest zobowiązany do dziękczynienia i do adoracji Niewidzialnej Ręki, która kieruje ludzkim zachowaniem. Każdy krok, który go prowadzi w kierunku narodowej niezależności, wydaje się nosić znamię Bożej Opatrzności”.

“Niewidzialna ręka” jest to określenie wymyślone przez Adama SMITHA koronujące jego teorię ekonomiczną: jeśli każdy osobnik będzie dbał o swój osobisty interes, interes ogólny też będzie zrealizowany. “Niewidzialna ręka” realizuje tę harmonię.

Washington widział w tej “niewidzialnej ręce” “interwencję opatrzności” BOGA, który w ten sposób realizuje fundamentalne prawo harmonii między interesem jednostek oraz interesem ogólnym. Jego następca John ADAMS pisał w 1765 roku: “Nie przestaję uważać założenia Ameryki jako przejawu Bożej Opatrzności, w celu oświecenia oraz emancypacji tej części ludzkości, która jeszcze znajduje się w stanie niewolnictwa.” Pisarz Herman MELVILLE pisał w XIX wieku: “My Amerykanie jesteśmy narodem specjalnym, narodem wybranym, Izraelem naszych czasów: my niesiemy Arkę Wolności” (America as a Civilization, s. 893).

Jest charakterystycznym, że aż do dzisiejszych czasów jest podtrzymywane to wyznanie wiary sformułowane przez Pierwszego Ojca Założyciela: na każdym banknocie dolarowym jest wydrukowana, obok portretu Washingtona, dewiza której trudno się spodziewać na bilecie bankowym “In God we trust” – zawierzamy Bogu.

Ta wiara stała się stałym elementem polityki nowego “narodu wybranego”. BÓG oraz DOLAR stałe się dwoma sutkami karmiącymi władzę. Następca Washingtona na stanowisku prezydenta USA, John Adams ze swojej strony potwierdził “Ameryka została stworzona przez Opatrzność, by być teatrem, w którym człowiek winien osiągnąć swą właściwą postać.” (Autobiografia, t. I, s. 282)

Pierwsi teoretycy Konfederacji, tacy jak wielebny (pastor) DANA, nie zaprzestawali podkreślać tej bożej prowenencji Nowego Państwa: “Jedyna forma rządów, wyraźnie wprowadzona przez Opatrzność, była ta istniejąca u Hebrajczyków. Była to republika skonfederowana z JEHOWĄ jako głową państwa.” (Dana, Kazania, s. 17)

Także trzeci prezydent Stanów Zjednoczonych JEFFERSON proklamował, że jego naród jest “narodem wybranym BOGA”. (Noty na temat stanu Virginia, Sekcja XIX)

Podobnie zresztą jak prezydent NIXON, który dwa wieki później powiedział BÓG jest z Ameryką. BÓG chce aby Ameryka panowała nad światem„,

Odnosiło się to (i odnosi się – przyp. tłum.) do wszystkich prezydentów Stanów Zjednoczonych, jako usprawiedliwienie ich wszystkich łupieżczych poczynań.

Sprzeczność między wyznaniem wiary i rzeczywistą praktyką jest stałym elementem amerykańskiej polityki: Prezydent McKINLEY mówił o podboju Filipin, aby je “wychowywać, cywilizować oraz chrystianizować”.

A oto inne przykłady takiego zachowania: w roku 1912, najeżdżając na Meksyk, Prezydent TAFT deklarował: “Jestem zobowiązanym bronić naszego narodu oraz jego własności w Meksyku, aż do momentu kiedy rząd meksykański zrozumie, iż jest BÓG w Izraelu, i że Meksyk jest zobowiązany jemu służyć.”

Ten język nie zmienił się od czasów Waszyngtona aż do dzisiaj, Ameryka, według oligarchów, którzy nią kierują, nie zaprzestała być ramieniem zbrojnym Bożej Opatrzności.

W najgorętszym okresie wojny w Wietnamie, (katolicki) kardynał SPELLMAN, arcybiskup Nowego Yorku, występując w imieniu “wszystkich, którzy wierzą w Amerykę oraz w BOGA”,pojechał do Sajgonuby ogłosić mordercom Wietnamczyków “jesteście żołnierzami CHRYSTUSA”.

Nawet obecnie (w 1999 roku – przyp. tłum.) aby usprawiedliwić nadmierne zbrojenia USA, oraz przemyt broni, który jest najbardziej skuteczną podstawą amerykańskiej “prosperity” – prosperity podtrzymywanej zarówno dzięki rządowym subwencjom, jak i dzięki finansowaniu przez państwo badań naukowych faworyzujących przemysł zbrojeniowy, a także dzięki sprzedaży broni innym krajom, będącej kwitnącym sektorem amerykańskiego eksportu – Samuel HUNTINGTON, będący ideologiem Pentagonu, w książce ZDERZENIE CYWILIZACJI, ubiera projekty amerykańskiej hegemonii na świecie w szatę religijnej krucjaty, przeciwstawiającej “cywilizacji judeo-chrześcijańskiej cywilizację islamo-konfucjańską.”

Politycy, oraz promotorzy ich interesów w mediach, zatrudnieni są przy znieczulaniu publiczności, ubierając te mity w rzeczywistość historyczną. I to od samego początku. Już jeden z pierwszych, a jednocześnie najbardziej przenikliwych analityków polityki amerykańskiej, Alexis de TOCQUEVILLE zauważył “Nie jestem pewien czy wszyscy Amerykanie wierzą w swą religię, ale jestem pewny, że uważają ją za niezbędną dla zachowania instytucji republikańskich.” Dodawał on “Jedni wyznają dogmaty chrześcijańskie, ponieważ w nie wierzą, inni ponieważ obawiają się wyglądać jako tacy, którzy nie wierzą… W Stanach Zjednoczonych suweren jest religijny i w związku z tym hipokryzja winna być powszechna.”

W swej książce DEMOKRACJA W AMERYCE, napisanej w 1840 roku, Tocqueville odnotowuje ten konformizm “Nie znam innego kraju, w którym byłoby tak mało wolności ducha oraz dyskusji, jak w Stanach Zjednoczonych”.

Także amerykański pisarz Henry David THOREAU, który był jednym z rzadkich dysydentów (autor WALDEN i ŻYCIE W LASACH) w 1858 roku pisał“Nie ma potrzeby tutaj by ustanawiać prawo kontrolujące wolność prasy. Ona kontroluje się sama i to nawet bardziej niż trzeba. W rzeczy samej społeczność, doszedłszy do konsensusu na temat spraw na temat których wolno się wypowiadać, zaakceptowała tę platformę i milcząco zadecydowała, iż ulegnie ekskomunice ten, kto się od niej odważy oddalić – i to do tego stopnia że nawet jeden na tysiąc nie odważy się wyrazić odmiennej opinii”. Uwarunkowanie oraz manipulacja opinią publiczną w krajach, które dzisiaj (w 1999 roku) zaakceptowały amerykański nadzór – to co nazywa się “myślą ujednoliconą” – było jedną z cech charakterystycznych oryginalnego amerykanizmu.

MacCartyzm, by zapanować, nie musiał czekać na McCARTHY’ego aż do 1952 roku. Nadał on etykietkę “antyamerykanizmu” nawet poglądom głoszonym w Stanach Zjednoczonych, gdzie tropiono dzialalność “unamerican” (to znaczy anty-amerykańską lub nie-amerykańską) także wśród osób jak najbardziej poważanych, na przykład u OPPENHEIMERA, jednego z pionierów badań nad energią atomową.

Ta cecha, charakteryzująca amerykanizm w okresie apogeum Stanów Zjednoczonych, była (jest?) nowoczesną wersją inkwizycyjnego purytanizmu początków tego kraju, kiedy to ustawodawcy stanu Connecticut w latach 1640-1660 – co odnotował de Tocqueville w swej książce – wydali prawo, wyraźnie zapożyczone z “Ksiąg Świętych” : “Ktokolwiek będzie czcił innego BOGA niż PAN, będzie skazany na śmierć”.

Zasadniczą różnicą dzisiaj jest to, że wzywa się tego samego BOGA by bronić całkowicie rozbieżnych “wartości” – a raczej, by bronić braku wartości za wyjątkiem tych, które mają charakter komercyjny (względnie propagandowy): bronimy wolności (handlu), bądź “praw człowieka”, którymi amerykańscy oligarchowie w ogóle się nie przejmują.

Tak zatem wyglądała pierwsza amerykańska MITOLOGIA polityczna, najbardziej krwawa ze wszystkich: jesteśmy “narodem wybranym” – a to usprawiedliwia wszystkie przestępstwa nacjonalistyczne oraz kolonialne, stwarza hierarchię pomiędzy rasami wyższymi oraz niższymi, wraz z “prawem”, które z tej hierarchii wynika. To przekonanie wiąże się z pretensją do stawiania siebie, dzięki bożemu namaszczeniu, powyżej wszelkich praw międzynarodowych – na przykład, ponad decyzjami ONZ – które wynikają z tylko ludzkich postanowień. (Na przykład, państwo Izrael traktuje jako “świstek papieru” – jest to wyrażenie BEN GURIONA – pierwszą decyzję ONZ dotyczącą Izraela: tę która tworzy to państwo i która określa jego granice; Stany Zjednoczone rozpoczynają wojnę z Jugosławią, gwałcąc prawo międzynarodowe dotyczące suwerenności narodów i nie posiadając mandatu ONZ do dokonania tego aktu.)

Znamy przykład, jak pojęcie “narodu wybranego” – w jego wersji hitlerowskiej – doprowadziło do egzaltacji wyższości “rasy aryjskiej” narodu germańskiego, mającego za cel stworzenie “nowego człowieka” oraz jego światowej dominacji. Wobec takich (narodowo egoistycznych) pretensji do bycia przedmiotem “wyboru bożego”, JEAN JACQUES ROUSSEAU odpowiadał twardo: “Wasz Bóg nie jest naszym Bogiem, odpowiadam takim sekciarzom. Ten, który swe dzieło zaczyna poprzez wybranie sobie uprzywilejowanego ludu, kosztem reszty gatunku ludzkiego, nie jest wspólnym ojcem wszystkich ludzi.”(Emil, księga 4)

Drugim fundamentem amerykanizmu jest to, co automatycznie wynika z Deklaracji Niepodległości USA i z jej natychmiastowej interpretacji dokonanej przez Aleksandra HAMILTONA, pierwszego Sekretarza Stanu oraz Skarbu wyznaczonego przez Washingtona.

Hamilton był w zasadzie uczniem Adama Smitha i uważał, że własność jest “świętym” prawem człowieka, a także że na rynku interesy osobiste – prowadzone bez wiedzy uczestników tego rynku przez “Niewidzialną Rękę” – zbiegają się w formę “interesu ogólnego”. Rynek jest zatem jedynym regulatorem stosunków społecznych.

Hamilton różnił się od Adama Smitha w jednym punkcie, a mianowicie: w opinii na temat roli państwa. Według Hamiltona państwo nie powinno interweniować by łagodzić rosnące nierówności, które w sposób konieczny powstają w trakcie wolnej gry konkurencyjnej na rynku. Na odwrót, państwo winno się stać partnerem najbardziej wydajnych firm, zmniejszając ich podatki i inne obciążenia, gwarantując im maksimum wsparcia w postaci chociażby zamówień publicznych. W szczególności Bank Centralny winien mieć status autonomiczny, chroniony przed jakąkolwiek kontrolą demokratyczną (dokładnie tak jak w Polsce dzisiaj – przyp. tłum.), która mogłaby interweniować w ciągłym konflikcie między silnymi a słabymi. Jedną z cech najbardziej charakterystycznych dla doktryny Hamiltona (który był tak bliskim współpracownikiem Washingtona, że inspirował jego publiczne wystąpienia, aż do końca jego kadencji) było bardzo ważne miejsce jakie rezerwował on dla korupcji, jako motoru napędzającego system. Korupcja jest bowiem głównym elementem pogoni za osobistym zyskiem, który to zysk jest motorem (kapitalistycznego) systemu.

Ta rola korupcji, będącej niezbędnym uzupełnieniem ekonomii rynkowej, charakteryzuje – aż do naszych czasów – triumfujący “amerykanizm”, czyli“monoteizm religii rynku”, w którym korupcja jest uznana jako logiczna konsekwencja systemu.

Alain COTTA w książce KAPITALIZM WE WSZYSTKICH SWYCH STADIACH, w ten sposób definiuje logikę tego systemu:

“Wzrost korupcji jest nierozłącznym elementem rozwoju działalności finansowej oraz medialnej. Jeśli na to zezwalają informacje, przy okazji wszelkich typów operacji – a w szczególności przy fuzjach, przechwyceniach (i prywatyzacjach – przyp. tłum.) – można zbudować w ciągu kilku minut fortuny, które są niemożliwymi do realizacji za cenę intensywnej pracy człowieka nawet przez jego całe życie. Wywołuje to pokusę by osiągnąć bogactwo poprzez ciągłą spekulację cenami zakupu oraz sprzedaży. Autor ten dodaje “Ekonomia kupiecka może być tylko faworyzowana poprzez rozwój takiego autentycznego rynku… Korupcja odgrywa w sumie rolę analogiczną do (bożego? – przyp. tłum.) planu.”

Podstawowy cel amerykańskiej polityki międzynarodowej, polegającej na obronie “demokracji”, to znaczy na budowie społeczeństw “otwartych” doskonale zdefiniował Noam CHOMSKY: “Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych jest tak ustawiona, aby stwarzać oraz zachowywać międzynarodowy porządek w ramach którego firmy amerykańskie mogą prosperować. Jest to świat “społeczeństw otwartych”, co oznacza, że te społeczeństwa są otwarte na zyskowne w nich inwestycje, ułatwiające ekspansję rynku eksportu oraz transfery kapitałowe, a także na eksploatację zasobów ludzkich oraz materiałowych przez firmy amerykańskie i ich lokalne filie. “Społeczeństwa otwarte” w prawdziwym znaczeniu tego słowa są otwarte na penetrację ekonomiczną oraz na kontrolę polityczną Stanów Zjednoczonych”.

Geneza, oraz zasady składające się na pojęcie “amerykanizacji” wyglądają zatem w następujący sposób:
1. Przekonanie iż się jest “narodem wybranym” mającym “wyraźne przeznaczenie” by panować nad światem by w nim zbudować MIASTO BOŻE (“Nowe Jeruzalem” – przyp. tłum.)
2. Pewność, że znakiem tego bożego wybraństwa jest sukces w interesach, którego najbardziej ewidentnym znakiem jest bogactwo i to niezależnie od tego – jak podaje recepta Hamiltona, sformułowana u zarania istnienia USA – jakie środki zostały zastosowane przez “wygrywających” aby ten cel osiągnąć.
3. Początkowe różnice, czy to rasy czy warunków społecznych, robią z “wolnej wymiany” najbardziej skuteczną regułę gry, mającej na celu danie silniejszym możliwość miażdżenia słabszych (i to w sposób dziedziczny – przyp. tłum.).
4. Z tego wynika, że powodzenie w interesach, według określenia SCHLESINGERA, jest “aktem moralnym” i że wygrywający, a zwłaszcza super-wygrywający, są honorowani, a nawet uznani za rodzaj świętych.

 

Tłumaczył M.G.

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Varia, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.