Hempel: Bohaterska etyka Ramajany (fragmenty)

[…]

W średnich wiekach – gdy świat europejski zamierał w katedrach, gdy powódź chrystjanizmu wezbrała najwyżej i groziła zniszczeniem całemu aryjskiemu światu – przedziwna jawi się postać. – Ktoś, kto w szatach chrześcjańskich aryjską duszę nosi.

Jawi się idealny, wymarzony, pieśniami wyśpiewany rycerz chrześcjański, bojownik za sprawę zbawienia świata. – Pogodny, dobry i łagodny, a silny i nieustępliwy, koniądz [rycerz – przyp.red.] w żelazo zakuty i na szumiących husarskich skrzydłach niekiedy latający.

Łoże ma on wszędzie, gdzie głowę na ręku oprzeć można; jeździ samotny po świecie, niezmiennie wierny ideałowi swemu, wybrance serca swego, jeździ broniąc nieszczęśliwych; słabych podnosi, uciśnionych z więzów uwalnia, możnych ciemięzców jest postrachem. – I marzy o zdobyciu Jerozolimy – miasta, co jest jakoby Lanka owa, do której dążył Rama, grobu w mocy Złego pozostającego; marzy o wieczystym na Monsalwat wstępowaniu, o wstępowaniu na wyżyny wnętrza swego, gdzie w głębiach tajemniczych odwieczny, przedistniejący święty Graal się kryje.

[…]

Mieczem zdobywać miasto świata, w mocy Złego zostające, na kochankę się swoją przysięgać, o Monsalwacie dostojnych wnętrznych turni marzyć – a gdzież w Biblji, w starym, czy nowym Zakonie, przykłady są takiego postępowania?

Odwróciłby się Św. Paweł od koniądzów średniowiecznych, odwróciłby się i za swoich wyznawców nigdyby ich nie uznał. Powiedziałby im, że innej są rasy duchowej, rasy jakiejś dumnej i dostojnej, jakiejś odwiecznej rasy panów wolnych, władców siebie samego.

[…]

głębokie, zasadnicze rasowe przeciwieństwo uwydatnia się, gdy Ramajanę, księgę o aryjskim Zbawicielu świata, zestawimy z semickiemi, judaistyczno-chrześcjańskiemi podaniami.

Przedewszystkim po stronie semickiej niema epopei, niema wolnych, własną mocą i własnym chceniem kierowanych bohaterów. Semici nie znali epopei, podobnie jak nie znali tragedji.

A ten brak tragedji i epopei, tak wielką rolę grających u Greków i na Hindostanie, nie zdziwi nas, gdy weźmiemy pod uwagę poglądy Renan’a, który Semitów uważa za urodzonych monoteistów, za rasowych monoteistów. Boć tragedja i epopeja niemożliwe są tam, gdzie niema ludzkiej wolności, gdzie człowiek nie czuje się istotą samodziałającą; a czyż możliwa jest wolność w monoteizmie, gdzie bóstwo przywilej ten wyłącznie dla siebie zagwarantowało?

Tragedję i epos Semici po wsze czasy uważali za obrzydliwości, lub w najlepszym razie za płonną zabawę. Forma semickiego wyrażania się jest zupełnie inna. I od formy począwszy, wszystko tam obce dla duszy aryjskiej.

Zbawienie świata dokonywa się po stronie semickiej nie wysiłkiem bohaterskim, nie walką ze złym pierwiastkiem, jeno zaparciem się godności swojej ludzkiej, wyrzeczeniem się własnej woli, własnego chcenia, niemal osobowości zaprzeczeniem. Semicki zbawiciel świata nie na bój wyzywa Zło, jeno sam siebie oddaje na wykup jakiemuś straszliwemu prawu, które u tamtej rasy sprawiedliwości nosi miano. Ktoś musiał być poniżony i podeptany, aby sprawiedliwości semickiej stało się zadość; i z rozkazu Pana, nie z własnego chcenia, poświęcony został ktoś.

To są rysy najogólniejsze, ale o głębokich różnicach rasowych mówią nam i inne nie mniej wyraźne znaki.

Na samym początku wspomnieliśmy, że Rama jest prawzorem bohatera, wolnego koniądza [rycerza – przyp.red.]. – Gdzie w całej Biblji – boć mówiąc o Semitach, Biblję przedewszystkim mam na myśli – jest typ bohatera? kto w tym olbrzymim tłumie biblijnych postaci umie choć jeden gest rycerski wykonać? – Ci ludzie są dla bliźnich litościwi lub okrutni, miłosierni lub złośliwi; względem Pana – krnąbrni lub posłuszni, ale wolnego koniądza niemasz między niemi.

[…]

Cnót rycerskich nie znali ludzie biblijni, choć i oni wojny prowadzili i oni miasta zdobywali. Jakże inna jednak była ta wojna, jak nie po rycersku pod murami miast sobie poczynali.

Przyszli na ziemię, której ani oni, ani ojcowie ich nigdy nie uprawiali, na ziemię żyzną i pięknie zagospodarowaną. A kiedy pod murami Jerycha stanęli, do szturmu nie ruszyli, na walkę nikogo nie wyzwali, jeno do Pana swego o pomoc się odwołali. I Pan przyszedł z pomocą rabom swoim: On mury Jerycha rozwalił i wtedy te hordy najezdnicze weszły do bezbronnego miasta, a całą ludność jego wymordowały, kobietom, starcom i dzieciom nie przepuszczając.

W ten sposób całą krainę posiedli, krainę w której ani jednej nie przewrócili skiby, ani jednego nie zbudowali miasta. W wojnie tej zawsze Pan obezwładniał prawego krainy gospodarza, a oni bezbronnych rżnęli, rżnęli i rżnęli – kobietom i dzieciom starannie nie przepuszczając. – Dzieje zdobycia ziemi chananejskiej, to nie dzieje wojny, jeno dzieje olbrzymiej rzezi, to dzieje wielkiego pogromu.

A to sprawiedliwością się tam nazywało; tak ludzie biblijni rycerskość pojmowali.

[…]

Odwróćmy teraz oczy i na naszą, na aryjską spójrzmy stronę, na Ramajanę raz jeszcze spojrzyjmy. Tu świat żywy i życiem tętniący. Piękny, bohaterski Rama wszystko sobą obejmuje – od słońca na niebie do robaczka najmniejszego, wszystko ma swój kształt i barwę, głos wydaje, w serdecznym spółżyciu znosi się z Ramą. […] Jak żywy wszechświat cały jest Ramajana. Tragiczna, a jako słońce pogodna; wszechobejmująca, niezliczonością kształtów przelewna, wiekuiście zmienna, nieogarniona – a zawsze ta sama, która była jest i będzie; niby w lustrzanej kropli, przeglądająca się w Ramie, który też jest Brahm, wiekuiste, przedistniejace – Ja.

 

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy anarchizm i syndykalizm, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.