W walce zwycięstwo: „polski” Październik (KPP 1964)

[...]

«POLSKI» PAŹDZIERNIK

Kultura zachodu, dobrobyt i amerykański styl życia, miały na znak dany przez Mojżesza, spaść na lud polski – jak manna z nieba, tylko dlatego, że staliśmy się przyjaciółmi Zachodu. Żarłoczny imperializm przedstawiano klasie robotniczej pod postacią niewinnego «baranka», jako wielkiego dobroczyńcę ludzkości, który wielką miłością i dobroczynnością darzy szczególnie ambitnych Polaków. Zrozumiałe to, bo przecież – mówili – mamy za sobą kawał wspólnej historii, a Kościuszko, a Pułaski, to też przecież coś znaczy. Cel tej amerykańskiej miłości był jasny: oderwać Polskę Ludową od Związku Radzieckiego. Sugerowano, że dopiero po oderwaniu się Polski od ZSRR można będzie w pełni zaspokoić nasze aspiracje narodowe, polski komunizm i, przy bezinteresownej pomocy amerykańskiej, uczynić kraj mlekiem i miodem płynący. Oczywiście sugestie te nie były niczym innym, jak biblijnym kuszeniem szatana, jak nakładaniem pętli na szyję klasy robotniczej. Do wystąpienia w tej inscenizacji najbardziej nadawali się rewizjoniści i burżuazyjni nacjonaliści. Ich więc burżuazja krajowa, świecka i kościelna, wraz z reakcją międzynarodową, najbardziej poparły i pomogły w dojściu do władzy. Aby rozumieć przewrót październikowy w Polsce, trzeba wiedzieć, jaki był rozwój sił, które się ścierały w partii przed rokiem 1956. Dopiero uświadomienie sobie dróg rozwojowych tych sił, ich tendencji, konfliktów i starć, pozwala nam jaśniej widzieć i rozumieć to, co się stało w Polsce w 1956 roku: w czerwcu w Poznaniu, w październiku zaś w Warszawie i w całym kraju. Analiza kształtowania się i narastania reakcji burżuazyjnej i rewizjonistycznej ideologii, w okresie bezpośrednio poprzedzającym wydarzenia czerwcowe i październikowe, pozwala zrozumieć sens i istotę samego przewrotu październikowego, oraz wszystko to, co się działo i co się dzieje w Polsce po 1956 roku.

II Zjazd PZPR w roku 1954 był próbą naprawy błędów w planowaniu i w zarządzaniu gospodarką oraz w polityce kadrowej. Treść Zjazdu została jednak podana partii i klasie robotniczej w formie zawoalowanej. Wyglądało, że naprawiono błędy i wszystko jest w porządku, a jedność polityczna i organizacyjna partii tak silna, jak nigdy dotąd. Tak jednak w rzeczywistości nie było. Próba naprawy nie była konsekwentna i nie poszła łatwo. W związku z brakami w pracy partii i rządu, w wyniku krytyki dokonano zaledwie niewielkich przesunięć personalnych. Przesunięto wówczas J. Bermana z odcinka pracy wyłącznie partyjnej na stanowisko wicepremiera R. Zambrowskiego z sekretarza KC, na stanowisko ministra kontroli, H. Minca przesunięto ze stanowiska przewodniczącego PKPG na stanowisko wicepremiera, pozostawiając nadal wszystkich trzech w składzie Biura Politycznego. Warto tu przypomnieć, że poprzednio J. Berman odpowiedzialny był za sprawy ideologiczne i za przestrzeganie praworządności w organach bezpieczeństwa, R. Zambrowski na polityki rolną i sprawy organizacyjno-kadrowe w partii, a H. Minc za gospodarkę kraju. Jednocześnie wprowadzono do składu Biura Politycznego działaczy pochodzenia robotniczego. Te zmiany personalne, przyjęte dobrze przez partię i klasę robotniczą, wywołały opory, u członków partii narodowości żydowskiej. Wcale nie okazywali zadowolenia z powodu ukarania (zresztą niezbyt ciężkiego) osób winnych błędów i wypaczeń. Odwrotnie, wszczęli wkrótce lament, że w Polsce odżywa antysemityzm. Podejrzliwie oczekiwali dalszego rozwoju sytuacji w partii. Nieufność tej grupy była tym większa, że podejrzewali dokonanie tych zmian pod naciskiem Chruszczowa.

Podejrzenia te zrodziły się na tle drobnomieszczańskiej, a nawet burżuazyjnej i nacjonalistycznej mentalności, którą zawsze cechuje bardziej solidaryzm narodowy niż internacjonalizm proletariacki. Drugi Zjazd występując na słuszną drogę naprawy i lepszego rozstawienia kadr kierowniczych, wywołał więc niepokój w pewnych kolach i zrodził potencjalne możliwości wyłonienia się prawicowej, rewizjonistycznej frakcji, skierowanej przeciwko klasie robotniczej i przeciw Związkowi Radzieckiemu.

Skorygowanie polityki rolnej w stosunku do większych gospodarstw rolnych i pomoc dla gospodarstw słabych, podupadłych, a także ostra krytyka naruszania zasady dobrowolności przy organizowaniu spółdzielni produkcyjnych, wywołały dobry oddźwięk i pełne zrozumienie w partii i w społeczeństwie. Ale jednocześnie ośmieliły i zaktywizowały elementy kapitalistyczne w mieście i na wsi. Nie byłoby to groźne zjawisko, gdyby prowadzono nadal systematyczną działalność społeczno-polityczną, gdyby zachowano czujność wobec knowań wroga klasowego. Prostowanie błędów i dalsze ograniczanie i wypieranie elementów kapitalistycznych, gwarantowało rozwój budownictwa socjalistycznego i umocnienie władzy ludowej. Występujące jednak w kierownictwie partii różnice poglądów, osłabiały jedność partii, wprowadzały element niepewności i wahań w działaniu. Na skutek walki z «kultem jednostki» w ZSRR, począł się formować i u nas w Polsce nurt tzw. naprawy, to jest walki o praworządność i demokrację wewnątrzpartyjną, nurt walki z błędami i wypaczeniami.

Postawienie problemu naprawy było ze wszech miar słuszne. Chodziło tylko o to, co kto rozumiał pod szyldem «naprawy». Prostowanie błędów i wypaczeń oraz naprawiania krzywd i wyciąganie konsekwencji w stosunku do winnych – celem umocnienia partii i władzy ludowej, celem przyspieszenia budowy socjalizmu, a więc naprawa, w oparciu o zasady marksizmu-leninizmu – to dobra i słuszna sprawa. To rewolucyjna droga. Ale «naprawa» prowadzona na fali liberalizmu i antymarksizmu oraz w duchu antyradzieckim – to odmiana burżuazyjnego rewizjonizmu, wymierzonego przeciwko partii i władzy ludowej, przeciwko jedności obozu socjalizmu. Taka droga «odnowy» była niesłuszna i prowadziła na manowce – do restauracji władzy burżuazji. Nurt liberalizmu i rewizjonizmu to nurt «naprawy» idącej na prawo, ku drobnomieszczaństwu, ku burżuazji, ku Zachodowi. To nurt wrogi klasie robotniczej i w ogóle ludziom pracy, a bliski wrogom klasowym proletariatu. Nurt ten, choć szedł korytem «walki z kultem jednostki», a więc pokrywał się z nurtem Chruszczowa – był jednak nurtem antyradzieckim, wynikał z burżuazyjnego nacjonalizmu i był zasilany głównie przez elementy kapitalistyczne i w mieście i na wsi, przez reakcję starającą się uśpić i zneutralizować klasę robotniczą. Stąd oszukańcza i demagogiczna troska o byt i prawa robotników. W gruncie rzeczy chodziło rewizjonistom o neutralność robotników, a nawet, jeżeli się da, i o poparcie robotników, gdy przyjdzie czas decydującej bitwy z partią i z władzą ludową, gdy wybije godzina przejęcia przez rewizjonizm kierownictwa. Ten nurt «naprawy» liczył i miał prawo liczyć na sympatię i poparcie polskiego wstecznictwa, oraz na sympatię, na poparcie i na pomoc między-narodowego kapitału.

Dalszy rozwój sytuacji doprowadził do faktycznego sformowania się w partii zorganizowanej frakcji rewizjonistycznej, którą później nazywano «grupą puławską”. «Grupa puławska» składa się przeważnie z działaczy pochodzenia, inteligenckiego, drobnomieszczańskiego, a nawet burżuazyjnego. Chociaż do grupy tej należą także i działacze narodowości polskiej, to jednak trzonem tej grupy byli i są działacze narodowości żydowskiej: zamaskowani sjoniści i starzy trockiści złączeni silnymi więzami solidaryzmu narodowego. Członkowie tej grupy zajmowali kierownicze stanowiska w partii i w państwie. W tym to okresie trwała krytyka błędów, domagano się wyciągnięcia odpowiedzialności w stosunku do winnych. Błędy popełniali przecież konkretni ludzie. Można było więc naprawić błędy, wyciągnąć konsekwencje wobec winnych i zachować jedność partii. Członkowie KC, którzy domagali się sprostowania błędów w polityce partii na odcinku gospodarczym, w organach bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości, którzy żądali pociągnięcia winnych do odpowiedzialności, stali na słusznym stanowisku, bronili partii i zasad marksizmu-leninizmu. Nie doceniali jednak sprytu grupy puławskiej.

Działacze zaliczani do tzw. «grupy puławskiej» występowali w sposób zorganizowany i faktycznie działali, jak zorganizowana antypartyjna frakcja. Oto zasady według których postępowali:

1. Ponieważ obowiązuje odpowiedzialność kolegialna, nie można pociągnąć nikogo z kierownictwa do odpowiedzialności indywidualnej, bowiem wyciągnięcie konsekwencji choćby w stosunku do jednej osoby, spowoduje rysę, potem szczelinę a następnie rozłam i unicestwienie jedności całego kierownictwa. (Oczywiście chodziło o wyłganie się od odpowiedzialności. Odpowiedzialność kolegialna nie wyklucza, lecz odwrotnie wymaga surowej odpowiedzialności indywidualnej każdego członka kolegium za powierzony mu odcinek pracy).

2. Ponieważ «grupa puławska» faktycznie sprawowała kierownictwo w partii i w rządzie na odpowiedzialnych stanowiskach gdzie dokonano wypaczeń, łamania praworządności i nadużyć władzy, znajdowali się przeważnie członkowie KC narodowości żydowskiej. W tej sytuacji, aby uniknąć odpowiedzialności, potraktowano pryncypialną i partyjną krytykę błędów, jako przejaw antysemityzmu. Komunistów wytykających błędy nazywano antysemitami i ludźmi żądnymi krwi. (Nie było to nic innego niż zwykły szantaż, niż brutalne tłumienie krytyki, niż przejaw zwykłego nacjonalizmu żydowskiego. Komuniści zaś muszą walczyć z każdym nacjonalizmem, nie mogą więc w żadnym wypadku tolerować nacjonalizmu żydowskiego).

3. Ponieważ krytyka błędów wzmagała się trudno było w ogóle uchylić się od odpowiedzialności za błędy w gospodarce i za wypaczenia w organach bezpieczeństwa. Postanowiono więc przerzucić odpowiedzialność na tych członków KC, którzy domagali się naprawy. «Grupa puławska», aby uchylić się od odpowiedzialności, dokonała gwałtownego zwrotu. Wystąpiła raptem w roli «Sprawiedliwych» mężów i «praworządnych» komunistów, w roli «obrońców demokracji i wolności, w roli wrogów «kultu Stalina», pod sztandarem «twórczego marksizmu». Zmieniali skórę jak kameleony. Sjoniści i trockiści stali się natychmiast największymi patriotami i obrońcami suwerenności Polski. «Grupa puławska» stworzyła fikcyjne pojęcie «grupy natolińskiej» i obarczyła ją odpowiedzialnością. Za błędy w planowaniu, za łamanie praworządności, za wszelkie błędy stał się winien tzw. «Natolin», «zamordyści», «stalinowcy», «chamy» itp.

Chodziło tylko o to, aby klasa robotnicza uwierzyła w to oszustwo, aby poparła aktorów szopki politycznej. Ponieważ frakcja «puławska» walczyła z partią w sposób zorganizowany, ponieważ miała w rękach prasę, radio, całą machinę organizacyjną i propagandową partii i państwa, łatwo było osiągnąć ten cel. «Grupa puławska» w myśl starej zasady «łapaj złodzieja» uderzyła z całą siłą w tzw. «natolin», to jest w komunistów, czyniąc ich odpowiedzialnymi za wszystkie błędy i wypaczenia, «Natolin» – głosili rewizjoniści – chcąc uniknąć. odpowiedzialności za błędy i nadużycia, usiłuje zwalić wszystko na żydów, usiłuje obarczyć odpowiedzialnością żydów. Faktycznie «grupa puławska» pod dymną zasłoną antysemityzmu, postanowiła uniknąć odpowiedzialności i odpowiedzialność tę przerzucić na kogo innego. Trzeba tu wyraźnie powiedzieć, że żadnej «grupy» ani «frakcji» tzw. «natolińskiej» nie było i nie ma. Gdyby frakcja «natolińska” rzeczywiście istniała, to na pewno Gomułka z Zambrowskim nie mieliby dla niej żadnej litości i rozgromiliby ją całkiem oficjalnie. A tego nie zrobili, bo zrobić nie mogli. Trudno jest rozbijać coś, co w ogóle nie istnieje. «Grupa puławska” po to aby zamaskować i ukryć własną antypartyjną działalność frakcji – wymyśliła «grupę natolińska» i zaliczyła do niej wszystkich komunistów, starych i młodych, którzy domagali się naprawy oraz wyciągnięcia konsekwencji zgodnie z zasadami marksizmu-leninizmu. Każdy działacz partii winien sobie wyjaśnić i zrozumieć, że nacjonaliści żydowscy bijąc w tzw. «natolin» faktycznie bili w działaczy rewolucyjnych, bili w komunistów, bili w ludzi wiernych klasie robotniczej i partii. Oszustwo trzeba na każdym kroku demaskować, a oszustów zawsze i wszędzie piętnować i gnać z partii, jako najgorszych wrogów klasy robotniczej i socjalizmu.

W czasie tej oszczerczej kampanii szkalowania komunistów, partii i władzy ludowej, zagrano także pobudkę antyradziecką i w ten sposób całkiem jawnie «grupa puławska» stoczyła się na pozycje reakcyjne; podjęła sztandar nacjonalizmu, stanęła w pierwszych szeregach walczącej burżuazji i drobnomieszczaństwa. W ten sposób «grupa puławska» stała się faktycznie ideologicznie i politycznie agenturą imperializmu w polskim ruchu robotniczym. Pod hasłem walki z «dogmatyzmem» i «stalinizmem” przypuszczono atak na komunistów. Postanowiono zmienić skład kierownictwa partii. Próbą generalną przewrotu październikowego stała się Poznań. Sprawa Poznania nie spadła z nieba. Dni czerwcowe w Poznaniu zostały skrupulatnie przygotowane i przeprowadzone wcale nie żywiołowo, lecz w sposób zorganizowany. To nie robotnicy ZISPO czy kolejarze poznańscy zorganizowali wypadki poznańskie. Kontrrewolucja w Poznaniu była dziełem polskiej i międzynarodowej reakcji, która zręcznie wykorzystała błędy popełnione przez partię przed rokiem 1956. Honor robotników Poznania domaga się nie «zasłonięcia kurtyny» jak tego chce Gomułka, a wyświetlenia sprawy, wyświetlenia wszystkich sprężyn krwawych dni czerwcowych. Tam w Poznaniu kontrrewolucja zabijała komunistów i obrońców władzy ludowej. Poznań był dziełem polskiej reakcji przy współudziale międzynarodowego kapitału. Nie da się ukryć, ani zatuszować wydarzeń kontrrewolucyjnych w Poznaniu. Przyjdzie czas, a organizatorzy tego puczu zostaną zdemaskowani. Po krwawych dniach czerwca w Poznaniu, zbliżały się dni przewrotu «październikowego».

[...]

W walce zwycięstwo, bierność i milczenie to zguba! (1964)

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.