Borski: Socjalizm a sprawa żydowska

 

[…]

OJCZYZNA I NARÓD

„Masom tym (żydowskim) czy chcą czy nie chcą tu w Polsce sądzonem jest być, pracować, walczyć i umierać! Polska jest ich ojczyzną, choć reakcja polska odmawia im prawa obywatelstwa w tym kraju” –

pisze tow. A[lter].

„Być, pracować, walczyć i umierać” – niewesołe perspektywy otwiera tow. A. masom żydowskim, chociaż sam zarzuca wszystkim innym stronnictwom żydowskim, ze widzą przyszłość żydów polskich w najczarniejszych barwach.

Ale czy Polska jest naprawdę ojczyzną mas żydowskich? Jeżeli pod ojczyzną rozumieć kraj, gdzie się od stuleci mieszka, pracuje i umiera, to, oczywiście, Polska jest taką dla mas żydowskich ojczyzną. Jeżeli jednak słowem ojczyzna określać będziemy więź duchową i uczuciową, łączącą człowieka z krajem urodzenia, jeśli weź­miemy nie obiektywny fakt istnienia żydów w Polsce, lecz subiektywny ich do Polski stosunek, to trudno powiedzieć, by masy żydowskie uważały Polskę za swą ojczyznę. Większość Żydów polskich tworzy zamknięty świat, a za ojczyznę swą uważa Ziemię Izraela, Palestynę. do której codziennie wznosi modły, błagając Boga o powrót do niej.

Śmieszne jest posądzanie żydów o wrogi stosunek do Polski. Zwłaszcza obecnie, w dobie hitleryzmu, nie ma napewno ani jednej warstwy, czy grupy społecznej wśród Żydów, która byłaby wrogo usposobiona do Polski. Ale to jeszcze nie znaczy, że masy żydowskie uważają Polskę za swoją ojczyznę.

To, że wielu Żydów zapisało się chlubnie w dziejach Polski, nie zmienia postaci rzeczy, były to bowiem przeważnie jednostki całkowicie, lub częściowo zasymilowane już ze społeczeństwem polskim, a ich wkład do dziejów polskich, do kultury polskiej, był wkładem Polaka pochodzenia żydowskiego, a nie Żyda narodowego.

Żydzi, jako naród, nie mają za sobą tradycji w Polsce, jak zresztą i w wielu innych krajach. Można napisać historię Żydów w Polsce, ale nie uda się napisać historii narodu żydowskiego w Polsce.

Czy w przyszłości mogłoby się to zmienić? Czy Żydzi jako naród mają przyszłość w Polsce?

Zdaniem naszem – nie!

Pomijamy już sprawę -własnego państwa i własnego terytorium, sprawę wagi zasadniczej. Przypuśćmy, że Żydzi polscy obejdą się bez tego.

Aby jednak upodobnili się do nowoczesnych narodów, potrzeba – jak słusznie zaznacza tow. A. – by wielka, skostniała w ciemnocie i zacofaniu masa żydowska wyzbyła się „resztek średniowiecza” – jak skromnie ocenia tow. A. – a oprócz tego należy „przewarstwowić” ludność żydowską, to znaczy odpowiednio rozmieścić ją w różnych zawodach zgodnie z potrzebami kraju.

Wystarczy zastanowić się przez chwilę nad tym programem, by zdać sobie sprawę, że chodzi tu o pracę naprawdę Syzyfową. Jeśli tow. A. nazywa emigrację fikcją, to nam się wydaje, że więcej jest fikcji w tym rzekomo realnym rozwiązaniu.

Jeżeli spojrzeć na to rozwiązanie od strony żydowskiej, to należy sobie uświadomić, że proces likwidacji „resztek średniowiecza” byłby bardzo trudny i długotrwały. Co innego, gdy masy zmuszone do emigracji, muszą się przystosować do warunków nowego miejsca pobytu i zmienić tryb życia, a co innego, gdy się chce rewolucjonizować życie mas – a o rewolucję życia żydowskiego chodzi w tym programie – w ich dotychczasowym osiedlu.

Bund, mając do czynienia z robotnikami żydowskimi, zdaje się niedoceniać siły bezwładu i oporu owych „resztek średniowiecza”; a przecież kilkadziesiąt lat pracy Bundu przeszło bez śladu na te „resztki”; co więcej: świat przeżył wielką wojnę i rewolucje, przeżywa bolszewizm i faszyzm, rewolucjonizuje się pod względem techniki i cywilizacji, a nic z tego w najmniejszym nawet stopniu nie musnęło „resztek średniowiecza” żydowskiego w Polsce.

Co się tyczy „przewarstwowienia”, to się nasuwa uwaga następująca: jednym ze skutków „przewarstwowienia” byłoby zmniejszenie się tych wielkich skupień żydowskich, jakie istnieją obecnie. A właśnie te skupienia są ośrodkami życia narodowego Żydów i dają mu główne oparcie. Z chwilą, gdy zaczęłyby upadać, powstałby niewątpliwie kryzys w rozwoju tego życia. Rozproszkowanie Żydów, łącznie z przydzielaniem ich do nowych zawodów, musiałoby wytworzyć nowe formy współżycia narodowego Żydów; w każdym razie współżycie to byłoby trudniej zorganizować; więź wspólnoty narodowej straciłaby na spoistości; wpływ otoczenia nieżydowskiego wzrastałby. Mielibyśmy do czynienia z jednym z licznych paradoksów dziejowych: Żydzi polscy, by stać się narodem nowoczesnym, muszą porzucić średniowiecczyznę i ulec „przewarstwowieniu‘‘, ale gdy to nastąpi, możliwości ich rozwoju narodowego będą mocno podważone.

Zresztą, mniejsza o to. Niech się Bund o to troszczy.

A jak wyglądałoby owo „przewarstwowienie” od strony polskiej?

Wiadomo, że w Polsce panoszy się dziki antysemityzm, mimo, że żydzi nie są zatrudnieni na roli i nie mają dostępu do instytucji, monopoli i fabryk państwowych, do przedsiębiorstw samorządowych, do wielu prywatnych fabryk wielkoprzemysłowych. Gdyby przystąpiono do „przewarstwowienia“ Żydów, gdyby uchylono krzywdzące ich i niesprawiedliwe ograniczenia, to łatwo sobie wyobrazić, jakie powstałoby wrzenie antysemickie.

Prawda, i tow. A. rozumie, że jego program jest teraz nieaktualny, że to jest program jutra, kiedy socjaliści dojdą do władzy. Pięknie.

Od siebie dodamy, że gdy socjaliści obejmą władzę, to być może, faszyzm nietylko w Polsce, ale i zagranicą bę­dzie już należał do przeszłości. Nastroje w społeczeń­stwie polskim byłyby też inne, niż obecnie.

Nie zmienia to przecież faktu, że owo „przewarstwowienie” natknęłoby się, jeśli nie na opór, to w każdym razie na niezadowolenie wśród licznych grup społeczeń­stwa. Ludzie bowiem nie zmieniają się szybko.

Tow. A. wskazuje na Rosję sowiecką, gdzie

„automatycznie niemal odpadła sprawa antysemityzmu, jako możliwości praktyki państwowej”.

Ale tow. A. przemilcza fakt, że w Rosji sowieckiej, gdzie na 170 milionów ludności jest mniej Żydów, niż w Polsce, antysemityzm przed kilku laty dawał się mocno
we znaki po fabrykach i na roli. Ruch ten skłonił władze sowieckie do utworzenia republiki żydowskiej Birobidżan, co tow. A. również dyskretnie przemilcza.

Niech ten przykład będzie miarą trudności, jakie miał­ by do zwalczania rząd socjalistyczny w Polsce w sprawie żydowskiej, gdyby zwyciężyło hasło tow. A.:

„Tu (w Polsce) pozostajemy i pozostać musimy”.

 

„INNOŚĆ” ŻYDÓW

Ale przypuśćmy na chwilę, że program tow. A. wykonano, że antysemityzm zanikł, że zniszczono „resztki średniowiecza”, że „przewarstwowiono” żydów, słowem: kwestię żydowską rozwiązano.

Ale czy kwestia ta będzie już wtedy naprawdę rozwiązana?

Twierdzimy, że – nie.

Tow. A. widzi jedynego wroga – antysemityzm i z nim walczy. Jest to w istocie wróg jaskrawy, rzucający się w oczy. Ale oprócz antysemityzmu istnieje jeszcze inny wróg Żydów, mniej uchwytny, ale niemniej groźny. Trzeba tylko delikatniejszych nerwów, by go odczuć.

Tow. A. na początku swych rozważań zupełnie słusznie zwraca uwagę, że są tacy Polacy, którzy nie lubią żydów za to, że ci są „inni”, że

„drażnią (Polaków) swą obecnością i odmiennością”.

Takiego stosunku tow. A. słusznie nie nazywa antysemityzmem, ale też nie interesuje się nim bliżej. A szkoda, powinien go bowiem interesować ów stosunek do „inności” Żydów – już po przezwyciężeniu antysemityzmu.

Stosunek ten będzie się wyrażał w tolerowaniu Żydów. Masy polskie, jak zresztą i inne, zwłaszcza robotnicze, nie są antysemickie, ale też nie są filosemickie i odczuwają głęboko tę „inność” żydów, czemu trudno się dziwić, gdy się zważy różnice ras, religii, języków, obyczajów, obecnie także strojów i t. d.

Pod tym względem nie zmieni się nic, albo zmieni się bardzo niewiele, także pod rządami socjalistycznymi. Robotnik polski nie będzie się uczył języka żydowskiego, robotnik żydowski będzie wolał obcować w środowisku własnym, niż szukać zbliżenia z Polakami. Polak – mowa wciąż o masie – łatwiej zżyje się z Ukraińcem, nawet z Niemcem, niż z Żydem.

Ta „inność” i obcość znajduje pokarm jeszcze w tym, że Żydzi są „narodem międzynarodowym”, że rozproszeni po całym świecie, odczuwają przecież swą solidarność, chociażby nawet nie utrzymywali ze sobą stosunków. I nic tu nie pomoże, że Bund chciałby zlokalizować sprawę żydów polskich w samej Polsce; opinia nieżydowska stanowiska takiego nie rozumie i nie uznaje, budzi ono w niej nieufność i podejrzliwość.

Możnaby odpowiedzieć na to: Przecież i Polacy i inne narody są rozrzuceni po świecie, przecież żaden naród nie poprzestaje – z tych lub innych przyczyn – na granicach kraju ojczystego. Tak. Ale te narody mają swój kraj ojczysty, a wszyscy, co są poza nim, to albo tacy co z biegiem czasu asymilują się w nowym kraju i wsią­kają w inną glebę narodową, albo pełnią służbę ojczystą na obczyźnie. Bund zaś nie dąży do żydowskiej siedziby narodowej.

I oto powstaje pytanie: czy tow. A. i Bundowi wystarczy tak: „tolerancyjny” stosunek kraju do Żydów? Czy Bund uważa, że w takiej atmosferze mogliby Żydzi pracować owocnie w Polsce i pomnażać swą kulturę narodową w oderwaniu od światowego ruchu żydowskiego?

Gdy chodzi o jednostkę, to ona może – ale nie musi – uregulować swe stosunki z otoczeniem wedle własnego sumienia; jednostka może sobie powiedzieć: uważam się za dobrego Polaka pochodzenia żydowskiego, mam przyjaciół, z którymi obcuję i którzy mnie szanują, pracuję w miarę sił i możności dla takiej a takiej sprawy, a głos opinii antysemickiej jest mi obojętny.

Ale gdy chodzi o zbiorowość ludzką, to nie można tak rozstrzygać kwestii. Tow. A. powiada: „pozostajemy pozostać musimy”. Rzecz dziwna, że nie przychodzi mu wcale do głowy zapytać Żydów, czy chcą pozostać w Polsce, czy też stworzyć sobie własną siedzibę. Wydaje się, że plebiscyt taki nie wypadłby na korzyść tezy tow. A.

A już z całą pewnością twierdzić można, że większość Polaków wypowiedziałaby się za wyjazdem żydów. I nietylko teraz, ale jeszcze później i znacznie później.

Czy Bund może lekceważyć tę opinię, czy może potraktować obojętnie fakt, że większość kraju – nie tylko polska – w najlepszym razie toleruje Żydów? Gdyby nawet większość żydów chciała pozostać w Polsce, to nie może tu być mowy o jednostronnym prawie samookreślenia, trzeba tu wysłuchać – i bodaj przede wszystkim – większość kraju.

Niejeden powie, że to są „imponderabilia“, ale waga tych ,imponderabilii“ jest tu decydująca i zbyteczna chyba wyjaśniać, dlaczego tak jest.

 

ROZWIĄZANIE

Nie widzimy możliwości jedynego rozwiązania kwestii żydowskiej w Polsce. Stosownie do tego, cośmy wyżej powiedzieli, część Żydów, związana głęboko z krajem i kulturą polską, pozostanie w Polsce na zawsze. Znaczna jednak część winna emigrować. I znowu część tej większości wyemigruje do Palestyny, dla reszty zaś trzeba będzie znaleść inne tereny, jako miejsce kolonizacji tymczasowej, lub stałej.

Nie jest prawdą, że Żydzi muszą pozostać w Polsce, ponieważ innego nie mają wyjścia. Istnieje realne wyj­ście, a jest nim emigracja. Odczuwają to i rozumieją coraz szersze warstwy społeczeństwa, zarówno polskiego, jak też żydowskiego. Te właśnie fakty, że emigrację uznają i stosują organizacje żydowskie, że opinia w Polsce coraz powszechniej się skłania ku rozwiązaniu emigracyjnemu sprawy żydowskiej, że nawet czynniki zagraniczne, interesujące się tą sprawą w Polsce, również są za emigracją – świadczą wymownie, że idea emigracyjna zapu­ściła głębokie korzenie i nie da się już usunąć z porządku dziennego. Nic innego, nic lepszego się nie wymyśli.

Rzecz jasna, a dla socjalisty sama przez się zrozumiała, że wszyscy Żydzi, póki są w Polsce, powinni korzystać z równouprawnienia obywatelskiego. Emigracja nie oznacza oczywista „wyrzucenia” Żydów z Polski, jak to głoszą pisma endeckie, ani „sprzedania” ich za kawę brazylijską, jak zaleca p. Studnicki.

Emigracja na większą skalę jest rzeczą skomplikowaną, wymaga długich przygotowań, wielu, pieniędzy i odpowiednich terenów.

Sprawę emigracji rozstrzygnie się najlepiej na forum międzynarodowym, w Lidze Narodów, przy udziale państw zainteresowanych, a więc m. in. Polski, i odpowiednich organizacji żydowskich.

Trudno doprawdy zrozumieć gniew bundowców, gdy słyszą, że Żydzi zagraniczni mieliby finansować emigrację Żydów polskich.

„Nawet ministrowie Trzeciej Rzeszy nie zdobyli się na podobnie genialną koncepcję, jak emigracja Żydów z Niemiec na koszt np. Żydów francuskich lub angielskich”.

woła ogromnie podrażniona „Myśl Socjalistyczna” (num. 20 z 10-go października 1936 r.) w odpowiedzi na projekt agencji „Iskra”, by finansjerzy żydowscy zzagranicy poparli emigrację żydów z Polski.

A przecież, wprawdzie nie ministrowie Trzeciej Rzeszy, ale sami Żydzi angielscy, amerykańscy i in. istotnie zebrali znaczny fundusz dla umożliwienia emigracji 100 tysiącom żydów niemieckich.

Kto się gniewa, nie ma racji – można powiedzieć w tym wypadku. I Bund nie ma racji. Broni przegranej sprawy. Zarzucając w czambuł zwolennikom emigracji, sjonistom i Poale-sjonistom, reakcyjność i nawet „antysemityzm”, Bund nie dostrzega, że ze swym upartym doktrynerstwem, zapatrzonym w przestarzały program z przed pół wieku, staje się partią naprawdę zacofaną, dostarczającą obfitego pokarm u żarłocznemu antysemityzmowi.

Albowiem jest w ręcz przeciwnie, niż twierdzi Bund. Hasło emigracji nie jest ani reakcyjne, ani antysemickie. Reakcja, posiłkując się tym hasłem, uprawia demagogię. Rozwój emigracji zależy bowiem ściśle od rozwoju demokracji i socjalizmu.

Reakcja, faszyzm endecki i hitlerowski, zdobywa się na propagandę antysemicką i pogromy Żydów, ale nie zdobędzie się na rozwikłanie sprawy żydowskiej ku pożytkowi ogólnemu, nie zdobędzie się na zorganizowanie emigracji żydowskiej.

Poważną przeszkodą dla emigracji jest – jak już napomknęliśmy wyżej – obecny kryzys kapitalizmu, rywalizacja imperializmów, chaos polityczny w Europie, niemoc i paraliż Ligi Narodów. Kryzys ten kładzie swe pię­tno na wszystkie zagadnienia dnia, a więc także na emigrację. Klasa robotnicza, walcząc z obecnym stanem rzeczy, walczy tym samym o wyzwolenie emigracji z pęt kapitalistycznych. Ruch zawodowy zajmuje się sprawą emigracji robotniczej, leżącej narazie odłogiem.

Otóż polityczny ruch robotniczy winien włączyć do swego programu sprawę emigracji żydowskiej, a pierwsze miejsce zajmie emigracja z Polski. I socjaliści polscy, prędzej czy później, staną na gruncie programu emigracyjnego. Im prędzej to nastąpi, tym skuteczniej wyrwie się reakcji jej broń demagogiczną.

Z chwilą, gdy w Palestynie udało się wskrzesić siedzibę żydowską – gdzie Żydzi odzyskują godność ludzką i narodową, zatraconą wśród obcych – a w dziele tym wybitną odegrali rolę robotnicy żydowscy, sprawa żydowska weszła na nowe tory. Wstąpiła ona na arenę międzynarodową, jako zagadnienie pozytywne, z wytkniętą dalszą linią rozwoju.

Cóż z tego, że Arabowie się burzą? Czy dlatego, że faszyzm morduje demokrację i socjalizm w różnych krajach, klasa robotnicza zwija gdziekolwiek swe sztandary? Czy sądził ktokolwiek, że odbudowa Palestyny pójdzie łatwo? Czy właśnie ostatni bunt arabski, w spierany zzewnątrz przez faszyzm włoski i niemiecki, nie potwierdza, że sprawa Palestyny jest sprawą demokracji i że obowiązkiem demokracji jest zająć się rozwiązaniem tej sprawy?

I czy masy żydowskie, umęczone wielowiekową niewolą i cierpieniem, widząc, jak się spełniają marzenia ich przodków mogą się przejąć programem narodowym Bundu o widnokręgu jakiegoś Kałuszyna czy Kocka?!

 

Jan Maurycy Borski, Socjalizm a sprawa żydowska. Polemika z Bundem, Warszawa 1937

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Niepodległościowy socjalizm, ŹRÓDŁA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.