Od endeków do stalinistów

 

Od czasu pogromu w Kielcach. z 4 lipca 1946 roku, przez blisko dziesięć lat nikt w prasie polskiej nie poruszał kwestii antysemickiej. Gdyby nie opowiadania Żydów emigrujących z Polski do Izraela, gdyby nie niespokojne głosy przyjezdnych Polaków, można by było sądzić, że antysemityzm przestał być w Polsce problemem.

Od kwietnia 1956 ukazała się jednak w polskich dziennikach i tygodnikach cała seria niezmiernie alarmujących artykułów o przejawach antysemityzmu w Polsce. Cytuje się niewiele faktów, ale one przerażające.

- Pomnik poległych powstańców warszawskiego ghetta został ohydnie zbeszczeszczony (pogadanka Gustawa Kadena w radio warszawskim z 13.6.1956).

- Groby żydowskie są celowo grabione i profanowane. Oto co pisze o tym Jerzy Broszkiewicz w „Przeglądzie Kulturalnym” z 7.6.1956:

„W Polsce są hieny. Żerują na cmentarzach. Nie na wszystkich jednak cmentarzach żerują z równą swobodą, bo chociaż żydowskich pozostało najmniej, to jednak najchętniej żerują na nich właśnie i wiodą ku końcowi dzieło w takiej chwale rozpoczęte niegdyś przez ludzi z SS, własowców, szaulisów czy eneszetowców. Czasem nawet hieny rozpoczynają rzecz od nowa. Oto na przykład na żydowskim cmentarzu we Wrocławiu znajdują się groby, które uległy dewastacji dopiero po 45 roku. Są to groby Lassale’a i historyka Graetza... „.

- Są fakty groźniejsze jeszcze. Antysemityzm przenika do szkół, często popierany przez nauczycieli. Antoni Czałbowski opowiada, w „Trybunie Ludu” z 6.6.1956, o tej małej Helence, którą nauczycielka uparcie przezywa „Hindą”. Podczas przerwy, jej koleżanki i koledzy - siedmioletnie dzieci - otaczają ją kołem i przedrzeźniają chóralnie: „Hin-da-Ży-dó-wa, Hin-da-Ży-dó-wa”. A oto inny przykład „ghetta ławkowego”, które odżywa w Polsce w jedenaście lat po rozbiciu bram kacetów, przytoczony przez Broszkiewicza w cytowanym powyżej artykule:

„Jest jedna na całą klasę dziewięcio i dziesięciolatków. Siedzi sama w swojej ławce – żadna z koleżanek i żaden z kolegów nie chcą z nią sąsiadować. Raz tylko doszło do jawnego okrucieństwa, krzyków, obrzucania grudkami ziemi i kamykami. Uciekła swym prześladowcom. Dopiero w domu wybuchła wielkim płaczem. Nie chciała jednak zdradzić „za co”. Nie naskarżyła też nauczycielom „kto”. Być może – ze strachu. Scena nie powtórzyła się zresztą. Na co dzień pozostała już tylko obcość, złe słowo, szarpnięcie za włosy, kpina. Prześladowcy być może wiedzą, że należy unikać krzyku i bicia. – a może po prostu ktoś im tak doradził, ktoś dojrzały, mądry .. rozsądny, ktoś… „taktowny . Wystarczą przecież drobne, małe ciernie. Na pewno wystarczą, jeśli tylko kłują dostatecznie czę­sto”.

O udziale nauczycieli w tym prześladowaniu dziecka żydowskiego i zatruwaniu duszy dziecka polskiego pisze Kaden w cytowanej powyżej pogadance:

„W jednej ze szkół warszawskich nauczycielka, przynosząca wstyd swojemu  zawodowi, sadza małą dziewczynkę na oddzielnej ławce, wyjaśniając klasie ze uczyniła tak ponieważ dziewczynka jest Żydówką…”

- W „Po Prostu” z 20.5.1956 ukazały się wstrząsające „Kartki z Pamiętnika” Hanki Szwarcman. Młoda dziewczyna, Żydówka, wraca po wojnie do  Polski z Francji gdzie spędziła całe dzieciństwo. Nie ma „semickiego” wyglądu i dlatego może na każdym kroku, wśród znajomych i kolegów, napotyka się na antysemickie wypowiedzi. Życie jej jest zatrute „pozostałościami kanibalizmu i średniowiecza”.

Przez dziesięć lat „żelazna zasłona” była zasłoną kłamstwa. Komunistyczna propaganda walczyła z rasizmem – w krajach w które godził sowiecki imperializm. Oburzenie krajowych „liberałów skupiało si ę na sprawie murzyńskiej w Ameryce, na segregacji rasowej w Południowej Afryce. O rasizmie rodzimym wolano nie pisać – nie śmiano pisać. Łgarstwo propagandzistów „socjalistycznego kraju” trafiało tu zresztą na podatny grunt. Nawet polscy liberałowie i demokraci, nawet Polacy, którym antysemityzm jest najbardziej obcy i wrogi, skłonni są do przemilczania spraw, które wydają im się zbyt wstydliwe. Jak przyznać przed sobą samym, że antysemityzm polski przetrwał okupację hitlerowską, że widok największej masowej zbrodni w historii świata nie spowodował masowego odruchu solidarności Polaków w stosunku do ludności żydowskiej? Polski liberał i chrześcijanin chwyta się jak deski ratunku znanych epizodów ratowania żydowskich przyjaciół czy żydowskich dzieci przez Polaków, którzy czynili to z narażeniem życia. Ale przecież te wyjątkowe epizody (dowodem ich rzadkości jest liczba Żydów którzy przeżyli wojnę) nie wyrównują biernej odpowiedzialności, która ciąży na  narodzie polskim za wyniszczenie trzech milionów ludzi… Nie byłem w Polsce pod okupacją hitlerowską, ale z opowiadań naocznych świadków, Polaków i Żydów, znam epizody bardziej ohydne od biernego przyglądania się „jak Hitler likwiduje problem żydowski w Polsce”. Myślę o szantażach, myślę o „przechowywaniu” Żydów, którzy płacili za to miliony, myślę o szklankach wody, które Polacy sprzedawali za złote  monety Żydom wywożonym z Holandii w „pociągach śmierci, myślę o wyczynach „granatowej policji” w getcie, myślę o „akcjach” N.S.Z. … Jednym z ulubionych argumentów polskich antysemitów są opowiadania o tym jak Żydzi radośnie witali wejście wojska sowieckiego na ziemie wschodnie. „Wymachiwali czerwonymi płachtami, Panie, krzyczeli, Panie, ot draństwo, Panie”. Trudno chyba o bardziej naturalną reakcję. Przecież ta biedna, od lat prześladowana, ale utrzymująca się przy życiu ludność żydowska była skazana na śmierć, gdyby zamiast czerwonej armii wkroczyło do ich miasteczka wojsko niemieckie. Trudno się dziwić radości z jaką witali, nie ustrój, nie ludzi, a cud, który miał im uratować życie… Że wywiezieni razem z Polakami do sowieckich łagrów, Żydzi ginęli tam razem z Polakami, tak jak razem z Polakami ginęli w Oświęcimiu, to już inna sprawa… Trudno się w każdym razie dziwić, że jeśli antysemityzm polski przetrwał okupację hitlerowską, pod którą już nie chrześcijańska, ale zwykła ludzka reakcja winna go była zlikwidować doszczętnie, to okupacja sowiecka mogła go tylko podjudzić. Tym razem znajdowali Polacy pretekst: znaczny procent Żydów, lub osób żydowskiego pochodzenia, wśród dygnitarzy partyjnych, w U.B. Zastanówmy się jednak. Czy pewne skłonności ludności żydowskiej, w kraju, w ciągu ostatnich stu lat przynajmniej, tradycyjnie antysemickim, do partii, do ustroju, który teoretycznie likwiduje całą kwestię antysemicką, nie jest zrozumiała? Tłumaczono skłonność Żydów do komunizmu ich logicznym, filozoficznym temperamentem, połączonym z głodem doktryny uniwersalnej. Interpretacja ta nie jest może pozbawiona słuszności: podobne względy kierują innych Żydów ku katolicyzmowi. W każdym razie wydaje się absurdem oskarżanie o kolaborację” tych właśnie obywateli polskich, których „kolaboracja” z komunizmem wytłumaczalna jest względami samozachowawczymi: mniej by Żydów pociągał komunizm, gdyby była ich nie odtrącała Polska przez tyle lat. A zresztą kto najgłośniej operuje tymi zarzutami? Ideowi koledzy tych ludzi, którzy z oenerowców czy falangistów stali się nietyle „kolaborantami”, co agentami komunistycznego reżymu. Dość mamy przykładów obrzydliwego pochlebstwa wobec komunistów ze strony polskich „narodowców” i rodzimych antysemitów, abyśmy mogli uznać ten argument.

Z artykułów, ogłoszonych. ostatnio w prasie polskiej na temat antysemityzmu, wynika sprawa bardziej sensacyjna. Wiele z nich zawiera aluzje, które – trudno na pozór zrozumiałe – nabierają, kiedy się je zestawi, dość groźnej wymowy. Nie ma bowiem artykułu, w którym by nie wspominano o skłonnościach antysemickich w ramach partii komunistycznej. Aluzje są dyskretne, autorzy robią je mimochodem, ale powtarzają się one tak często, że trudno nie przywiązać do nich wagi, trudno nie podejrzewać że wymowa ich przekracza dozwolone ramy.

Jerzy Broszkiewicz pisze w „Przeglądzie Kulturalnym” z dnia 7.VI.:

„Nie mogę zaręczyć że cień antysemityzmu nie przekroczył progu żadnego z komitetów partyjnych”.

I dalej:

„Fakt przenikania do szeregu partii każdej myśli, każdej tendencji sprzecznej z założeniami podstawowymi ruchu robotniczego, wrogiej zasadom i prawom komunistycznej moralności… może stać się jedynym naprawdę groźnym niebezpieczeństwem… Zdarzają się wypadki, kiedy partyjni ulegają presji obcych i wrogich tendencji, kiedy… pod hasłami narodowej jedności dokonuje się… przemytu tendencji obskuranckich, nacjonalistycznych, średniowiecznych…”

Albo ten ustęp, z polemiki po artykule Hanki Szwarcman w „Po Prostu”:

„Mamy w Polsce do czynienia z potrójnym nacjonalizmem ukształtowanym historycznie – uczucia antyniemieckie, antyrosyjskie i antyżydowskie. Dwa pierwsze objawy tego nacjonalizmu uwzględnione są w propagandzie, w wychowaniu dzieci, młodzieży… Natomiast o Żydach… tu obowiązuje przemilczenie”. (Podkr. nasze).

Ignacy Krasicki nie waha się w „Dzienniku Polskim” (24.V.1956) wskazać na przyczyny tego „przemilczenia”, pisząc że „tragiczne zbrodnie” które wynikały z „kultu osobowości” (trudno dziś o bardziej czytelny eufemizm) rzucają ponury cień na kwestię antysemityzmu i że jednym z zasadniczych elementów „beriowszczyzny” (inna odmiana eufemizmu) był obrzydliwy akompaniament antysemicki tylu procesów…

Podobnie Arnold Słucki w „Przeglądzie Kulturalnym” z 12 kwietnia:

„Czy sprawa lekarzy nie mogła stać się swoistym preludium do tego rodzaju swoistych mistyfikacji o daleko szerszych społecznych konsekwencjach? Nie należy tych spraw przemilczać. Antysemityzm – powiedział Bebel – to socjalizm dla głupich. Należy zastanowić się czy pod skrzydłami beriowszczyzny nie wypróbowywano odmiany komunizmu dla durniów”.

A Stanisław Jerzy Lec formułuje tę samą myśl jeszcze bardziej bezpośrednio („Przegląd Kulturalny”, 10.V.):

„August Bebel powiedział: Antysemityzm to ·socjalizm głupców. Czy będziemy jeszcze musieli mówić: Antysemityzm to komunizm głupców?”

Edmund Osmańczyk („Świat”, 20.V.) daje wyraźnie do zrozumienia, że istnieje grupa antysemicka wśród komunistów:

„Nie jest postępowym ten kto szanuje Z.S.R.R. i naszą Partię, ale toleruje wokół siebie i w sobie jakieś uprzedzenia rasistowskie, konkretnie – w naszych warunkach – antysemickie”.

Przed próbą bliższej analizy tych aluzji, przejdźmy do innych informacji o antysemityzmie w lonie partii komunistycznej, które nie mogą się oczywiście ukazać w prasie polskiej. Według Seweryna Białera, byłego urzędnika centralnego komitetu polskiej partii komunistycznej, który sam jest pochodzenia żydowskiego i uciekł niedawno z Polski, pierwsze czystki antysemickie miały miejsce w partii na przełomie 1953 i 1954 roku. Następujące osobistości pochodzenia żydowskiego zostały wówczas zwolnione z zajmowanych stanowisk; Oskar Kluski, dyrektor sekcji zagranicznej K.C., Artur Starewicz, dyrektor sekcji propagandy K.C., Teodora Feder, jego zastępca, Stefan Staszewski, dyrektor departamentu prasowego K.C., Leon Kasman, redaktor „Trybuny Ludu” – i wiele innych. Silne tendencje antysemickie przypisuje się w szeregach partii i armii Rokossowskiego. Faktem jest że, mniej więcej w tym samym czasie, kilka tysięcy oficerów pochodzenia żydowskiego zostało przeniesionych w stan spoczynku, bez żadnego wytłumaczenia oficjalnego. Kazimierz Witaszewski, prawa ręka Rokossowskiego, który był jego podsekretarzem stanu w ministerstwie obrony narodowej i dyrektorem wychowania politycznego wojska, uchodzi za gwałtownego antysemitę. Został on niedawno mianowany generałem i stoi obecnie na czele U.B. Opowiadają na jego temat następujące zdarzenie. Na zebraniu w warszawskiej Akademii Dzierżyńskiego (akademia wojskowa wychowania politycznego), Witaszewski krytykował Hilarego Minca i jego politykę gospodarczą, robiąc kilka razy aluzję do jego pochodzenia żydowskiego. Podczas dyskusji, jeden z oficerów zaprotestował, mówiąc że można atakować politykę gospodarczą Minca, ale że nie widzi co ma do tego jego żydowskie pochodzenie. Witaszewski zażądał od śmiałka danych personalnych, myśląc że wchodzi tu w grę „żydowska solidarność”. Okazało się że oficer ten nie jest Żydem, a postawa jego zyskała poklask sali.

Rokossowski i Witaszewski uchodzą za przeciwników „nowego kursu” w Polsce, za „twardych” (jak ich nazywa prasa francuska), podobnie jak Ochab i Wiktor Kłosiewicz, zarząd­ca syndykatów, nowy członek biura politycznego, którzy również mają opinię antysemitów. O Ochabie opowiadają, że na wiecu partyjnym w Łodzi ktoś z publiczności przekazał mu kartkę z zapytaniem (zwyczaj ustalony po XX Kongresie): „Dlaczego najlepsze stanowiska w partii, rządzie i administracji zajęte są przez Żydów?” Ochab rzekomo surowo zgromił. anonimowego interpelanta za antysemityzm, mówiąc że jest on sprzeczny z ideologią komunistyczną, ale dodał charakterystycznie że „rząd dokona rewizji obsadzenia szeregu stanowisk”.

Ochab jest szczególnie niepopularny w kołach partyjnej inteligencji – zwłaszcza wśród pisarzy i artystów. Nie ukrywał on nigdy swego niepokoju i niezadowolenia z obrotu jaki przybrała „odwilż” w Polsce. Otóż wśród pisarzy i dziennikarzy, którzy pierwsi i najodważniej zaczęli walczyć o większą wolność, nie brak Żydów. Umysły prymitywne – czy wywodzą się z faszyzmu czy ze stalinizmu – zawsze podejrzewały Żydów o mroczne tendencje liberalne. Nie gdzie indziej jak w „Życiu Warszawy” z 31 maja czytamy to rewelacyjne zdanie, przedstawione jako opinia pewnego odłamu polskich antysemitów: „Żydów charakteryzują ciągoty do burżuazyjnego liberalizmu”. Jakiż to antysemita może się dziś w ten sposób wyrażać, jeśli nie antysemita stalinowski? Jak widać hasło „Żydokomuna” zastępuje się hasłem „Żydoliberalizm”.

Reasumując: liczne świadectwa, które dochodzą do nas z Polski, pozwalają zrekonstruować następujący obraz sytuacji. Grupa „stalinowska” w łonie polskiej partii komunistycznej, przeciwna reformom i jakiejkolwiek zmianie obecnego stanu rzeczy, jest w znacznej mierze antysemicka. Antysemityzm jest platformą, na której jakikolwiek rząd Polski może uzyskać poklask najbardziej zacofanej części społeczeństwa. Porzucając, z polecenia Kremla, dotychczasową politykę terroru i będąc w ten sposób zmuszonym szukać nieco szerszego oparcia w ludności, reżym poświęca bez wahania szereg ludzi, którzy mu byli oddani: Żyd jest zawsze i wszędzie idealnym kozłem ofiarnym. Ponieważ autentyczne tendencje liberalne są reprezentowane wewnątrz Partii przez sfery intelektualne, wśród których nie brak ludzi żydowskiego pochodzenia, stalinowcy przygotowują sobie może w ten sposób grunt do rozgrywki z „liberalną” opozycją.

Rozumowanie to jest tym bardziej prawdopodobne, że antysemityzm polskich stalinowców odzwierciadla antysemityzm ich moskiewskich mocodawców. Ochab uchodzi za człowieka posiadającego zaufanie Chruszczowa. Otóż przypisuje się ogólnie na Zachodzie Chruszczowowi tendencje antysemickie. Zachodnia opinia była poruszona faktem, że raport Chruszczowa nie zawierał potępienia zbrodni dokonanych w epoce stalinowskiej przeciw Żydom. Sam komunistyczny organ amerykański „Daily Worker”, zawierał w nr. z 6 czerwca 1956 następujące zdanie:

„Wyrażamy również nasz niepokój w związku z faktem, że wśród długiej listy zbrodni wspomnianych w przemówieniu brakuje tych które pełniono przeciw kulturze żydowskiej i przeciw żydowskim twórcom kulturalnym”.

Wiadomo także że pewne koła zachodnie – zwłaszcza wśród socjalistów, kilkakrotnie interweniowały w tej sprawie w rozmowach z sowieckimi przywódcami i że Chruszczow zbył te interwencje twierdzeniem że antysemityzm nie istnieje w Z.S.S.R. Szwajcarska „Neue Züricher Zeitung” z 16 czerwca przytacza taką rozmowę między czołowym socjalistą, brytyjskim Hugh Gaitskell i Chruszczowem podczas wizyty „B. i K.” w Londynie oraz dyskusje między Chruszczowem i delegatami francuskiej S.F.I.O. w Moskwie. Zapytany o los Żydów w Z.S.S.R. Chruszczow miał stwierdzić, że żydowscy intelektualiści odegrali ważną rolę podczas rewolucji i że otrzymali dlatego ważne stanowiska w partii i w administracji. Było to potrzebne wówczas z powodu braku rosyjskich sił intelektualnych. Ale warunki się zmieniły od tego czasu. Bolszewizm uformował swych własnych administratorów i inteligentów i nie potrzebuje już polegać na intelektualistach żydowskich. Chruszczow oświadczył wreszcie, że same żydowskie organizacje kulturalne nie przywią­zują żadnej wagi do swej własnej kultury i że życzą sobie jak najszybszej „rusyfikacji” dwóch milionów Żydów zamieszkują­cych Z.S.S.R. Już te oświadczenia zawierają sporą dozę antysemityzmu, chociażby podświadomego. Teza głównej roli zagranej przez Żydów podczas rewolucji październikowej – jest ostatecznie tezą „Czarnej Sotni”. Ale Chruszczow wyraża się w sposób o wiele bardziej bezpośredni w „demokracjach ludowych”, niż w rozmowach z zachodnimi demokratami. Podczas posiedzenia Centralnego Komitetu Polskiej Partii Komunistycznej po
śmierci Bieruta, Chruszczow rozmawiał łaskawie w kuluarach z delegatami klepiąc ich po ramieniu. Oto kilka jego wystąpień w sprawie żydowskiej: (przeglądając listę delegatów): „Macie tu za dużo Abramowiczów”. Albo, w charakterze przyjacielskiej rady „starszego braciszka”: „Jeśli macie do wyboru między Kowalskim i Rosenblumem, i jeśli Kowalski nie jest zupełnym kretynem i draniem, a Rosenblum geniuszem, wybierajcie zawsze Kowalskiego”…

Antysemityzm sowiecki jest zresztą znany w Polsce. W czerwcu 1956, zorganizowano zbiorową wycieczkę P.G.R.’ów do Z.S.S.R. W ostatniej chwili, skreślono z listy delegatów wszystkich Żydów, nawet dygnitarzy.

Wykorzystywanie antysemityzmu przez komunistów nie jest w Polsce nowością. Wiadomo dziś że pogrom w Kielcach w roku 1946 został sprowokowany przez lokalnych urzędników – rosyjskich wówczas – U.B.

W świetle tych danych, polskie artykuły które cytowaliśmy, z zawartymi w nich aluzjami do skłonności antysemickich w polskiej partii komunistycznej, nabierają specjalnego wyrazu.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat, tradycyjny, głęboki antysemityzm polski nie stracił w niczym na natężeniu. Ale – jak mówi jeden z polskich dziennikarzy – obowiązywało milczenie. Dopiero na skutek „odwilży” – i to już dobrze zaawansowanej od kwietnia 1956 – zaczęto znów w Polsce mówić o antysemityzmie. Ciekawy zbieg okoliczności – organy prasowe i dziennikarze, którzy pierwsi zabrali głos na ten temat, są ci sami, którzy pierwsi odważyli się walczyć na łamach polskiej prasy o szeroko pojętą liberalizację.

Muszą oni zdawać sobie sprawę, że ta liberalizacja jest zagrożona przez stalinistów, przez” kacyków”, zarówno przez wszystkich administratorów na uprzywilejowanych stanowiskach – jak przez odwieczną polską kołtunerię. Czują oni że właśnie na tym odcinku – żydowskim – może powstać alians pomiędzy stalinistami i kołtunerią. I dlatego korzystają z obecnej atmosfery, aby ostrzec nas przed tą podwójną groźbą. Na skutek tragicznej ironii losu, antysemityzm, który tyle złego wyrządził i Polsce i Polakom, staje się znów aktualnym niebezpieczeństwem, i może być wykorzystany przez dzisiejszych oprawców Polski, tak jak był  wykorzystany przez wczorajszych.

Konstanty A. Jeleński
Kultura nr 9 (1956)

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Narodowy komunizm i nacjonalbolszewizm, OPRACOWANIA z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Komentowanie wyłączono.